Teraz jest 16 sty 2022, 22:38


Napisz wątekOdpowiedz Strona 115 z 120   [ Posty: 1194 ]
Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118 ... 120  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 28 sty 2014, 23:05 
Pierwsza zarwana nocka
Pierwsza zarwana nocka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 16 lut 2012, 18:32
Posty: 695
Lokalizacja: Knurów
Gra w: ME, AC, NfS
luki - to miło, że chcesz się podjąć "zopiniowania", ale wiedz, że moja prośba nie była skierowana tylko do Ciebie, więc nie musisz tego odbierać tak jakbym kazała Ci koniecznie oderwać się od obowiązków i czytać :P Tylko proszę (ogół użytkowników). I jak ktoś będzie miał czas oraz chęci to niech spokojnie przeczyta i wystawi swoją opinię.
A tak w ogóle to oby wszystko (cokolwiek zaliczasz) Ci się powiodło :)

_________________
A życie? Życie będzie toczyć się dalej, bez względu na to co zyskamy, a co stracimy..

Zrozum różnicę między "bynajmniej" a "przynajmniej" i dopiero wtedy używaj tych słów!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 29 sty 2014, 10:03 
Niedzielny gracz
Niedzielny gracz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 08 mar 2013, 18:39
Posty: 38
Gra w: Mass Effect, Risen, Rayman, Neverwinter nights, Heroes of Might and Magic III
Ja teraz mam kilka egzaminów, więc jestem trochę nieaktywny i nieosiągalny. Ale jak tylko się sesja skończy, to wezmę się do czytania i komentowania :)

_________________
Ten, kto twierdzi, że pieniądze szczęścia nie dają, prawdopodobnie nigdy nie był w księgarni.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 29 sty 2014, 10:20 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 08 wrz 2012, 16:37
Posty: 1678
Gra w: ME, Wiedźmin, KOTOR
Kolejny raz potwierdza się, że wena jest dziwną rzeczą. Paulasaf i JamCiJestAdam dodali nowe odcinki, więc i mnie naszło, żeby coś dodać. W tej chwili piszę trzy opowiadania. Jedno małe i dwa większe. Nie planowałem w najbliższym czasie wrzucać kontynuacji "Siły Wiary", ale... no jakoś tak wyszło i coś tam naskrobałem.

No i po długiej przerwie powstał odcinek "Siły Wiary" nr 11 (ale dużo :) ). Planowo odcinek 11 miał opowiadać o kolejnych losach Toma, ale postanowiłem napisać jednak o Michaelu, bo jakoś naszła mnie wspomniana wena. Odcinek jest nieco inny od poprzednich, bo nie ma w nim walki - skupiłem się na czymś innym.

Zapraszam :)

----------------------------------------------------------------------------

SIŁA WIARY

ODCINEK XI
O CO WALCZYMY


I


Noc była pogodna, bezchmurna. Liczne gwiazdy lśniły na ciemnogranatowym niebie pięknym, żywym blaskiem. Wszechświat zdawał się być spokojny, ale było to tylko złudzenie. Pradawna rasa maszyn - Żniwiarze - powróciła, aby zniszczyć ludzkość i wszystkie inne rasy galaktyki. Młody brunet leżał z założonymi za głowę rękoma na niewielkiej polanie. Patrzył w gwiazdy i zastanawiał się, ile z nich ma planety, na których dzieją się teraz dramaty takie jak tu, na Ziemi. Aż wzdrygnął się na samą myśl o poznaniu odpowiedzi. Ilu ludzi traci teraz drogie im osoby, a ilu zastanawia się w tej chwili, tak jak on, nad losem swoich bliskich? Głęboko westchnął.

- Gdzie jesteś, komandorze? - pytał, patrząc na najjaśniejszą z gwiazd. - Potrzebujemy cię...

Po kilku minutach rozmyślań wstał i wszedł w głęboki las. Po długim spacerze dotarł do obozowiska w starym ośrodku myśliwskim. Miał spore problemy ze znalezieniem swojego namiotu. Sporo się tu zmieniło, a to raptem kilka dni - myślał. Po chwili dezorientacji trafił na właściwą ścieżkę, i usiłując nie zdeptać ludzi, którzy spali w śpiworach przy dopalających się ogniskach, trafił do swojego "domu". Zasunął suwak i wskoczył w swój śpiwór. Zasnął bez problemu.

II


Kiedy dowiedzieli się, że komandor Shepard opuścił nie tylko Ziemię, ale i Układ Słoneczny praktycznie od razu po inwazji, morale spadło jeszcze niżej niż było po śmierci żołnierza, dla którego w ogóle wyruszono do miasteczka, w którym liczyli na znalezienie medi-żelu. Admirał uspokajał; mówił, że Shepard jest potrzebny gdzie indziej, ale ludzie wiedzieli swoje. "Jak to potrzebny gdzie indziej? Tu jest Ziemia, tu jesteśmy my". "Powinien tu być i pomagać właśnie tu, bo tu walczymy i umieramy". Myśleli, że to im należy się pomoc, że mają najgorzej ze wszystkich, co mocno mijało się z prawdą. Sytuacja, w jakiej się znajdowali, była stabilna, a kryjówka w starym ośrodku strzeleckim względnie bezpieczna.

W ciągu kilku dni od akcji w miasteczku, gdzie uratowano większość ludzi zabarykadowanych w szpitalu, grupa mocno się rozrosła. Kiedy domyślono się, że Żniwiarze koncentrują się na wielkich miastach, Anderson podjął decyzję o wysyłaniu niewielkich patroli do małych miasteczek w okolicy. Ludność większych miast spisał na straty, nie miał wyboru. Miał za to świadomość, że nie zdoła ocalić wszystkich, a próbując dostać się do Vancouver zapewne straciłby więcej ludzi niż mógłby uratować. Admirał wydał rozkaz, by szukać ocalałych, przy okazji zbierając wszystko, co mogłoby się przydać. Pożywienie, świeża woda, a nawet pojazdy. W razie natknięcia się na oddziały Żniwiarzy, mieli unikać walki. O ile jedzenia i picia było pod dostatkiem, o tyle pochłaniacze ciepła były na wykończeniu. Trzeba było bardzo oszczędnie nimi gospodarować. Oddziały zwiadowców, dowodzone przez Tarana, Debrę i Rudego, patrolowały więc miasteczka, znajdując w nich niewielkie grupki przerażonych ludzi, chowających się po piwnicach i strychach. Proponowano im przyłączenie się do grupy. Większość zgadzała się, mając świadomość, że samotnie nie mają szans.

III


W ten pogodny, nieco inny od poprzednich poranek, w obozie budziło się około stu osób, w większości cywili. Inność polegała na tym, że RR do każdego posiłku dodał po czekoladowym batoniku. Dwa dni wcześniej znalazł cały karton tych smakołyków w minibusie, który był teraz jednym z kilku pojazdów, które były do dyspozycji grupy. Dwa minibusy, kilka aut terenowych oraz wojskowy Mako gwarantowały grupie jako taką mobilność. Ludzie zdążyli zadomowić się w tym miejscu, ale Anderson wiedział, że niedługo będą musieli zmienić lokalizację. Był w tej chwili odpowiedzialny za setkę istot i jedynym, co powstrzymywało go od podjęcia działań, był paraliż komunikacyjny. Bez konsultacji z dowództwem działałby po omacku, a było to w jego oczach proszenie się o śmierć. Mocno naciskał na Rudego i Roberta, którzy pracowali na zmianę przy radiostacji, usiłując złapać sygnał Przymierza. Od tego uzależniony był dalszy los grupy. Uzyskanie jakichkolwiek informacji sprawiłoby, że Anderson mógłby podjąć jakieś decyzje - nie znosił bezczynności. Czuł, że im dłużej tu są, tym większe jest prawdopodobieństwo, że zostaną wykryci.

Mimo stabilnej sytuacji i bezpiecznej kryjówki, wśród ludzi dominowało przygnębienie. Trudno im się dziwić - myślał Michael Young, korespondent londyńskiej gazety London Daily. Domyślał się, że chwilowo im się poszczęściło, mają moment wytchnienia od rzezi, jaką przeżywają teraz miliony ludzi na całym świecie... Na wielu światach. On sam myślał o losie swojej rodziny, która mieszka pod Londynem. Nie miał pojęcia, co dzieje się teraz z jego rodzicami, młodszą siostrą - Emily - oraz jego dziewczyną, Amandą. Myślał też o swoim kuzynie, Tomie, który w dzień, w którym rozpętało się piekło, miał odwieźć motocykl Michaela na przegląd. Życia miliardów istnień w galaktyce nagle odwróciły się do góry nogami, zostały brutalnie przerwane. Zmieniły się priorytety. Nikt już nie myśli o naprawie motocykla, awansie w pracy, czy zwycięstwie ukochanej drużyny piłkarskiej. Teraz liczy się przetrwanie, zabijanie wroga, zaspokajanie podstawowych potrzeb.

Michael właśnie jadł swój czekoladowy batonik, kiedy dotarła do niego rozmowa Tarana, najbardziej zaufanego człowieka Andersona w obozie, z jednym z cywili.
- Jak już wygramy tę wojnę - mówił Taran, napełniając manierkę wodą z plastikowej butelki - to oświadczę się Rebece.
- Jakiej Rebece? - pytał cywil. - Nie kojarzę tu żadnej takiej.
- Bo jej tu nie ma - potężny żołnierz zwiesił głowę. Po chwili rozmyślań dodał: - Moja koleżanka ze szkoły, jeszcze zanim poszedłem do wojska. Widywaliśmy się też potem, ale jakoś nigdy jej nie powiedziałem, co czułem. Dopiero teraz człowiek dostrzega, ile rzeczy mógł zrobić. Ba, powinien!
- Nie wyglądasz na specjalnie nieśmiałego - wtrącił się Young, podchodząc bliżej.

- Wiem, snajperze. Możesz się śmiać, że facet, który ubijał krogan i gethy, ma problem, żeby wyznać kobiecie swoje uczucia. Z tym że wiem, jak walczyć z kroganinem, jak uszkodzić getha tak, żeby się nie pozbierał. A jak kobieta powie zwykłe słowo "nie", to czuję się, jakby mi ktoś spluwę zarąbał, a całe stado rozjuszonych krogan biegło prosto na mnie.
- Nie śmieję się - Young cicho zaprzeczył i zamyślił się.
- Jak ma na imię? - spytał domyślnie Taran.
- Amanda... - odrzekł, biorąc głęboki oddech. - Nie mam pojęcia, gdzie jest. Wy jesteście przynajmniej na swoim kontynencie, a mnie i RRa od domu dzieli ocean.
- No tak, ale zachowujecie się zupełnie inaczej - zauważył żołnierz. - Ten Robert to chyba jedyny gość, któremu zdarza się tu uśmiechnąć... Wiesz w ogóle, po co on gromadzi to całe żarcie?
- Żarcie? - odparł zaskoczony Young. - O czym ty mówisz?
- To ty nic nie widziałeś? Snajper, a spostrzegawczości uczę go ja, Taran - zaśmiał się demonstracyjnie. Po chwili dodał, całkiem poważnie i znacznie ciszej: - Nie wiem, może on chce dać nogę, bo kupę żarcia do namiotu znosi. Weźmie sobie jedno auto i tyle go widzieliśmy.
- Nie ma sensu nigdzie uciekać. Tu jesteśmy bezpieczni - zastanawiał się Michael. - Rozmyślanie na ten temat też nie ma sensu. Pójdę już, dziś moja kolej na liczenie pochłaniaczy ciepła. Trzymaj się, Greg.
- Nara, snajper.

IV


Stał nad skrzynią wypełnioną pochłaniaczami ciepła w jednym z dwóch budynków byłego ośrodka myśliwskiego. Przerzucał kolejne, po dwa na raz, do drugiej skrzyni, znajdującej się tuż obok. Liczył w pamięci.
- Hej, Michael - damski głos zabrzmiał mu za plecami. Emily Wong weszła do pomieszczenia. - Co ty robisz, do cholery?
- Liczę. Nie widzisz, bystra koleżanko po fachu?
- Dobra, dobra, mądralo. Mam newsa - powiedziała i kiwnęła głową, zachęcając go do wyjścia na zewnątrz. - Chodź. Zdaje się, że RR coś wskórał z tym komunikatorem.
- Żartujesz - mężczyzna ożywił się i podążył za nią truchtem - mamy kontakt z dowództwem?

Nie odpowiedziała, bo dochodzili już do całej gromady kilkudziesięciu osób, które stały przy wejściu do drugiego z budynków. Rozległe, dwuczęściowe drzwi rozwarły się, a ze środka wyszedł uśmiechnięty od ucha do ucha RR. W pomieszczeniu wciąż stał Anderson i wykonywał jakieś ruchy dłońmi przy włączonym omni-kluczu.
- Robert - pytał Michael - co się stało?
- Dobre wieści, ludzie - powiedział RR, kierując odpowiedź do wszystkich zgromadzonych.

Dobre. Wieści. Te dwa słowa nie były tu jeszcze wymawiane razem. Jak do dej pory, wieści były albo "złe", albo "tragiczne". "Dobra" była wódka, przynajmniej zdaniem Waltera, właściciela knajpy z Vancouver. Wciąż jednak nikt się nie uśmiechał. Poza Robertem, który oparł się plecami o ścianę budynku i wciąż stał naprzeciwko całej gromady, jakby coś podśpiewując. Już chcieli zasypać go pytaniami, ale w końcu ze środka wyszedł admirał, który stanął w progu i uruchomił jakieś nagranie ze swojego omni-klucza. Oczom zgromadzonych ukazał się obraz, na razie w bezruchu. Młoda brunetka z włosami do ramion, ubrana w białą, obcisła sukienkę, stała w jakimś niewielkim magazynowym pomieszczeniu. Za jej plecami wisiała tabliczka z napisem "NORMANDIA". Kobieta nadawała coś w rodzaju komunikatu.

- A to wywłoka - skomentowała Emily Wong, zanim jeszcze admirał puścił video.
- Co? - pytał Young, marszcząc brwi.
- To ta zdzira, Allers z Teatru Bitwy. Jak ja jej nie znoszę... Nie wierzę, po prostu nie wierzę. Ja tu, a ona tam! Tam!
- Cicho być! - krzyknęła jedna z kobiet, cywil.

Chwilę po zapadnięciu ciszy Anderson odtworzył nagranie:
- Tu Diana Allers, Teatr Bitwy. Dzisiejsze informacje wleją nadzieję w serca walczących, jestem tego pewna. Dziś, o godzinie siódmej rano uniwersalnego czasu ziemskiego, na pokładzie fregaty Przymierza, SSV Normandii, podpisany został dokument, na mocy którego Hierarchia turian zawarła sojusz ze zjednoczonymi klanami Tuchanki. Umowę parafowali: w imieniu Hierarchii, Prymarcha Adrien Vitus, w imieniu krogan, Urdnot Wrex. Podpis na dokumencie złożył też przedstawiciel Przymierza, komandor Shepard, którego wysiłek podczas negocjacji umożliwił powstanie tego sojuszu. Komandor korzysta tym samym po raz pierwszy z uprawnień nadanych mu przez admirała Hacketta, na mocy których ma prawo zawierać sojusze w imieniu ludzkości. W negocjacjach uczestniczyła też delegacja salarian, jednak rasa z Sur'Keshu nie zdecydowała się przystąpić do paktu. Ma to zapewne związek z drugim, niezwykle ważnym dla historii galaktyki faktem. Wczoraj kroganie, przy wsparciu lotnictwa turiańskiego oraz załogi SSV Normandii, zdołali rozprzestrzenić lek na genofagium, co oznacza, ni mniej ni więcej, koniec ponad tysiącletniej sterylizacji tej rasy. Właśnie ten fakt jest głównym powodem, dla którego kroganie dołączają do paktu z wielką siłą i niezmiernym entuzjazmem. Już niedługo więcej informacji z linii frontu. Bądźcie z nami, bo my jesteśmy z wami! Z pokładu SSV Normandii, specjalnie dla państwa, Diana Allers, Teatr Bitwy!

Ludzie zaczęli się delikatnie uśmiechać. Michael zauważył, że RR zniknął, ale nie na długo. Po chwili wrócił, a wraz z nim kilkoro dzieciaków. Wszyscy nieśli worki z jedzeniem i piciem. Sam RR rzucał ludziom butelki z piwem, które jakimś cudem posiadał.
- Chomikowałem co nieco na wszelki wypadek. Na wypadek dobrych wieści - mówił Robert, stając przy Michaelu.
- Taran mówił, że zbierasz jakieś zapasy. Zastanawiał się, czemu, ale tego się chyba nie spodziewał.

RR podniósł dłoń ze swoim omni-kluczem na wysokość głowy i zdalnie włączył niewielkie głośniki, które stały na jednym z plastikowych stolików. Muzyka reaggae rozbrzmiewała wśród coraz mocniej uśmiechniętych ludzi. Anderson delikatnie się zaśmiał, po czym wszedł z powrotem do budynku. Robert zaczął rytmicznie tańczyć, podrygując do dobrze znanych sobie rytmów. Kilka osób przyłączyło się. Inni rozmawiali.

- Nie wspomniała nic o asari - mówił Henry, emerytowany policjant.
- O quarianach też nic a nic - dodał jego brat, Walter, popijając piwo. - A przecież to oni mają największą flotę w galaktyce.
- A salarianie musieli się obrazić - zastanawiał się Taran. Spojrzał na Michaela. - Skoro tam byli, ale olali sprawę... Więc komandor jednak nie uciekł, co Young?
- Szczerze mówiąc, nie wiedziałem, że taki z niego dyplomata - odparł młody Anglik, chwytając swoje piwo. Wciąż nie potrafił się uśmiechnąć. - Walter, Henry, o co wy walczycie?
- Co za głupie pytanie, młody. My tu poważne tematy mamy - odburknął Henry. Czkał, chociaż dopiero co zaczął pić. - Walczę, żeby przeżyć, bo ktoś inny chce mnie zabić. Sprawa jest prosta, nie filozofuj.

Young odszedł dalej, nieco zniechęcony. Natknął się na Debrę, szczupłą biotyczkę o wielkim potencjale, jak mówił Taran.
- Hej, snajperze - powiedziała, patrząc mu w oczy. - Co powiesz na temat wiadomości? Podobno byłeś dziennikarzem. Jakieś ciekawostki?
- Raczej nie. Nie mam ciekawostek, ale mam pytanie. Mogę ci je zadać?
- Masz pytanie? - zdziwiła się. - No... Dobra, dawaj. Ciekawe, czy będę tego żałować.
- Co pcha cię do walki? Co cię motywuje?
- Ty to masz myśli... - spojrzała na chwilę w górę, wodząc wzrokiem po koronach drzew, które lekko falowały pod wpływem wiatru. W końcu jej oczy znów skupiły się na rozmówcy. - Chcę być najlepszą biotyczką, ale też nie chcę być bohaterem.

- Nie do końca rozumiem, Debrah. Dlaczego nie chcesz być bohaterem? Może mówiliby o tobie tak, jak teraz mówili o Shepardzie.
- Nie chcę. Może dlatego wciąż jestem szeregowcem. Znałam kiedyś jednego bohatera, Young. Wiesz, gdzie jest najwięcej bohaterów? - mówiąc to, skrzyżowała ręce. - Na cmentarzu. Najczęściej w symbolicznej trumnie, bo ich ciała się zdezintegrowały, rozpuściły, spaliły, albo nie nadają się do identyfikacji i wrzucają do trumny byle co, żeby rodzinie było trochę lżej.
- Kim był ten bohater? Powiesz mi, jak zginął?
- Ech - kobieta westchnęła. - Poznałam go ładnych parę lat temu na Stacji Gagarina. Możesz ją znać też pod nazwą Skok Zero. Wiesz, takie miejsce dla uzdolnionych biotycznie dzieciaków. Byliśmy nastolatkami, on parę lat starszy. Uczyliśmy się razem, wygłupialiśmy. Miał sukinsyn talent, oj, miał... Był tak utalentowany, że z jego powodu zamknęli całą stację... - Debrah przełknęła ślinę z wysiłkiem. - Potem trafił na ową legendarną Normandię, pod dowództwo wielkiego herosa, mitycznego komandora Sheparda. Zginął bohaterską śmiercią na Virmirze, rozerwany na kawałki eksplozją bomby. Nie muszę chyba dodawać, że to była duża bomba, a z bohatera nie było co zbierać.

- Wiem, o kim mówisz - Michael kiwnął głową.
- Tak? - uniosła brwi ze zdziwieniem. -To uświadom sobie, że to był bohater. Ja nie chcę zostać bohaterem. Walczę, żeby żyć, a nie bohatersko umrzeć. Jeśli chcesz być drugim Shepardem, to droga wolna.
- A Rudy? - Young dalej pytał.
- Co Rudy? - prychnęła. - Sam go spytaj.
- Przecież wiesz, że mi nie odpowie. Jedyne słowa, jakimi się ze mną komunikuje to "tak", "nie", "chyba"... Jest strasznie zamknięty w sobie, a ja...
- Jest zamknięty - biotyczka przerwała - bo ma powód. Wiesz, że stracił cały oddział pierwszego dnia inwazji? - Michael przytaknął, ale ona kontynuowała: - Jego prom rozbił się i wszyscy spłonęli. On wyleciał bocznymi drzwiami przy zderzeniu z ziemią, zupełnym przypadkiem. Coś się tam poluzowało, wyleciał i dlatego przeżył. Ze mną też nie rozmawia. Wcześniej go nie znałam. Może wcześniej taki był, a może ten wypadek sprawił, że się taki stał. Nic mi do tego, a jak sam chcesz się dowiedzieć, to idź i próbuj, powodzenia.

Michael nie poszedł do Rudego, który przy użyciu omni-klucza starał się stabilizować komunikację. Najcięższą robotę już wykonał, teraz pozostała odpowiednia kosmetyka i kalibracja. Young odszedł kilka kroków, oparł się o jedno z drzew i przyglądał się całej reszcie, popijając piwo. Muzyka grała dość głośno, większość ludzi dała się ponieść tej chwilowej radości i... naprawdę się cieszyli. Od początku wojny minął nieco ponad tydzień, a wszystkim wydawało się, że życie zawsze będzie już takie ponure. Jednak teraz ich twarze nagle opuściło przygnębienie, smutek i żal. Wielu uśmiechało się od ucha do ucha, jakby zarażając się od Roberta. Ten podchodził do większości osób i zamieniał z nimi kilka słów. Dlaczego on to robi? - Michael zastanawiał się.

Dzieci, których w obozie było kilkanaście, biegały w kółko, zajadając się czekoladowymi batonami. Ich policzki zaróżowiły się i niejedno aż chwytało się za nie, najwyraźniej czując ból od nadmiernej ilości uśmiechu. Chcieli się cieszyć, nie tylko dzieci. Dopiero teraz widać było, jak bardzo, a w tej chwili mogli dać upust tej radości. Dostali jedną małą informację, która ożywiła ich serca i wiarę. Wiarę w to, że warto walczyć, jest o co walczyć i że nie są w tej walce sami. Że ta wojna nie kończy się tu, w tym lesie, czy w zgliszczach Vancouver. Bo takich jak oni są miliardy i to jest siła, której nie można lekceważyć i w którą warto wierzyć. Warto. Właśnie dla takich chwil, krótkich, ale przepełnionych szczęściem, dla radośnie biegających dzieci, dla widoku młodych kobiet i mężczyzn w beztroskim tańcu. I dla tego łyku piwa pod drzewem, zupełnie jak przed wojną.

Michael podszedł do Roberta, który nalewał właśnie pomarańczowego soku jednej z młodszych dziewczynek, która szczerzyła się do niego i bawiła się jego dredami.
- Dziękuję, RR - powiedział Young z poważną miną.

Robert nie odpowiedział. Kiwnął tylko głową i uśmiechnął się po prostu od ucha do ucha, ukazując swoje śnieżnobiałe zęby. Zaczął śpiewać, zgodnie z tekstem piosenki, która dobiegała z głośników:

Let's get together to fight this Holy Armageddon
So when the Man comes there will be no, no doom
Have pity on those whose chances grow thinner
There ain't no hiding place from the Father of Creation
Sayin', One love, one heart
Let's get together and feel all right


Michael nie próbował już walczyć, zaraził się. Ale to była dobra zaraza, taka, jakiej potrzebował. Pomyślał, że wszyscy ludzie, wszystkie rasy w całej galaktyce potrzebują czegoś takiego. Uśmiech zagościł na jego twarzy niemal natychmiast, niczym odruch bezwarunkowy, na tę krótką chwilę radości w przepełnionych bólem czasach.

KONIEC ODCINKA JEDENASTEGO

-------------------------------------------------------
Będę wdzięczny za wszelkie komentarze. Wiem, że parę osób na forum czytało to opowiadanie. Ciekawe, czy dalej tu są i przeczytają, bo trochę czasu już minęło.

_________________
Mój blog z opowiadaniami w uniwersach ME, TES i innych
Mój Youtube


Ostatnio edytowano 29 sty 2014, 17:54 przez dikajos, łącznie edytowano 4 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 29 sty 2014, 13:10 
Pierwsza zarwana nocka
Pierwsza zarwana nocka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 16 lut 2012, 18:32
Posty: 695
Lokalizacja: Knurów
Gra w: ME, AC, NfS
Oooo, sporo tego naskrobałeś. Jestem z Ciebie dumna, że znalazłeś wenę na '"SIłę Wiary" ;) Dziękuję Ci za to. Że pamiętałeś o fanach (szczególnie o fance) tego opowiadania.
No dobrze, oto co rzuciło mi się w oczy i o uwagę (oczywiście WEDŁUG MNIE) się prosi:

Spoiler:

Reszta idealna ;)
No i tak oto właśnie czas, który miałam poświęcić na pisanie kolejnego odcinka wykorzystałam na ponad dwugodzinne czytanie i recenzowanie Twojego nowego tworu. Dzięki :P

_________________
A życie? Życie będzie toczyć się dalej, bez względu na to co zyskamy, a co stracimy..

Zrozum różnicę między "bynajmniej" a "przynajmniej" i dopiero wtedy używaj tych słów!


Ostatnio edytowano 29 sty 2014, 18:49 przez paulasaf, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 29 sty 2014, 17:29 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 08 wrz 2012, 16:37
Posty: 1678
Gra w: ME, Wiedźmin, KOTOR
Spoiler:


Dziękuję, że chciało Ci się tak szczegółowo opisać swoje sugestie. Mam pytanie jeszcze - czy odcinek czytało się dobrze i płynnie mimo braku akcji? Mam też prośbę. Takie długie i szczegółowe opinię chowajmy w spojler, dobrze? Pamiętasz, jak parę osób na to narzekało? Niech poza spoilerem, na dole, będzie jakaś opinia ogólna, a resztę uwag typowo pisarskich chowajmy, żeby nie psuć innym przyjemności z przeglądania tematu:)

A takim dodatkowym celem odcinka było trochę bliższe pokazanie Debry, Tarana i Rudego. Może rozwinę ich później.

Aaa i jeszcze jedno pytanie. Fragment Allers brzmiał wiarygodnie? Warto coś takiego dorzucać do "Siły Wiary" czasem? Te jej newsy?

_________________
Mój blog z opowiadaniami w uniwersach ME, TES i innych
Mój Youtube


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 29 sty 2014, 18:47 
Pierwsza zarwana nocka
Pierwsza zarwana nocka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 16 lut 2012, 18:32
Posty: 695
Lokalizacja: Knurów
Gra w: ME, AC, NfS
Spoiler:


Dzięki za link do piosenki. Właśnie chciałam Cię zapytać o tytuł. Lubię reggae, więc chętnie posłucham.

Całkowicie zapomniałam, że opinie mieliśmy chować w spoiler! Przepraszam.
A odcinek czytało się płynnie, chociaż ja robiłam tak, że czytałam kawałek i pisałam co o tym myślę, więc miałam lekturę przerywaną. Ale ogólnie to są tylko moje "czepialstwa" więc nawet razem z tym do czego miałam uwagi czyta się przyjemnie.
Debrę i Tarana owszem, przedstawiłeś bliżej, ale wcale bym się nie obraziła, jakby pojawiali się częściej/na dłużej. Poza tym, fajni są. Wyraziści. Tylko Rudego było mało. No i nie wydaje się zbyt sympatyczny, ale nie wszyscy tacy muszą być.
Allers fajnie zabrzmiała. Myślę, że w grze powiedziałaby to samo. Brakowało mi tylko tekstu "Good night and stay strong.", ale przecież nie musiała tego mówić za każdym razem jak schodziła z wizji :)

_________________
A życie? Życie będzie toczyć się dalej, bez względu na to co zyskamy, a co stracimy..

Zrozum różnicę między "bynajmniej" a "przynajmniej" i dopiero wtedy używaj tych słów!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 31 sty 2014, 20:00 
Pierwsza zarwana nocka
Pierwsza zarwana nocka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 16 lut 2012, 18:32
Posty: 695
Lokalizacja: Knurów
Gra w: ME, AC, NfS
Przepraszam za post pod postem ale ten dotyczy czego innego niż poprzedni.
Oto małe co-nieco, które dzisiaj zrobiłam (z nudów). Przegląd mass effectowej gazety:
https://24.media.tumblr.com/bd7e0811a63 ... 1_1280.jpg
https://31.media.tumblr.com/41929fa31d2 ... 2_1280.jpg
https://31.media.tumblr.com/97ea237ab25 ... 3_1280.jpg
https://24.media.tumblr.com/7571ce56eb1 ... 4_1280.jpg
https://31.media.tumblr.com/1369516b195 ... 5_1280.jpg
https://24.media.tumblr.com/6a33f8f46d6 ... 6_1280.jpg
https://31.media.tumblr.com/9106c3732e2 ... 7_1280.jpg
https://31.media.tumblr.com/f5ccc7c1253 ... 8_1280.jpg
https://31.media.tumblr.com/33a7295e6c0 ... 9_1280.jpg
https://24.media.tumblr.com/d9d9f5a029f ... 0_1280.jpg
https://24.media.tumblr.com/cd279a6612f ... 1_1280.jpg
https://24.media.tumblr.com/dae1d2de019 ... 2_1280.jpg
https://31.media.tumblr.com/e9a89095022 ... 3_1280.jpg
https://24.media.tumblr.com/dfc253702a8 ... 4_1280.jpg
https://31.media.tumblr.com/78da2e23482 ... 5_1280.jpg
https://24.media.tumblr.com/db40ed0a303 ... 6_1280.jpg
https://24.media.tumblr.com/019d3ad02c5 ... 7_1280.jpg
https://24.media.tumblr.com/019d3ad02c5 ... 7_1280.jpg
https://24.media.tumblr.com/8414300f82d ... 8_1280.jpg
https://24.media.tumblr.com/4baf2b5f19f ... 9_1280.jpg
https://31.media.tumblr.com/3431fdb1f78 ... 0_1280.jpg
https://24.media.tumblr.com/5b53551adb1 ... 2_1280.jpg

_________________
A życie? Życie będzie toczyć się dalej, bez względu na to co zyskamy, a co stracimy..

Zrozum różnicę między "bynajmniej" a "przynajmniej" i dopiero wtedy używaj tych słów!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 31 sty 2014, 21:50 
Adept analogów
Adept analogów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 22 lip 2012, 20:10
Posty: 174
Robi wrażenie ;) Naprawdę fajnie zrobione. Ogólnie niezły pomysł z tymi gazetami.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 31 sty 2014, 22:06 
Adept analogów
Adept analogów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 gru 2013, 20:59
Posty: 190
Fajne. Jest tego więcej?

Cytuj:
https://31.media.tumblr.com/33a7295e6c0829ef1f2a9a60e24d95ed/tumblr_n0a4fwzCZ11s5jg69o9_1280.jpg

Umarłam.

_________________
ObrazekObrazek
Obrazek
>klikajcie oglądajcie uczcie się by<
Skajp - N7GrzyboweŚwiatło41, GG - 9884858


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 31 sty 2014, 22:19 
Pierwsza zarwana nocka
Pierwsza zarwana nocka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 16 lut 2012, 18:32
Posty: 695
Lokalizacja: Knurów
Gra w: ME, AC, NfS
Bardzo się cieszę, że moja praca się podoba ;)
Co do pytania czy jest tego więcej - póki co, tyle tego zrobiłam, ale zawsze mogę zrobić więcej. Może nawet na Zamówienie xD Zawsze i chętnie.
(nie to żeby każdy mógł sobie coś takiego zrobić :P )

_________________
A życie? Życie będzie toczyć się dalej, bez względu na to co zyskamy, a co stracimy..

Zrozum różnicę między "bynajmniej" a "przynajmniej" i dopiero wtedy używaj tych słów!


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Napisz wątekOdpowiedz Strona 115 z 120   [ Posty: 1194 ]
Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118 ... 120  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  


Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Style by Daniel St. Jules