Teraz jest 27 sty 2022, 10:22


Napisz wątekOdpowiedz Strona 120 z 120   [ Posty: 1194 ]
Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 116, 117, 118, 119, 120
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 20 cze 2014, 22:27 
Niedzielny gracz
Niedzielny gracz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 08 mar 2013, 18:39
Posty: 38
Gra w: Mass Effect, Risen, Rayman, Neverwinter nights, Heroes of Might and Magic III
Okok, widzę, że dawno nikt tu nie zaglądał, więc chyba czas na wrzutkę :) Kolejny fragment rozdziału II, trochę mi się rozrósł, więc będzie w kilku częściach. Jak zwykle, czekam na opinie

Na głęboką wodę

Rozdział 2 część II


Quarianka siedziała w brudnej, ciemnej klitce – w porównaniu z nią jej kontener na Cytadeli był wręcz pałacem - i rozmyślała o niedawnych wydarzeniach. Jedynym wnioskiem, do jakiego na razie doszła był fakt, że sprawy potoczyły się zupełnie nie po jej myśli. Nie tak wyobrażała sobie spotkanie z tajemniczymi pasażerami okrętu. Miała nadzieję, że uda jej się z kimś porozmawiać, wyjaśnić, załagodzić całą sprawę. A potem nagle wpadła na dwóch uzbrojonych ludzi szukających czegoś w ładowni. Zabrali jej broń i omni-klucz – była zupełnie bezradna. Mogła tylko mieć nadzieję, że tutejszy kapitan okaże się wyrozumiały.
Nagle drzwi otworzyły się i do środka weszły dwie osoby – barczysty mężczyzna i szczupła, łysa kobieta. Dziewczyna zdążyła jeszcze zauważyć dwóch żołnierzy stojących przed wejściem, zanim metalowa tafla zamknęła się z cichym wizgiem mechanizmów, zdając ich na łaskę słabych żarówek wiszących pod sufitem. O ucieczce w ogóle nie było mowy.
Kobieta stanęła z tyłu, opierając się o drzwi, podczas gdy mężczyzna zatrzymał się przed quarianką i obrzucił ją wzrokiem, najprawdopodobniej zastanawiając się co powiedzieć. W końcu odezwał się:
– Nie widujemy wielu z waszej rasy w tym rejonie, pani…
- Naya’Vattir vas Nedas. – Mimo narastającej paniki i zdenerwowania, jej głos jedynie lekko drżał. Miała już okazję kilka razy brać udział w przesłuchaniach i potrafiła się kontrolować.
- A więc, Naya’Vattir, co sprowadza Cię na nasz okręt? – z kolei w jego słowach pobrzmiewały ironiczne nuty. Zdawał się być w jakiś pokrętny sposób rozbawiony całą sytuacją, jednak w tle dało się wyczuć narastające rozdrażnienie.
- Weszłam tu przypadkiem. Zabłądziłam w dokach. Szukałam kogoś, kto mi pomoże, a potem zobaczyłam otwartą śluzę i…
- Do ostatnich chwil przed wylotem statek był pusty. Trochę ciężko byłoby tam znaleźć jakąś pomoc.
- Pomyślałam, że poczekam na kogoś, a potem usłyszałam, jak ktoś się zbliża…
- I nie poszłaś spytać się go o pomoc? – Z twarzy Aldrina nie znikał uśmieszek. – Coś ukrywasz, prawda?
- Ja… uciekałam. Musiałam się gdzieś schować. Nie… - jąkała się coraz bardziej pod jego świdrującym wzrokiem.
- Schować, tak? Na okręcie wojskowym? Brzmi trochę głupio, nie sądzisz?
- Ja nie mogłam inaczej. Byli tuż za mną. Wtedy…
- A uciekałaś przed nimi, bo… ?
- To były jakieś ciemne typy. Chcieli mnie okraść, może nawet zabić. Musiałam coś zrobić!
- Starczy – stanowczym głosem rzucił Ryan. Quarianka zamilkła. Mężczyzna włączył omni-klucz i przeglądał przez chwilę pojawiające się na ekranie raporty. Po chwili obrócił się z powrotem w kierunku dziewczyny i odezwał się:
-Twój omni- klucz zawiera parę ciekawych programów hakujących. Znaleziono przy tobie kilka elektronicznych urządzeń; mody, datapady, kontaktery. A uciekałaś zapewne przed SOC. Mówiąc krótko, jesteś złodziejką. – Dziewczyna nadal milczała, spuściła jedynie wzrok. Była teraz zadowolona, że jej twarz jest ukryta za szybką hełmu. Czuła narastający strach i coraz trudniej było jej to ukrywać. Nie chciała, by ci obcy ludzie widzieli, jak przewraca pełnymi paniki oczami. Mężczyzna kontynuował - Powinniśmy oddać Cię w ręce SOC. Niestety, nie mamy czasu na powrót na Cytadelę. Jesteś dla nas sporym kłopotem, więc zrobimy tak. Zostaniesz tu na dole i nie będziesz sprawiać żadnych kłopotów. My z kolei wysadzimy Cię w najbliższym porcie i zapomnimy o całym zajściu. – Przybliżył się do niej i zniżył głos – Zachowasz jednak absolutną dyskrecję. Gdyby ktokolwiek się ciebie pytał, nigdy się nie spotkaliśmy. W przeciwnym razie postaramy się, żeby spotkała cię surowa kara za kradzież, wtargnięcie na okręt wojskowy i całą resztę grzeszków, które pewnie masz na sumieniu. Zrozumiano?
Naya myślała przez chwilę, że się przesłyszała. Zszokowana, zdołała jedynie kiwnąć głową. Jeszcze chwilę po wyjściu obydwu osób siedziała nieruchomo, nie wierząc we własne szczęście.
***

- A więc chcesz ją wypuścić? – odezwała się Aria, kiedy obydwoje wracali korytarzem na wyższy pokład. Jej głos znowu pobrzmiewał rozdrażnieniem - Trochę nierozsądnie, nie uważasz?
- Daj spokój, to tylko biedna dziewczyna – Aldrin był bardziej rozluźniony niż przed rozmową – nie podałem jej żadnego nazwiska, żadnej nazwy. Ona myśli, że jesteśmy na rutynowej misji wojskowej i najprawdopodobniej dotrzyma umowy. Inaczej ryzykowałaby aresztowanie.
- Nie łatwiej było by ją zabić?
Ryan się zatrzymał i odwrócił w jej stronę – Starczy już trupów. Będziesz ich jeszcze miała pod dostatkiem. Nie będę Ci przeszkadzał w urządzeniu rzezi, jeżeli będzie to konieczne. Ale teraz mamy alternatywne rozwiązanie.
Aria prychnęła i ruszyła szybszym krokiem do przodu, zostawiając żołnierza za sobą.
***

Nicole stała na środku kajuty i wpatrywała się z wyczekiwaniem na mężczyznę siedzącego na łóżku. Wyraz jego twarzy zdradzał, że rozmyśla intensywnie nad jakimś problemem, i nie przychodzi mu to łatwo. W końcu podniósł głowę i rzekł:
- Nie ma takiej opcji. To zbyt niebezpieczne.
- Och, weź daj spokój- jęknęła Nicole. – Co ona może zrobić w ciągu tego tygodnia? Nie jest żadną sabotażystką, to zwykła dziewczyna.
- Jest złodziejką. To wystarczy, żeby jej nie ufać.
- Ale co ona może ukraść? Drobiazgi, nic więcej. Zresztą, jeżeli będzie trzeba, to sama dam jej parę gadżetów na drogę.
Ryan westchnął. Upór przyjaciółki drażnił go coraz bardziej. Najwyraźniej nawet po rozwiązaniu wszystkich problemów, które pojawiły się ostatnio, nie dane było mu zaznać chwilki spokoju.
- Nie chodzi tylko o kradzież. Jeżeli będzie mogła swobodnie chodzić po statku… Albo nawet tylko po maszynowni, to ryzykujemy zdemaskowanie. Zobaczysz, ktoś niechcący powie słowo za dużo, jakiś element jej nie podpasuje i wszystkiego się domyśli. A potem poleci do jakiejś grubej ryby i sprzeda jej to wszystko za ładną sumkę. Wybacz, Nicole, ale musimy być ostrożni.
- Będziemy ostrożni. – Ton jej głosu stawał się coraz bardziej błagalny. – Ostrzegę wszystkich, żeby uważali w jej towarzystwie. A jeżeli tak się boisz, to przydziel jej jakiegoś ochroniarza, czy dwóch, żeby patrzyli co robi i gdzie chodzi. – Spojrzała mu w oczy. – Proszę, druga tak okazja może się nie zdarzyć.
- Cholera, daj już spokój. Rozumiem, że to dla ciebie ważne, ale ryzykujemy…
- Mówiłeś to już – przerwała mu gwałtownie. – Więc spójrz na to z innej strony. Rzucamy się w nieznane. Z garstką ludzi. Nie wiesz co może się zdarzyć zanim dotrzemy na miejsce. W każdej chwili możemy stracić kogokolwiek z załogi. Tak więc dodatkowy inżynier obeznany z systemami, w dodatku quariański, jest na wagę złota! Więc, jak będzie?
Ryan ukrył twarz w dłoniach i przeciągle westchnął. Gdy podniósł wzrok Nicole nadal się w niego wpatrywała. Rzekł więc
– Dobrze.Każę sprawdzić, czy dziewczyna w ogóle nadaje się do pracy. Jeżeli tak, przydzielimy quariankę do maszynowni w ramach odpracowywania rejsu. Dam tam dwóch żołnierzy, żeby jej pilnowali, a ty i twoi mechanicy macie zachować szczególną ostrożność. Jasne?
Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko. – Dzięki Ray. Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy. Ja...
- Dobra, dobra – przerwał jej – Tylko się pospiesz. Za niecały tydzień będziemy na Feros.
***

Posiłek dla kończących wachtę już się skończył i mesa opustoszała w mgnieniu oka. Kiedy tłumek ludzi porozchodził się już po korytarzach, do pustej jadalni wślizgnęła się Nicole, podbiegła do stolika z czajnikami w kącie pomieszczenia i nastawiła wodę na herbatę. Czekając na dźwięk dzwonka, oznaczający zagotowanie wody, rozmyślała o ostatnich wydarzeniach na statku i o tym, jak wpłyną na załogę. Niektórym załogantom na pewno nie spodoba się obecność pasażera na gapę, o żołnierzach już nie wspominając - Qrek na pewno postara się, by nie byli przychylnie nastawieni do quarianki. I zapewne niewiele zmieni fakt zatrudnienia jej przy silnikach – argumenty dla wichrzycieli znajdą się zawsze.
Z nieprzyjemnych myśli wyrwało ją dopiero pojawienie się pilotki, która przy drugim czajniku przygotowywała kawę. Na lekko nieprzytomne spojrzenie pokładowego mechanika odpowiedziała uśmiechem, po czym mruknęła
- Piąta zmiana bez odpoczynku. Musiałam rozprostować kości.
Nicole obrzuciła szybkim spojrzeniem jej zmęczoną twarz i lekko podkrążone oczy.
– Przerwa na pewno ci się przyda. Nie masz żadnych dublerów?
- Mam, ale nie chcę ich męczyć. Na razie daję sobie radę. Na kawie można daleko zajechać. – Spojrzała na dwa kubki ze zwisającymi z nich etykietami herbaty. – A ty gdzie teraz? Znowu do komandora?
Po twarzy mechanika przemknął uśmieszek – Nie tym razem. Przejdę się zobaczyć, co u tej dziewczyny. Siedzi cały czas pod pokładem, może przyda się jej towarzystwo.
- Ach, ta quarianka. Czemu nie. Może powie ci, czego szukała na naszym statku. Zbyt wielu rzeczy do wyniesienia w kieszeni to tu nie ma.
- Cóż, jeśli o to chodzi, to twierdzi, że się tu ukrywała. Nie do końca wiadomo przed kim, ale…
- Ja bym nie przyjmowała tego z taką pewnością. Coś przecież musiała powiedzieć.
Nicole oparła się o stolik i spojrzała uważnie na pilotkę. – Coś mi się wydaje, że nie lubisz quarian. Masz do nich jakiś uraz, czy raczej nie tolerujesz ich dla zasady?
Maritt odparła tym samym spokojnym tonem co wcześniej, bez cienia urazy czy gniewu – Tak, nie przepadam za nimi. Nie zrozum mnie źle, imponuje mi to, że potrafią przeżyć po tym jak wykopią ich z rodzinnego domu. Ale wkurzają mnie tym wysyłaniem dzieciaków w podróż. Nie potrafią sobie poradzić z ludźmi u siebie, więc podsyłają nadwyżki nam. I u nich wszystko gra, a my mamy dylematy i kłótnie, co z nimi robić. Jakbyśmy nie mieli własnych problemów.
W tym momencie czajnik Nicole obwieścił, że woda została doprowadzona do wrzenia. Kiedy dziewczyna nalewała płynu do kubków, pilotka rzuciła jeszcze - No nic, idź i pogadaj z nią. Może okaże się w porządku. – Uśmiechnęła się jeszcze do dziewczyny i odwróciła się do swojego stolika.
Nicole wyszła z mesy i skierowała się do windy. Słowa koleżanki wzmogły jej wątpliwości, jednak nie zaprzątała sobie nimi głowy zbyt długo, gdyż wkrótce dotarła pod niewielkie drzwi jednego z magazynów, na szybko przerobionego na pomieszczenie mieszkalne. Przełożyła jeden z kubków do drugiej dłoni, zapukała, i po chwili oczekiwania weszła do środka. Mieszkanka pokoju podniosła głowę znad książki i obrzuciła gościa spojrzeniem, które z pewnością można by nazwać zdziwionym, gdyby nie przesłaniająca je szybka hełmu. Nicole, czując na sobie wzrok Nayii, rzuciła niepewnie – Hej… Nie było cię na obiedzie, więc wpadłam zobaczyć czy wszystko w porządku. – Wobec milczenia quarianki dodała – Napijesz się ze mną herbaty?
Dziewczyna podniosła się z wąskiej koi, przeszła przez ciasne pomieszczenie i dosiadła się do swojej nowej szefowej. Objęła kubek dłońmi, jak gdyby promieniujące od niego ciepło mogło przeniknąć grube warstwy kombinezonu, i zapatrzyła się w wypełniającą go aromatyczny płyn, co jakiś czas rzucając ukradkiem spojrzenia na siedzącą naprzeciwko postać. Cisza przedłużała się niezręcznie, więc Nicole rzuciła – Nieźle sobie dzisiaj radziłaś przy tych sprzęgach. To była chyba najszybsza wymiana przejściówki, jaką w życiu widziałam. Ben też chwalił sobie twoje podejście do maszynerii. Miałaś już kiedyś styczność z takim sprzętem?
- Słucham? Ach… tak, dwa czy trzy razy. Nic specjalnego, zwyczajne naprawy, proszę pani.
Nicole roześmiała się cicho. – Nie musisz być taka oficjalna. Jesteśmy już po pracy, nie musimy się trzymać wytycznych. Mów mi Nicole.
Quarianka chyba już po raz sto pierwszy obrzuciła swoją rozmówczynię spojrzeniem, jednak teraz zatrzymała się dłużej na jej twarzy. Nie wyglądało jednak na to, że kobieta planuje jakiś podstęp. Na młodym obliczu malowały się jedynie naturalna pogoda ducha i ciekawość, którymi dziewczyna starała się zamaskować delikatną niepewność i wahanie – a przynajmniej tak się wydawało Nayii. Dziewczyna postanowiła tym razem zaufać swojej wątłej umiejętności analizowania ludzi, i odparła – Och… w porządku. To były zwykłe naprawy za parę kredytów, Nicole. Nauczyłam się co nieco, i tyle. – Opuściła znowu głowę i wzięła łyk herbaty przez rurkę wmontowaną w hełm. Napój przyjemnie rozgrzał jej ciało, a zastrzyk teiny rozjaśnił myśli. Pozwoliła sobie nawet na mały uśmiech za bezpieczną taflą szybki.
Nicole odezwała się znowu – Dużo podróżowałaś, prawda? Byłaś może na Palavenie?
- Tylko przejazdem. Zatrzymałam się tam na dwa dni i właściwie nie ruszałam się z portu. Nieprzyjemne miejsce.
- No, bez przesady. Te ich budynki robią niezłe wrażenie. A jak wiesz gdzie szukać, to można znaleźć parę miejscówek z bardziej towarzyskim towarzystwem.
- Nie chodziłam po klubach. Za dużo ludzi. Za dużo policji. Miałam wrażenie, jakby wszyscy się na mnie patrzyli.
- Ach, nie lubisz tłumów. To głupie, mogłam się domyślić.
Naya urwała wpół słowa, rozmyślając nad aluzjami, które czyniła jej szefowa. Po chwili odezwała się cichym, ale dobitnym tonem – Nie, to nie tak. Nie przyjechałam tam, żeby kraść. Po prostu… nie lubię jak inni gapią się na mnie z taką pogardą.
- Nie, oczywiście. Przepraszam, że… - zaczęła tłumaczyć się Nicole, ale quarianka weszła jej w słowo.
- Jak ty nic nie rozumiesz. Tobie się wydaje, że to nasze hobby. Że to takie łatwe, wejść komuś do sklepu, zabrać najlepszy towar, i uciec, śmiejąc się z ich głupoty. Nie przyszło ci do głowy, że nie jesteśmy wszyscy tacy sami. Ja też mam uczucia. Miewam wyrzuty sumienia, boję się wchodzenia do czyichś mieszkań i cieszę się, kiedy znajdę jakąś pracę. Tak, jestem złodziejką. Kradnę, bo muszę. Bo chcę przeżyć. Bo ci, którzy mogliby mi pomóc, nie potrafią spojrzeć dalej niż koniec własnego nosa. Bo zamiast podjąć odrobinę wysiłku i postarać się mnie zrozumieć… zrozumieć kogokolwiek z własnego otoczenia, wolą przyjąć stereotyp za prawdę. Nie rozumiesz? Nie mam wpływu na to kim jestem. Mogę tylko starać się przeżyć, bo na zmianę opinii brak mi sił. – Opuściła głowę i wymruczała jeszcze zrezygnowanym głosem - Przepraszam. Nie słuchaj mnie. Jestem głupia.
Nicole siedziała chwilkę, zdumiona tymi zwierzeniami, po czym przysunęła się do niej i powiedziała cicho – Hej, głowa do góry. Ja próbuję. – Na pytający wzrok Nayi odpowiedziała krótkim uśmiechem. – Nie oskarżam cię o nic, i nie oceniam. Chcę tylko z tobą pogadać i wypić kubek herbaty. Od tego zazwyczaj się zaczyna. Wiesz, nie wszyscy jesteśmy tacy źli. Niektórzy to całkiem nieźli goście. – Westchnęła. - Może po obu stronach przydałaby się odrobina zrozumienia.
Naya siedziała na swoim miejscu, zmieszana. W końcu zdołała tylko wydukać – Ja… nie wiem. Wszystko mi się miesza. Nie wiem co powiedzieć.
- Może opowiedz coś o tej twojej wizycie na Palavenie. – Wskazała ręką kubek. – I pij herbatę, bo ci wystygnie.
Quarianka podniosła naczynie i wzięła duży łyk. A potem zaczęła opowiadać. Przez trzy godziny gadały o zaułkach Omegi, sklepach na Illium, rozklekotanych ciężarówkach z Tuchanki i konstrukcji dźwigów towarowych na Cytadeli. Przerwał im dopiero sygnał oznaczający zmianę wachty. Po wyjściu Nicole, Naya położyła się spać, ale długo nie mogła zasnąć. Po tej wizycie jej smutny, ale uporządkowany obraz świata stanął na głowie – w pamięci wciąż kołatały się słowa jej szefowej, a w sercu pojawiło się nieznane dotąd uczucie: świadomość, że ktoś odważył się spojrzeć głębiej niż na kombinezon. Ten jeden raz ciepło kubka z herbatą faktycznie przebiło się przez warstwy tworzywa i ociepliło dwie drobne dłonie.
***

W tej części maszynowni zrobiło się już pusto – poprzednia zmiana mechaników już się skończyła, a ich zastępcy jeszcze się tu nie pojawili. W zasnutym rzadkimi oparami półmroku można było dostrzec jedynie lekko kanciastą sylwetkę quarianki, która grzebała jeszcze przy jednym z zaworów. Jej ruchy były energiczne i pewne, nuciła też sobie pod nosem jakąś quariańską piosenkę; krótko mówiąc, zachowywała się zupełnie inaczej, niż przez kilka ostatnich dni. Na jej nastrój z pewnością wpływał fakt, że była tu sama. Prawie sama – dziewczyna nie dostrzegła jeszcze jednej postaci, siedzącej pod ścianą, po drugiej stronie sali i obserwującej ją uważnie. Zauważyła ją jednak Nicole, która przyszła zająć się jakąś techniczną robotą. Po paru minutach dokręcania jakichś uszczelek dosiadła się do siedzącej, zerkając jednocześnie w tym samym kierunku co ona.
- Nie spuszczasz jej z oka, co? – zapytała.
- Po prostu jej nie ufam – odparła Alessandra nie odwracając głowy. – Spójrz, znowu nie poszła z innymi do kantyny. Siedzi tu i ciągle majstruje przy silnikach. Jakby nie miała dość roboty na swojej zmianie.
- Dajże jej spokój. To quarianka. Wątpię, żeby czuła się dobrze w tym tłumie. Takie majsterkowanie podczas przerwy to pewnie jej jedyne hobby. – Umilkła na chwilę, spoglądając znowu na dziewczynę w kombinezonie. – Wiesz, ona nie jest taka zła. Ja… gadałam z nią trochę. Jest nieco zamknięta w sobie. Ale sympatyczna.
- Gadałaś? O czym? Myślałam, że mieliśmy się od niej trzymać z daleka? – Alessandra odwróciła w końcu głowę i popatrzyła na szefową ze zdumieniem.
- Mieliśmy uważać, żeby się nie domyśliła co się tutaj dzieje. A my rozmawiałyśmy głównie o niej. – Westchnęła – No, i trochę o technice. To w końcu specjalistka.
Młoda techniczka nadal patrzyła na nią ze zdziwieniem. Po chwili odezwała się z ironią w głosie – Dość nietypowe zajęcie. Będziesz teraz ucinać sobie pogawędki z każdym nowym członkiem załogi? A może chcesz ją namówić, żeby przestała kraść i wzięła się za porządną pracę?
- Do niczego nie chcę jej namawiać. – Odparła trochę zbyt gwałtownie – Rozmawiałam z nią, bo oni mnie ciekawią. Cała rasa geniuszy technologicznych, a ja spotkałam właśnie jednego z nich. To jest… -
- Dobra, dobra – przerwała jej Alessandra – mogłaby sobie być nawet bogiem, dla mnie i tak zostanie zwykłą złodziejką. Te ich techniczne zdolności to też pewnie tylko przykrywka, łatwiej im jest wtedy coś odkręcić i wynieść.
- Przesadzasz, jak zwykle. Naprawdę wierzysz, że wszyscy co do jednego są przestępcami? To głupie. Ludzie przecież też… - urwała, nie widząc śladu zrozumienia u swojej rozmówczyni. – Zresztą, nieważne. Widzę, że i tak gówno cię to obchodzi. – Wstała. – Jak chcesz, to sobie ją szpieguj. Tylko nie popadnij w jakąś paranoję.
Odwróciła się i wyszła z pokoju, odprowadzana zdegustowanym spojrzeniem towarzyszki.

_________________
Ten, kto twierdzi, że pieniądze szczęścia nie dają, prawdopodobnie nigdy nie był w księgarni.


Ostatnio edytowano 26 cze 2014, 14:45 przez JamCiJestAdam, łącznie edytowano 5 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 21 cze 2014, 00:20 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 08 wrz 2012, 16:37
Posty: 1678
Gra w: ME, Wiedźmin, KOTOR
Poprawki moje:
Spoiler:


Podoba mi się. Już mówiłem, że fajny styl jest. Nie robisz błędów gramatycznych, jest płynnie, a tutaj dodatkowo troszkę rozwijasz dwie postacie. Troszkę na szybko, ale jest ok. Chociaż nie dowierzam, że wszyscy quarianie to geniusze :) . No i przydałoby się, żeby zrobili jej jakiś poważny test, zanim dopuszczą ją do pracy. Bo teraz to wygląda. "Oooo, patrzcie, quarianka w ładowni. Na pewno geniusz technologiczny. Dawajcie ją do silników" :) . A więc odcinek zwalnia, przedstawia bohaterów i to mi się podoba. Wnioskując po wstępie z Twojego posta, oczekuję kolejnych odcinków w niedługiej przyszłości. Ale popracuj nad tymi poprawkami, serio. Wystarczy kropka, lub dwukropek i dialog od nowej linijki, a moja przyjemność z czytania wzrasta dwukrotnie :D

_________________
Mój blog z opowiadaniami w uniwersach ME, TES i innych
Mój Youtube


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 21 cze 2014, 12:08 
Niedzielny gracz
Niedzielny gracz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 08 mar 2013, 18:39
Posty: 38
Gra w: Mass Effect, Risen, Rayman, Neverwinter nights, Heroes of Might and Magic III
Dzięki za uwagi, za interpunkcję wezmę się niedługo. Taki dziwny rozkład błędów może brać się stąd, że większość fragmentów napisałem jeszcze zanim ktokolwiek zwracał uwagę na takie potknięcia, a potem dopisywałem po kawałku kolejne części.

Trzeci fragment rozdziału 2 wrzucę jakoś na dniach, wcześniej przejrzę go jeszcze i może poprawię parę błędów.

Co do mankamentów fabuły:
- Nie pisałem, że wszyscy quarianie to geniusze. To Nicole tak twierdzi. W życiu nie spotkała żadnego, i jej pogląd na ich rasę jest trochę wyidealizowany.
-Quariankę przydzielono do pracy głównie na prośbę Nicole, nikt inny nie zachwycał się jak to cudownie, że znaleźli inżyniera w ładowni. Ale fakt, wrzucę do dialogu jakiś fragment o testach, które musiała przejść.
- Tego monologu nie nazwałbym wybuchem gniewu, raczej rozżalenia i urazy. Weź pod uwagę, że przez długi czas nikt nie próbował się do niej emocjonalnie zbliżyć, więc jest to dla niej sytuacja trochę nietypowa i dziewczyna nie do końca wie jak może się zachować.

Jeszcze raz dzięki za uwagi. Ze swojej strony dodam, że czekam niecierpliwie na kolejny odcinek "Siły Wiary". :)

EDIT: Ten monolog quarianki faktycznie trochę nie pasował, zmieniłem go trochę.

Wrzucam też obiecaną część rozdziału 2

Na głęboką wodę

Rozdział 2 część III


Aria siedziała w salce taktycznej, dyskutując z Carlosem o lądowaniu na Feros. Wydawała się bardzo przejęta, w przeciwieństwie do swojego salariańskiego rozmówcy. Mówiąc, gestykulowała intensywnie, co jakiś czas zrywała się z miejsca aby zrobić parę kroków dookoła pokoju.
- …dobra, a co zrobimy z radiostacją? Połączenie zostanie zapisane w ich komputerach, będą mogli z łatwością nas wyśledzić.
- Załatwione. Założyliśmy obejścia. Radiostacja promu będzie pośrednikiem. Zmodyfikuje numer rejestracyjny. Nieprędko odkryją zmianę. Szukają fregaty, a nie promów.
Kobieta westchnęła, starając się uspokoić. Z każdą godziną uświadamiała sobie coraz bardziej, że lądowanie w małej kolonii jest niebezpieczne. Gdyby był to jakiś gęsto zaludniony, popularny obiekt utonęliby w oceanie milionów odwiedzających. A tutaj ich przylot będzie wydarzeniem, o którym będzie się mówiło jeszcze przez kilka dni. Aby odegnać złe myśli, Aria zwróciła się do młodego szpiega – Posłuchaj, masz jakieś dobre siatki informatorów? Nie spodziewam się, że na tym zadupiu znajdziemy coś interesującego. Musimy odnaleźć Emę.
Carlos uśmiechnął się. - Nie ma problemu. Wyślę wiadomość do paru moich znajomych. Znają się na rzeczy. Razem pracowaliśmy dla Widm.
- Świetnie, każda minuta zwłoki może nas sporo kosztować. Powinniśmy zacząć już teraz.
- Dobrze. Musimy tylko utworzyć bezpieczne łącze z Cytadelą. Prześlę im krótkie wiadomości. Umówię się gdzieś, gdzie będzie można bezpiecznie pogadać.
¬- Podeślę ci ze dwóch techników – mruknęła Aria i ruszyła do wyjścia. Carlos włączył omni-klucz i z listy kontaktów wybrał SOC
***

Widziana z góry Feros zrobiła wrażenie na wszystkich. Widok tysięcy potężnych wieżowców, skąpanych we wszechobecnym pyle, ciągnących się aż po horyzont zapierał dech w piersiach. Porozwieszane między nimi chodniki i mosty sprawiały wrażenie zwiewnych pajęczych nitek, a odbijające się od chmur światło Tezeusza nadawało całemu obrazowi dodatkowej otoczki niesamowitości. Gdyby nie widok pokruszonych ścian i powybijanych okien, oraz martwy bezruch panujący w budynkach, można by mieć wrażenie, że dotarło się właśnie do miasta aniołów. Aż trudno było uwierzyć, że wśród tych zamarłych ścian, gdzieś w głębinach oceanu obłoków, mieszkali zwyczajni ludzie.
Ci właśnie ludzie czekali teraz na przylot statku Przymierza. Parę minut temu nawiązali łączność z fregatą znajdującą się na orbicie i zezwolili na zadokowanie promu. Żołnierze chcieli tu uzupełnić zapasy pożywienia oraz nabyć kilka części zamiennych, mówili też coś o dodatkowych pasażerach, którzy mieli zostać w kolonii, co wzbudziło powszechną niechęć do niespodziewanych gości. Od niedawnego ataku gethów koloniści nie utrzymywali regularnej łączności z resztą wszechświata i niechętnie witali przybyszów. Zresztą, od czasu gdy większość pracowników Exo-Geni wyniosła się stąd w cholerę, nie było takiej potrzeby. Mieszkańcy radzili sobie doskonale, czerpiąc wodę ze starych proteańskich zbiorników, i polując na okoliczne zwierzęta. Do szczęścia brakowało im tylko opuszczenia kolonii przez pozostałych dziesięciu pracowników korporacji, którzy mieli dbać o miejscowe interesy firmy i dać znać, jeżeli osada znowu będzie w stanie przynosić zyski.
Na powitanie załogantów Jerycha wysłano pięciu ludzi pod bronią. Odbezpieczone karabiny, spojrzenia rzucane ukradkiem na przybyszów i oszczędność w słowach zdradzały ich nieufność wobec obcych. Lider grupy zgodził się jednak zaprowadzić ich do obecnego przywódcy kolonii, z którym mieli omówić interesy. Przejście orszaku przez osadę wywołało niewielkie poruszenie wśród pracowników, jednak minęło bez problemów. Przybysze dotarli do windy i zjechali na niższy poziom – jak dowiedzieli się od przewodnika, do kwater mieszkalnych. Zaczekali chwilę na korytarzu, kiedy kolonista informował szefa o ich przybyciu, a potem cała ósemka weszła do środka.
Pokój, w którym się znaleźli, miał prawdopodobnie pełnić rolę gabinetu. Naprzeciw drzwi stało metalowe biurko, pomalowane na piaskowy kolor, podobny do tego na ścianach. Na nim, rozrzucone w bezładzie, znajdowały się różne drobne urządzenia elektroniczne, staroświeckie przybory biurowe, parę pochłaniaczy ciepła, a także komputer, obecnie wyłączony. Pod ścianami chybotało się kilka pogiętych szafek i regałów, parę szaroburych krzeseł oraz rachityczna roślinka z wielkimi liśćmi. Po lewej widać też było zamknięte drzwi, prowadzące prawdopodobnie do sypialni. Za biurkiem, zatopiony w lekturze jakiegoś raportu, siedział niski, łysawy człowiek. Prawie natychmiast podniósł głowę, zmierzył przybyłych - trzy kobiety i pięciu mężczyzn – chłodnym, nieufnym wzrokiem, machnął ręką w stronę krzeseł i rzucił – Proszę, usiądźcie. – Poczekał, aż goście przysuną sobie krzesła i usadowią się przed biurkiem, i spytał – Co takiego sprowadza Przymierze w nasze skromne progi? Jeżeli chcieliście tylko uzupełnić zapasy, nie musieliście zawracać mi głowy. Mam sporo roboty.
- Oczywiście, że nie – odezwał się Ryan – Mamy jednak do pana pewien interes. – Przesunął się na krześle tak, żeby lepiej widzieć kolonistę, i spojrzał mu prosto w oczy. – Proszę słuchać uważnie. W tej kolonii mieszka pewna asari – Shiala. To moja stara znajoma sprzed kilku lat. Muszę się z nią spotkać i przekazać pewną ważną wiadomość. – stopniowo zniżał głos, aż do szeptu – Musimy jednak być dyskretni. To bardzo delikatna sprawa, obłożona kilkoma klauzulami tajności. Im mniej osób będzie wiedzieć o tym spotkaniu, tym lepiej. Możesz ją wezwać i załatwić nam chwilę prywatnej rozmowy?
- Dyskretni, powiadasz – prychnął zarządca, nieświadomie przechodząc na „ty” z obcymi – Ciekawe co to za tajna wiadomość. Chodzi o jakiś przemyt? Broń? Narkotyki? Niewolnicy? – Jednocześnie z tymi słowami mężczyzna dyskretnie wsunął rękę pod biurko.
Teraz odezwała się Aria - Interesy Rady, ściśle tajne. Ta informacja ma wysoki priorytet i powinna zostać dostarczona jak najszybciej. Możemy użyć wszelakich dostępnych środków, jeżeli pojawią się jakieś problemy
- Pani mi grozi?
-Tylko ostrzegam. To spotkanie ma znaczenie dla całej galaktycznej cywilizacji. Kilka trupów to niewielka cena za utrzymanie pokoju, prawda?
Zarządca otworzył już usta, ale przerwał mu Ryan – Ujmijmy to inaczej. Jeżeli nie wykonamy naszego zadania, najpewniej wybuchnie wojna, a wtedy nikt, włącznie z waszymi kolonistami nie będzie bezpieczny. W takiej sytuacji chyba nie warto się stawiać, nie?
Zarządca wydawał się lekko skołowany. W jego głosie, jednak, nadal pobrzmiewał gniew – Skoro to takie ważne, to dlaczego nie możecie powiedzieć o co chodzi? Po co te tajemnice!?
Znowu odezwała się Aria – Cerberus. Mówi ci to coś? Wojna byłaby im bardzo na rękę. Lepiej, żeby się nie dowiedzieli, że tu byliśmy i o nich rozmawialiśmy. Więc załatw nam szybko jakiś cichy pokój i daj trochę czasu na rozmowę, a więcej nas nie ujrzysz.
Kolonista przełknął ślinę, wyraźnie poruszony tym, co usłyszał. Zaraz jednak otrząsnął się, przybrał profesjonalny, surowy wyraz twarzy i rzekł – Jeżeli to takie ważne, to zaraz po nią poślę. Udostępnię też mój gabinet. Niestety, będziecie musieli trochę poczekać. Asari jest obecnie w dawnym budynku korporacji i minie trochę czasu, zanim wróci. – urwał i popatrzył po swoich gościach. - A więc, to już wszystko?
Kierownik chciał wstać, ale odezwała się Nicole – Jeszcze jedna sprawa. Widzi pan, mamy na pokładzie pasażera na gapę…
***

Naya siedziała naprzeciwko śluzy Jerycha, czekając na decyzję władz kolonii i rozmyślając nad najbliższymi decyzjami. W sumie, nawet spodobało jej się to miejsce. Początkowo chciała podjąć się jakiejś prostej roboty, zarobić na lot na inną planetę i odlecieć następnym statkiem. Teraz, jednak, siedząc i obserwując krzątających się po doku ludzi, wpadł jej do głowy pomysł, aby zostać tu na dłużej. Mogłaby zostać mechanikiem i uczciwą pracą zasłużyć sobie na szacunek kolonistów. Na początku byłoby pewnie ciężko, ale okazja zdobycia stałego zajęcia, i skończenia z życiem złodziejki, była kusząca. Znalazłaby w końcu przyjaciół i dom. Nie byłaby dłużej samotna.
W tym momencie do doków weszła jeszcze jedna osoba, odebrała od jednego z żołnierzy jakieś przedmioty i podeszła do siedzącej na ziemi quarianki. Z maskowaną niechęcią w głosie odezwała się – Naya’Vattir? Kierownik pozwolił ci zostać. Mam cię zaprowadzić do kwater. W ciągu kilku najbliższych dni zostanie ci przydzielone jakieś zajęcie. – Po czym rzuciła jej jej stary ekwipunek, machnęła ręką w kierunku zabudowań i ruszyła, nie czekając na swoją nową towarzyszkę. Naya szybko założyła omni-klucz, powkładała odzyskane gadżety do kieszeni – stwierdzając przy okazji, że nie oddali jej pistoletu ani większości skradzionego sprzętu - i ruszyła biegiem za przewodniczką. Wspólnie dotarły do windy i zjechały na poziom z pokojami mieszkalnymi. Kolonistka wskazała quariance jedne z drzwi, rzuciła parę uwag dotyczących porządku dnia i ciszy nocnej, i oddaliła się szybkim krokiem.
Dziewczyna rozejrzała się po pomieszczeniu. Niskie łóżko z szaroburą pościelą, chybotliwy stolik oraz pogięta szafka z pewnością odbierały mu resztki uroku, ale dla Nayi wydawał się najpiękniejszym miejscem we wszechświecie. Myśl, że miała swój własny kącik, który nie był starym kontenerem, kanałem ściekowym, czy kawałkiem podłogi na ulicy podnosiła ją na duchu i dodawała odwagi. Zamknęła oczy i westchnęła przeciągle, starając się ogarnąć myślami ostatnie sploty wydarzeń.
Siedziała tak jeszcze chwilę, napawając się tą niezwykłą odmianą losu, po czym ruszyła do wyjścia. Chciała teraz zwiedzić każdy zakamarek kolonii i poznać mieszkańców - po prostu wtopić się w lokalną społeczność. Nucąc jakąś melodyjkę, zamknęła drzwi i ruszyła do windy. Po drodze minęła idącą w przeciwnym kierunku asari. Początkowo nie zwróciła na to uwagi, ale po chwili zatrzymała się i zastanowiła. Asari w ludzkiej kolonii? Obejrzała się jeszcze, i zauważyła jak kobieta wchodzi do jednego z pokoi. Zanim drzwi się zamknęły, do quarianki dotarły znajome głosy. Najciszej jak mogła, podbiegła do metalowej tafli i przyłożyła do niej omni-klucz z włączonym programem podsłuchowym.
***

W pokoju panowała absolutna cisza. Oczy wszystkich obecnych były skierowane na Arię i Shialę, siedzących naprzeciwko siebie po drugiej stronie biurka i wpatrujących się sobie intensywnie – o ile w ten sposób można określić tę czynność - w oczy. Atmosfera dosłownie i w przenośni stała się gęsta, utrudniając ruch i wytłumiając wszelkie dźwięki. Dookoła obu kobiet unosiła się delikatna poświata biotyki.
W końcu Shiala przerwała kontakt i odwróciła się powoli do reszty zebranych. Widać było, że kontakt był wyczerpujący, zarówno dla niej, jak i dla Arii – obydwie oddychały ciężko i zapewne upadły by na ziemię, gdyby nie siedziały na krzesłach. Asari trawiła przez chwilę, to co widziała w wizji, a następnie odezwała się – Ciekawe. To był chyba jakiś rodzaj raportu naukowego. Widziałam jakieś powykręcane, fachowe określenia oraz wspomnienia laboratoriów. Trudno jednak było zrozumieć coś więcej.
Jedna po drugiej, twarze wszystkich zebranych przyjęły wyraz niedowierzania. Qrek gwałtownie odwrócił się do jednego ze swoich żołnierzy i zaczął szeptem wymieniać z nim uwagi, w których można było wychwycić gwałtownie rzucane wyrazy. W podobny sposób podeszła do tego Aria – przez jej oblicze przetoczyła się nawałnica uczuć, zatrzymując się na wyraźnym rozdrażnieniu, z którym wpatrywała się teraz w asari. Aldrin również spojrzał na nową znajomą, i odezwał się – To znaczy co? Lecieliśmy tu na darmo? To wszystko dla głupiego raportu? A co z… - Shiala uciszyła go ruchem ręki i rzekła z namysłem – Nie wydaje mi się jednak, żeby to był zwyczajny raport. Logi naukowców wskazywały na dość odległe rubieże galaktyki. Przypuszczam, że wiadomość wysłał jakiś zespół odkrywców. Wydawali się bardzo podekscytowani, możliwe, że znaleźli coś naprawdę niezwykłego. Gdzie znaleźliście tą wiadomość?
Aria odparła szybko – Ruiny na Elatanii. Cały obiekt wyglądał jak jedno wielkie laboratorium.- ¬Shiala się ożywiła. Zwróciła się do biotyczki – To możliwe. Z tego co wiem, na Elatanii znajdowało się jedno z centrów badawczych protean. Robili tam dziwne rzeczy, więc czemu nie mieliby wysyłać ekip eksploratorów?
No dobra, ale jak to nam ma pomóc? – wtrąciła się Nicole – Byłoby nieźle, gdybyśmy wiedzieli chociaż CZEGO szukamy.
Niestety, nie wiem – odparła ze znużeniem asari – Musicie porozmawiać z kimś, kto trochę bardziej zna się na proteanach. Wasza przyjaciółka – wskazała na Arię – ma teraz Szyfr. Za parę dni wizja powinna stać się bardziej klarowna. – urwała i westchnęła – Jest jeszcze coś. Pewnie wiecie, że byłam uczennicą Matki Benezji. Razem z nią dołączyłam do Sarena i znalazłam się pod wpływem jego statku. – urwała znowu i spojrzała po podróżnikach. – Ci naukowcy… Ich myśli, były wypaczone – w podobny sposób jak myśli Benezji, czy moje. Oni znaleźli tam coś niebezpiecznego.
Qrek spojrzał na nią uważnie – Sugerujesz więc… -
Shiala odparła z mocą – Sugeruję, żebyście uważali. Możecie się tam spodziewać dosłownie wszystkiego. – Wstała i wskazała ręką drzwi. – Proszę, żebyście teraz jak najszybciej odlecieli. Jeżeli wasza opowieść jest prawdziwa, to kolonią zainteresują się niedługo siły Przymierza i Rady. Musicie uciekać.
***

Naya kucała jeszcze pod drzwiami, przetwarzając dopiero co usłyszane słowa, gdy metalowa tafla odsunęła się z cichym jękiem, i quarianka straciła równowagę. Upadła do stóp jakiejś postaci, która okazała się jej niedawną szefową. Za nią stała reszta członków wyprawy, a ich wzrok spoczywał na wciąż włączonym omni-kluczu dziewczyny. Na kilka chwil wszyscy zastygli w bezruchu, starając się uświadomić sobie co się właśnie stało, po czym młoda złodziejka dość niezgrabnie zerwała się do biegu. Żołnierze – Qrek, Vera i Alan – byli jednak szybsi. Biotyczka trafiła quariankę Rzutem, a dwaj pozostali momentalnie znaleźli się obok niej, celując w nią z karabinów. Turianin wymruczał parę przekleństw i pchnął ją butem, żeby obróciła się na plecy i mógł widzieć jej dłonie. Aldrin chciał wydać jakiś rozkaz, ale pierwsza odezwała się Nicole – Nie mamy teraz czasu. Zabierzemy ją na pokład i tam wszystko wyjaśnimy. - Ryan skinął jej tylko głową i machnął trepom ręką. Naya nie stawiała żadnego oporu. Alan chwycił ją pod jedną rękę, Vera pod drugą, i powlekli ją za resztą grupy do doków.
***

I kolejny nudny dzień w kontroli lotów na Feros przeszedł do historii. Większość pracowników skończyła swoją zmianę, podbiła karty i wróciła do swoich mieszkań. Jedynym, który jeszcze siedział w swoim pomieszczeniu, czekając na nocnego zmiennika, był Joel, operator radiostacji. Przeglądał właśnie ze znudzeniem jakiś e-katalog, gdy do pokoju wszedł jego kumpel, Evan. Był nad czymś wyraźnie zamyślony – przechodził pomiędzy biurkami i konsoletami, nieświadomie zrzucając przy okazji pozostawione tu i ówdzie drobiazgi. Dotarł do zdumionego Joela, nachylił się nad nim i spytał – Wszyscy już poszli? – otrzymawszy odpowiedź twierdzącą, przeniósł swój wzrok na jeden z ekranów. – Masz tu zapisane wszystkie dzisiejsze logi i rozmowy? Odpal na chwilę. – Widząc pytające spojrzenie kolegi, dodał – To może być ważne. – Joel obrócił się do klawiatury i chwilę stukał w klawisze, po czym odparł, nadal zdziwiony – Proszę, tu masz wszystkie zapisy. Ale nie wiem, o co ci chodzi. Przymierze wpadło z krótką wizytą, to chyba normalne, nie?
Evan przeglądał przesuwające się słupki liczb i linijki słów. Odezwał się dopiero po chwili – Nie podobała mi się ta „wizyta”, coś było nie tak. Zachowywali się dziwnie, mówili dziwnie i dziwnie im z oczu patrzyło. I powiedz mi, dlaczego nie zadokowali, tylko wysłali mały prom?
Joe otworzył już usta, ale Evan mu przerwał – I uświadom mnie, od kiedy fregaty używają takich radiostacji? – wskazał na ekran – W życiu nie widziałem takich logów.
- Bo nie pracujesz w łączności. – odburknął kontroler – O co ci w ogóle chodzi? Myślisz, że to jacyś uciekinierowie czy przemytnicy?
Evan westchnął – Tak, podejrzewam. Jakbyś ruszył czasem dupsko z tej nory, tobyś podsłuchał trochę plotek. Podobno jakaś wielka afera w wielkim świecie. Ktoś uciekł, kogoś zabili, ktoś jest wściekły. To gruba sprawa.
Joel roześmiał się pod nosem – I co, sądzisz, że przylecieliby specjalnie do nas, na to zadupie? Daj spokój!
Evan oparł się o blat i zapalił papierosa. Zaciągnął się i rzekł spokojnie – Niczego nie sądzę. To wcale nie muszą być oni. Ale ta sprawa śmierdzi. Mam wrażenie że jeszcze będzie o nich głośno.

_________________
Ten, kto twierdzi, że pieniądze szczęścia nie dają, prawdopodobnie nigdy nie był w księgarni.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 15 lis 2016, 23:47 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 08 wrz 2012, 16:37
Posty: 1678
Gra w: ME, Wiedźmin, KOTOR
Tyle czasu tutaj cichutko już, a kiedyś tyle osób pisało. Ja szczerze mówiąc zaczynam myśleć, czy by nie napisać czegoś w nawiązaniu do Andromedy, ale chyba troszkę za wcześnie, bo za mało wiadomo o grze. Ale sama idea wyprawy do innej galaktyki otwiera gigantyczne możliwości fabularne. Nawet nie tyle sama podróż, a raczej to, jak do niej doszło. No i tak sobie myślę, czy by nie spróbować - wszystko przez rosnący hype :]

Dodatkowo powinienem w końcu ruszyć moje krótkie opowiadanko o Proteanach. A jak ktoś na forum świeży, a chciałby przeczytać coś w uniwersum ME, to tutaj na forum coś mojego jest i na blogu w jednym miejscu.

W ogóle w tym temacie jest tyle twórczości, że "ja cię kręcę" :)

_________________
Mój blog z opowiadaniami w uniwersach ME, TES i innych
Mój Youtube


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Napisz wątekOdpowiedz Strona 120 z 120   [ Posty: 1194 ]
Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 116, 117, 118, 119, 120


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
cron


Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Style by Daniel St. Jules