Teraz jest 27 sty 2022, 09:30


Napisz wątekOdpowiedz Strona 72 z 120   [ Posty: 1194 ]
Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75 ... 120  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 27 lut 2013, 22:39 
Adept analogów
Adept analogów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 gru 2012, 17:23
Posty: 150
Lokalizacja: Ilos
Gra w: trylogia Mass Effect, Wiedźmin
julciczka, świetny filmik! Naprawdę niezła robota, gratulacje ^^

Nie wiem czemu, ale strasznie mnie rozśmiesza ten filmik.
http://www.youtube.com/watch?v=5CQjrDGxWnU
Reakcje Arii są epickie, najlepsza przy MaleShepie: całuje, puszcza, prostuje dłonie i "Ok, to nie dla mnie" :rotfl:

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 03 mar 2013, 20:17 
Fechmistrz krzyżaka
Fechmistrz krzyżaka

Dołączył(a): 28 cze 2012, 19:18
Posty: 372
Gra w: ME-trylogia, CoD, KotOR
Ja jestem w trakcie pisania opowiesci, ktora nieco przerabia zakonczenie. Oto 3 pierwsze rozdzialy (tyle napisalem), enjoy!

Wielki Finał

Rozdział I


-Komandorze, admirał Hackett prosi o zgodę wejścia na pokład.
-Udzielam.
Na Normandii zapanował zgiełk. Wszyscy krzątali się po deku. Nikt nie spodziewał się nagłej wizyty głównodowodzącego Przymierza, który pojawił się nadspodziewanie szybko. Wszyscy ustępowali mu miejsca i salutowali.
-Admirale, to zaszczyt.
-Komandorze, zaszczytem jest przebywanie w obecności człowieka, który poprowadzi nas do ostatecznego boju przeciwko Żniwiarzom. Czy jesteś na to gotów, Shepard?
-Tak jest, admirale.-potwierdził komandor. Właściwie było to kłamstwo. Nie można być nigdy gotowym na bój z armią Żniwiarzy.
Z chwilowego zamyślenia Sheparda wyrwały słowa adiutanta admirała:
-Admirale, otrzymaliśmy wiadomość od niejakiego Kolyata Kriosa. Twierdzi, że może wspomóc siły naziemne dodatkowym oddziałem drelli. Właśnie pojawili się w tym układzie gwiezdnym.
-Zaraz, zaraz. Kolyat? -niedowierzał Shepard.- On jest jeszcze zbyt młody na taką walkę. Admirale, chciałbym z nim porozmawiać.
-Dobrze komandorze, ale pamiętaj, młody, czy stary, to nie ma znaczenia. Każdego dotknęła ta wojna, każdy w niej walczy. Poza tym, oddział drelli dobrze by się nadawał do szpiegowania i do cichego zabijania.-stwierdził Admirał. Jednak to nie przekonało komandora, który podszedł do specjalistki Traynor i kazał nawiązać łączność z jednym z nowoprzybyłych frachtowców o nazwie „Vendetta”.
-Kolyat, jesteś tam?
-Tak, komandorze. Jestem.-wraz z wypowiedzeniem słów, na wyświetlaczu pojawiła się sylwetka drella o morskim odcieniu skóry.
-Kolyat…wiesz na co się piszesz? Ta bitwa cię przerośnie. Doświadczysz prawdziwego piekła. Twoi ludzie będą ginąć, nawet ty możesz umrzeć. Jesteś na to za młody. Zawróć, póki możesz.-Shepard starał się przekonać drella, ale czuł, że nic z tego nie będzie. Na twarzy jego holograficznej sylwetki malował się upór, który nie zszedł po wypowiedzeniu słów przez komandora.
-Komandorze… Shepard. Sam nieraz mówiłeś, że jest to wojna o być albo nie być w tej galaktyce. Jeśli przegramy, Żniwiarze wymażą nas z rzeczywistości i z tego, co po niej pozostanie. Każdy dodatkowy ochotnik zwiększa to nasze marne prawdopodobieństwo wygrania. Co z tego, że jestem młody? Żniwiarze nie oszczędzają nikogo ze względu na wiek. Poza tym, wolałbym umrzeć na linii frontu niż będąc odnalezionym podczas krycia się w jakiejś podziemnej norze. Nawet, jeśli mnie nas nie przyjmiecie do armii, to sami polecimy za wami i będziemy walczyć na waszej Ziemii.
Kolyat nie chciał ustąpić. Z jednej strony, to źle, że tak młody osobnik jak on, niszczy sobie życie, biorąc udział w wojnie. Ale z drugiej-drell miał rację. Każda dodatkowa osoba zwiększa prawdopodobieństwo wygranej. Shepard musiał odpuścić.
-Dobrze, zgadzam się. Instrukcje co do działań dostaniecie od dowódców. Ja się na tym nie znam i nie mieszam się w to. Shepard bez odbioru.
Sylwetka Kolyata zniknęła z wyświetlacza. Shepard odwrócił się do admirała. Ten pokiwał głową i stwierdził, że komandor podjął dobrą decyzję. Nagle drzwi windy otworzyły się i do Centrum Informacji Bojowych wkroczyła Tali’zorah swoim charakterystycznym dla quarian krokiem.
-Admirale. Shepard.-odezwała się Tali.-otrzymałam informację od Rady Admiralicji. Chcą, abym wróciła i przejęła dowodzenie nad jednym z ich statków. W końcu ranga admirała zobowiązuje.-w tej chwili quarianka spuściła głowę i kontynuowała-Niestety, to oznacza, że nie będę mogła wziąć udziału w naziemnej bitwie razem z tobą, Shepard. Przykro mi.
-Tali, nie szkodzi. Każdy ma do odegrania swoją rolę w tej bitwie. Twoją jest, jak widać, prowadzenie twojego własnego ludu ku zwycięstwu. Jeszcze się zobaczymy, obiecuję.
Reakcją Tali było objęcie Sheparda-Tak… tylko… tylko nie złam tej obietnicy-quarianka była wzruszona. Szlochała.-Żegnaj, Shep.
To były jej ostatnie słowa, po czym odwróciła się i ruszyła do windy. Drzwi się zamknęły i Shepard jej więcej nie ujrzał. Ciszę przerwał Hackett.
-Shepard. Muszę cię poinformować o czymś jeszcze. Jeden oddział zjednoczonych sił nie ma dowódcy. Chciałbym, aby to któryś z twoich ludzi im przewodził. Z tego, co się orientuję, masz paru doświadczonych żołnierzy w swojej eki…
-Ja to zrobię-przerwał mu gruby i chropowaty głos, charakterystyczny dla proteanina. To Javik, który do tej pory stał gdzieś na boku pod ścianą włączył się do rozmowy.
-Jesteś pewien? To duże ryzyko.- stwierdził Shepard.
-Komandorze, byłbym głupcem, gdybym wchodził w to nieświadomy ryzyka. Dobrze wiem, co robię. Urodziłem się na wojnie, całe moje życie polega na niej. Dam sobie radę-odpowiedział i nie czekając na reakcję odszedł na swoje miejsce na uboczu i zajął się kalibracją swojej broni.
-Chyba mamy dobrego kandydata, nieprawdaż, komandorze?- Hackett zdawał się być zadowolony. Shepard nie mógł zaprzeczyć- Javik rzeczywiście był dobrym materiałem na dowódcę. Z drugiej jednak strony nie chciał, żeby jego towarzysz się na to pisał, bo czuł gdzieś, że on już nie wyjdzie z tego żywy. Ta cała wojna przerastała wielkie ikony odwagi i bohaterstwa jaką chociażby był Shepard.
Całe szczęście, że całe to piekło skończy się za kilkadziesiąt godzin.




Rozdział II


Z zamyślenia Sheparda wyrwał Joker:
-Komandorze, powinieneś się udać do sali łączności. Mamy kontakt z niebieską lalą.
-Z kim?-zdziwił się Shepard, mimo tego, że zdążył się przez ten cały czas przyzwyczaić do dziwnych tekstów sternika.
-Noooo...z Arią.
-Ah. Dobrze, ale na przyszłość wyrażaj się precyzyjniej.-oświadczył komandor.
-O ile jakaś przyszłość będzie.-rzucił Joker sam do siebie, kiedy jego rozmówca zniknął w korytarzu za mostkiem.

-Chciałaś ze mną rozmawiać?-zapytał komandor niebieską holograficzną postać asari. Jej sylwetka była smukła. Posiadała bujne piersi i otatuowaną twarz. Ogólnie była to seksowna kobieta, jak każda przedstawicielka tejże rasy.
-Tak. Chcę ci powiedzieć, że flota i armia Terminusa jest gotowa na rzeź. Ja też-oznajmiła. Shepard zdążył się przyzwyczaić do jej radykalnego zachowania. W końcu to była kobieta, która rządziła galaktycznym podziemiem.
-Cóż. Powiedziałaś „rzeź”, co mnie nieco niepokoi. Jaką mam gwarancję, że jak wygramy, to twoje gangi nie zaczną plądrować, zabijać i gwałcić na Ziemii?
-A jaką masz gwarancję, że wygramy?-sprytnie chwyciła go za słowo.
-No cóż…żadnej. Jednak jakby to się udało, to nie chciałbym takiego scenariusza.
-Spokojna twoja rozczochrana. Tak się nie stanie. Dla przywódców tych gangów również jesteś ikoną, tak jak dla zwykłych ludzi. Oni szanują ciebie i wszystko, co się wokół ciebie kręci.
-Oby. Czy to wszystko? Wybacz, ale mam trochę zajęcia na głowie.-pospieszył ją komandor.
-Tak…chociaż czekaj.-poprosiła go Aria.
-Słucham, o co chodzi?
-Chciałam ci jeszcze raz podziękować, że pomogłeś mi odbić Omegę. Gdyby nie ty to pewnie nic by z tego nie było, naprawdę.-powiedziała. Czuć było w jej głosie prawdę i wzruszenie, co zdziwiło Sheparda, bo jeszcze nigdy tego u niej nie doświadczył.
-Rozumiem. I współczuję Ci, jeśli chodzi o Nyreen.-oznajmił. Nyreen była kolejną z niezliczonych ofiar wojny, ale co ważniejsze-była bliską osobą dla Arii.
-Dziękuję.-niemalże szepnęła, jednak za moment jej głos stał się już normalny-Zapomniałabym. Masz pozdrowienia od Patriarchy.
-Patriarchy? Tego dziwnego kroganina? Tak czy inaczej dzięki.
Holograficzna postać Arii rozpłynęła się. Shepard był naprawdę dumny z faktu, że nawet podziemie stanęło do walki ramię w ramię z galaktycznymi armiami przeciwko wspólnemu wrogowi-Żniwiarzom.

Shepard miał jeszcze jedną ważną sprawę do załatwienia. Musiał pogadać ze swoją miłością, która również była asarii, tak jak Aria, jednak charakter miała dużo łagodniejszy, pomijając kwestię walki, w której była brutalna. Na imię było jej Liara. Żeby z nią porozmawiać zszedł na pierwsze piętro „Normandii”. Kiedy wszedł do jej kwatery natychmiast zaczęły migać światełka wielu monitorów. Miała ich tyle nie bez powodu. W końcu była najbardziej popularnym i zarazem najbardziej tajnym handlarzem informacjami-Handlarzem Cienii. Popularnym, ponieważ każdy wiedział na czym polega profesja tegoż handlarza, a tajnym, bo nikt nie znał jego tożsamośći.
-Jak się czujesz?-zapytał badawczo swoją towarzyszkę życia.
-Dobrze. Jestem zdeterminowana do walki jak nigdy.-oznajmiła-Żniwiarze zapłacą za to, co zrobili z Ziemią, Thessią i wieloma innymi światami. Zapłacą za miliardy niewinnych istot!-niemalże krzyczała, kiedy mówiła te słowa. Shepard zareagował na to gestem podniesienia obu rąk jakby miał coś zatrzymać i rzekł:
-Wow, jeszcze nigdy nie widziałem cię w tak bojowym nastroju. Zachowaj siły na wroga.
-Przepraszam. Jestem po prostu zła.
-Chyba jak wszyscy. Każdy kogoś lub coś stracił w tej wojnie.
-No nie każdy. Quarianie i Gethy odzyskały swoją ojczyznę.-nie dawała za wygraną Liara.
-Hmm…no muszę ci przyznać tu rację. Jednak mam nadzieję, że ich zwycięstwo zmotywuje nas do następnego.
-Shepard, jesteś nie tylko bohaterem, ale i zawsze potrafisz powiedzieć coś wartościowego.
Shepard zaśmiał się i powiedział:
-To moja praca.
Po czym przytulił ją i namiętnie pocałował. Trwali tak około piętnastu minut.



Rozdział III
-Dobra, wszyscy ruchy, ruchy! Przygotowywać się! Niedługo ruszamy ku Ziemii!-krzyczał Shepard, wchodząc na mostek już w pełnym uzbrojeniu. Wyposażył się w karabin „M-8 Mściciel”, snajperkę Gethów „Czarną Wdowę” oraz w pistolet „M-5 Falanga”. Cały pakiet jego ulubionych broni pozwalała mu zabrać nowoczesna możliwość składania i rozkładania broni oraz optymalny pancerz odpowiedni do tego. Jeśli mowa już o pancerzu to był on koloru srebrnego od stóp do szyi z małym znaczkiem „N7” na prawym napierśniku. Komandor posiadał jeszcze hełm, ale na razie wstrzymał się od jego włożenia.
-Specjalistko Traynor, proszę przekazać mojej drużynie, aby zebrała się w kabinie pilota. Mam dla nich co nieco do powiedzenia-rozkazał przechodząc obok swojej adiutantki.
-Już się robi, komandorze!
Komandor udał się w stronę wymienionej kabiny. Pierwszy raz w życiu czuł tak duży stres, ale nic dziwnego, ponieważ niedługo czekała go bitwa, która zaważy na dziejach całej ludzkości i nie tylko.
Kiedy wszedł do kokpitu, Joker, oraz drugi pilot-EDI, siedzieli w swoich fotelach.
-Komandorze, zapowiada się niezły koniec, nieprawdaż? Wszyscy jesteśmy teraz jedną wielką rodziną od rasowych morderców, poprzez szeregowych, na dygnitarzach kończąc. Od krogan, przez Gethy, na ludziach kończąc. Kto by się tego spodziewał? Tylko ty, komandorze, potrafisz dokonać rzeczy niemożliwych-podsumował Joker.
-Nie przesadzaj, panie Moreau.-zastrzegł komandor
-Proszę cię, nie mów do mnie po nazwisku jak niegdyś EDI.-oburzył się Joker.
-Ale to prawda.-wtrąciła EDI przemawiając poprzez swoje cybernetyczne ciało. Oczywiście mogła funkcjonować bez niego, ponieważ jej „mózgiem” był statek, ale ta powłoka pozwalała na to, by maszyna mogła wziąć udział w walce.
-Co prawda, to, że zwracałaś się do mnie kiedyś po nazwisku?-zapytał Joker.
-Nie, Jeff, nie to. Prawdą jest to, że gdyby nie Shepard, już dawno poleglibyśmy w walce z tymi złowieszczymi kreaturami. Komandorze, mimo, że jestem maszyną, poszłabym za tobą w ogień…tak czuję. Podobnie jest z Gethami-uważają cię za swojego wybawiciela, mimo tego, że to tylko sztuczna inteligencja. Ocaliłeś ich dom i Quarian przed zagładą ze strony Żniwiarzy.
-Dziękuję za te słowa EDI. One wiele dla mnie znaczą.-stwierdził komandor. Nagle zza pleców całej trójki odezwał się głos, który zalatywał portugalskim akcentem:
-Hej, co jest, Loco, wzruszyłeś się, zmiękłeś?-powiedział James Vega i zaśmiał się. Był to jeden z członków drużyny Sheparda, mulat, dwa razy szerszy od swojego dowódcy, co było efektem silnego umięśnienia, jednak kiedyś, kiedy Shepard pojedynkował się z nim wręcz, to rozłożył swojego podkomendnego na łopatki, co dowodziło temu, że mięśni to nie wszystko. Z zachowania był strasznym luzakiem, co z pewnością pozwalało mu się odprężyć niejeden raz w czasie jego ciężkiej pracy. Był on bowiem jednym z komandosów Ludzkiego Przymierza, a w przyszłości miał stać się członkiem programu N7, który przeszedł również Shepard. Na jego słowa Shepard obrócił się i spytał:
-Hm…Vega, czy ty kiedykolwiek okazujesz emocje?-komandor przybrał nieco żartobliwy ton.
-On? Shepard, chyba postradałeś zmysły. Zobacz, jaki z niego gruboskóry gość. Ah, te wszystkie mięśnie!-zażartował nadchodzący Garrus Vakarian, arogancki generał turiańskiej armii i zarazem najbliższy przyjaciel Sheparda.
-Garrusie, ty też wcale nie należysz do łatwych gości.-stwierdziła komandor porucznik Przymierza, Ashley Williams, która weszła do kajuty razem z Liarą. Ash była bardzo seksowną kobietą o śniadej cerze i czarnych prostych włosach. Mimo tego potrafiła być bardzo niebezpieczna w walce.
Niedługo odbędzie się najważniejsza bitwa w ich życiach, a panowała atmosfera podobna do takiej, która towarzyszy miłemu wieczorkowi w towarzystwie.
Cała drużyna była w komplecie oprócz, rzecz jasna, Tali i Javika, którzy zostali oddelegowani do swoich przydziałów.
-Dobrze, rozumiem, że można pożartować, ale mam dla was coś ważnego do powiedzenia.-zakończył Shepard tymi słowami biesiadną atmosferę.-Niedługo weźmiemy udział w odwecie na Żniwiarzach, czeka nas wiele trudności. Każdy z nas może niespodziewanie dostać przysłowiową kulkę w łeb w dowolnej chwili, dlatego chciałbym się z wami w tej chwili oficjalnie pożegnać. Przeszliśmy razem wiele, walczyliśmy w wielu bitwach. Chcę wam podziękować za to wszystko, naprawdę.-w pomieszczeniu zapanowała cisza. Nikt się nie odezwał, tylko każdy gdzieś tam błądził wzrokiem po podłodze. Komandor postanowił więc przerwać tę ciszę:
-Dobrze, słuchajcie. Nie wiem, jaki jest plan na bitwę, ale chcę nas podzielić na dwa równe zespoły, które udadzą się różnymi promami na pole bitwy. Jeden zespół prowadzę ja, a ze mną idą Liara i James. Drugim dowodzi Garrus i z nim wyruszają Ash i cybernetyczne ciało EDI. Zrozumiano?
-Tak-odpowiedzieli chórem.
-Komandorze, mam wiadomość od admirała Hacketta. Za trzydzieści minut skaczemy przez przekaźnik masy i lądujemy w Układzie Słonecznym-powiadomiła EDI.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 03 mar 2013, 21:59 
Adept analogów
Adept analogów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 gru 2012, 17:23
Posty: 150
Lokalizacja: Ilos
Gra w: trylogia Mass Effect, Wiedźmin
@up, całkiem niezłe, ale wszystko za szybko się dzieje. Zamiast poświęcić chwilkę jakiemuś wątkowi, od razu przeskakujesz do następnego i na dodatek opisujesz je pobieżnie. Przydałoby się nieco więcej myśli, uczuć Sheparda. (Momencik, Shep dopiero pierwszy raz w życiu tak bardzo się stresuje...? O.O A misja samobójcza to z lekkim stresem załatwiona, tak?) Postaci nie są sobą, na przykład dziękowanie zdecydowanie nie jest w zwyczaju Arii, a tym bardziej te jej emocje w głosie. Jak już dziękuje, to na swój sposób i z oporem, a poza tym jest fioletowa, nie niebieska : D I... krzycząca Liara? To nie w jej stylu. Na dodatek jeszcze opisujesz wszystko, to co każdy fan ME zna, np. Liara jako Shadow Broker. Nie jest źle, nie mam nic przeciwko temu, ale można byłoby wplatać to w tok opowieści, by to brzmiało naturalnie.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 03 mar 2013, 22:51 
Fechmistrz krzyżaka
Fechmistrz krzyżaka

Dołączył(a): 28 cze 2012, 19:18
Posty: 372
Gra w: ME-trylogia, CoD, KotOR
Hmm, faktycznie, pospiech jest u mnie charakterystyczna cecha, a raczej wada. Nastepnym razem postaram sie tak nie uogolniac i bede dokladniej wszystko opisywal, znaczy, postaram sie :P . Co do Arii i Liary-chcialem pokazac, ze takie postaci moga od czasu do czasu zachowac sie inaczej, co chyba mi zbytnio nie wyszlo :P . Next-stres Sheparda: no nie bagatelizuje, ze podczas misji samobojczej chlop sie stresowal, ale mysle, ze bitwa o Ziemie bardziej go przytloczyla. Co do kolorku Arii-fakt, nie dopatrzylem ;) . Natomiast te glebsze opisy (np. Liara handlarzem, badz opis Jamesa), byly po to, zeby przedstawic co jest grane osobie majacej nikle pojecie o ME badz zadne, poniewaz wrzucalem to na jeszcze inne forum, nie majace zwiazku z ME ;) . dzieki za szczere slowa krytyki i zachecam innych do opiniowania. Dodam od siebie, ze czasem mam jakis ekstra pomysl, tylko nie wiem jak go dobrze napisac i z tym tez sie gubie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Dikajos - Opowiadanie Mass Effect - po zakończeniu gry.
PostNapisane: 11 mar 2013, 07:35 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 08 wrz 2012, 16:37
Posty: 1678
Gra w: ME, Wiedźmin, KOTOR
Chciałem założyć ten temat w dziale UNIWERSUM, ale nie ma tam przycisku Nowy Temat to wrzucam tu, chociaż uważam, że bardziej pasuje tam. Jeśli jakiś moderator mógłby przenieść to ładnie proszę.

Natchniony dodatkiem i muzyką z ME, której słucham od kilku dni skleciłem parę linijek. Powiedzcie proszę co myślicie. Szczerze.



PO BURZY? A MOŻE PRZED?


I

Szeregowy Ramirez wszedł na stołówkę. Wyglądał elegancko. Miał na sobie skórzaną kurtkę, którą kilka dni temu znalazł w jednym z pustych mieszkań. Spodobała mu się to wziął. Poprzedni właściciel pewnie i tak już tam nie wróci, o ile w ogóle żyje. "Wielki kroganin, wódz, na pewno rzuci ci się w oczy. Przekaż mu słowo w słowo to co zaraz ci powiem". Tak mu powiedziała ta czarnoskóra kobieta. Nie znał jej imienia. Dała mu butelkę wódki pod warunkiem, że dostarczy tę wiadomość. No to dostarczał. Rozejrzał się po sali. Była pełna. Kilkadziesiąt osób spożywało kolację. W niemal całkowitej ciszy. Ramirez wiedział dlaczego. Co prawda wygrali wojnę, Żniwiarze byli pokonani. Przynajmniej ich główne siły, tzn. te wielkie żyjące statki. W pierwszych chwilach po eksplozji na Cytadeli zapanowała euforia. Cywile szaleli ze szczęścia do dziś, ale wojskowi nie potrafili. Za to wielkie zwycięstwo każdy z nich zapłacił jakąś cenę. A walki wciąż trwały. Dawsonowi zabito ojca. Richardsson stracił żonę i córkę a Pugsleyowi przerobiono całą rodzinę na zombie... Kilku innych z oddziału zginęło w ostatnich dniach podczas operacji Młot. Ramirez miał szczęście, tylko posiwiał. Miał dwadzieścia lat. Przeżył a jego rodzina mieszkała na ranczo w Teksasie. Odizolowanym ranczo co, jak się okazało, ocaliło ich przed śmiercią. Żniwiarze od początku koncentrowali się na wielkich skupiskach ludzi. Chwytali ich, mordowali, przerabiali. Nie wiedział czemu. Cieszył się, że jego rodzina ocalała.

Nie szukał długo. Kroganie wyróżniali się. Ich stół był jedynym głośnym. Haaa mieli powody - pomyślał Ramirez. Wyleczono genofagium. Mogą się bawić. Chociaż ciekawe jak wrócą do domu skoro przekaźniki zniszczone czy tam uszkodzone. Sam nie wiedział. Nie interesował się tym teraz. Chciał dostarczyć wiadomość. Wypić wódkę. Wodza rozpoznał od razu. Siedział spokojny. Niewiele się odzywał. Nie miał na sobie zbroi dzięki czemu Ramirez dostrzegł blizny. Cholernie dużo cholernie wielkich blizn. Mówią, że Kroganie szybko się regenerują więc ciekawe, jak musiały wyglądać te rany świeżo po ich zadaniu... Brrr, dreszcz wstrząsnął szeregowcem.

Podszedł i zaczął nieśmiało, czując respekt przed wielkim wojownikiem:

- Czy to ty jesteś wódz krogan Urdnot Rex?

- Wrex człowieku. To najlepszy wódz krogan od stuleci. Mógłbyś się przynajmniej nauczyć wymawiać imię wybawcy twojej skały. - krzyknął jeden z bardziej pijanych żołnierzy z kompanii Aralakh, która podczas wojny poniosła niemal sto procent strat.

Wódz milczał. Nie spojrzał nawet na posłańca. Ramirez spróbował ponownie:

- Mam dla ciebie wiadomość... Wysłuchasz jej wodzu? - głos mu zadrżał.

- Nie bój się żołnierzu - odparł Wódz - moja strzelba jest brudna. Z takiej strzelać nie będę a ręce mam zajęte przy stole. Wiadomość mówisz? Pośpiesz się bo, jak widzisz, Kroganie świętują ocalenie twojej planety. Co to za wiadomość i od kogo?

- Od kogo to nie wiem. Jakaś czarnoskóra kobieta stoi przy ruinach Big Bena i kazała mi powtórzyć ci to: "Rex spotkaj się ze mną przy Big Benie. Mam bardzo ważną sprawę. Dotyczy komandora. Porozmawiajmy w cztery oczy".

- Heh... Wszyscy powołują się na komandora - odrzekł znudzony Wódz - to już nudne. Shepard leży w szpitalu i są przy nim najlepsi ludzcy i salariańscy lekarze. Nie widzę sensu w rozmowie z jakąś anonimową czarnulką.

- Spodziewała się, że tak powiesz - powiedział Ramirez - Mam dodać, że dobrze zna jakiegoś Jacoba, z którym podobno się znacie...

Wrex spojrzał na swoją kompanię i w milczeniu wstał od stołu po czym wyszedł ze stołówki. Zamilkli i wiedzieli, że nie warto zadawać pytań. Ramirez też się domyślił. Wyszedł z namiotu i uśmiechnął się, jak po wykonaniu śmiertelnie niebezpiecznej misji, ruszając w stronę Tamizy. Wyciągnął z kieszeni swojej błyszczącej, skórzanej kurtki piersióweczkę i śmiało wychylił.

II


- Jestem dr Brynn Cole. Musimy porozmawiać - powiedziała czarnoskóra kobieta odwracając się i idąc szybkim krokiem w stronę kamienicy. Wrex przysiągłby, że był to ładny budynek... Przed wojną... Weszli przez dziurę w ścianie po czym Brynn usiadła na spoczywającej w tumanach kurzu kanapie. Kroganin rozejrzał się po pomieszczeniu. Poczuł lekki powiew wiatru unoszący kurz i porwane kawałki starych gazet. Poszarpane kawałki firanek lekko zafałowały odsłaniając podziurawione jak sito zwłoki zombie. Wokoło stał sprzęt drukarski, dawno nie używany, ale wciąż czuć było zapach druku. Bez słowa złożył ręce w krzyż i wlepił oczy w panią doktor. Czekał.

- Nie znamy się, ale wiedz, że znam dobrze Jacoba. Jesteśmy parą... A komandorowi zawdzięczam życie. Ja i wielu moich przyjaciół. Z twojej miny wnioskuję, że widziałeś już w jakim stanie jest Shepard...

Kroganin dalej milczał.

- Słuchaj... W tej chwili lekarze Przymierza robią wszystko co mogą, aby go uratować, ale... - Brynn zawiesiła głos - Nie zdołają tego zrobić...

- Co masz na myśli? Mów szybko.

- Wiesz zapewne, że pracowałam dla Cerberusa. Miałam styczność z Mirandą Lawson, którą, jak wywnioskowałam z opowieści Jacoba, poznałeś na imprezie w domu komandora na Cytadeli.

- Źle wywnioskowałaś - zaprzeczył - poznałem ją wcześniej, kiedy przyleciała na Tuchankę z Shepardem i Gruntem, by pomóc temu małemu pyjackowi zaliczyć rytuał przejścia.

- Nieistotne. Chodzi mi o to, że Jacob opowiadał mi to i owo. Kiedyś jego i Lawson coś łączyło, a on sam był szefem ochrony w kompleksie, w którym ocalono komandora. Dowiedziałam się od niego co nieco o projekcie Łazarz, którym Miranda kierowała. Wiem, jak Shepard został ulepszony. Wiem też, że działania lekarzy Przymierza, choćby nie wiem jak wybitnych, nie przyniosą skutku.

- Powiedz krótko o co ci chodzi - mruknął zniecierpliwiony Wrex.

- Potrzebujemy Lawson... Ona poskładała komandora i tylko ona ma wiedzę potrzebną do ocalenia go. Zmiany, które wprowadzono, aby przetrwał po katastrofie pierwszej Normandii były zbyt poważne żeby wystarczyło kilka plastrów czy transfuzja krwi...

Wrex zawiesił wzrok na dziurze, którą weszli do pomieszczenia. Lawson? Przecież ona jest gdzieś w okolicy, a przynajmniej była parę dni temu, przed ofensywą.

- Zdaje się, ze wiesz gdzie jej szukać. Inaczej pewnie nie zawracałabyś mi głowy hm?

- Widziałam ją przedwczoraj... Miała siać dywersję na tyłach wroga opanowując kilka statków przetwórni i oswobodzając jeńców. W tym celu przerzucono ją za kanał La Manche, do Francji, w okolice Marsylii. Niedługo po wybuchu na Cytadeli straciliśmy łączność z wieloma oddziałami. Grupa Lawson jest jednym z nich.

Wrex zamyślił się. Statki przetwórnie... Makabryczna rzecz. Kilka dni wcześniej zwiadowcy Przymierza przybyli do jego kwatery i zameldowali o lokalizacji jednego z nich. Nawaliły mu silniki i był uziemiony. Jedna z krogańskich kompanii, z Wrexem na czele, była na miejscu po kilku godzinach. Za późno. Kiedy go otworzono, ze środka wybiegło kilkadziesiąt stworów Żniwiarzy. Walka trwała krótko. W sumie trudno było to nazwać walką. Zaprawieni w boju Kroganie nie mieli problemów z eksterminacją zombie. W tym statku przetwarzano samych ludzi, a zombie to najsłabszy z rodzajów wroga z którymi przyszło im się mierzyć.

- Hmmm powiedziałbym, że ta Lawson pewnie już nie żyje, ale... Shepard mówił, że twarda z niej cizia. W porządku wydam dyspozycje. Ruszamy jutro o świcie. Szykuj się.

Brynn wbiła wzrok w ziemię nie mówiąc ani słowa. Wrex zrozumiał w mgnieniu oka. Na imprezie kilka tygodni wcześniej Jacob mówił, że jego dziecko jest w drodze. A przecież był z Brynn. Kroganin zrozumiał swój nietakt. Nieczęsto to robił. Pani doktor chciała otworzyć usta i coś powiedzieć, ale Wrex przerwał.

- Rozumiem. Przepraszam. Uważaj na siebie i... - popatrzył na jej brzuch - na Sheparda.

Wiedział. Pomyślała Brynn lekko się uśmiechając. Planowała nazwać tak swoje dziecko.
Oczywiście o ile będzie to chłopiec.

III

Nazajutrz o świcie Wrex przywdział swoją czerwoną zbroję. Wyszedł przed kwaterę, usiadł na kawałku zniszczonego muru i zaczął czyścić strzelbę. Zrobił to już wczoraj po rozmowie z panią doktor, ale nie robił tego żeby zetrzeć kurz. Lśniła jak żąbki Liary - pomyslał. Chciał zająć swoją głowę. Brynn jest w ciąży. Będzie miała dziecko. On też będzie miał. Bakara, pierwsza kroganka, która zaszła w ciąże po wyleczeniu genofagium nosiła jego dziecko. Kroganie znów mają przyszłość...

Sterylizacja całej rasy. Co za potworne ludobójstwo. Podczas rebelii krogańskich, będący pod ścianą Salarianie i Turianie opracowali i rozprzestrzenili genofagium, powodujące, że 99 na 100 ciąż kończyło się poronieniem. To trwało wiele setek lat. Kilka miesięcy wcześniej ta klątwa dobiegła końca.

Tuchanka. Wrex, Bakara, Garrus. Mordin. Shepard... No i Kalros, matka wszystkich miażdżypaszcz w tańcu z wielkim Żniwiarzem. Ale to była jazda - pomyślał Wrex przesuwając wilgotną szmatkę po lufie swojej strzelby. W promieniu stu metrów krzątało się kilkudziesięciu krogan. Wstali równo o świcie, zdyscyplinowani i szykujący się do drogi. Wrex zorganizował przerzut dwóch plutonów swoich wojsk do Marsylii. Przenosił technikę walki Sheparda na swoje działania. Małe oddziały, szybkie, zdecydowanie uderzenia. Realizacja celu i wycofanie się. Ta taktyka wielokrotnie sprawdziła się podczas wojny ze Żniwiarzami a jeszcze częściej za czasów jego współpracy z komandorem. Kodiaki już czekały a żołnierze ładowali niezbędny do misji sprzęt.

Zaczął mówić do siebie:

- Ach Wrex... Przydałby Ci się ktoś ze starej ekipy... Garrus do ubijania wrogów z dystansu. Tali do używania sabotażu na ich broniach albo odciągająca ich uwagę sondą. Albo Grunt. Z tymże Grunta wysłałem zupełnie gdzie indziej. Ciekawe jak sobie radzi...

Wstał. Żołnierze zakończyli krzątaninę i czekali na ostateczny rozkaz. Mieli zostać rzuceni na teren z którym od kilku dni nie było kontaktu. Z doniesień zwiadowców wiadomo było, że południowa Francja była zajęta przez wroga. Żniwiarze jako tacy byli już wyeliminowani, ale ich pomioty wciąż żyły i stawiały opór. Zombie, grasanci, banshee, brutale... Ci ostatni to przerobieni kroganie. Zmutowani i pomieszani z innymi gatunkami. Na promy załadowano zaledwie dwa plutony, czyli dwudziestu kilku krogan. Niewielu, ponieważ wojska nie zdążyły się przegrupować, ale Wrex wiedział, że powinno wystarczyć i jeśli jest szansa pomóc Shepardowi, to trzeba ją wykorzystać. Znaleźć Lawson, odpowiedzi i spłacić dług jego rasy wobec komandora. Móc z nim porozmawiać. Jeszcze raz mu podziękować. Jak przyjaciel przyjacielowi.

Wrex wsiadał do promu jako ostatni, upewniając się, że wszystko jest jak należy. Właśnie szedł w stronę Kodiaka, gdy usłyszał za sobą zmysowy kobiecy głos. Spokojny, ale i zdecydowany.

- Poczekaj wodzu.

Odwrócił się i zobaczył poważną asari w lekkim, czerwonym pancerzu z głębokim dekoltem.

- Nie potrzebujesz przypadkiem pomocy?

- Samara! Ha! Co ty tu robisz ty niebieska twardzielko? - krzyknął totalnie zaskoczony kroganin wyciągając rękę i chwytając smukłą dłoń Samary zanim ta zdążyła ją cofnąć. Egzekutorka nie była przyzwyczajona do takich powitań. Była chłodna i wyrachowana, ale nie odepchnęła Wrexa. Uśmiechnęła się delikatnie.

- Jestem tu przez zupełny przypadek. Medytowałam nad brzegiem Tamizy od czasu bitwy. Szum wody mnie uspokaja. Ustawicznie dochodziły do mnie pijackie krzyki jakiejś bandy. Trudno było ich zignorować więc postanowiłam poprosić ich o ciszę. Dwóch żołnierzy siedziało z jakimś młodym latynosem w błyszczącej kurtce. Popijali wódkę i krzyczeli. Szczególnie ten latynos. Mówił coś o jakiejś wiadomości, krogańskim wodzu i komandorze. Wsłuchałam się i zrozumiałam, że mówi o Tobie. Początkowo nie chciał nic powiedzieć, ale przycisnęłam go biotyką. Koledzy od wódki uciekli. Z wódką rzecz jasna. Latynos wyśpiewał natomiast wszystko niczym Julio Iglesias. I oto jestem. Chce ci pomóc. Chcę pomóc Shepardowi. Co powiesz?

Wrex milczał przez chwilę po czym wyjął zza pleców swoją strzelbę i dał ją Samarze mówiąc:

- Dwudziestu dwóch krogan i egzekutorka. Jeśli na Ziemii jest jakiś odpowiednik Kalros to może być ciekawie.

- Raczej nie ma tu takiego robactwa Wrex.

- No cóż. Tak czy owak nudno nie będzie.

- Powiedz mi gdzie się udajemy i w jakim celu.

- Ładuj swój niebieski dekolt na prom i słuchaj...

Był poranek. Słońce delikatnie unosiło się nad horyzontem. Niebo było jaskrawo czerwone. Zanosiło się na burzę. Wrex nie wiedział czy był to symbol przeszłości czy zapowiedź przyszłości.

.......................


Ktoś przebrnął przez tekst? Jak wrażenia? :)

/ przeniesione - roelka

_________________
Mój blog z opowiadaniami w uniwersach ME, TES i innych
Mój Youtube


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 12 mar 2013, 18:36 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 06 sie 2012, 22:08
Posty: 1826
Lokalizacja: Rybnik
Gra w: ME, DA, AC, Fable, Fallout, TES
Jakiś czas temu słuchając pewnej piosenki stwierdziłem, że ktoś utalentowany mógłby zrobić do niej świetny klip z Mass Effect. Niestety, ponieważ nikt uzdolniony nie wpadł na to, żeby stworzyć do tej piosenki świetny klip, to zrobiłem sobie sam taki jaki umiałem i postanowiłem się nim pochwalić :D. Biorąc pod uwagę, że moje umiejętności montowania filmów są mniej więcej na takim poziomie, jak znajomość obsługi komputera u mojej mamy, efekt końcowy uważam za ponadprzeciętny (chociaż kilka zbyt długich, statycznych ujęć i koszmarne przejścia walą po oczach) :P.


http://www.youtube.com/watch?v=NxtSf4cDQ6U

Miałem jeszcze kilka pomysłów na inne AMV Oomph! z Mass Effect, ale biorąc pod uwagę, że zmontowanie czterominutowego klipu zajęło mi dziewięć godzin, to sobie raczej odpuszczę.

_________________
ObrazekObrazek


Ostatnio edytowano 12 mar 2013, 23:59 przez Pottero, łącznie edytowano 2 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 12 mar 2013, 23:55 
Pierwsza zarwana nocka
Pierwsza zarwana nocka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 20 sty 2013, 12:26
Posty: 547
@Up, ja tu widzę tylko 4 minuty a nie godziny :P


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 12 mar 2013, 23:59 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 06 sie 2012, 22:08
Posty: 1826
Lokalizacja: Rybnik
Gra w: ME, DA, AC, Fable, Fallout, TES
Poprawione :). Przy czterogodzinnym to bym się chyba pochlastał zanim by mi zabrakło materiału :P.

_________________
ObrazekObrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 13 mar 2013, 00:23 
Niedzielny gracz
Niedzielny gracz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 mar 2013, 23:12
Posty: 29
Lokalizacja: Raccoon City
Gra w: Mass Effect 3
Bardzo mi się podoba twój filmik Pottero :) Nie znam się na technicznych aspektach robienia takiego filmiku, ale według mnie wyszło Ci rewelacyjnie. Piosenka mi się podoba bo to moje klimaty i jak dla mnie świetnie pasuje do tego video. Masz lajka ^^

_________________
"Without heroes, we're all plain people, and don't know how far we can go!"
Obrazek
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 13 mar 2013, 00:44 
Adept analogów
Adept analogów

Dołączył(a): 19 lut 2013, 11:08
Posty: 246
dikajos, to jest po prostu świetne. Mam nadzieję, że będziesz dalej kontynuował historyjkę.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Napisz wątekOdpowiedz Strona 72 z 120   [ Posty: 1194 ]
Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75 ... 120  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  


Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Style by Daniel St. Jules