Teraz jest 23 sty 2022, 01:28


Napisz wątekOdpowiedz Strona 97 z 120   [ Posty: 1194 ]
Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100 ... 120  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 15 maja 2013, 19:14 
Nałogowiec
Nałogowiec

Dołączył(a): 15 gru 2011, 15:27
Posty: 21765
Zapomniałem wstawić opowiadania. Zrobię to teraz. Jednak tym razem opowiadanie jest króciutkie.

Przygody pani komandor

Odcinek 2

Pościg


Jacob biegł nago po Normandii krzycząc w niebogłosy o nadchodzącej inwazji Żniwiarzy. Strasznie irytowało to komandor Shepard, przez co miała ochotę wyrzucić go przez śluzę, ale mimo wszystko starała się zachować wyrozumiałość w końcu to nie była wina Jacoba, że jego organizm tak zareagował na zarażenie Łuskoświądem.
- Shepard, Jacob właśnie wybiegł z kwatery Zaeeda - zameldował Joker
Komandor udała się porozmawiać z najemnikiem. Zastała go klęczącego na podłodze z zamkniętymi oczami powtarzającego słowa "Mój Boże. Mój Boże. Mój Boże".
Shepard było trochę żal Zaeeda, ale bardziej bawiło ją to całe przedstawienie. Obiecała jednak sobie, że nigdy nie zapyta Zaeeda co tu się działo. Rozmowa z nim w takim stanie była aktualnie stratą czasu, a Jacob nadal krążył po Normandii narażając innych członków załogi na niebezpieczeństwo.
- Zlokalizowano Jacoba - odezwała się EDI - Jest w twojej kwaterze Shepard.
- W mojej kwaterze? powiedziała Shepard ze zdziwieniem w głosie
- Tak Shepard.
- EDI przekaż Mordniowi by ten stawił się pod drzwiami do mojej kajuty
- Dobrze Shepard.

Kiedy komandor dotarła, pod drzwi kajuty Mordin już na nią czekał.
- Shepard sporządziłem lekarstwo, które powinno pomóc Jacobowi.
- To dobrze Mordin, bo zachowanie Jacoba zaczyna już mnie strasznie męczyć. Wchodzimy i zaaplikujesz mu to lekarstwo.
Drzwi do kajuty otworzyły się przed Shepard i salarianinem. Ich oczom ukazał się Jacob tańczący kankana i śpiewający operetkę Sullivan`a. Tym razem już ubrany w damką bieliznę.
- Jestem Marusia! - krzyknął Jacoba tak głośno i z taką intonacją jakby miała zaraz zdobywać Berlin.
Po chwili upadł na podłogę. Mordin pochylił się nad nim by sprawdzić czy nim mu nie jest, kiedy się co do tego upewnił zaaplikował mu lekarstwo. Następnie wraz z Shepard wyprowadzili Jacoba z kajuty i odprowadzili do medlabu.

Jacob obudził się godzinę później i nic nie pamiętał z całego incydentu, a Zaeed zdołał wrócić do siebie po tych ekstremalnych dla niego przeżyciach. Shepard udała się do kajuty by sprawdzić czy Jacob nie zrobił w niej jakiś szkód.

Rybki i chomik żyły, a bielizna była w komplecie co ucieszyło komandor, ale i trochę zdziwiło. Sądziła przecież, że Jacob ubrał się w jej bieliznę. Jednak tak się nie stało. Shepard uznała, że to jedna z tych tajemnic, których rozwiązania nie chce poznać.

_________________
KP - PTP

KP - SWO

KP - TTP

KP - PŻ

KP - UŚ


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 15 maja 2013, 19:31 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 08 wrz 2012, 16:37
Posty: 1678
Gra w: ME, Wiedźmin, KOTOR
SIŁA WIARY

ODCINEK V


Dzień przesłuchania komandora Sheparda, 2186.

Tom siedział w swoim pokoju na drugim piętrze dwurodzinnego domu. W jego mieszkaniu, które dzielił z babcią, były dwa pokoje, niewielki salon, kuchnia i łazienka. Miejsce nie było czymś, o czym młody Young marzył, kiedy wylatywał na Cytadelę, aby "robić karierę". Był przekonany, że praca z salariańskim Widmem będzie czymś, co wzbogaci jego CV i faktycznie, sam napis "asystent Widma na Cytadeli" wyglądał ładnie na papierze, ale kiedy potencjalni pracodawcy pytali o referencje, Tom bezradnie rozkładał ręce. Widma nie dawały referencji, bo były organizacją działającą niezwykle dyskretnie. Chłopak nie mógł się więc pochwalić ani rozbiciem szajki handlującej czerwonym piaskiem, ani żadną inną akcją, w której miał spory udział. W ten sposób tracił szansę na angaż w wojsku, a nawet w jakichkolwiek formacjach paramilitarnych. Dziwił się jednak, bo stopień szeregowca wystarczył, aby kilku jego kolegów z czasów Doncaster dostało angaż na przeróżnych jednostkach Przymierza. Każde jego podanie do tej organizacji było szybko odrzucane, bez uzasadnienia. Po kilku próbach zaprzestał wysyłania dokumentów Przymierzu. Nie zamierzał błagać o posadę. Po trwającej rok służbie na Cytadeli miał wystarczająco dużo pieniędzy, aby spłacić długi swoich zmarłych rodziców i zagwarantować babci opiekę medyczną w postaci pielęgniarki. Zapas kredytów szybko topniał, a Tom odrzucił propozycję swojego wujka - Franka - który oferował pomoc, mając świadomość, jak ciężko musi być jego bratankowi. Wtedy wciąż liczył na pracę w Przymierzu. Musiał zarabiać, więc zatrudnił się w londyńskiej fabryce mebli, w której pracował już kilka miesięcy.

Czasem do jego głowy wdzierała się myśl o odezwaniu się do Cerberusa, organizacji, z którą zetknął się na Cytadeli. Myślał jednak, że dawno o nim zapomnieli. Śledzili jego postępy, tak jak setek innych ludzi - myślał. Przestał robić postępy, a Cerberus nie odzywał się, więc Tom uważał sprawę za zamkniętą. Po wideo-rozmowie sprzed ponad dwóch lat, otrzymał wizytówkę z namiarem na kilku agentów, ale nie chciał jej wykorzystywać. Nie czuł się tego warty. Słowa nieznajomego szefa Cerberusa - mężczyzny o nienaturalnie niebieskich oczach - mocno na niego działały. "Na ofertę pracy musisz sobie zasłużyć" - tak mniej więcej brzmiało to, co powiedział ten charyzmatyczny człowiek. Young uważał, że nie zasługuje. Jego współpraca z Widmem Bau zakończyła się po roku, gdy salarianin grzecznie mu podziękował i skupił się na jednym zadaniu - poszukiwaniu Kasumi Goto, złodziejki, która spędzała mu sen z powiek.

W tej chwili Young siedział na kanapie i oglądał telewizję wraz ze swoją babcią. Kobieta czekała na program "Sha'ira - największa celebrytka naszych czasów". Program o asari był niezwykle popularny w całej przestrzeni Cytadeli i robił jej wspaniałą reklamę. Tom poprosił babcię, aby przełączyła na informacje. Po chwili narzekania na swojego wnuka i młodych ludzi w ogóle, chwyciła pilota i zmieniła kanał. Szeroko znana Emily Wong relacjonowała wydarzenia z przed siedziby Przymierza w Vancouver. Był to dzień przesłuchania komandora Sheparda. Za plecami reporterki stał wielki tłum ludzi przedzielonych na dwie grupy kordonem policji. Transparenty obu stron prezentowały zupełnie odmienne, często bardzo skrajne, opinie o oskarżonym.

- Witam państwa, tu Emily Wong. Już za pół godziny rozpocznie się przesłuchanie, które elektryzuje opinię publiczną. Przed komisją stanie komandor John Shepard, który oskarżony jest o terroryzm. Z radością informuję, że otrzymaliśmy właśnie informację, że tylko pierwsza godzina przesłuchania będzie zamknięta, a potem wpuszczeni zostaną przedstawiciele mediów. W ostatnich tygodniach obawiano się bowiem, że utajniona zostanie całość.

- No, już, wnusiu. Włączam Sha'irę - powiedziała zniecierpliwiona babcia i, nie czekając na odpowiedź, zmieniła kanał. Chwilę później rozległ się dzwonek u drzwi. Była trzecia po południu, więc Tom wiedział, kto przyszedł. Otworzył drzwi, nawet nie patrząc w wizjer. Młoda brunetka, o piwnych oczach i miłych rysach twarzy, weszła przez próg, lekko się uśmiechając. Tom nie dostrzegł rumieńca na jej twarzy.
- Witam, panie Young - powiedziała, chociaż byli w tym samym wieku, mieli po dwadzieścia lat.
Kate Norris była początkującą pielęgniarką. Na co dzień pracowała w szpitalu miejskim w dzielnicy Chelsea, a pracę u Youngów traktowała dorywczo. Lubiła babcię Toma, ale to on był powodem, dla którego wciąż tu przychodziła i pomagała, mimo że od miesiąca nie dostała od nich żadnych pieniędzy. Kochała się w Tomie, od kiedy go zobaczyła, a miało to miejsce po jego powrocie z Cytadeli. W porównaniu z ich rówieśnikami, prezentował się w jej oczach imponująco. Poważny, postawny, dobrze zbudowany, przystojny blondyn o błękitnych oczach i szelmowskim uśmiechu. Nie była na tyle odważna, aby wyznać mu swoje uczucia. Liczyła na to, że sam się zorientuje i kiedyś zaproponuje wspólne wyjście.

- Witaj, Kate. Mówiłem ci, żebyś mówiła mi po imieniu. Opiekujesz się moją babcią już ponad pół roku, a dalej mówisz do mnie per pan - zaśmiał się, na co ona odpowiedziała tym samym, lekko spuszczając głowę.
- Przepraszam, Tom - odrzekła, po czym wychyliła się zza rozmówcy i rzuciła pytanie w stronę starszej kobiety: - No, pani Barbaro. Gotowa na masaż i dzisiejszą dawkę leków?
- Zaraz, zaraz kochanieńka. Sha'ira właśnie przymierza nową sukienkę. Popatrz tylko, jak pięknie w niej wygląda - babcia z wrażenia splotła obie dłonie i westchnęła, przechylając głowę w bok.

- W porządku. Skoro już jesteś, to ja muszę lecieć załatwić coś na mieście - powiedział Tom, zdejmując czerwoną kurtkę z wieszaka i zakładając ją na siebie.
- Idziesz? - powiedziała Kate, chcąc ukryć rozczarowanie. - Myślałam, że masz dziś wolne.
- Tak, mam wolne, ale obiecałem kuzynowi, że zabiorę jego motocykl na umówiony przegląd. Wyjechał za granicę i padło na mnie. To dwie ulice stąd, a sam przegląd nie powinien trwać długo. Mój wujek dba o tę maszynę, więc pewnie uwinę się w ciągu godzinki. Do zobaczenia. Pa! - krzyknął w stronę babci. Wiedział, że ma ona coraz większe problemy ze słuchem. Pomachała mu z uśmiechem, poprawiając dłonią okulary, które zsuwały się jej z nosa.

*


Jason i George szybko zabrali się do roboty. Uczęszczali kiedyś do tej samej szkoły, co Youngowie i grywali wspólnie w piłkę w weekendy. Od ponad dwóch lat pracowali we dwóch w warsztacie ojca Jasona. Teraz sprawdzali stan maszyny Michaela Younga, rozmawiając przy tym z Tomem.

- Jak tam poszukiwanie pracy w Przymierzu, Tom? - spytał poważnie Jason. Było to stałe pytanie każdego znajomego, kiedy spotykał Younga. Całe otoczenie, w którym się obracał, było świadome jego problemów z dostaniem wymarzonej pracy. Wiedzieli, że narasta w nim frustracja i ma problem, by związać koniec z końcem.
- Bez zmian, chłopaki - odpowiedział, opierając się o ścianę warsztatu i krzyżując ręce. - Czasem mam wrażenie, jakby ktoś się na mnie uwziął i palił moje CV, gdziekolwiek bym ich nie wysłał.
- Za to twój kuzyn chyba ma się nieźle, co? - zagadnął George.
- Faktycznie, całkiem nieźle.

Tom pomyślał o Michaelu. Przed obozem w Doncaster, niecałe trzy lata temu, chciał zostać dziennikarzem. Wojna z gethami pokrzyżowała te szyki, ale po powrocie z misji na Księżycu, o której tak nie lubił mówić, wrócił do redakcji "London Daily" i zdobywał kolejne dziennikarskie doświadczenia. Teraz leciał na najważniejsze wydarzenie tygodnia na świecie - przesłuchanie Johna Sheparda - komandora, który przeżył swoją śmierć. Opinia publiczna myślała, że to wielki spisek i tak naprawdę nigdy nie umarł, ale Tom wiedział, jak było naprawdę. Przypomniał sobie swoją wizytę w tajnej bazie Cerberusa, dwa lata temu.

***


11 czerwca, 2184.

Podróż przebiegała spokojnie. Agent Wilson czekał na niego w umówionym doku i teraz lecieli z prędkością światła w nieznanym Youngowi kierunku. Podczas zdawkowej rozmowy okazało się, że Wilson nie jest żadnym agentem operacyjnym, a po prostu lekarzem, który wspomaga projekt Łazarz - bo tak nazywała się cała inicjatywa - swoją wiedzą. Po wyjściu z nadprzestrzeni, oczom Toma ukazała się niewielka stacja kosmiczna. W jego oczach wyglądała na małą, ale porównywał ją z Cytadelą, bo innej stacji już długo nie widział. Po lądowaniu w niewielkim doku wysiedli z promu i Wilson prowadził gościa przez jasno oświetlone korytarze. Wszystko było wręcz sterylnie czyste i zadbane. W bazie roiło się od naukowców, a miejscami dostrzec można było ochroniarzy uzbrojonych niczym piechota morska i patrolujące teren mechy. Na końcu korytarza czekał na nich czarnoskóry, krótko ostrzyżony mężczyzna.

- To on, Wilson? Young? - zapytał mało przyjemnym głosem.
- Tak, Taylor, to on. Wpuść nas, bo nie mamy całego dnia. Chłopak musi wrócić na Cytadelę jeszcze dziś, bo Widmo będzie coś podejrzewać.

Taylor odwrócił się i wystukał na małej klawiaturze czterocyfrowy kod. Pobliskie drzwi otworzyły się i weszli do pomieszczenia przedoperacyjnego, w którym rozlegał się zapach typowy dla tego typu miejsc. Wilson szedł przodem, nagle przystanął, wyciągając do boku prawą dłoń. Young zatrzymał się, uderzając w nią.

- Powiedz szczerze. Wierzysz, że mamy tu żywego Sheparda? - spytał Wilson, odwracając głowę w stronę gościa i uśmiechając się w w chytry sposób.
- Nie wiem... Nie mam czasu na takie dywagacje. Pokaż mi go - odpowiedział Young, lekko zniecierpliwiony.

Wilson wszedł do ciemnego pokoju przed nimi. Jego gość podążył za nim. Po środku sali znajdowała się konsola, którą lekarz uruchomił i nacisnął kilka przycisków. Ściana przed nimi okazała się być szybą, która nagle stała się przeźroczysta. Chwilę trwało, zanim wzrok Toma przystosował się do zmiany oświetlenia. Kiedy zaczął widzieć normalnie, oczy otworzyły mu się szeroko. Na stole operacyjnym leżał...

- Shepard... - powiedział. - On żyje? Wygląda...
- Źle - dokończył lekarz. - Uwierz, że i tak jest znacznie lepiej niż było, kiedy go tu sprowadzono. Gdyby nie szybkie działanie Człowieka Iluzji, to komandor już dawno wąchałby kwiatki od spodu. Pracujemy od kilku miesięcy, ale jeszcze sporo pracy przed nami. Nawet nie wyobrażasz sobie, jak wielkie środki idą na ten projekt. Tyle kasy... No, nieważne. Widzisz, że nie zostałeś okłamany. Szczerze mówiąc, nie wiem, po co tu w ogóle jesteś, ale nic mi do tego. Widziałeś, co miałeś zobaczyć. Teraz zapraszam do pokoju obok. Śmiało, śmiało - powiedział, zachęcając rozmówcę do wejścia do małego pomieszczenia obok...

- Czekaj. Ile może trwać leczenie? - spytał Tom, dotrzymując mu kroku.
- Co najmniej kilka miesięcy dłużej, ale wszystko idzie w dobrym kierunku. Jak mówiłem, Cerberus ładuje w ten projekt ilość kredytów, jakiej żaden z nas w życiu nie zobaczy na oczy. Wchodź - powiedział, zatrzymując się przed wejściem do niewielkiej sali. Potem odwrócił się i poszedł w stronę doku.

Asystent Widma wykonał polecenie i wszedł do pomieszczenia. Po chwili ukazał się przed nim holograficzny obraz znajomej już kobiety - Lawson. Young odezwał się pierwszy.
- Widziałem go... On naprawdę żyje... Nie rozumiem, dlaczego Przymierze nic z tym nie zrobiło. Pozwól mi porozmawiać z twoim szefem - poprosił.

Miranda widziała, że Tom był nieco roztrzęsiony. Wszystko szło zgodnie z planem.
- Zaszły pewne zmiany. Człowiek Iluzja nie ma dla ciebie czasu. W zasadzie, ja też go nie mam. Przyjrzeliśmy się bliżej twoim osiągnięciom i z przykrością muszę poinformować, że nie nawiążemy z tobą współpracy.

"Teraz?! Kiedy naprawdę się nad tym zastanawiam?" - pomyślał. Miał mętlik w głowie.
- Ale po co w takim razie... - nie zdążył skończyć, ponieważ Lawson przerwała mu w pół zdania.
- Nie mam ci nic więcej do powiedzenia. Sądzimy, że nasza decyzja o pokazaniu ci komandora była błędem. Wilson odstawi cię na Cytadelę. Żegnam. - Po chwili wizerunek agentki zniknął z oczu Toma.

Nie wiedział, co myśleć. Przyjrzeli się mu bliżej, ale co mogli znaleźć? Przecież historia jego służby jest praktycznie bez skazy. " Może chodziło o nazwanie volusa kurduplem podczas wizyty w klubie Flux" - zastanawiał się, ale Cerberusowi raczej by to nie przeszkadzało, przeciwnie, mogłoby pomóc. Kilka minut później był już na pokładzie promu, którym wraz z Wilsonem wrócił na Cytadelę. Tej nocy leżał w swoim łóżku w Prezydium, nie mogąc zasnąć. Kilka godzin myślał, co się stało. Nie znalazł odpowiedzi.

***


Dzień przesłuchania komandora Sheparda, 2186.

Myśli Younga wróciły do teraźniejszości. Do dziś nie rozumiał, co takiego mógł znaleźć Cerberus, ale najwidoczniej coś znalazł. Jason i George wciąż sprawdzali Hondę GP 1410. W radiu leciał nowy utwór popularnej kapeli Expel 10. Tom wyszedł przed warsztat. Na ulicy praktycznie nie było ruchu. Znajdowali się w okolicy centrum Londynu, gdzie większość transportu odbywała się w powietrzu - promami, dokładnie tak, jak pamiętał to z Cytadeli. Teraz również przelatywały w zorganizowany sposób na wysokości około dwustu metrów. Jedyne, co pozostało Youngowi jako pamiątka z czasów pracy z Jondumem Bau, to M77 Paladyn - ciężki pistolet wart ponad sto tysięcy kredytów. W tej chwili była to dla niego fortuna, ale ta broń to jedyna rzecz, której nie chciał się pozbyć za żadne skarby. Przypominała mu czas, kiedy wciąż miał nadzieję na to, że osiągnie coś w życiu. Ostatnie miesiące sprawiły, że popadał w stan bliski depresji. Nie widział celu, a co gorsza - pogodził się z tym i popadał w stagnację. Pistolet był schowany pod jednym z kafelków w jego łazience, razem z jego marzeniami...

Obok stojącego przed warsztatem Toma przechodziła starsza kobieta z małym pieskiem. Zwierze nagle zdenerwowało się i zaczęło szczekać, kierując głowę ku niebu. Kobieta uspokajała go słownie, następnie mocno ciągnęła za smycz. Nic nie działało, a pies szczekał coraz głośniej i głośniej. Nagle, w oddali, nastąpiła eksplozja, a następnie kolejne. Piesek urwał się swojej pani i pobiegł pędem przed siebie. Właścicielka krzyczała: "Churchill! Churchill! Do nogi, piesku!". Chwilę później spojrzała w górę i zemdlała, bezgłośnie upadając na ziemię. Young widział całe zajście, słyszał eksplozję i chciał pomóc kobiecie, ale nagle usłyszał nieprzyjemny metaliczny dźwięk, dochodzący z nieba. Spojrzał w górę i przeraził się...

*


Budynki w okolicy wybuchały. Widziała to, spoglądając przez okno.
- Pani Barbaro! Proszę odejść od tego okna! To niebezpieczne - krzyczała Kate, zupełnie nie wiedząc, co się dzieje. Chwyciła kobietę za ręce i pomogła wstać, ale nie wiedziała, co zrobić dalej. Spojrzała na swoją podopieczną i powiedziała drżącymi ustami: - Proszę pani. Wszystko będzie dobrze. Odwagi.

Kolejne eksplozje tłukły szyby w mieszkaniu. Z ulicy dobiegały krzyki ludzi, a w autach włączały się auto-alarmy. Między wybuchami słychać było straszliwy dźwięk. Kate nie umiała go przypisać do jakiegokolwiek rodzaju broni, o jakich opowiadali jej marine, których opatrywała podczas wojny z gethami niecałe trzy lata temu. Zaprowadziła staruszkę w kąt pokoju i chwyciła za telefon. Próbowała dzwonić na pogotowie i policję, ale po chwili zorientowała się, że to nie ma sensu. Właśnie dzieje się jakaś apokalipsa i nikt im nie pomoże. Odgłosy wybuchów były coraz głośniejsze. Pomiędzy kolejnymi dwoma, Kate usłyszała ryk motocyklowego silnika. Kilka sekund później przez drzwi wbiegł Tom. Jego czerwona kurtka była pokryta szarym popiołem, tak samo jak ciemne blond włosy. Błyskawicznie dostrzegł dwie kobiety skulone w kącie mieszkania. Biegł w ich stronę, ale minął je bez słowa. Kate dostrzegła, że wszedł do łazienki. Dosłownie sekundę później wrócił, trzymając w ręku pistolet. Po chwili włożył go za pasek i podszedł do babci i Kate. Obie były przerażone. Babcia tylko trzymała się za głowę, a młoda pielęgniarka patrzyła na Toma swymi przerażonymi, piwnymi oczami.

- Co się dzieje? Co to jest, Tom?! - krzyczała, a łzy spływały jej po policzkach. Mężczyzna dostrzegł, że na jej przedramieniu jest rana długości około dziesięciu centymetrów, z której obficie krwawiła. Odłamek szkła ze stłuczonego okna wciąż tkwił w jej ręce. W przypływie adrenaliny nawet tego nie poczuła. Dostrzegła to dopiero, kiedy Young zwrócił na to uwagę. Wtedy poczuła też ból. Przy akompaniamencie kolejnych eksplozji, Tom zerwał ze stołu obrus i urwał kawałek. Możliwie najdelikatniej wyciągnął szkło z przedramienia Kate, a następnie obwiązał ranę improwizowanym opatrunkiem. Dziewczyna krzyczała i łkała na przemian. Chciał ją uspokoić, odpowiedzieć co się dzieje, ale nie miał pojęcia, co mówić. No bo skąd on miał wiedzieć, co to jest?! Może to tylko zły sen... Milczał więc dłuższą chwilę. Huki wybuchów były już naprawdę blisko.

- Musimy uciekać! - krzyknął Tom zdecydowanie. To była jedyna rzecz, której był teraz pewny. Uciekać jak najdalej i jak najszybciej. Chwycił babcię pod ramię i wychodził z mieszkania. Kate nie była w stanie stanąć na nogi, była zbyt przerażona.
- Chodź, Kate! Wstawaj! - wydzierał się, będąc już w drzwiach wyjściowych. Dziewczyna nie odpowiedziała. Patrzyła tylko na niego oparta o ścianę, oddychając płytko i niezwykle szybko. Dodał: - Zaraz po ciebie wrócę.

Wyszedł z babcią przed dom. Większość ulicy była w gruzach. Zostawił staruszkę przy czerwonej skrzynce na listy, a sam podbiegł do najbliższego auta i zbił szybę, uderzając łokciem. Pokaleczył się, ale dostał się do środka. Wrócił do babci i podprowadził ją tych kilka metrów. Oparła się o samochód, a on pobiegł w stronę domu. Podczas biegu spojrzał w górę. Zobaczył wielkie... "coś"... Nie umiał tego nazwać. Rzecz była większa niż Destiny Ascencion - flagowy okręt Rady Cytadeli, który miał okazję zwiedzić. To coś właśnie wypuściło czerwoną wiązkę promienia, wydając przy tym ten straszny, metaliczny odgłos. Tom poczuł falę uderzeniową, która odrzuciła go dobre pięć metrów do tyłu. Teraz leżał na plecach oszołomiony, a z uszu leciała mu krew. Wydawało mu się, że stracił słuch. Obrócił się na brzuch i powoli wstawał. Przed sobą zobaczył zgliszcza domu.

- Kate! Kate! - wydawało mu się, że krzyczał, ale jedynym dźwiękiem, jaki miał uszach, było nieustanne dudnienie. Miał wrażenie, ze słyszy własne serce.

Stanął na nogach, chwiejąc się. Dotykał obiema dłońmi swego ciała, sprawdzając, czy nie odniósł poważnych obrażeń. W tej chwili mogłoby mu urwać rękę, a on by tego nie poczuł. Major Burgess tłumaczył im na jednym z wykładów, że tak działa adrenalina. Podbiegł do ruin swojego domu, wszedł przez główne drzwi, ale dalej nie mógł. Gruz zawalał przejście. Oparł się o framugę, oddychając głęboko i dłubiąc w uszach, by upewnić się, że są na swoim miejscu. Wtedy ją zobaczył. Kate leżała przysypana gruzem, a jej głowa i zranione ramie wystawały z pod fragmentów zburzonej ściany. Jej piwne oczy były wlepione w Younga. Tom przyklęknął i zbadał jej puls. Dziewczyna nie żyła. Była już w wejściu, pokonała strach i szła do niego, ale nie dała rady. "Powinienem był ją przekonać, zmusić, do jasnej cholery" - myślał w rozpaczy.

Co kilka chwil czuł drżenie, jakby trzęsienie ziemi. Po chwili odwrócił się. Niczego nie słyszał, ale nic się nie zmieniło. Wszędzie wokoło widział unoszące się kłęby dymu, płomienie i czerwony laser uderzający w różne budynki, które pod wpływem tych ciosów rozpadały się jak domki z kart. Wrócił biegiem do swojej babci, mając nadzieje, że żyła. Okazało się, że siedziała już w aucie, ale Tom kazał jej wyjść i wsiadać na motocykl. Wiedział, że maszyna jego kuzyna to prawdziwa bestia i nic szybszego w tym zamieszaniu nie znajdą. Babcia kiwała głową przecząco i cały czas coś powtarzała, ale Young nic nie rozumiał. Skupił się, próbując czytać z ruchu warg. Mówiła coś, jakby: "swędzi mnie ogniem na ten mikrocykl" albo "jedźmy za ogniem i w ten mikroczip". Po chwili zrozumiał - "w życiu nie wsiądę na ten motocykl". Zdecydowanym ruchem wskoczył na maszynę i obejrzał się za siebie z miną, jakby w razie sprzeciwu sam miał wyciągnąć pistolet i zastrzelić staruszkę. Zrozumiała to spojrzenie i posłusznie wsiadła za wnuka, silnie chwytając go w pół.

Jechał jak najszybciej mógł. Ulice były zatarasowane szczątkami domów, samochodów... i martwymi ludźmi... Ci, którzy wciąż żyli, biegali w panice we wszystkie strony. Największe budynki Londynu rozpadały się i wyglądały jak wielkie domino, osuwając się na wieżowce obok. Cieszył się, że nie zdecydował się na auto, bo nie przejechałby przez gruzy. Kierował się na północ, w stronę granicy miasta. Zasięg wzrokowy wynosił maksymalnie pięćdziesiąt metrów. Wszędzie zalegały chmury dymu wymieszane ze wszystkim, z czego zbudowano Londyn, ale mimo tego, nie zwalniał poniżej 80 mil na godzinę. Tom wciąż nic nie słyszał, ale wiedział, że ten armagedon dalej trwa, ponieważ co chwilę czuł drżenie. "Co to za cholerne cholerstwo?!" - myślał o rzeczy, którą widział i która zabiła Kate.

W końcu dojechał do miejsca, w którym musiał podjąć decyzję, co dalej. Prosto, w stronę miasta Stavenage albo w lewo. Wybrał drugą opcję i ruszył w stronę farmy swojego wujka.
*


Po szalonej jeździe wąską, polną drogą Tom wreszcie dotarł w okolice farmy swoich krewnych. Pośrodku największego pola swojego wujka zobaczył stojący traktor. Maszyna była pusta, więc jechał dalej. Po pięciu kolejnych minutach dojechał na miejsce. Na werandzie swojego domu stał Frank Young - wuj Toma. W rękach trzymał strzelbę, a wzrok skierowany miał w stronę płonącego Londynu i wielkich statków - bo tak o nich myślał - które nawet z odległości tych około dziesięciu mil wyglądały na gigantyczne. Dość powiedzieć, że większe z tych statków przerastały budynek "London Daily" - gazety, w której pracował Michael. Frank zszedł z werandy od razu, gdy usłyszał odgłos motocyklowego silnika. Odstawił strzelbę na ziemię i pomógł swojej cioci wejść do domu. Rzucił jakieś zdanie w stronę bratanka, nawet nie patrząc na niego. Tom oczywiście nie dosłyszał. Minutę później Frank wrócił.

- W sosie ten, do cholery, wiezie? - Tom denerwował się coraz bardziej. Nie mógł zrozumieć, co się do niego mówi.
- No, odpowiedz! Co się tam, do cholery, dzieje! - krzyknął stary Young. Dopiero teraz dostrzegł okrzepłą już krew po obu stronach twarzy Toma. Zobaczył też okaleczony łokieć i kilogramy popiołu, które na sobie nosił.
Wprowadził go do domu i pokierował do piwnicy, w której siedzieli już babcia, Sara i mała Emily. Wszyscy byli przerażeni, ale po zobaczeniu kuzyna pięciolatka zaczęła płakać. Babcia przytuliła ją, a Sara podeszła i zaczęła opatrywać rany.

Po upływie godziny Tom był już w stanie zrozumieć, co się do niego mówi. Wciąż byli w piwnicy, a Frank zastanawiał się z Sarą, co dalej.
- Londyn jest jedną, wielką ruiną! - krzyczała Sara przerażonym głosem. - Do nas tez dotrą, ktokolwiek to jest.
- Ale gdzie uciekać? Przecież widzisz, jak to coś wygląda. Przed tym nie ma ucieczki - odrzekł, chwytając się za głowę i zaciskając wargi.

Tom starał się słuchać uważnie tej wymiany zdań. Opierał się plecami o ścianę, siedząc na ziemi. Było mu niewygodnie. Pomyślał, że tylko idiocie byłoby niewygodnie w takiej chwili. Kate zginęła, wszyscy jego znajomi, przyjaciele z pewnością teraz uciekali w panice i umierali na ulicach miasta, a jemu było niewygodnie. "Co za nonsens" - pomyślał. Sięgnął ręką w okolice lewego pośladka. Powodem niewygody był portfel, który wystawał mu z tylnej kieszeni. Wyciągnął go i upuścił na podłogę. Ze środka wysunęła się żółto-biała wizytówka.

----------------------------------------------
Co myślicie o początku inwazji Żniwiarzy widzianej oczami Toma? :)

_________________
Mój blog z opowiadaniami w uniwersach ME, TES i innych
Mój Youtube


Ostatnio edytowano 15 maja 2013, 20:04 przez dikajos, łącznie edytowano 2 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 15 maja 2013, 19:52 
Nałogowiec
Nałogowiec

Dołączył(a): 15 gru 2011, 15:27
Posty: 21765
Zdziwiło mnie, że nie wiedział, że atakują Żniwiarze. W końcu mówiło się o nich nieoficjalnie. Zaskoczyło mnie to, że zginęła Kate sądziłem, że zginie babcia Toma. I czy na Ziemie dalej są auta i motory? Wydawało mi się, że wszyscy się przerzucili na promy takimi jakimi uciekali ludzie na początku ME3.

_________________
KP - PTP

KP - SWO

KP - TTP

KP - PŻ

KP - UŚ


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 15 maja 2013, 20:12 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 08 wrz 2012, 16:37
Posty: 1678
Gra w: ME, Wiedźmin, KOTOR
Może i kojarzył samą nazwę Żniwiarze, ale pierwszy raz widział jednego na oczy. Oficjalnie wszyscy zaprzeczali istnieniu Żniwiarzy. Wojna z gethami i Sarenem została przecież uznana za pojedynczy konflikt ze zbuntowanym Widmem. Bau tez nie interesował się Żniwiarzami, bo koncentrował się na Goto. A Young sam z siebie nie mógł pozyskiwać tak tajnych informacji :) . Poza tym nie miał jeszcze czasu na analizę. Pewnie zorientuje się, jak chwilę pomyślą w gronie rodzinki.

Jestem stuprocentowo przekonany, że auta i motocykle są w świecie ME. Zawsze widzieliśmy światy z "wysoka", jak np. Ilium, a większość światów była tak skonstruowana, że auta naziemne nie przydawały się (Omega na przykład). Promy z pewnością są drogie, a konstrukcja takiej Cytadeli wymusza ich używanie. W centrum Londynu jak napisałem nie ma za bardzo ruchu naziemnego, bo wszystko odbywa się promami. Nie znaczy to jednak, że nie ma w ogóle aut. Myślę, że jeśli ktoś pracuje kilka ulic od swojego domu to kupno promu nie opłaca mu się i wciąż dysponuje autem :) . Myślę, że z powodu coraz większej urbanizacji podzielenie ruchu na naziemny i powietrzny to dobre wyjście, które pomaga walczyć z dużym natężeniem ruchu. Taka moja opinia :)

edit: w sumie promy są kosztowne pewnie i tak sobie myślę, że teraz wciąż podróżujemy samochodami mimo że są samoloty. Porównałbym te dwie sytuacje.

_________________
Mój blog z opowiadaniami w uniwersach ME, TES i innych
Mój Youtube


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 15 maja 2013, 20:26 
Nałogowiec
Nałogowiec

Dołączył(a): 15 gru 2011, 15:27
Posty: 21765
Niby tak jeśli idzie o promy, ale na Ilium też były promy i było ich dużo. Chyba, że jest ruch powietrzny i naziemny jak mówisz, ale mam wątpliwości w końcu nawet jak ktoś pracuje parę ulic od domu to pozostaje komunikacja miejska (kolejki).

_________________
KP - PTP

KP - SWO

KP - TTP

KP - PŻ

KP - UŚ


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 16 maja 2013, 13:06 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 08 wrz 2012, 16:37
Posty: 1678
Gra w: ME, Wiedźmin, KOTOR
No właśnie o to mi chodziło. Na Ilium też byliśmy na "górze", ale sądzę, ze na dole jest normalny naziemny transport osobowy, tak jak na Ziemii, Palavenie, Thessi i innych światach.

Tylko jedna osoba przeczytała odcinek czy jest aż tak nudny, że nie chce się komentować? ;)

_________________
Mój blog z opowiadaniami w uniwersach ME, TES i innych
Mój Youtube


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 16 maja 2013, 13:22 
Nałogowiec
Nałogowiec

Dołączył(a): 15 gru 2011, 15:27
Posty: 21765
Mi się odcinek podobał. Może problem jest w pytaniu, które zadałeś na końcu, bo inwazja widziana oczami Tima jest dla mnie wiarygodna, ale poza tym to ciężko mi to dłużej opisać.

Mojego drugiego odcinka też nikt tu nie skomentował. Także chyba też nie jest najlepszy, a może chodziło o to, że jest krótki. Jak zacznę pisać następne postaram się o to by było dłuższe.

_________________
KP - PTP

KP - SWO

KP - TTP

KP - PŻ

KP - UŚ


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 16 maja 2013, 13:51 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 08 wrz 2012, 16:37
Posty: 1678
Gra w: ME, Wiedźmin, KOTOR
Krótki strasznie, tak, ale szczerze powiem, że mi taka humorystyczna historia nie bardzo pasuje to wielkich "epickich" przeżyć z trylogii. To po prostu coś innego, w czym ja się nie bardzo odnajduję, czytając. Wiesz, mam jakiś obraz tych postaci w głowie i biegający nago Jacob jest dla mnie czymś totalnie z kosmosu :)

_________________
Mój blog z opowiadaniami w uniwersach ME, TES i innych
Mój Youtube


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 16 maja 2013, 14:06 
Nałogowiec
Nałogowiec

Dołączył(a): 15 gru 2011, 15:27
Posty: 21765
Chciałem właśnie uzupełnić te epickie przeżycia z trylogii takią zabawną historyjką (ewentualnie historyjkami) o których nikt nie wie. Choć planuje by opowiadania były zróżnicowane tematycznie. Zobaczymy czy mi to wyjdzie czy nie. To dobrze, bo liczyłem, że tak to zostanie odebrane. Gorzej, że to drugie opowiadanie nie bawi, bo miało bawić.

_________________
KP - PTP

KP - SWO

KP - TTP

KP - PŻ

KP - UŚ


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Filmiki i twórczość fanów
PostNapisane: 17 maja 2013, 13:27 
Pierwsza zarwana nocka
Pierwsza zarwana nocka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 16 lut 2012, 18:32
Posty: 695
Lokalizacja: Knurów
Gra w: ME, AC, NfS
Najświeższa informacja


Widok na Cytadelę z Okręgów był wspaniały. Każdemu, nawet największemu twardzielowi, zapierał on dech w piersiach. Obie kobiety także były nim zachwycone, mimo, że wiele razy już go widziały. Patrząc na latające niedaleko statki, Nina Tolls przypomniała sobie widok z doków na Mindoir, który towarzyszył jej za każdym razem, kiedy czekała na powrót swojego męża. Teraz go nie było i kobieta nie czekała na nikogo. Póki co, cieszyła się spotkaniem z długo nie widzianą pomocniczką - Larissą Nevan. Nie śpiesząc się nigdzie, oddawały się rozmowie.
- Nie masz pojęcia jak się cieszę, że widzę cię żywą! - Nina spojrzała na młodszą towarzyszkę z niemal matczyną miłością. - Ledwo uwierzyłam, jak mi powiedzieli, że jesteś w SOC i aktualnie znajdę cię u Pallina.
- Ja również ledwo wierzę. - Nevan uśmiechnęła się lekko - Byłam pewna, że już nigdy pani nie zobaczę, po tym co stało się na kolonii... - Larissa popatrzyła teraz w dal, ze smutkiem w oczach. - Proszę mi powiedzieć, co się z panią działo przez tak długi czas?
Starsza kobieta spoważniała. W jednej chwili stała się jakby obca, odizolowana od całej otaczającej ją przestrzeni. Dopiero po długiej chwili z jej ust wydobyły się pierwsze słowa. Mówiła bardzo cicho.
- Podczas ataku na naszą kolonię doznałam kilku poważnych obrażeń. Dzięki koleżance, uratowało mnie Przymierze - tak przed śmiercią od ran, jak od Cerberusa. Mogłam żyć i wykorzystać lata reszty swojego życia. - Nina westchnęła. Zrobiła dłuższą pauzę. - Wszyscy oczekiwali, że będę szczęśliwa, że będę taka jak kiedyś. Rzeczywiście, starałam się. Ale za każdym razem brakowało mi Joalisa. Brakowało mi mojego męża, Larisso. - Kobieta spojrzała z rozpaczą na towarzyszkę. - Dobijało mnie to, że nie wiem gdzie jest, co robi, jak się czuje. Myślałam, czy ma co jeść, czy jest mu ciepło, wygodnie. - Teraz mówiła coraz głośniej i szybciej. - Nie wiedziałam, czy w ogóle żyje! A jeśli tak, to czy myśli o mnie? Wkrótce wpadłam w głęboką depresję. Klasyczny przypadek. Nie jadłam, nie spałam. Upadłam psychicznie na samo dno. W końcu jednak, przyszła desperacja i zawzięcie. Poczułam, że nie mogę nic nie robić, że muszę działać, jeśli kocham męża i jeśli chcę go jeszcze zobaczyć! - Pani Tolls znowu przeniosła wzrok na kosmiczną pustkę. - Przybyłam więc na Cytadelę. Tu skontaktowałam się z SOC i poprosiłam o pomoc w odnalezieniu Joalisa. Nie byli specjalnie chętni do współpracy, uważali, że mój problem nie jest ważniejszy niż inne. Poszłam więc do Egzekutora Pallina i poprosiłam go o pomoc. Zgodził się dopiero po długim czasie ciągłego proszenia - a i tak uczynił to niezbyt chętnie. Wspomniał, że SOC prowadzi obecnie współpracę z pewną krogańską grupą, która skutecznie zbiera żądane informacje. Postanowiłam iść tym tropem. Jako, że Egzekutor nie chciał mi powiedzieć nic więcej, przekupiłam go. Zaoferowałam sporą ilość kredytów, a także... coś jeszcze. W końcu rozwiązał mu się język. Powiedział, kiedy i o której będzie najbliższe spotkanie z krogańskim zbieraczem informacji. Udałam się więc do niego. Dowiedziałam się, na którą było umówione spotkanie w sprawie zdobytych informacji, i że przyjdzie po to wysłannik SOC. Dlatego poszłam nieco wcześniej, dzięki czemu zdążyłam porozmawiać z kroganinem przed przyjściem człowieka ze Służb Cytadeli. Przed tobą, jak się okazało. Nie wiedziałam, że to ty będziesz tym wysłannikiem, więc wierz mi - Kobieta położyła dłoń na sercu. - to nic osobistego.
- Rozumiem, pani Tolls. - Powiedziała cicho Larissa. - Więc dowiedziała się pani czegoś?
Nina oparła się o balustradę.
- Powiedziałam kroganinowi, że przysłało mnie SOC i mam odebrać te informacje oraz że mam następną sprawę dla jego grupy. Wyjawiłam mu, że szukamy informacji o pobycie pewnego mężczyzny, Joalisa Tollsa. Wtedy kroganin prychnął i powiedział mi, że jeśli chcemy takich informacji, to już je przecież mamy, a ja trzymam je właśnie w ręce. Gdy już się pożegnaliśmy, skontaktowałam się z Pallinem, po czym on uznał, że skoro chodzi o mojego męża to wyjawi mi kod do otwarcia datapadu zawierającego te świeżo zdobyte informacje. Kiedy już włączyłam urządzenie... Owszem, dowiedziałam się czegoś.
Kobieta otworzyła swój omni-klucz i wysłała coś Larissie. Ta otworzyła z kolei własne urządzenie, po czym popatrzyła pytająco na Ninę. - Skopiowałam zdobyte przez krogan informacje. Jak widzisz, zawierają one list, a także spis... osób zgarniętych podczas ataku na Mindoir. List wysłał jakiś naukowiec do kogoś, o imieniu Jayden. Z tekstu wynika, że oboje pracują dla tej samej organizacji - Cerberusa. Co to ma wspólnego z Joalisem? Przeczytaj, a zobaczysz...
Larissa z przerażeniem zaczęła czytać:

Od: Doktor Ethan.
Jayden,
Masz tu listę, o którą prosiła szefowa. Radziłbym Ci nie zgubić tego cholerstwa - pamiętasz co działo się z Lengiem gdy nie wykonał roboty??? I Nevan, i Iluzja jechali po nim od góry do dołu! W sumie to też się zastanawiam, jak mógł pozwolić jej uciec?!
Tak, w ogóle to jak już będziesz gadać z Rosalyn, to daj jej znać, że eksperyment nie wyszedł, ok ? Powiedz jej, że coś poszło nie tak i zamiast armii potężnych biotyków, otrzymaliśmy armię bezmyślnych zombie! Mówiłem, żeby nie robić zmian trwających dłużej niż 15 minut - ale nie, musieli zrobić wszystko po swojemu! No to teraz mają. A, przekaż też, że musieliśmy od razu zaradzić pomyłce, więc każdy z tych umarlaków otrzymał kulkę w łeb; w końcu po co mieliby się męczyć?
Jeśli skończysz z tą sprawą, to powiedz KL, że Cerberus póki co daje sobie spokój z łapaniem tej dziewuchy. Lepiej, żeby na razie zajął się czymś bardziej produktywnym.

Aha. I przestań rozbijać nasze samochody! Od tego tygodnia nie będę już zajęty, więc jeśli tylko zauważę jakiekolwiek uszkodzenie, to osobiście cię zabiję!



Do wiadomości dołączony był krótki wid ze wspomnianą listą. Znajdowało się na niej około trzydzieści nazwisk, a obok każdego z nich jakiś niezrozumiały, naukowy bełkot. Na koniec, obok każdego nazwiska, pojawiły się wielkie, czerwone krzyżyki.
Larissa spojrzała z wielkim przerażeniem na stojącą obok kobietę. Ta nie była już smutna. Nie była nawet zdenerwowana. Patrzyła na młodą towarzyszkę beznamiętnym wzrokiem, uśmiechając się gorzko.
- No... To się czegoś dowiedziałam. - Odwróciła od dziewczyny wzrok. - Mój mąż został złapany tylko po to, żeby posłużyć jako królik doświadczalny. - Nina ponownie spojrzała na towarzyszkę; teraz zaczęła krzyczeć. - Ci ludzie nawet... Te potwory nawet nie mają wyrzutów sumienia! Zabili masę ludzi, a wysyłają sobie o tym wiadomości, jakby mówili co najwyżej o nieudanej wizycie lekarskiej! - Kobieta zaczęła płakać. - Straciłam Joalisa, Larisso! Straciłam go na zawsze!
Larissa przytuliła swoją dawną podopieczną. Też miała ochotę się rozpłakać, bo pan Tolls zawsze był dla niej dobry. Był niemal jak ojciec. Ze swoich podróży zawsze przywoził masę ciekawych opowieści, przekazywał ogrom unikalnych informacji. Był człowiekiem zawsze uśmiechniętym i - chociaż zapracowany - zawsze znalazł czas na wysłuchanie pomocnicy swojej żony, albo na pogaduszki z jakimś sąsiadem.
Nagle starsza kobieta wyrwała się z objęć.
- Ale Larisso... Widziałaś tą wiadomość. Ten cały Ethan wspomniał w nim kogoś o takim nazwisku, jak twoje. Czy myślisz, że to ktoś z twojej rodziny?
Dziewczyna westchnęła zrezygnowana.
- Tak. Powiem więcej; Rosalyn Nevan to moja matka.

_________________
A życie? Życie będzie toczyć się dalej, bez względu na to co zyskamy, a co stracimy..

Zrozum różnicę między "bynajmniej" a "przynajmniej" i dopiero wtedy używaj tych słów!


Ostatnio edytowano 17 maja 2013, 18:49 przez paulasaf, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Napisz wątekOdpowiedz Strona 97 z 120   [ Posty: 1194 ]
Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100 ... 120  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  


Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Style by Daniel St. Jules