Wczytywanie
Teraz jest 19 gru 2018, 14:30


Napisz wątekOdpowiedz Strona 1 z 66   [ Posty: 658 ]
Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 66  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Upadły Świat - SESJA [18+]
PostNapisane: 05 paź 2012, 15:40 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 01 paź 2011, 23:04
Posty: 3046
Lokalizacja: Londyn
Gra w: Dreamfall Chapters
ZASADY GRY

1. Obowiązuje jeden post na turę.
2. Przed wysłaniem odpisu sprawdzajcie, czy nie popełniliście błędów ortograficznych. I stosujcie interpunkcję! To ułatwia zrozumienie postu.
3. Nie używajcie emoticonów.
4. W razie pytań proszę o kontakt na PW, gg, bądź w temacie "komentarze".
5. To, co znajdziecie, czy kogo zabijecie i spotkacie zależy tylko i wyłącznie ode mnie (aczkolwiek możecie dawać sugestie - na PW).
6. Starajcie się nie pisać krótkich postów (krótki post = 2-3 zdania). Przeciętnie chciałabym, by każdy napisał 5 zdań.
7. Myśli postaci zaznaczajcie kursywą, wypowiadane słowa pogrubieniem.


________________________________________________________________________________________



Wstęp

Data: 28 marzec 2290 rok
Godzina: 20:00

W zawalonym pomieszczeniu, pełnym gruzów i unoszącego się pyłu, widać klęczącą postać. Oddycha ciężko, kaszląc co chwilę krwią.
Muszę wstać, zakończyć to, co zaczęłam...
Kobieta podnosi się, dysząc przy tym ciężko. Syczy z bólu i zaciska dłoń na ranie w klatce piersiowej.
Muszę... Wytrzymać...
Zaciska mocniej drugą dłoń, w której trzyma przedmiot przypominający holodysk. Pomału, bacząc na każdy krok, rusza do przodu.
- Ile to już minęło lat, Claus? 200?
- 213.
- Zawsze byłeś lepszym matematykiem ode mnie.
- Stój. Nie pójdziesz dalej.
- Pójdę. Ludzkość musi się dowiedzieć... Tam, na Pustkowiu... Tam przecież jest życie. Nie możesz tak po prostu...
- Mogę. I zrobię to.
- Nie... Nie... Nie pozwolę...
- Nie masz wyboru. Stój.
- Czy ty naprawdę tego nie widzisz? Nie widzisz zła, które tobą ogarnęło? Proszę... Zakończ to. Zakończ póki jeszcze możesz... Nie musisz w tym uczestniczyć, to nie twoja walka!
- Stój. Mówię po raz ostatni.
- Claus... Błagam cię...
- Żegnaj, Dorothy.


Ginger Bundy

Dookoła Pustynia. Zrywający się mocny wiatr przypomina o nadejściu nocy. Pip-Boy wskazuje godzinę 20. Zaczyna się zmierzchać.
Siedzisz skulona przy stercie kamieni gdzieś pomiędzy Miami a Little Yard. Dobrze mieć to schronienie dające chwilowe poczucie bezpieczeństwa, gdy wiesz, że dzisiejszą noc spędzisz tutaj, by z samego rana wyruszyć w kierunku jakiejkolwiek cywilizacji. Rozglądasz się wokół chcąc sprawdzić, czy nikt na pewno Cię nie śledzi. Myślami wracasz do ataku na gang, do którego należałaś.
Łowcy zaatakowali niewiadomo skąd, nagle i skutecznie. Wyrżnęli niemal wszystkich, pozostawiając najsilniejszych mężczyzn i kobiety, które na miejscu zgwałcili, by po zaspokojeniu swych żądz poderżnąć im gardło. Po akcji złapani mężczyźni zostali zapakowani do vana, który odjechał w nieznanym kierunku.
Gdyby nie to, że szef wysłał Cię na zwiady, leżałabyś martwa gdzieś niedaleko Miami. Pożarta przez okoliczne zwierzęta i zapomniana przez ten okrutny świat...
Z zamyślenia wyrywa Cię świst wiatru i szelest śmieci. Wydaje się, że wokół Ciebie nie ma nikogo. Chociaż... Kilka metrów przed Tobą widzisz zarys postaci. Jedynej istoty podążającej wiernie, niewymagającej opieki - suki imieniem Shirley.
Odruchowo zaczynasz przewracać w dłoniach nieśmiertelniki zawieszone na szyi. Po chwili poprawiasz włosy, zaczesując pojedyncze kosmyki za ucho. Zaglądasz do plecaka - nie zostało w nim zbyt wiele...
Cichym gwizdnięciem przywołujesz psa, który podchodzi z podkulonym ogonem. Mimo że ufa Ci, nadal pozostaje ostrożny. Przyglądasz się samicy bliżej i dostrzegasz blizny po przypaleniach. Ktoś znęcał się nad tym biednym psiskiem z niezwykłym zacięciem i pasją.
Wyjmujesz piwo i iguanę na patyku. Robi się coraz ciemniej, wypadałoby więc rozpalić ognisko, tym bardziej, że nie w smak Ci jeść surowe mięso jaszczurki.
Zapalniczka jest, jednak brakuje drewna. Masz do wyboru spędzić noc w chłodzie, pod starym śmierdzącym kocem, lub poszukać czegoś, co pomoże Ci w rozpaleniu ognia.
Twe rozmyślania przerywa dziwny dźwięk dobiegający z gruzów nieopodal. Jakby... Otwierane drzwi? Ale nie, przecież to niemożliwe.
Instynktownie skierowałaś wzrok w tamtym kierunku i ujrzałaś światło.

Spoiler:


Kazenoko Kyubei

Mija kolejny dzień w Krypcie. Jak zwykle wstałeś wcześnie rano i od razu ruszyłeś do swej sali treningowej poćwiczyć walkę kataną. Z nieukrywaną radością zauważyłeś, że z dnia na dzień staje się ona coraz lżejsza i pomału opanowujesz walkę do perfekcji. Przynajmniej w Twoim mniemaniu. Nie mając nikogo, kto by Cię szkolił, stałeś się dla siebie bezkrytyczny. Z pewnością nie wpłynie to dobrze na sytuacje, w których możesz się kiedyś znaleźć...
Trening zakończyłeś o godzinie 18. Udałeś się do baru, w którym zamówiłeś późny obiad.
Z przyzwyczajenia rozejrzałeś się wokół wypatrując interesującego celu, który mógłbyś okraść. Twoją uwagę przykuła młoda kobieta - ciemno-blondynka o niebieskich oczach. Nie pierwszy raz spotykasz ją w tym miejscu, pogrążoną w lekturze. Usiadłeś niedaleko by podglądać dziewczynę z ukrycia.
Nim się obejrzałeś Twój talerz z jedzeniem był pusty, a Pip-Boy wskazywał godzinę 20. Podniosłeś głowę chcąc spojrzeć na kobietę. Ku Twemu zdziwieniu, miejsce przy którym siedziała było puste. Wzruszyłeś ramionami i skierowałeś się ku pokojom sypialnym.
Korytarze były niemal opustoszałe, jedynie roboty sprzątające kręciły się gdzieniegdzie wykonując swoją pracę. Od kiedy pamiętasz Krypta była sterylnie czysta. Mimochodem zacząłeś zastanawiać się, kto zajmuje się konserwacją maszyn? Czy to możliwe by same funkcjonowały od ponad 200 lat?
Zanim zdążyłeś się zorientować stałeś przed drzwiami maszynowni, które zazwyczaj zamknięte, tym razem były uchylone. Ciekawość wzięła górę i bezszelestnie wszedłeś do środka. Próbowałeś uruchomić windę, ta jednak odmawiała posłuszeństwa. Zdecydowałeś się wejść po schodach.
Przeszedł Cię mimowolny dreszczyk emocji - krypta niby tak dobrze Ci znana jednak miała przed Tobą tajemnice...
W pomieszczeniu ze schodami nie znalazłeś nic interesującego. W sumie nawet się nie rozglądałeś, ciekawy co jest za kolejnymi drzwiami. Gdy przeszedłeś ich próg usłyszałeś podniesione głosy dwóch mężczyzn z trzeciego pomieszczenia. Drzwi były jednak zamknięte.
Jeden z głosów wydał Ci się znajomy. Po chwili rozpoznałeś głos Głównego Nadzorcy Krypty, Benjamina Andersona.
- Nie możemy tego zrobić i musisz się podporządkować.
- Nie zgadzam się z tobą! Tkwimy tu zdecydowanie za długo! Nie wierzę, że na powierzchni nie ma życia!
- Nie będę z tobą o tym dyskutował, Peter. Dobrze wiesz, jakie są zasady. Krypta musi pozostać zamknięta!
- Nie! Słyszę tę sama gadkę od pieprzonych 40 lat! Nie zniosę tego dłużej!
- Peter, musisz mi zaufać! Nie pojmiesz rzeczy większych od ciebie! Nawet ja mam z tym problem!
- Jakich większych?! Ukrywasz coś?! Zawsze wiedziałem, że działasz w spisku!
- Robię to dla naszego dobra!
- Koniec z tym!
- Peter, co tam masz...? Zwariowałeś?! Odłóż to...! Słyszysz?! Co ty robisz?! Nie! Pomocy! Pomo...
Szarpaninę przerwał odgłos czegoś upadającego na podłogę. Pospiesznie rozejrzałeś się niepewny, co zrobić. Nim zdążyłeś zareagować rozległ się przeraźliwie głośny i denerwujący alarm, a lampy w krypcie zgasły. Jedyną rzeczą, którą teraz oświetla Ci drogę są migające na czerwono światła lamp alarmowych.
Nie masz dużego wyboru. Musisz dowiedzieć co się stało. Jednak moment, chwila... Nie masz swych rzeczy. Wszystko zostawiłeś w swoim pokoju.

Spoiler:


Robert Bowson

Po 3 dniach niczym niezakłóconej wędrówki zniszczoną autostradą numer 1 dotarłeś w końcu na miejsce. Twoim oczom ukazało się niewielkie miasteczko - Little Yard. Nigdy wcześniej tu nie byłeś, choć miasto leży zaledwie 40 km od Miami.
Rzuciłeś okiem na dość duży kamień leżący przy drodze, na którym ktoś białą farbą napisał Little Yard. Głaz z pewnością liczył dobre kilkaset lat. Bez trudu dojrzałeś pod malunkiem inny napis - Homestead.
Pierwszym większym budynkiem okazał się hotel o nazwie "Independent Inn". Na przeciwko zaś była jadłodajnia. Na środku skrzyżowania stał drogowskaz z napisami: lekarz (24h), sklep (8-18), biuro szeryfa, hotel i jadłodajnia.
Spojrzałeś na Pip-Boy w celu sprawdzenia godziny. Zegar wskazywał 20.
Cholera, przekląłeś w myślach. Wyprawę trzeba przenieść na jutrzejszy poranek.
Nie mając nic do roboty, zdecydowałeś się, że wieczór dobrze będzie zakończyć ciepłym posiłkiem i szklanką gorzały. W końcu od 3 dni nie jadłeś porządnego obiadu.
Jadłodajnia o nazwie "Free Land" Cię niemało zaskoczyła - to ohydnie wyglądające z zewnątrz miejsce w środku prezentowało się całkiem przyzwoicie - nawet jak na współczesne standardy. Na ścianach wisiały liczne obrazy - repliki największych dzieł, m.in. Dama z Łasiczką Leonardo da Vinci.
Objąłeś szybkim spojrzeniem lokum - prawie wszystkie stoliki były wolne, tylko przy jednym siedziało dwóch mężczyzn, którzy grali w karty - jeden w podeszłym wieku ubrany w mundur policyjny, drugi - kowboj z paltem zawieszonym na ramionach.
Nie czekając długo usiadłeś przy barze, zamawiając coś ciepłego do zjedzenia i butelkę gorzały.
Korzystając z wolnej chwili otworzyłeś w Pip-Boyu wiadomość, którą otrzymałeś od paladyna z Bractwa Stali 3 dni wcześniej. Na zielonym ekranie komputera wyświetliła się informacja.
Spoiler:

Choć zadania zlecane przez Bractwo są rzadkością i bywają niebezpieczne, nie sposób im odmówić. Tylko skończony kretyn rezygnowałby ze współpracy, która daje takie korzyści...
Gdy tylko skończyłeś przeglądać zaznaczony punkt na mapie podeszła do Ciebie właścicielka baru.
- Oto Pańskie braminie mięso z jajem gekona i sałatą. I wódka - to ostatnie wypowiedziała z dziwnym grymasem na twarzy.
Nagle usłyszałeś spierających się mężczyzn.
- Nie idź tam sam, Artem. To miejsce śmierdzi na kilometr.
- Robota to robota, Joe. Dobrze wiesz, że nie odmawiam zleceń. Poza tym to blisko, wrócę raz-dwa.
A teraz przestań pierdolić, bo sprawdzam! - krzyknął kowboj, wyraźnie uradowany ze swego zwycięstwa.
Starszy pan wstał z impetem, przewracając krzesło. Wyraźnie dało się poznać, że obaj panowie trzeźwi nie są.
- Pieprzę to! Odegram się następnym razem! A teraz idę spać bo żona już na mnie łypie spode łba! A wszystko cholera przez ciebie! Draniu! - uniósł głos, ton jego jednak był przyjazny - I pamiętaj, że cię ostrzegałem! Wszystko co powstało przed wojną i nie zostało jeszcze zbadane jest NIE-BE-ZPIE-CZNE! Kto wie co jest za tą wielką śluzą?!
Po tych słowach staruszek nachylił się nad kowbojem szepcząc mu coś do ucha, po czym zniknął na zapleczu jadłodajni.
Zacząłeś się zastanawiać, dłubiąc widelcem w jedzeniu i obserwując kapelusznika.
Czyżby wybierał się do krypty?
Spoiler:


Miranda Shepard

Przez wszystkie lata Twego dość krótkiego życia niewiele się zmieniło. Poza śmiercią matki, która nadal bardzo Cię smuciła. Ile to już minęło? Zaledwie dwa miesiące... Dwa miesiące niczym nie zakłóconej samotności.
Plusem tego wszystkiego, o ile śmierć może przynieść pozytywne skutki, jest ilość przeczytanych przez Ciebie książek. Teraz, gdy nie ma mężczyzn zabawiających się z Twoją zmarłą matką, nikt Ci nie przeszkadza w zatopieniu się w ulubionej lekturze.
Jest sobota. Obudziłaś się późno bo o 12. Leżałaś chwilę w swym ciepłym białym łóżku i pachnącej pościeli tego samego koloru. W sumie, jakby dłużej się zastanowić, w Krypcie niemal wszystko było białe. I sterylne. Tak, ani grama kurzu nie było na półkach, choć nie przypominasz sobie byś kiedykolwiek je sprzątała...
Nie myśląc dłużej o tak nieprzyjemnych rzeczach wskoczyłaś pod zimny prysznic. Ostatnio woda była dziwnie chłodna, ale nie przejęłaś się tym. Szybki poranny prysznic jest idealny dla pobudzenia krążenia i rozbudzenia zaspanego mózgu.
Tak przynajmniej napisali w podręczniku dla kobiet "Twoje ciało = Twoja dusza", który znalazłaś przeglądając rzeczy Rose.
Po 10 minutach otarłaś wilgotne ciało miękkim, oczywiście białym, ręcznikiem i ubrałaś się w tradycyjne ubranie Krypty, które było obowiązkowe.
Nie zastanawiając się długo co dziś robić, chwyciłaś książkę aktualnie wertowaną przez Ciebie - "Władcę Much" autorstwa Williama Goldinga, pisarza z XX wieku.
Skierowałaś się wzdłuż korytarza do baru. Spotkałaś zaledwie kilka osób, którym kiwnęłaś na przywitanie głową. Nikt z nich nawet tego nie zauważył, zajęci własnymi myślami.
W barze także było pusto. Nie licząc oczywiście obsługi. Zamówiłaś kawę rozpuszczalną z mlekiem w proszku i usiadłaś w kącie pomieszczenia.
Zatapiając się w książce nawet nie zauważyłaś odrobiny większego ruchu. Wyczułaś jednak, że jesteś obserwowana. Dyskretnie spojrzałaś na Pip-Boya, zegar wskazywał 19:30. Spojrzałaś na swój stolik i ze zdziwieniem zauważyłaś puste talerze. Książka tak Cię pochłonęła, że nie spostrzegłaś kelnerki dostawiającej Ci jedzenie. Prawdę mówiąc nie zakodowałaś nawet, żebyś jadła. Ale ostatnio często Ci się to zdarzało, więc nie przejęłaś się.
Wychyliłaś głowę zza książki chcąc przyjrzeć się osobie, która Cię obserwuje. Był to młody mężczyzna, Japończyk o dziwnym wyglądzie. Na twarzy miał maskę.
Nigdy wcześniej go nie zauważyłaś - jak to możliwe?
Wzdrygnął Tobą dreszcz, więc korzystając z jego chwilowego rozkojarzenia, wyślizgnęłaś się cicho z baru, kierując do sypialni. Nim się obejrzałaś była godzina 20. Zasiadłaś do swego stacjonarnego komputera chcąc poprzeglądać stare zdjęcia, gdy rozwył się przeraźliwie głośny alarm. Przestraszona rozejrzałaś się, lecz nikogo nie zauważyłaś. Wszystkie światła w krypcie zgasły, łącznie z urządzeniami elektronicznymi.
Jesteś otoczona przez ciemność, a jedynym oświetleniem są dobiegające z korytarza lampy alarmowe pulsujące czerwonym światłem.
Nigdy wcześniej nie zdarzyła się taka sytuacja, ba, nawet nie istniały próbne alarmy w krypcie. Co się więc stało? Zorientowałaś się, że nie masz dużego wyboru. Musisz to sprawdzić.
Jednak czy warto ryzykować?

Spoiler:


Artem Blackclaw

Właśnie wróciłeś z Miami do rodzinnego miasta. Jak zwykle zmęczony pobytem, przez długotrwały kac. Co oni tam dają, że alkohol utrzymuje się w organizmie przez niemal 3 dni?!
Z lekkim bólem głowy skierowałeś się do Free Land by wziąć coś na ząb. Gdy przekroczyłeś próg jadłodajni od razu przywitała Cię Samantha, pokazując swe wyszczerbione zęby.
- Artemiuszu! Jak miło, że jesteś! Siadaj, siadaj, kochanieńki, zaraz dam Ci obiad.
Posłusznie usiadłeś przy barze czekając na posiłek. Gdy po 10 minutach barmanka wróciła ze stekiem z bramina, od razu zalała Cię słowotokiem.
- Gdzieżeś się podziewał?! Znowu szlajałeś się po Pustkowiach. Wiesz dobrze, że to niebezpieczne. Tyle szajbusów można tam spotkać, ja nie wiem jak... - w pewnym momencie przestałeś jej słuchać.
Z resztą i tak zawsze mówi to samo.
Myśli Twe pochłonęło nowe zadanie, które otrzymałeś od kuriera przebywającego w Miami. Spojrzałeś na Pip Boya.
Spoiler:

Taaak... Słyszałeś o niej. Wredna suka, wyrachowana i nie mająca skrupułów. Co gorsze, chodzą plotki, że jest kanibalem. Ale przyznać trzeba, że nagroda była zacna. Jak można więc nie skorzystać z takiej okazji?
Z zamyślenia wyrwało Cię znajome poklepywanie po ramieniu. Odwróciłeś głowę i ujrzałeś starą, zaprzyjaźnioną mordę szeryfa Joe, męża Samanthy.
- No Artem, słyszałem, że ścigasz Żelazną Dziewicę - powiedział cicho, gdy jego żona wyszła do kuchni - Nie znam nikogo, kto mógłby zabić tę dziwkę. No... Nikogo poza Tobą - zaśmiał się nerwowo siadając obok Ciebie.
- Opowiadaj więc, gdzie ukrywa się ta żmija?
Zgodnie z prośbą, przekazałeś szeryfowi informacje, które otrzymałeś od kuriera. Słuchał Cię uważnie, coraz bardziej marszcząc brwi.
- Zwariowałeś?! - wrzasnął na cały głos gdy przestałeś mówić - Przecież wiesz, że w tych kanionie znajduje się krypta!
Jednym uchem wpuszczając, drugim wypuszczając, wysłuchałeś przemowy szeryfa na temat niebezpieczeństw związanych z przedwojenną technologią.
Nim zdążyłeś się zorientować, siedzieliście przy stoliku grając w pokera i popijając pędzony przez szeryfa bimber. Mocny jak skurwysyn. Zegar wskazywał godzinę 20.
Ukradkiem zauważyłeś nowego gościa, który pojawił się przy barze. Na oko facet niewiele od Ciebie starszy, z kilkudniowym zarostem, ubrany w poplamione ubrania. Ale żebrakiem z pewnością nie był. Podróżnik zapewne, zaprawiony w boju.
Nigdy wcześniej go nie widziałeś w tych okolicach... Trzeba być ostrożnym.
Nie chcąc jednak martwić Joe'go kontynuowałeś grę. Z resztą staruszek i tak niewiele by zdziałał, gdyż najebał się jak dzika świnia. Tak, to określenie najbardziej do niego pasowało.
Joe ponownie zaczął rozmowę na temat Twego zadania, sepleniąc przy tym nieziemsko.
- Nejj idśś tam sam, Artem. To miejszcze ssmierdzi na kiloooometr!
Nie chcąc znów słuchać jego wywodów, zakończyłeś grę. Oczywiście na swoją korzyść.
-Tyyyyy sssuuukinsssyyynuuu - wysyczał do Ciebie szeryf, po czym z impetem wstał przewracając krzesło. Oparł się rękoma o stół, chwiejąc na boki. - Piepppszzę to! Od - hik! - odegram się nassstępnym razem! A terass idę spać bo żona już na mnie- hik! - łypie zzz zz zzzpode łba! A wszysssstko -hik! - przez Ciebie! Drrraniu! - uniósł głos, ton jego jednak jak zwykle był przyjazny - I pamiętajjjj - pokiwał prosto przed Twoim nosem brudnym paluchem - żżżee Cię ossstssszzeg- hik! - gałem! Wszysssstko.. Ale to Wszyssstko... co powssstało przed wojną i nie zostało jesce zbadane jest NIE-BE-ZPIE-CZNE! Kto wie co jest za tą wielką - hik! - śluzą?!
Po chwili nachylił się nad Twych uchem, ręką podpierając się o Twe ramię.
- A sooo do tej... Żelaznej dziwki... Lepiej ją z..zz..zabić - hik! - Sssłyyyszałem, że... - przyciszył głos, dmuchając Ci śmierdzącym oddechem prosto do nosa - odgryssa kutasy! Na żywca! By potem je usmażyć! hahaha- HIK! - roześmiał się gromko i zniknął na zapleczu.
Samantha łypnęła na Ciebie groźnym spojrzeniem, ale Twoją uwagę przyciągnął tajemniczy przybysz, który właśnie Ci się przyglądał.
Czego on, kur.wa, chce?

Spoiler:


Okojad


Nadszedł dzień, na który tak długo czekałeś. Stoisz na arenie, na której zebrał się żądny krwi tłum skandujący wasze imiona.
Twarze widzów wykrzywiają się w obrzydliwych grymasach, mężczyźni z podniecenia obmacują kobiety, którym zupełnie to nie przeszkadza.
Zauważasz, że jedna z nich kiwa do Ciebie, szczerząc obrzydliwie brudne zęby. Przy okazji podnosi podartą koszulę w górę, pokazując obwisłe piersi.
Zamykasz oczy starając skupić się na nadchodzącej walce. Czujesz, że broń w ręce wyślizguje Ci się. Po raz pierwszy w życiu masz spocone dłonie.
Otwierasz oczy i spojrzeniem obejmujesz arenę. Patrzysz na tłum wiwatujący na Twoją cześć. Strach odchodzi.
Nagle okrzyki tłumu milkną. Wrota naprzeciw Ciebie otwierają się, skrzypiąc głośno.
Cień postaci pada na piasek areny. Wychodzi Twój przeciwnik - potężnie umięśniony, ubrany tylko w majtki Nosorożec. Wydawać by się mogło, że strój ten budzić będzie tylko śmiech. Jest jednak zupełnie na odwrót.
Nosorożec sapie niczym zmęczony Szpon Śmierci i rzuca Ci groźne spojrzenie. Usta ma dziwnie sine.
Na arenie pojawia się mężczyzna, który zapowiadający walkę.
- Panieeee i Panooowieee! - krzyczy, przeciągając wyrazy - Przed wami niesamowitaaa walkaaa! Legendarne starcie warte miliooony kapsli! Przedstawiam Waaaaaam... Ludojada Okojada!
- tłum zaczął wydzierać się, skandując Twoje imię. Tylko nieliczny buczeli.
Gdy tłum nieco ucichł, zapowiadacz znów przemówił.
- Na przeciw niemu stajeeeeee... Groźny, nieznający litości... Nosorożec! - wydarł się. Po tonie jego głosu trudno nie zgadnąć, że głosował właśnie na niego.
Tłum znów ryknął.
Walka zaczęła się niemal natychmiast. Przeciwnik wydał okrzyk bojowy, a tłum mu zawtórował. Wielkie bydle ruszyło na ciebie, celując w twarz włócznią. Zdążyłeś odparować pierwszy cios, jednak Nosorożec od razu zadał kolejny. Tym razem nie zdołałeś się ochronić - poczułeś silny ból w okolicy żołądka. Ale miałeś szczęście, czołg uderzył Cię jedynie pięścią.
Nie zagiąłeś się pod uderzeniem, od razu rozpocząłeś kontratak. Zamachnąłeś się szczęśliwym nożem, raniąc płytko przeciwnika w ramię.
Nosorożec ryknął, ni to z bólu, ni to z radości.
I nagle... Stało się coś zupełnie nieoczekiwanego.
Wielki olbrzym runął twarzą na ziemię. Jak szmaciana lalka.
Wszyscy zamilkli, łącznie z Tobą.
Nosorożec nie ruszał się. Jedynie piasek przy jego twarzy wilgotniał coraz mocniej, z sekundy na sekundę.
Rozejrzałeś się niepewny co zrobić. Nagle na podest zapowiadacza wkroczył jeden ze strażników Ojca Areny.
- Ares zamordowany! - wydarł się. W jego oczach widać było przerażenie - Zamordowany przez Okojada! - dokończył, wskazując na Ciebie palcem.
Nim zdążyłeś zareagować na arenę wkroczyło czterech strażników uzbrojonych w sztylety. Ludzie z areny rozpierzchli się pospiesznie, taranując słabsze i mniejsze osoby. Słychać krzyki... A strażnicy okrążają Cię, gotowi do ataku.

Spoiler:


Reina Martinez

Miami. Cuchnące śmiercią, chorobą i brudem miasto. Niegdyś wielka metropolia dziś przypomina rynsztok, w którym kąpią się mafiosi.
Piękne plaże zmieniły się w bagienne terytorium, pełne moskitów i zdeformowanej zieleni.
Na ulicach brud, gdzieniegdzie znaleźć można porozrzucane truchła osób, które nie zdołały przeżyć w tym brutalnym post-nuklearnym świecie. Pobielałe kości aż rażą w oczy nowoprzybyłych...
Ale Ty nie jesteś nowa. Przyzwyczaiłaś się do smrodu panującego tu o każdej porze dnia i nocy. Wielkie wykrzywione ruiny budynków już nie robią na Tobie żadnego wrażenia.
Stoisz na rogu ulicy rozpusty. Wyciągasz ostatniego papierosa z paczki, wkładasz do ust i odpalasz. Wdychasz dym tytoniowy, który przenika do Twych płuc i wypuszczasz go powoli z powrotem, obserwując jak znika w szarości ulicy.
Godzina 20, pomału zaczyna się zmierzchać. Nadchodzi Twoja pora, pieniądze na drzewach nie rosną więc trzeba wziąć się do roboty.
Rozejrzałaś się wokół, przez chwilę zatrzymując spojrzenie na zniszczonym szyldzie "Black Star". Większość żarówek już dawno przepaliła się, reszta miga powoli, czekając na swój koniec.
Z zniesmaczonym grymasem plunęłaś na chodnik wspominając czas spędzony w tym miejscu. Lepiej o tym nie myśleć. Dziś w Black Star mieści się burdel, w którym kręcą filmy pornograficzne.
Oparłaś się o latarnię dopalając do samego ustnika fajkę. Uwagę Twą przykuli nowi przybysze - żołnierze RNK, pragnący wydać swój ciężko zarobiony żołd.
Czemu więc tego nie wykorzystać? Nie wierzysz przecież w to, że odmówią działki wspaniałego Jetu...
Ale czy warto nadstawiać karku? Wojacy bawią się zazwyczaj w Royal Casino, które należy do Boringów. Jeśli złapią Cię na swoim terytorium, nie będzie przyjemnie.
W takim razie może powinnaś powłóczyć się ulicami slumsów? Tam jest mnóstwo uzależnionych. Szkoda tylko, że nie mają grosza przy duszy. A Ty nie jesteś przecież działaczką charytatywną karmiącą ćpunów za darmo.
Niepewna tego, co zrobić zaczęłaś powoli iść w kierunku klubu "Desire". Na skrzyżowaniu od razu zauważyłaś znajomy różnokolorowy szyld. Przy wejściu tańczyła dziwka, która na Twój widok uśmiechnęła się radośnie, pokazując pożółkłe zepsute zęby. Pomachała do Ciebie, pieszcząc się jednocześnie drugą ręką.
W "Desire" jesteś stałą klientką, a ta tutaj, w połowie łysa to... Zaraz... Jak miała na imię? Nieważne. Ważne jest to, że masz gdzie spędzić noc, zaćpać, napić się gorzały a nawet wyrwać fajnego żołdaka na szybki numerek.
Cokolwiek dziś będziesz robić, przeczucie podpowiada Ci, że noc ta nie będzie należała do nudnych...

Spoiler:

_________________
Firvain (Szkło w oku)


Ostatnio edytowano 05 paź 2012, 18:10 przez Jezula, łącznie edytowano 2 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Upadły Świat - SESJA
PostNapisane: 05 paź 2012, 16:45 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lut 2011, 21:33
Posty: 5779
Lokalizacja: Gdańsk
Gra w: Dragon Age, Mass Effect, Skyrim, Wiedźmin
Ginger Bundy


Kobieta powoli wyciągnęła dłoń w kierunku psa. Ten wystraszony skulił się jeszcze bardziej, lecz gdy poczuł dotyk zimnej dłoni drapiącej go delikatnie za uchem zaczął lekko merdać ogonem.
- biedaczysko... - powiedziała cichutko ledwie poruszając wargami. Ginger odłożyła mięso i piwo na bok a błogą ciszę przerwał metaliczny odgłos otwieranych drzwi. Rozejrzała się instynktownie dookoła by w końcu zawiesić skupiony wzrok na jasnym świetle dochodzącym ze skarpy kilkaset metrów dalej.
- Co to? po raz kolejny z jej ust wydobył się cichy syk. Bunny bezszelestnie podniosła się z ziemi i otrzepała brudne pośladki z pustynnego piachu. Sięgnęła ku kaburze z pistoletem, pierw jednym, potem drugim. Obydwa naładowane. Nóż także znajdował się na miejscu. Rozejrzała się raz jeszcze dookoła. W oddali kilkudziesięciu metrów dostrzegła jakąś uschniętą roślinę, może konary drzewa. W każdym razie było to coś co mogło się nadawać na opał. Dziewczyna postawiła dwa kroki w kierunku drzewa po czym rozmyśliła się i odwróciła ku Shirley. Zdecydowanym kiwnięciem głowy wskazała psu cel. Suka bystro popatrzyła na kobietę i cicho podążyła w tamtym kierunku. Nie czekając ani chwili dłużej Ginger zaczęła poruszać się w kierunku źródła światła. Była coraz bliżej i bliżej, ale mimo to rażące światło nie pozwalało jej dostrzec zarysu jakiejkolwiek postaci. Gdy odległość od światła była na prawdę mała kucnęła za największym z kamieni. Ostrożnie wychyliła się. Po chwili znowu coś zaskrzypiało i łupnęło. Dziewczyna przykleiła się do kamienia i zamieniła w słuch.

_________________
A great talker is a great liar.


Graciella Feriel ○ Constantin Reynold ○ Felinne Velanne
Jesfis Raisa ○ Rayla Blades
Lillith


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Upadły Świat - SESJA
PostNapisane: 05 paź 2012, 21:20 
Adept analogów
Adept analogów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 06 sty 2012, 00:35
Posty: 234
Gra w: BF,DA,ME,TES
Kazenoko Kyubei


Ta sytuacja która miała miejsce przed sekundą i migające lampy alarmowe przyprawiała Kaze o dreszcze ale też o nutkę podekscytowania wynikającą z tego co właśnie usłyszał . Zaciekawiony całą tą sytuacja postanowił sprawdzić co się dzieje . W tym momencie zauważył że zapomniał jego najcenniejszego przedmiotu - katany.
-Akurat dzisiaj . Akurat dzisiaj zostawiłem swoją duszę w domu-pomyślał i wściekł się sam na siebie.
Jego poziom adrenaliny rósł z sekundy na sekundę chciał to sprawdzić jak najszybciej , jednocześnie nie zapominał o niebezpieczeństwie które może go spotkać . Rozejrzał się po pomieszczeniu i dostrzegł niedużą skrzynkę , miał nadzieję że znajduję się w niej coś co chociaż przypomina jego miecz.
-Może akurat - nie , to niemożliwe , niech to będzie chociaż kawałek metalowej rury , cokolwiek-rozmarzył się w myślach , poprawił maskę i udał się w kierunku skrzynki .

_________________
Orgin: Shatad | Klasa: Szpieg


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Upadły Świat - SESJA
PostNapisane: 06 paź 2012, 12:57 
Volus Mercenary
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 06 mar 2012, 17:56
Posty: 570
Lokalizacja: Okolice Warszawy
Gra w: RPG (wszelkie, wręcz nałogowo)
Okojad

Okojad tępo patrzył na truchło przeciwnika. To miała być jego walka, jego czas, jego terytorium, jego zwycięstwo! A wszystko w mgnieniu oka zostało mu odebrane. Ryknął niepocieszony, złakniony krwi. Nagle strażnik oskarżył go o zabicie Aresa. Ares nie żyje? To... to niemożliwe, kolejny cios ubódł odczucia mężczyzny. Jego mentor, opiekun, Pan i p... przyjaciel został zabrany w odmęty śmierci. Dopóki Ares żył, Okojad czuł się bezpiecznie w obozie; nie mógł wiedzieć, co bez Pana go czeka. Poczucie bezpieczeństwa poszło w diabły.
Najgorsze jednak było oskarżenie, że to on był mordercą. To niemożliwe, próbują mnie wrobić! Przyjrzałem się twarzom tych, którzy wczoraj próbowali mnie okaleczyć - nie było tam Pana! Nieeeeeerrrght!, wyrwało mu się z ust. W reakcji uciekającego tłumu nie było już szacunku i chwały dla Okojada, wszystko się skończyło, został obdarty z wszystkiego, co było dlań ważne - MIARKA SIĘ PRZEBRAŁA! ZAPŁACICIE ZA TO!

Czarnowłosy podniósł włócznię, ostatkiem sił trzymał przytomność umysłu na wodzy. Rozejrzał się - zdąży. Jeszcze jedna teatralna scena ku rozkoszy gawiedzi, a potem nadejdzie jego czas.
- Kłamstwo! - zakrzyknął, by wszyscy usłyszeli. - Każdy, kto mnie zna, wie, że nie mógłbym skrzywdzić Pana! - odwrócił się do strażnika stojącego na podeście. - Oskarżasz mnie, próbujesz zwalić na mnie winę, więc pewnie sam jesteś za to odpowiedzialny. Zemszczę się, w imię Aresa!
- Chcecie show? Dostaniecie show. - mruknął pod nosem do siebie.

Śmierć pulsowała mu w mięśniach. Śmierć, którą poczęstuje wszystkich, którzy staną mu na drodze. Niespodziewanie rzucił włócznią w strażnika stojącego na podeście. Celował w szyję. Celował, by zabić.

Myśli, gniew, zemsta, zapach krwi - zabójcza mieszanka buzowała w organizmie. Żyły wypełniło przyjemne ciepło, ułatwiające poruszanie się. Wzrok wyostrzył się, Okojad uważnie przyjrzał się ułożeniu rąk przeciwników, trasie, jaką się poruszali, okrążając go i przejrzał plan czterech rywali. Na nic się wam nie zda, to jest moje terytorium.

Okojad ruszył pędem przed siebie w kierunku wyjścia z areny. W biegu chwycił ciało Nosorożca za rękę, poderwał je w górę, a następnie zarzucił na plecy, używając jako prowizorycznego pancerza. Lekko się pochylił pod ciężarem, ale szarżował dalej, prawą ręką przytrzymując świeżo zdobytą tarczę. Był coraz bliżej obranego celu (//prawy dolny krzyżyk//). Strażnik zapewne będzie próbował odskoczyć, ale niemile się zawiedzie. Tuż przed nim, wykorzystując pęd, Okojad obróci się na pięcie i zamachnie lewą rękę, celując sztyletem tuż w podgardle.

Nadeszła jego walka, nadejdzie jego zwycięstwo.

_________________
Forever Lost - dryfując po obrzeżach szaleństwa, wypatruję krańca udręki.
"To chodź, Zag, idziemy na platynkę, we dwóch se pykniemy!" - złota myśl Chudzieńkiego
Obrazek
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Upadły Świat - SESJA
PostNapisane: 06 paź 2012, 14:15 
Nałogowiec
Nałogowiec

Dołączył(a): 15 gru 2011, 15:27
Posty: 21761
Miranda Shepard

Ta głupia książka, którą czytała przypomniała jej, że jest uwięziona w krypcie. Nie, by nie zdawała sobie z tego sprawy, ale w świat książek uciekała by o tym nie myśleć, a ta książka tylko przypomniała jej w jakim położeniu się znajduje. Sam tytuł wskazywał na książkę fantastyczną, ale niestety wprowadził ją w błąd. Nie mniej sprawił, że zaczęła wracać myślami do dzieciństwa. Zasadniczo miała więcej szczęścia niż niektóre dzieciaki, które zostały uwięzione na wyspie. Od wczesnych lat uciekała w świat wyobraźni, ale nie samą wyobraźnią człowiek żyje. Musiała jakoś wypełnić pozostały czas w jej życiu, a że w krypcie nie miała zbyt wielkiego wyboru wypełniła go zajęciami pozalekcyjnymi w poniedziałki, środki i piątki. Jeden człowiek Nick Summers pochodzący z rodziny koreańsko - amerykańskiej uczył dzieciaki sztuk walki.

W poniedziałek było to karate w środę aikido, a w piątki taekwondo. Czasem na zajęciach odbywały się też treningi w posługiwaniu się bronią, ale było to uznawane za niebezpieczne. Dlatego też trening ograniczył się do miecza od kendo i nunchaku, a pozostałe treningi z bronią skupiały się na tym jak broń przeciwnikowi odebrać. Miri wydawało wszystkie kieszonkowe na zajęcia i książki. Czasem na zajęciach sporadycznie obrywała od chłopaków. No dobrze dość często od nich obrywała, ale to tylko wzmogło jej determinacje by poświęcać więcej czasu na ćwiczenia. I kiedy nie czytała ćwiczyła sama z w jeden w wolnych sal w krypcie kiedy miała taką możliwość. Po latach ćwiczeń udało jej się w końcu zdobyć tytuł 9 dana taekwondo . Może to i w krypcie nie było zbyt przydatne, ale ją bardzo uradowało. Było to jedno z bardziej szczęśliwych wspomnień. W pozostałych sztukach walki niestety nie zaszła tak daleko i poprzestała na stopniu pierwszego dana w dwóch pozostałych dyscyplinach, których się uczuła.

Posmutniała kiedy przypomniała sobie, że jej nauczyciel zmarł 3 lata przed jej matką. Nie miała z nim w prawdzie bliskiej relacji mistrz - uczennica, ale lubiła go, a po jego śmierci nie miała już u kogo ćwiczyć i na półtora roku zaniechała zupełnie ćwiczeń co znacznie pogorszyło jej zdolności, odczuła to kiedy po dłuższej przerwie znów zaczęła ćwiczyć, a że nie miała z kim ćwiczyć pozostało jej samotne ćwiczenie taekwondo w jednej z publicznych sal kiedy akurat jedna z nich była wolna. W tej dyscyplinie osiągnęła najwyższy stopień spośród sztuk walki, które trenowała i też najbardziej lubiła właśnie tą sztukę walki spośród tych trzech, które uprawiała. Nie udało się jej jeszcze odzyskać zdolności, którymi kiedyś dysponowała, ale było już znacznie lepiej niż w momencie w którym wróciła do ćwiczeń.

Właśnie odkąd pierwszy raz przyszła na zajęcia do pana Nicka zaczęła marzyć, że kiedyś zostanie czempionką cesarskiej areny. To marzenie pomagało jej wytrwać w ćwiczeniach. Choć zdawała sobie sprawę, że jest irracjonalne i prawdopodobnie nigdy nie będzie mieć okazji walczyć na arenie, a co dopiero zdobyć tytuł czempionki areny. Jednak fantazje na ten temat pochłaniały ją tak bardzo, że specjalnie nie przejmowała się tym, że prawdopodobieństwo, że coś takiego się wydarzy jest nikłe.

Podobnie było z marzeniami o ratowaniu galaktyki, ale tu wiedziała, że to marzenie jest zupełnie niemożliwe. Zupełnie pogrążyła się we wspomnieniach. Dopiero po jakimś czasie zdała sobie sprawę, że jakiś facet w masce ją obserwuje. Nie spodobało jej się to.
To nie Halloween by chodzić w masce.
Kiedy tylko zauważyła, że przestała być obserwowana wymknęła się z baru by być z dala od tego świra jako określiła go w myślach. Wiedziała, że sama jest uznawana za dziwaczkę, ale gość w masce był jeszcze dziwniejszy od niej o ile nie był przestępczą. W końcu wiedziała, że w maskach chodzą przeważnie przestępcy. Kiedy znalazła się już w domu przeczytała do końca książkę i zorientowała się jest już godzina 20. Książka pomimo tego, że nie przypadła jej do gustu to po raz kolejny skłoniła ją do wspomnień sięgnęła do swojego pib - boya by przejrzeć stare zdjęcie i wtedy zgasło światło. Trochę się przestraszyła, bo nigdy nic takiego się nie działo i wiadomo w ciemnościach łatwiej popełnić zbrodnię. W prawdzie umiała się bronić, ale wiedziała, że w zupełnych ciemnościach nie da rady kilku napastnikom. Nie chciała paść ofiarą napaści. Wstała i sięgnęła do skrzynki mając nadzieję, że znajdzie w niej latarkę. Z tego co pamiętała powinna tam być, ale od śmierci matki robiła porządki i mogła przestawić ją w inne miejsce lub nieopatrznie wyrzucić. Zamierzała też zabrać kombinezon i flarę na wszelki wypadek. Uznała, że lepiej się zabezpieczyć, a flara to zawsze jakaś broń.

_________________
KP - PTP

KP - SWO

KP - TTP

KP - PŻ

KP - UŚ


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Upadły Świat - SESJA
PostNapisane: 06 paź 2012, 16:24 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 20 lut 2011, 22:23
Posty: 6151
Lokalizacja: Międzyrzecz.
Gra w: StarCraft II, World of Warcraft, Hearts of Iron III, Wargame.
Artem Blackclaw

Free Land to zdecydowanie najlepsza knajpa w jakiej Artem miał okazję być kiedykolwiek. Kasyna i restauracje w Miami nie sięgały jej do pięt. Ani pod względem jedzenia, ani wystroju, ani atmosfery, a już na pewno nie obsługi. Stara Samantha była poczciwą i dobroduszną, której nie dało się nie lubić. Czasami, aż zaskakujące było jaką troską otacza wszystkich mieszkańców miasteczka. W tym młodego cowboya, dlatego za każdym razem skinął jej głową na powitanie i unosił kapelusz nad głowę, aby okazać jej szacunek. Tym razem było podobnie.
Mężczyzna nie mógł nie posłać jej błagalnego spojrzenia kiedy tylko zwróciła się do niego: "Artemiuszu". Przerabiali to odkąd był małym brzdącem. Wszyscy mówili na niego, od urodzenia, Artem, a ona mimo to wciąż mówiła na niego Artemiusz. Parę lat demu doszedł do wniosku, że nie ma sensu dłużej się o to spierać, bo kobieciny i tak w pewnych kwestiach nie przegada. Nie był, jednak w stanie przyzwyczaić się, nawet pomimo upływu czasu, że ktokolwiek tak na niego mówi.
Kiedy Samantha zniknęła na parę minut, aby przyszykować mu coś do jedzenia, rozsiadł się przy barze, na swoim ukochanym miejscu. Nim zdążył się zorientować, kobieta pojawiła się ponownie i podsunęła mu pod nos wyszczerbiony talerz z stekiem z bramina. Jednym z jej specjałów. Pachniał wspaniale! I jeszcze wspanialej smakował...Nawet mimo nawałnicy pytań, która nadeszła ze strony żony szeryfa. Stary rytuał, za każdym razem kiedy wracał wyglądało to tak samo.
Artem zaparł się łokciem o blat baru, podparł podbródek pogrążając się w myślach. W okolicy miał do wykonania robotę. Kilka kilometrów od miasteczka kręciła się jakaś psychopatka. Nie dobrze, zdecydowanie za blisko. W dodatku miała cholernie złą renomę i listę grzechów dłuższą, niż rozciągnięte flaki biedaka, którego dopadły dzikie ghule. Popukał się palcem po policzku. Będzie musiał się z tym sprawnie uwinąć. Nim na dobre zaczął nad tym rozmyślać, z zadumy wyrwał go znajomy głos szeryfa Joe.
Młodszy mężczyzna wyszczerzył się mimowolnie. Gęba starego przyjaciela zawsze go rozweselała, i ze względu na wspomnienia, i ze względu na sam jej pocieszny wygląd.
Nim zdążył się zorientować pogrążyli się w rozmowie, a później zaczęła się gra w karty przy - jak to mieli w zwyczaju - alkoholu. Whisky, którą szeryf nawykł kupować od pewnego kupca, który regularnie witał w tych stronach ze swoją karawaną, była cholernie dobra, a z każdym łykiem stawała się coraz lepsza. Robiło się coraz później, dochodziła dwudziesta, za oknem robiło się coraz później. Dzień jak każdy inny został zakłócony przez pojawienie się nieznajomego w knajpie. Blackklaw zmierzył go wzrokiem spod kapelusza. Pogładził się po zaroście.
Nigdy wcześniej go nie widziałem. Nie wygląda na miejscowego, za długo tutaj mieszkam, żeby nie rozpoznać swojego. Czego w takim razie, do jasnej cholery, tutaj szuka? Przyjezdni rzadko kiedy wpadają do Little Yard, zwłaszcza o tej godzinie...Żeby tylko nie narobił kłopotów, Joe powinien na niego uważać. Nie wygląda na pierwszą lepszą przybłędę, nawet w tych łachmanach...Chociaż z drugiej strony, nie ma sensu na razie go martwić. Ma swoje lata, wstawił się już, i tak nic sensownego nie zrobi. Jutro też jest dzień.
Posłał ciepły uśmiech szeryfowi, po czym wyłożył swoje karty na stół. To zawsze kończyło się tak samo, wygraną partią. Joe zdecydowanie nie należał do najwytrawniejszych graczy. Równie szybko jak zaczął marudzić na temat zadania, tak równie szybko skończył. Samantha już od dłuższego czasu posyłała mu groźne spojrzenia, więc wolał nie ryzykować dostania po uszach w domu. Pożegnali się, Artem usłyszał ostrzeżenie raz jeszcze i rozstali się. Jak na razie.
Nie chcąc nadużywać gościny właścicielki lokalu, zostawił obok pustego talerza garść kapsli, które powinny pokryć, przynajmniej w pewnym stopniu, koszty posiłku, napitków, znalazła się tam także większość pieniędzy, które Joe przegrał dzisiejszego wieczoru. Pomachał Samantcie na pożegnanie kiedy stanął już w drzwiach. Umykał czym prędzej, aby znowu nie musiał sprzeczać się z nią na temat tego czy powinien płacić czy też nie.
Zerknął raz jeszcze na obcego przybysza, po czym wyszedł zamykając za sobą drzwi, które nienaoliwione porządnie od miesięcy zaskrzypiały charakterystycznie.
Wsunął ręce do kieszeni i ruszył w kierunku rodzinnego domu. Był taki głodny i zmęczony, że nie zajrzał jeszcze nawet do rodziców jak to zwykle robił, od razu pognał do Free Land. Mijał kolejne domy nie zwracając na nic uwagi. Był zbyt zajęty rozmyślaniem na temat nowego zlecenia i tajemniczego nieznajomego. Pierwsza kwestia była dość niebezpieczna, choć taka robota to jego chleb powszedni, czuł, że bez solidnych przygotować i rozważnego działania może paść kolejną ofiarą Żelaznej Dziewicy. Druga sprawa nie była niby niczym nadzwyczajnym, ale w przybyszu było coś niepokojącego. Coś co mówiło, żeby lepiej z nim nie zadzierać...To właśnie było najbardziej niepokojące.
- Im szybciej się wyniesie, tym lepiej... - mruknął cowboy pod nosem
Dostrzegł znajomy dom przed którym rosły dość liczne, jak na okoliczne standardy, uprawy otoczone niedużym, leciwym płotem. Kolejny raz tego dnia wyszczerzył się mimowolnie. Kiedy wśród upraw dostrzegł sylwetkę, bez wahania uniósł do góry rękę i zamachał.
Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej, prawda?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Upadły Świat - SESJA
PostNapisane: 07 paź 2012, 10:01 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 31 sty 2012, 11:48
Posty: 3294
Lokalizacja: Holy Terra
Robert Bowson

Spokojny miarowy krok.prosta w miarę równa trasa byłą autostradą 1 pozostałości po starym świecie.Niczym spękaną żyła wiła się przez pustkowie.Przez ostatnie dwa dni była również domem dla Roberta jego podroż przebiegł spokojnie co w tych czas zakrywał na cud bo pustkowia to wymagająca kochanka i Robert o czym nie raz się przekonał ale niewyrażanie dziś dała odpocząć,chwilowa ulga Rozjarzał się powoli słonce zaczął chylić się ku zachodowi jego promienie oblał skały,piach,żużel i inne elementy krajobrazu pustkowia na twarzy poszukiwacza zagościł uśmiech który tak rzadko pojawia się na twarzy przez głowę Roberta przemknął wspomnienia wuja...Jego ten nastrój przerwało burczenie w brzuchu czas wróci na ziemie sentymentalni głupcy długo na pustkowiu nie żyją.Na jego twarz grymas spojrzał na północ zobaczył w oddali światła.Tak cywilizacji raz ale to co w ogóle za miejsce podrapał się po twarzy zaraz tak Little Yard spojrzał na kamień leżący koło drogi które potwierdził jego przypuszczenia no cóż idziemy .
Szedł powali nigdy nie był w tym miejscu bo w sumie po co wszystko czego potrzebował był w jego rodzimym mieście..ale cóż lepsze to niż nic.Szedł powoli mieszkańcy nie patrzyli się na niego przyjaźnie co w sumie mało go obchodziło chciał tylko zjeść coś ciepłego i się przespać było już koło 20.Powoli udał się w stronę budynku który miał być jadłodajnią nie wyglądał zbyt zachęcając wszedł do środka i tu go spotkało zaskoczenie miejsce był schludne i dość przyjemnie.Wszedł powoli w stronę baru pomieszczenie było prawie pusto oprócz dwóch ludzi grających w karty Obaj się różnili jeden był poczciwcem w mudrze pewnie miejscowy szeryf natomiast drugi był bardziej interesujący wyglądał kowboja coś mówiła że ten gość jest niebezpieczny...Usiada przy barze podeszły do niego starsza kobieta która bez większego entuzjazmu przyjęła zamówienie.Po przeczytaniu wiadomości na Pip-boy zaczął się zastanawiać no tak bractwo stali im się nie odmawia..ale w sumie Robert nawet tego nie chciał płacili dobrze co prawda robota może być niebezpieczna tu przeciągał ręką po lewym bok Cholerny robot pa chwili przed nos miał swoje zamówienie zaczął jeść doszła to jego uszu rozmowa kowboja z szeryfem.Żelazną Dziewicę też o niej słyszał i to co słyszał wcale nawet jak na standardy pustkowia normalne nie było.Przeklną kolejny kęs i popił grzało a może tak by się z nim wybrać hmm jest szansa że to jemu załatwią dupę poza tum mniejsza strata amunicja na wrogów i może się nawet jakimiś zapasami się podzieli Tak jednak zanim się spostrzegł kowboj zaczął się zbierać do wyjścia zostawił kilka kapsli i ruszył za nim zatrzyma się koło domu pewnie jego Robert podszedł bliżej
-Ej ty stój,mam propozycje

_________________
IN THE GRIM DARKNESS OF THE FAR FUTURE THERE IS ONLY WAR
"Mess with the best, die like the rest" -8th Cadia
"In life, war. In death, peace. In life, shame. In death, atonement."- Death Korps of Krieg
Stand fast and die like Guardsmen!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Upadły Świat - SESJA
PostNapisane: 07 paź 2012, 11:50 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 19 kwi 2012, 21:34
Posty: 6386
Gra w: W3/Gwint
Reina Martinez

Zachodzące słońce barwiło zrujnowane budynki na upiorny, brudnoczerwony kolor. O tej porze Miami było jeszcze paskudniejsze niż zazwyczaj. Reina nienawidziła tego miasta, nie dało się go zresztą lubić. Brud, przemoc i bieda rzucały się w oczy na każdym kroku. Ale nigdzie nie pasowała tak dobrze jak tutaj. Zresztą po zmroku wszystko to znikało, zostawały tylko migoczące neony, pozostałości po dawnej świetności. Zbliżała się ulubiona pora Reiny, pora w której bawiła się i pracowała. Rzuciła okiem na grupkę podpitych żołnierzy, zmierzającą w stronę Royal Casino. Pozornie łatwy zysk. Pozornie. Westchnęła i powoli ruszyła w stronę Desire, jak zwykle, kiedy nie miała pomysłu, co ze sobą zrobić. Mimowolnie unikała patrzenia w stronę Black Star, to miejsce nadal budziło w niej dreszcz obrzydzenia.
Przed wejściem zatrzymała się nagle. Niedbałym gestem odpowiedziała na powitanie tańczącej przed wejściem prostytutki i zaczęła przeszukiwać kieszenie w poszukiwaniu kapsli. Jak na razie bezskutecznie. Powoli zaczynała sobie przypominać wczorajszy wieczór. To nie był dobry wieczór. Wypiła więcej niż zwykle, czyli naprawdę dużo i przerżnęła niemal wszystkie kapsle w karty. Nie pamiętała zbyt dobrze przeciwników, ale pewna była, że oszukiwali. Ona też oszukiwała, to oczywiste, ale tego wieczoru alkohol przytępił jej, zazwyczaj niezłe, umiejętności. Skutek był taki, że dzisiaj kapsli wystarczyłoby jej ledwie na jednego szota najpodlejszego bimbru. Zirytowana odwróciła się gwałtownie i ruszyła w stronę sporej gromady żołnierzy zmierzających do Royal Casino. Chciała jak najszybciej wmieszać się w tłum, wykidajło znał ją i mógłby robić problemy.
-Cześć chłopcy-rzuciła z zalotnym uśmiechem. Powitały ją gwizdy i entuzjastyczne okrzyki-Nie chcecie zaznać prawdziwej zabawy? Miami ma dużo więcej do zaoferowania niż hazard. Słyszeliście o Jecie?

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Upadły Świat - SESJA
PostNapisane: 08 paź 2012, 22:30 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 01 paź 2011, 23:04
Posty: 3046
Lokalizacja: Londyn
Gra w: Dreamfall Chapters
Ginger Bundy

Nie spotkałaś wielu psów w swoim życiu, jednak ze stanowczością potrafiłaś stwierdzić, że Shirley należy do nielicznego grona tych najinteligentniejszych czworonogów. Bez problemu zrozumiała gest przez Ciebie wykonany i ruszyła w kierunku suchego krzaku. Nie zauważyłaś tego bo oddaliłaś się, ale psina zdążyła przynieść już kilka większych patyków idealnie nadających się na rozpalenie ogniska.
Zresztą nie to było teraz najważniejsze – dziwne światło dobiegające z kanionu skupiło całą Twoją uwagę, gdyż jak łatwo się domyślić, takie rzeczy oznaczają zazwyczaj tylko jedno – kłopoty.
Chowając się za pobliskim głazem próbowałaś wychwycić jakikolwiek dźwięk. W pewnym momencie zauważyłaś jakąś postać, chyba męską, jednak nie mogłaś mieć pewności – światło raziło w oczy, nie pozwalając Ci na dokładną identyfikację.
Zamarłaś w miejscu, nie wydając z siebie żadnego dźwięku.
Tajemnicza postać ruszyła w Twoim kierunku, by 5 metrów od Ciebie zatrzymać się.
- To... To... Nie... Niemożliwe... - wycharczał nieznajomy mężczyzna. Dało się słyszeć, że z trudnością wypowiada każde słowo – Tak... Nie... Nie miało... Być! Jak on... mógł...
Niespodziewanie zamilkł. Zbliżył się jeszcze o jakiś metr, po czym...
Huk!
Mężczyzna upadł na ziemię z impetem.
Postanowiłaś jeszcze kilka minut zaczekać bojąc się, że ktoś jeszcze się pojawi. Jednak tak się nie stało. Prócz świstu wiatru nie słyszysz nic... Nawet oddechu faceta przed Tobą.

Spoiler:


Kazenoko Kyubei

Z wielką nadzieją zbliżyłeś się do metalowej skrzyni. Zamek był zamknięty, lecz okazał się niewielkim wyzwaniem dla tak sprawnego złodziejaszka jakim jesteś. Ciężko było Ci cokolwiek dojrzeć w tym świetle, dlatego spróbowałeś na wyczucie rozpoznać to, co znajduje się w schowku.
Ku twemu niezadowoleniu nie znalazłeś żadnej broni. Kompletnie nic nie nadawało się do samoobrony. Znalazłeś za to 3 inne przedmioty – stimpak służący do leczenia powierzchownych ran, Rad-X chroniący przed promieniowaniem i puszkę mięsa konserwowego.
Cóż, lepsze to niż nic pomyślałeś.
Gdy tylko zamknąłeś skrzynię usłyszałeś dźwięk dobiegający z niższego poziomu.

Spoiler:


Okojad

Gdy odezwałeś się, ci nieliczni, którzy pozostali zamarli. Owszem, chcieli show, ale nie pragnęli własnej śmierci. Bali się. Bo czegóż można spodziewać się po słynnym numerze 149? Przecież zabił nawet Aresa! A to oznacza, że jest zdolny do wszystkiego...
Zdołałeś usłyszeć pojedyncze piski kobiet próbujących wydostać się z tłumu mężczyzn.
Strażnik na podeście wyjął pospiesznie broń z kabury. Był zdenerwowany i przestraszony, a do tego miał problemy z załadowaniem pistoletu. Bez problemu odgadłeś, że nie byłby w stanie zabić potężnego Aresa. Jeśli nie on, to kto...? Z zamyślenia wyrwał Cię jego głos:
- Pociąłeś go jak swe ofiary, szajbusie! Nikt inny nie mógłby tego zrobić! – krzyknął do Ciebie. Wtem, gdy już udało mu się włożyć amunicję, przeszła go na wylot włócznia. Co prawda nie udało Ci się trafić w szyję, jednak cios i tak okazał się śmiertelny.
Strażnik zacharczał, wypluwając krew, po czym zwalił się z podestu upadając za Tobą. Metr dalej upadła naładowana broń.
Pochłonięty walką nie zauważyłeś przerażenia strażników, gdy chwyciłeś ciało Nosorożca. Jeden z nich wrzasnął i czym prędzej czmychnął z areny.
Według swego planu ruszyłeś z impetem na strażnika. Zaskoczony mężczyzna wykonanym przez Ciebie manewrem nie zdążył odparować ciosu i zgodnie z zamiarem został raniony w podgardle. Ciepła krew trysnęła na wszystkie boki, obryzgując Ciebie i martwego Nosorożca.
Strażnik padł niczym szmaciana lalka, a piasek zaczął barwić się na czerwono.
Nie chcąc rozpraszać się tym widokiem, odwróciłeś się szybko ku dwóm pozostałym mężczyznom. Jeden z nich właśnie zauważył broń swego martwego kolegi i szykował się do skoku ku niej.

Spoiler:


Miranda Shepard

Zbliżyłaś się do szafki, uderzając kolanem o łóżko nieopodal. Syknęłaś głośno i narobiłaś trochę hałasu. Niemal natychmiast zamilkłaś, nasłuchując czy nikt nie idzie. Wydawało się, że wszystko w porządku…
Nie ma czasu do stracenia pomyślałaś i szybko otworzyłaś kufer zaglądając do środka. Przez ciemność panującą w pokoju nie byłaś w stanie rozpoznać rzeczy, które się w nim znajdują. Zaczęłaś więc wyjmować wszystko po kolei. I tak oto, ku szczęśliwemu zrządzeniu losu znalazłaś latarkę. Niestety nie posiadała zapasowych baterii, jednak powinna starczyć na kilkanaście minut użytkowania.
Włączyłaś zdobycz i oświetliłaś pozostałe rzeczy, w których znalazły się: przedwojenne czasopismo „Spotkania z Ludźmi”, stimpak służący do leczenia powierzchownych ran, oraz flara. Co prawda flary używa się jako amunicji do broni, jednak była ona wystarczająca duża by w razie konieczności zdzielić kogoś nią w twarz. A to potrafisz wystarczająco dobrze.
Wstałaś, masując wciąż obolałe kolano – na pewno będziesz miała siniaka. Omiotłaś światłem dobiegającym z latarki całe pomieszczenie i uwagę Twą przykuła kolejna skrzynka. Podeszłaś bliżej.
To skrzynka matki. Zupełnie o niej zapomniałaś. Ciekawe co jest w środku…? Chwyciłaś za uchwyt i ku swemu niezadowoleniu zorientowałaś się, że zamek jest zamknięty.

Spoiler:


Robert Bowson

Cóż, taka okazja może się nie powtórzyć. Co prawda 10 km jest niczym dla tak wprawionego podróżnika jak Ty, jednak dodatkowa para rąk zawsze się przydaje.
Po zostawieniu kilku kapsli (5) na ladzie pospiesznie skierowałeś się ku wyjściu. Twój krok jak zwykle był miarowy i spokojny. Szybko dogoniłeś cowboya, który kiwał jakiemuś starszemu mężczyźnie wśród upraw. Szybko domyśliłeś się, że to jego ojciec.
W końcu, gdy byłeś wystarczająco blisko, odezwałeś się.
- Ej ty, stój. Mam propozycję.
Reakcja mężczyzny Cię zaskoczyła. Nie odwrócił się od razu. Nakazał skinieniem głowy schować się staremu rolnikowi, zaś sam skierował rękę ku broni. W końcu odwrócił się i bez ceregieli spytał:
- Czego?
Widać, że nie jest zadowolony z tego najścia. Może mały żart na rozluźnienie sytuacji?

Spoiler:



Artem Blackclaw


Z daleka rozpoznałeś sylwetkę ojca, który bez problemu zauważył także Ciebie. Z resztą, jak nie rozpoznać jedynego syna? Do tego tak charakterystycznie ubranego?
Usłyszałeś, jak Graham krzyczy do Ciebie:
- Synu! Trafiłeś akurat na kolację! Matka robi jajecznicę! – pokiwał Ci radośnie na przywitanie, a Ty po raz kolejny dzisiejszego wieczoru uśmiechnąłeś się radośnie.
Wydawać by się mogło, że dzisiejszy dzień – mimo ponurych myśli dotyczących Żelaznej Dziewicy i tajemniczego przybysza – zakończy się normalnie.
Szybko jednak przekonałeś się, że pozory, jak to zwykle bywa, mylą.
Gdy zbliżyłeś się wystarczająco blisko domu usłyszałeś dobiegający zza Twych pleców nieznajomy głos.
- Ej ty, stój! Mam propozycję.
Stanąłeś w miejscu, a Twa ręka mimochodem zatrzymała się na kaburze z pistoletem. Spojrzałeś na swego ojca, który zamarł w bez ruchu. Skinięciem głowy nakazałeś mu pójść do domu, co zrobił bez najmniejszego sprzeciwu.
W końcu odwróciłeś się. Przed Tobą stał mężczyzna z baru.
- Czego? – zapytałeś prosto z mostu, nie bacząc na uprzejmości.

Spoiler:


Reina Martinez

Gdy tylko podeszłaś do mężczyzn, którzy przywitali Cię radosnymi okrzykami, wiedziałaś, że jesteś na dobrej drodze, że dziś Ci się poszczęści i zdobędziesz kapsle. Dużo kapsli.
Od razu weszłaś w sam środek zgrai, kierując się razem z nimi do Casino Royal.
- Jet mówisz? Słyszeliśmy, słyszeliśmy – odpowiedział jeden z żołdaków. Najprzystojniejszy i najbardziej pewny siebie – Myślę, że moi koledzy nie będą chcieli spróbować, ale ja... - zamilkł, lustrując Cię spojrzeniem. Zatrzymał się na Twoich piersiach, oblizując się perwersyjnie – Ja bardzo chętnie – uśmiechnął się ponownie.
Nim się zorientowałaś staliście przy wejściu do kasyna.
- Kupię od Ciebie kilka działek pod jednym warunkiem - spojrzał na Ciebie figlarnie - A mianowicie... Dasz sobie postawić drinka! - krzyknął radośnie, a mężczyźni na nowo wybuchli, krzycząc i gwiżdżąc na przemian.
Wykidajło na razie nie zauważyło Cię, jednak nie wiadomo ilu ochroniarzy jest w środku. A zresztą, co Ci szkodzi? Możesz zarobić na tych chłopakach, a Bóg jeden wie, że niczego bardziej teraz nie potrzebujesz jak kapsli. I dobrego drinka. A jeśli dyskretnie sprzedaż towar, Boringowie nawet się nie zorientują...

Spoiler:



KOLEJNOŚĆ

Kaze pisze przed Mirandą.
Następnie Robert, potem Artem (możecie napisać do 3 postów, które przeznaczycie na rozmowę. Oczywiście czekając na odpowiedź rozmówcy i w maksymalnie trzecim poście musi paść jakaś decyzja).
Każda para może napisać kiedy chce, najważniejsze by miedzy Wami była kolejność.

Reszty kolejność nie obowiązuje :)

_________________
Firvain (Szkło w oku)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Upadły Świat - SESJA
PostNapisane: 09 paź 2012, 10:48 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 19 kwi 2012, 21:34
Posty: 6386
Gra w: W3/Gwint
Reina Martinez

Wejść do środka? Trochę ryzykownie, ale właściwie czemu nie? Jeśli się uda nagrodą będzie sporo kapsli i niezła zabawa, a jeśli nie... cóż, na pewno uda się zwiać, zawsze się udaje.
-Tylko jednego?-uśmiechnęła się zachęcająco. Żołnierz był stanowczo w jej typie, przystojny i najwyraźniej lubiący dobrą zabawę. Objął ją ramieniem, z czego chętnie skorzystała, mając nadzieję, że w ten sposób ukryje się przed wzrokiem ochroniarzy.
-Jak ci się podoba w Miami?-spytała, jednocześnie zdejmując mężczyźnie z głowy hełm i zakładając go sobie. Miała nadzieję, że w ten sposób ukryje swoją dość charakterystyczną fryzurę. Czuła przyjemny dreszcz ekscytacji, ryzyko zawsze tak na nią działało. Zbliżali się do wejścia.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Napisz wątekOdpowiedz Strona 1 z 66   [ Posty: 658 ]
Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 66  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  


Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Style by Daniel St. Jules