Wczytywanie
Teraz jest 24 cze 2021, 07:17


Napisz wątekOdpowiedz Strona 1 z 1   [ Posty: 8 ]
Autor Wiadomość
 Tytuł: Tajniki języka polskiego ;)
PostNapisane: 28 sty 2013, 18:26 
Niedzielny gracz
Niedzielny gracz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 25 gru 2012, 17:50
Posty: 59
Gra w: Mass effect 3 Tf2 M&B Warband
UWAGA TO JEST KOLEJNY TEMAT NIE WNOSZĄCY NIC DO DZIAŁU



Od dawna zastanawiam się jak to się piszę . Zawsze nauczycielka uczyła nas że pisze się "aha", ale wygooglowałem i okazuje się, że można też napisać "acha".Więc jak to się pisze do cholery %) ?Nie chce żeby mnie jakiś urzędas albo przyszły szef przyłapał na nieznajomości wiadomości z podstawówki. :P

Załącznik:
aha.jpg


Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Aha czy Acha?
PostNapisane: 28 sty 2013, 23:47 
Nałogowiec
Nałogowiec

Dołączył(a): 22 mar 2012, 03:11
Posty: 3074
Słownik? http://sjp.pwn.pl/ dwa odrębne znaczenia.

ps. nie ma słownictwa idealnego. 'Urzędas', czy ktokolwiek inny, czepiający się takiej drobnostki, pokaże jedynie swoje ograniczenie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Aha czy Acha?
PostNapisane: 29 sty 2013, 10:50 
Wiedźma z Głuszy
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 12 maja 2010, 12:04
Posty: 4289
Lokalizacja: Korcari
Gra w: Wiedźmin, DA, Skyrim
Piszemy: "ach" i "och" - w celu wyrażenia stanów emocjonalnych, uniesień, podziwu, zachwytu itp., ale "aha" - jako wyrażenie zrozumienia, potwierdzenia lub zgody na propozycję

PS.
Ifrexalis napisał(a):
nie ma słownictwa idealnego. 'Urzędas', czy ktokolwiek inny, czepiający się takiej drobnostki, pokaże jedynie swoje ograniczenie.

I tu się z kolegą nie zgodzę. Ograniczoną może być jedynie ta osoba, która ukończywszy szkołę podstawową i chociażby średnią, nie była w stanie przyswoić sobie podstawowych zasad własnego, narodowego języka. Oczywiście, każdy ma prawo popełnić błąd, ale nie można sobie pozwolić na kompletne ignoranctwo w stosunku do zasad gramatyki, ortografii i stylistyki, gdy bierzemy pod uwagę zawód, w którym informacje te pozwolą nam sprawnie funkcjonować.
Jeżeli pracujesz jako np. monter w jakiejś firmie budowalanej, to owszem, nikt nie będzie wymagal od Ciebie słownictwa na poziomie prof. Miodka, ale jeśli podejmiesz się wykonywania zawodu, w którym - między innymi - kontaktujesz się z klientami firmy, lub w sposób znaczący reprezentujesz swojego pracodawcę, błędy językowe są niedopuszczalne. "Drobnostka" w takim przypadku może narazić np. Twojego szefa i całą firmę na ośmieszenie w oczach konkurencji i klientów, co może skończyć się nawet zerwaniem ważnych kontraktów i/lub Twoim pożegnaniem się z pracą w trybie natychmiastowym. Albowiem, wierzcie mi, są jeszcze na tym świecie pracodawcy, którzy w stosunku do podwładnych zwracają uwagę nie tylko na ich znajomość języków obcych, ale i na umiejętność poprawnego posługiwania się przez nich językiem ojczystym. Niejeden kandydat nie przeszedł pomyślnie rozmowy kwalifikacyjnej, ze względu na językowe "babole" typu: "chciałbym pomóż", "zwracam się z uprzejmą prośbą" itp. Warto zatem - jak to uczynił kolega szlipinski - zapytać innych lub sprawdzić w słowniku poprawną pisownię i znaczenie danego wyrazu lub zwrotu, zanim wesoło puścimy w wielki świat językowego bąka.
Długo mówiłam, dziękuję.

_________________
"Ignorancja może być skorygowana przy pomocy książki. Głupota wymaga strzelby i szpadla."

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tajniki języka polskiego ;)
PostNapisane: 29 sty 2013, 15:32 
Nałogowiec
Nałogowiec

Dołączył(a): 22 mar 2012, 03:11
Posty: 3074
To jest jeden koniec sznurka.
Na drugim siedzą osoby, którym nie straszni "szefowie", bo ich nie mają. Nie muszą obawiać się każdego dźwięku wydawanego, przez niedoskonałe struny głosowe, czy poślizgu palca na maszynopisie.
Mowa piękna wymarła, na tych pożółkłych pismach w gablotach - cmentarz słów, zdobionych liter.

Liczą się głównie czyny. To subiektywizm, ale dla mnie prawdziwy. Jeśli widzę, że sens wypowiedzi jest zachowany, że logika zdań ma miejsce i, że zamiast "ś" jest "s", to nie rozbijam szklanek i nie wyrywam rączek od fotela. To się zdarza i będzie zdarzać. Obojętnie w jakim stopniu biurokracja będzie się przejawiać.

W słowniku siedzę kilka razy dziennie - nie z obłędu, ale przez zaciekawienie. Zarówno polskim jak i angielskim. I choćbym siedział w nim przez następne sto lat, a sam zdobył dziesięć dyplomów i wygrał dwieście dyktand międzynarodowych, to mój język nie będzie idealny.
Ideałów nie ma. Gdyby były, to te wszystkie nienagannie wykonane pisma, miałyby odbicie w otoczeniu. A świat tonie w błocie.

Wiem też, że podałaś stan realny, a nie wymysł. Nagonka za czymś, czego żaden z graczy, nie jest w stanie osiągnąć. Filtry programów też popełniają gafy. A polowanie na potknięcia trwa w najlepsze. Nie dla kultury, nie dla rozwoju, jedynie dla imidżu i pieniędzy.

Jak widzisz, rozbiłem tok myślenia na atomy. Dzięki temu, ominąłem prawdziwą odpowiedź na Twój post, która po prostu brzmi "i tak i nie". To wynika z przyczyny takiej, że posługujemy się innymi odniesieniami. Wiesz jak działa machina administracji, ja wiem jak "filozofować".


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tajniki języka polskiego ;)
PostNapisane: 29 sty 2013, 17:19 
Wiedźma z Głuszy
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 12 maja 2010, 12:04
Posty: 4289
Lokalizacja: Korcari
Gra w: Wiedźmin, DA, Skyrim
Widzisz, sęk w tym, że o ile w rozmowach forumowych, koleżeńskich, czyli tzw. nieoficjalnych, nie wstrząsają mną przypadki literówek, czy drobnych błędów ortograficznych, nie razi slang, żargon czy gwara, tak w przypadku rozmów czy pism oficjalnych (np. zawodowych na wyższym szczeblu), słowa lub zwroty użyte niezgodnie z zasadami danego języka są po prostu żenujące i na dłuższą metę irytujące. Najczęściej błędy te świadczą bowiem o braku kultury osobistej (niedbalstwo) wobec odbiorcy komunikatu lub zwykłym nieuctwie nadawcy. Oczywiście nie strzelam do osób, które składają u mnie podania, rozpoczynające się od słów: „zwracam się z uprzejmą prośbą”, ale o ile mój klient może sobie na coś takiego pozwolić, tak z mojej strony podstawowe braki w wykształceniu niezbyt dobrze świadczyłyby i o mnie i o firmie, która mnie zatrudnia. I nie chciałabym nigdy być porównywana do osoby, o której pozwolę sobie przytoczyć krótką historyjkę.
Miałam kiedyś szefa, który nagminnie gwałcił język polski, wygłaszając hasła typu: „Trzeba zapytać klienta, czy można panu pomóż, albo co” … Za pierwszym razem myślałam, że się przesłyszałam. Za drugim razem zmarszczyłam brwi i żeby nie było, że oficjalnie szefa śmiem poprawiać, odpowiedziałam: „Czyli mamy zadawać klientom pytania typu: w czym mogę panu pomóc?” – szef przytaknął zadowolony. Naiwna, łudziłam się, że zrozumiał aluzję, ale gdzie tam… Po roku wspólnej pracy, za każdym razem, gdy słyszałam to jego „coś ci pomóż?”, miałam ochotę rzucić mu się do gardła, wydrapać oczy i krzyknąć: „”Pomóc”!!! Niedouczony b*cu!!! „Pomóc”!!!”. Wszyscy pracownicy śmiali się za jego plecami, jednocześnie wstydząc się za niego, gdy przy nich startował z ofertą do klientów. Przykład pogwałcenia naszego języka, podany przeze mnie wyżej, jest jednym z wielu w przypadku owego szefa. Ten pan nie jest już dyrektorem. Lawirował przez 3-4 lata, pragnąc awansów – szkoda, że nie przyłożył się w szkole do nauki poprawnego wysławiania się w języku polskim, bo w karierze nie pomogły mu żadne dyplomy i drogi garnitur – nikt z prezesów w różnych firmach nie potraktował go poważnie, bo najzwyczajniej wstyd było wysłać go gdziekolwiek w celu prowadzenia negocjacji, czy choćby oficjalnego spotkania.
W swoim przydługim wywodzie zmierzam do stwierdzenia, kochaaany Ifrexalisku ;), że w pewnych sferach (a wcale nie jest ich mało i nie dotyczą one tylko kręgu administracji) nie ma miejsca na „inne odniesienia”, „filozofowanie” itp. (tym bardziej, że słowo „filozofia” – jak zapewne wiesz - oznacza „umiłowanie mądrości”, a w pozwalaniu na jawne gwałcenie języka ojczystego niedbalstwem, lenistwem, czy nieuctwem, nie dostrzegam nic mądrego) – język polski rządzi się jasno określonymi zasadami i każdy, kto skończył szkołę podstawową powinien je znać, a jeśli ktoś boryka się z niepewnością co do pisowni jakiegoś wyrazu lub poprawności zwrotu (ja też nie jestem prof. Miodkiem i również miewam czasem wątpliwości), niechaj sięgnie do słownika, zapyta znajomych na forum, rodzinę itd., aby tę pewność uzyskać i nie być później tępym bu*em w drogim garniaku, z którego śmieją się jego podwładni i koledzy.
Bardzo się cieszę, że szlipinski założył taki wątek – szanuję ludzi, którzy poszukują poprawnych rozwiązań, nie zadowalając się bylejakością, która zdominowała dzisiejszy świat. Zapraszam do dyskusji na temat meandrów naszego języka i zachęcam do zadawania pytań- być może kiedyś ktoś z Was rozwieje moje wątpliwości językowe, które mogą się przecież pojawić (demencja, te sprawy… :D)

Pozdrawiam

_________________
"Ignorancja może być skorygowana przy pomocy książki. Głupota wymaga strzelby i szpadla."

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tajniki języka polskiego ;)
PostNapisane: 29 sty 2013, 19:12 
Nałogowiec
Nałogowiec

Dołączył(a): 22 mar 2012, 03:11
Posty: 3074
Oczekiwania, ale świat tak szybko się nie zmieni. To głównie od młodszej generacji zależy, w jakim kierunku 'to wszystko' się potoczy. I jak widać czasem po forach.. no, nie wygląda to za dobrze.
Są wyniki badań, ankiet - no są dowody - że wyciąga się mowę nieformalną z takich "internetów" i wkłada do koperty zaadresowanej, do np. kochaaaanego waberka.
Tak, masz rację, co do "byków" jako wyrazie braku szacunku dla rozmówcy, aczkolwiek warto się przy tym zatrzymać i zastanowić nad rzeczą następującą. Czy wyrazem braku szacunku będzie brak dwóch przecinków, bądź zamiana jednej litery? Przecież ten rozmówca nie jest robotem namco, zaprogramowanym na to i tamto i nic ponad.
Miałaś ochotę (w wyobraźni) na agresję, wobec tego człowieka, na aluzje, a czy znalazło się tam miejsce na zwykłą, pozbawioną emocji uwagę? Szuka się półśrodków, ze strachu przed utratą posady, a tymczasem rzeczy proste, są rzeczami najtrudniejszymi.
A co jeśli rozmawiasz - formalnie - na przykład z Babcią, czy Dziadkiem, a oni seplenią, plują się, mylą słowa, wykorzystują zwroty, których się nie zna.. ?
Widziałem przypadki, kiedy Ci starsi byli brani za .. obywateli gorszej kategorii, tylko dlatego, że należą do starego świata. Wielce wykształcona pani za okienkiem, odjechała krzesłem dwa metry, odwróciła głowę i mówiła do sterty papierzysk, tak, że do petentów dochodziły urywane szmery. Przy innych, już czaiła się przy dziurkach, cedząc każde słowo.
Ja rozumiem, kiedy masz do czynienia z osobą dojrzałą prawnie, która kpi sobie w żywe oczy.. ale nie zawsze tak jest. Nie każdy rozmówca ma w planie urazić Twoją dumę.

A pomiędzy tym wszystkim, jest sobie wspomniana bylejakość.
Widziałaś kiedyś korespondencję firm działających w sieci? na pewno. Powoli normą staje się brak zastosowania rodzimych znaków diakrytycznych. Czy rozmawiasz z osobą z wyższym wykształceniem, czy nie, ta sama "lipa" w e-mailach. Czemu? bo podobno technologia im nie pozwala. Co jest wierutną bzdurą, w większości przypadków.

Są zatem przypadki formalne i nieformalne, kiedy do błędów dochodzi. I nie zawsze jest to wynik braku kultury.
waberek kochaaaaany próbuje mi tu jakiś wykład zrobić i podbija stawkę w shoutboxie, bo stwierdziłem, że mowy idealnej nie ma. Powiem więcej, nie będzie.
Trzeba by znowu zacząć produkcję Cyklonu B (a Bayer przecież dalej istnieje..) i przefiltrować ludzkość, pod kątem nastawienia. Zrobić społeczność klonów - wtedy może byłoby blisko do ideału, ale nadal nie dość.
waberek kochaaaaany wejdzie między ławki, to będzie mieć szanse, na wbicie reguł pisowni do młodych głów. Na wyniki będę czekać z utęsknieniem :p3:.

ps. Filozofia to jedno, a "filozofować", to co innego. To drugie, zawsze miało negatywne zabarwienie. Ja nie mam tytułu i dyplomu z tej dziedziny, nie mogę nazwać się filozofem. Ja mogę jedynie "filozofować".


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tajniki języka polskiego ;)
PostNapisane: 29 sty 2013, 21:50 
Wiedźma z Głuszy
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 12 maja 2010, 12:04
Posty: 4289
Lokalizacja: Korcari
Gra w: Wiedźmin, DA, Skyrim
Zaiste, bracie – filozofowanie masz we krwi;)
Rozbijasz, kochaaany Ifrexalisku, tzw. g*wno na piankę, czyli - jak to kulturalnie ująłeś w swej poprzedniej wypowiedzi - „tok myślenia na atomy”, co niepotrzebnie komplikuje dość proste sprawy.
Nie rozumiem, dlaczego wspominasz o takiej cesze jak duma? To, że drażni mnie niechlujstwo, nie oznacza, że jestem osobą dumną czy wyniosłą. Nie wymagam od innych więcej, niż od siebie samej. Tu nie chodzi o urażenie czyjejś dumy, tylko o podstawową znajomość własnego języka, co nie jest jakimś wyczynem na miarę Księgi rekordów Guinnessa. Jeśli ktoś nie jest osobą dotkniętą nieszczęściem w postaci różnego rodzaju upośledzeń umysłowych i jednocześnie znajduje się na dużo wyższym poziomie intelektualnym niż niemowlę przy piersi, to mam prawo zakładać, że jest on w stanie porozumiewać się płynnie i poprawnie w swoim ojczystym języku. Jeśli tak się nie dzieje, to znaczy, że gdzieś, na poprzednich etapach kształtowania się owej jednostki nastąpił błąd lub szereg błędów wychowawczych. Nie znaczy to jednak, że np. nabytych błędów językowych czy braku wiedzy w tej dziedzinie nie da się zmienić i nadrobić. Trzeba jednak chcieć, a jeśli ktoś wyrzuca z siebie niechlujny bełkot, bo tak mu wygodnie, to niestety, ale na mój szacunek i zrozumienie może nie liczyć i zapewniam Cię, że nie ma to nic wspólnego z dumą. Oczywiście moja postawa nie ma zastosowania w przypadku osób starszych, o których wspomniałeś. Nie dziwi mnie używanie przez staruszków pewnych anachronizmów językowych, naturalne są u nich również problemy z wymową, dykcją itp. Przecież to oczywiste, że z wiekiem zmniejsza się nie tylko nasza sprawność fizyczna, ale i intelektualna, co szalenie wpływa na sposób i jakość komunikacji interpersonalnej - nie oczekuję zatem cudów lingwistycznych od przykładowego dziadka, choć pamiętam, że moja babcia w wieku lat 80-ciu z pamięci, piękną staropolszczyzną, recytowała mi wiersze Adama Mickiewicza czy Ignacego Krasickiego, ale jest to już kwestia indywidualnych predyspozycji zdrowotnych i intelektualnych jednostki, więc zagłębiać się w ten temat nie będę. Należy również pamiętać, że pokolenia owych dziadków i babć żyły często w biedzie, później nadszedł czas wojny, po której nastała jeszcze większa bieda. Nie było dostępu do mediów, książek, wiele osób nie skończyło wówczas żadnej szkoły. To były zupełnie inne czasy i nie sposób porównywać ich z dzisiejszymi, gdy ludzie młodzi mają nieograniczone wręcz możliwości samokształcenia i wszechstronnego rozwoju. Trzeba tylko chcieć.
To, że każdy język ewoluuje, nie jest żadną tajemnicą. 25 lat temu do pracy w mediach nie zostałby przyjęty osobnik, który ośmieliłby się odmienić słowo „radio”, które podobnie jak wyraz „kakao” stanowiło jeden z niewielu betonowych klocków w języku polskim. Ponieważ jednak coraz więcej osób w naszym kraju zaczęło odmieniać tego rodzaju słowa, z czasem ich nowe formy zostały uznane oficjalnie za poprawne. Nikogo dzisiaj nie dziwi wypowiedź redaktora, który w tv mówi: „Słyszałem w radiu (…)”. Zmiany są nieuniknione (przypomina mi się wykład Zoltana, na temat postępu ;)), jednakże absolutnie nie mogę się zgodzić z tezą, że to głównie od młodych pokoleń zależy, jakie te zmiany będą. Należałoby w owej dyskusji wziąć pod uwagę pewne założenia, potwierdzone zresztą badaniami i doświadczeniami z dziedziny psychologii i pedagogiki, a mówiące, że pierwszymi autorytetami w życiu dziecka są rodzice. To od nich w pierwszej kolejności dziecko uczy się i przejmuje pewne nawyki, następnie jego wiedza i zdobyte w rodzinie doświadczenia są weryfikowane i modyfikowane przez środowisko szkolne i grupy rówieśnicze. To długa i trudna droga, ale wszystko ma swoje korzenie w domu rodzinnym i najbliższym otoczeniu dziecka. Zatem to rodzice, nauczyciele, wykładowcy oraz środowisko, w jakim dziecko dorasta, mają podstawowy wpływ na ukształtowanie młodej jednostki. To od starszych pokoleń zależy, jaką i – co ważniejsze – jakiej jakości wiedzę przekażą oni swoim potomkom. To Ty, jako starszy brat, ojciec, nauczyciel, dziadek, masz wpływ na rozwój i wiedzę, jaką posiądą młodsze pokolenia. Możesz z tym potencjałem, który posiadasz, zrobić co chcesz – przekazać go dalej, zrobić coś dla innych, albo jak większość – machnąć ręką i na starość rzucać frazesami w stylu: „Ta dzisiejsza młodzież!”.
Na koniec dwie kwestie:
- dlaczego nie powiedziałam dawnemu szefowi, wprost, że nie potrafi poprawnie wysławiać się w języku polskim i powinien coś z tym zrobić? Cóż, takie pytanie może paść jedynie z ust osoby, która nigdy nie funkcjonowała w dużej grupie zawodowej, nie wie jak wyglądają stosunki i zasady współpracy w takim środowisku, jak duże znaczenie dla niektórych ma właściwa hierarchia poszczególnych stanowisk i że utrata stanowiska w takim przypadku może być jedną z tych mniej przykrych rzeczy, które mogą spotkać zbyt szczerego podwładnego. Poza tym istnieją jeszcze klasyczne zasady Savoir-vivre. Jeśli, dajmy na to, widzisz, że stojącej obok Ciebie, powszechnie szanowanej osobie, biorącej udział w spotkaniu towarzyskim wymknął się z nosa gil (za przeproszeniem), to nie mówisz: „Hej, gościu, weź se ryja wytrzyj, bo ci kisiel dynda”, tylko starasz się podać mu dyskretnie chusteczkę – na 90% przypadków ofiara zakuma bazę. Tak też zrobiłam z moim szefem – podałam mu „chusteczkę” w formie aluzji, ale widać on wolał latać po mieście z wiszącym gilem. Wybacz, ale nie odczuwałam potrzeby wycierania mu tego przysłowiowego nosa.
- druga sprawa – w ważnym liście, skierowanym do mnie, brak dwóch przecinków i zamiany liter będą zdecydowanie okazaniem zwykłego niechlujstwa ze strony nadawcy. Czy niechlujność osoby, która zwraca się do mnie z jakąś prośbą mam traktować, jako wyraz szacunku? No błagam… O ile w mowie dopuszczalne są drobne przejęzyczenia, jeśli widzisz, że rozmówca stara się je skorygować, tak w słowie pisanym i oficjalnym, taki uszczerbek językowy nie ma żadnego uzasadnienia – pismo przed wysłaniem możesz przeczytać pięć razy, następnie przepuścić przez milion programów sprawdzających i dopiero je wysłać. Jeśli ktoś nie jest w stanie wysilić się, żeby chociaż raz sprawdzić to, co napisał, to znaczy, że ma głęboko w… to, co ja będę odczuwać czytając jego wypociny. Oczywiście zasadę taką stosuję w stosunku do osób, które mają wszelkie predyspozycje, żeby napisać do mnie w sposób prawidłowy, ale ewidentnie olewają temat.
No dobra, nie zamierzam "tymi ręcami" zmieniać świata, choć znam kilku „wariatów”, na których wsparcie mogłabym liczyć ;) Chciałabym jedynie, żeby kiedyś, gdy będę już starą babuleńką, przetrwała choć część naszego języka ojczystego, a słowa „Jeszcze Polska nie zginęła ” miały jeszcze jakiś sens…

_________________
"Ignorancja może być skorygowana przy pomocy książki. Głupota wymaga strzelby i szpadla."

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tajniki języka polskiego ;)
PostNapisane: 29 sty 2013, 22:04 
Nałogowiec
Nałogowiec

Dołączył(a): 22 mar 2012, 03:11
Posty: 3074
Obrazek


Ciężki kawałek i zarazem bardzo lekki. Nie sposób zaprzeczyć logice i nie popełnię błędu, próbując. Przemyślę to, bo moim zdaniem warto. Dzięki za zwrócenie uwagi na te.. proste i zarazem fundamentalne kwestie. Widać, że w moim przypadku, to co proste, jest najbardziej niewidoczne.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Napisz wątekOdpowiedz Strona 1 z 1   [ Posty: 8 ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 19 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  


Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Style by Daniel St. Jules