Wczytywanie
Teraz jest 22 kwi 2021, 01:35


Napisz wątekOdpowiedz Strona 1 z 1   [ Posty: 7 ]
Autor Wiadomość
 Tytuł: Ostatni Deszcz - KP
PostNapisane: 16 sie 2014, 11:56 
Free Company of Alinor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 31 sie 2010, 18:24
Posty: 5327
Lokalizacja: Sosnowiec
Gra w: śmierć
Tutaj Biszkopciu, w całej swojej biszkoptowości będzie wrzucał wasze KPeki. Jeśli ktokolwiek napisze tu jakikolwiek post, zostanie rzucony na pożarcie Oszołomostrachowi.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ostatni Deszcz - KP
PostNapisane: 16 sie 2014, 12:01 
Free Company of Alinor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 31 sie 2010, 18:24
Posty: 5327
Lokalizacja: Sosnowiec
Gra w: śmierć
Senetus Kaihem
Wiek: 39,
Pochodzenie: Asshai,
Profesja: Szermierz

Statystki:
Siła: 3
Zręczność: 10
Wytrzymałość: 4
Inteligencja: 4
Charyzma: 3
Roztropność: 4
Szczęście: 5

Umiejętności:
Bojowe:
- Walka wręcz,
- Walka bronią jednoręczną,
- Walka dwiema broniami
- Miecze
- Broń krótka,
- Broń miotana,

Złodziejskie:
- Ukrywanie się,
- Podsłuchiwanie,
- Otwieranie zamków,

Socjalne:
- Blef,
- Wyczucie kłamstw,

Ogólne:
- Percepcja,
- Trucizny,
- Tropienie,
- Jazda konna,
- Sztuczki,
- Czytanie i pisanie (w języku Asshai i po valyriańsku),

Perki:
- Nadludzkie uniki,
- Ostatni na placu boju,
- Finezja,

Towarzysz: Tresowana papuga, wygrana przypadkowo w zakładzie jakiś rok temu. Papuga wygląda niezbyt imponująco – wielkości raczej wyrośniętej sroki, szarawa i wiecznie nastroszona, łypiąc nieco przekrwionymi ślepiami w sposób nawet wrogi i paskudny od swojego właściciela. Jej najważniejszą cechą jest jednak umiejętność płynnego klęcia w dialektach większości Wolnych Miast, czym wraz z skrzeknięciami lubi o sobie przypominać. Senetus zazwyczaj trzyma ptaszydło w klatce, ale okazjonalnie pozwala mu siadywać sobie na ramieniu i obrażać przechodniów w zastępstwie właściciela. Mimo, że regularnie zapowiada że przerobi ptaka na pieczeń, to jednak przytargał klatkę z nim aż do Westeros. Papuga z pewnością miała imię, ale właściciel go zapomniał – nazywa ją zastępczo „pyskatym worem piór”, na które to miano ptak zaczął reagować.

Ekwipunek:
- Miecz Felenora – długie, ale cienkie ostrze mogące służyć do zadawania cięć i pchnięć. Jest delikatniejszy od westeroskich mieczy, ale nie służy do rąbania zbroi, a do zadawania precyzyjnych ciosów. Wyposażony jest w osłonę dłoni. Miecz jest wykonany z znakomitej stali i choć widać że jest stary, to pozostaje znakomicie utrzymany i ostry jak brzytwa.
- Sztylet – kupiony w Lys, kawał porządnego noża, trzymany tak aby łatwo go było chwycić lewą ręką,
- Sztylety do rzucania – ukryte pod płaszczem w liczbie trzech, dobrze wyważone,
- Garota – trzymana za pasem, jest niewidoczna aż do momentu wyciągnięcia,
- Bolas – kawałek linki z ołowianymi ciężarkami, zawieszony u boku Senetusa. Używa go rzadko, ale czasem cel bezczelnie ucieka,
- Ubranie (jak w wyglądzie)
- Nóż w bucie (na czarną godzinę)
- Tobołek z bagażem – śpiworem, niewielkim kociołkiem i kilkoma suchymi racjami,
- Bukłak z dornijskim winem (Senetus twierdzi że wszystkie pozostałe westeroskie trunki to podłe sikacze),
- Mieszek z kilkoma złotymi smokami i drobnymi monetami z wszystkich wolnych miast, wśród których wciąż pałętają się pojedyncze miedziaki z Zatoki Niewolniczej, a nawet Asshai,

Historia:
Historia Senetusa zaczyna się mało epicko – w rynsztokach Asshai. Rodziny nie pamięta – mgliście przypomina sobie, że matka zmarła na jakąś chorobę gdy był jeszcze bardzo młody. Został jednym z licznych sierot, zajmujących się rzezaniem mieszków, żebraniem i drobnymi kradzieżami. Był w tym całkiem niezły i kiedy okradł Mistrza Felenora, ten początkowo nie zorientował się, że jego sakiewka zniknęła, a dzieciak był już kilkanaście metrów dalej. Niemłody już człowiek rzucił się w pościg za złodziejaszkiem. Trwał on przez pół miasta, a w końcu przeniósł się na dachy. W końcu jednak Senetus poślizgnął się i spadł podczas próby przeskoczenia między budynkami. Przeżył, głównie dzięki temu że zaskoczony Felenor postanowił zobaczyć czy „z chłopaka coś będzie”. Felenor był bowiem zabójcą – i to nie byle jakim. Grupa nazywająca siebie „Zakonem Cieni” zabijała na polecenie czarnoksiężników i możnych ludzi z Asshai. Przypisywali sobie długą i starożytną historię, choć Seneteus pytany o nich nazywa ich raczej „grupą sprawnych morderców, ale niczym więcej”. Sam Felenor był jednym z mistrzów zakonu, a także (ponoć) byłym uczniem czarnoksiężników z Asshai (Senetor nie potwierdza ani nie zaprzecza). Młody złodziejaszek miał zostać nowym adeptem. Trening trwał długie lata i był brutalny – miał na celu złamanie ducha i ciała młodego adepta i „wykucia go na nowo”. Można powiedzieć że elementy treningu czysto praktycznego udały się w pełni, jednak Senetus całą organizację uznawał za bandę błaznów, a swojego mistrz jednocześnie nienawidził i szanował (jako osobę która podniosła Senetusa z rynsztoka). Gdy ukończył lat dwadzieścia przyszła pora na ostatnią próbę – młody zabójca miał po raz pierwszy samodzielnie zabić cel. Jeden z czarnoksiężników Asshai miał zginąć na zlecenie swojego wroga. Senetus zadanie wykonał i jak cynicznie mówił, „sztuczki i mydlenie oczu nie pomogły staremu oszustowi”. Umierający człowiek wypowiedział jednak słowa, które miały wpłynąć na dalsze działania zabójcy: „Wydaje ci się że jesteś kimś? Jesteś tylko marionetką, ostrzem w dłoniach kogoś innego”. Gdy powrócił i został powitany w szeregach zakonu, niespodziewanie… wyzwał swojego mistrza na pojedynek. Stary szermierz był tym zaskoczony i postanowił „dać młodemu nauczkę”. Walka trwała długo, a młodość ścierała się z doświadczeniem. W końcu jednak Senetus był o ułamek sekundy szybszy i jego mistrz padł z przebitym gardłem. Na oczach zszokowanych towarzyszy, Senetus zabrał miecz swojego mentora i po prostu wyszedł („przywłaszczył” sobie też nazwisko mistrza). Nikt nie próbował go powstrzymać. Młodzieniec wolał jednak nie kusić losu i jeszcze tego samego dnia wsiadł na statek płynący do Qarthu. Pozostał tam prawie pięć lat, zajmując się tym co umiał – odbieraniem życia. Choć zaczął od zabijania przypadkowych przechodniów nocami, to bogacze Qarthu szybko usłyszeli o mordercy wymykającym się straży i drwiącym z prób jego schwytania. Gdy wstąpił na służbę kolejnych bogaczy, mógł zacząć w pełni korzystać z życia – kobiety, alkohol i wszystkie inne przyjemności Qarthu były dla niego dostępne w ilościach nieograniczonych. W końcu jednak podwinęła mu się noga. Miał zabić jednego z członków Trzynastu - nie wiedział jednak, że został wystawiony przez swojego pracodawcę. Schwytany i osadzony w lochu, przez kilka miesięcy czekał na ciągle nienadchodzącą egzekucję. Nie wiedział, że jego niedoszły cel poruszył niebo i ziemię aby zapobiec egzekucji Senetusa. Pojawił się w więzieniu i zaproponował możliwość zemsty na tym, kto go oszukał. Zabójca zgodził się i miał tylko jeden warunek – chciał swój miecz, który odebrano mu przy aresztowaniu. Choć prośba była niecodzienna, to „artyści”, mają przecież prawo do fanaberii. Gdy wiarołomny pracodawca zginął, Senetus postanowił odejść. Domyślał się, że wróci do celi (zbyt wiele wiedział i zbyt wiele osób go nienawidziło). Ucieczka morzem nie wchodziła w grę – na pewno w porcie czekały straże. Ukradł konia i przekupił straże przy bramie. Podróż przez Ogród Kości była straszliwa i z trudem ją przeżył – nie wiedział na co się porywa. Gdy dotarł do stepów, był ledwo żywy, a jego koń padł już dużo wcześniej. Z żelaznym uporem parł jednak naprzód, natykając się w końcu na władców równin – jeden z małych, dothrackich khalasarów. Trudno było trafić gorzej – Senetus został otoczony przez jeźdźców, którzy pokrzykując do siebie rozbawieni najwyraźniej kłócili się kto zabije przypadkowego wędrowca. Gdy doszli do porozumienia, zwycięzca kłótni ruszył „dobić” (jak on zapewne myślał) Senetusa. Był wyjątkowo zaskoczony, gdy uniknął on ciosu arakha, a podstępnie zraniony koń wyrzucił wojownika w powietrze. Dothrak nie pożył długo (trudno by było to zrobić z poderżniętym gardłem). Jego towarzysze postanowili pomścić taką zniewagę. Wszyscy trzej na raz. Senetus po latach stwierdził że „bardziej sobie wzajemnie przeszkadzali”. Rychło cała trójka leżała na ziemi martwa, lub właśnie dogorywająca. Śmiertelnie wyczerpany, ranny ale wciąż żywy zabójca nadal stał pośród trupów, gdy nadciągnęła reszta khalasaru. Senetus w myślach poświęcał dusze dowolnemu bóstwu, które byłoby skłonne ją przyjąć, czekając na niewątpliwą śmierć. Ona jednak nie nadeszła. Khal był pod wielkim wrażeniem człowieka, który mimo wyglądania na żywy szkielet zabił czterech jego ludzi i nadal stał o własnych siłach. Skończyło się na tym, że Asshaiczyk zarobił w głowę i stracił przytomność. Obudził się już przytroczony do konia, pośrodku khalasaru. Tak oto zaczęła się jego długa „kariera” jako kogoś pomiędzy ulubionym sługą, gwardzistą i więźniem khala. Okres ten wspomina jako wyjątkowo nieprzyjemny. Dothrakowie mieli cuchnąć końskimi szczynami, ich kumys w smaku przypominał wspomniane szczyny, a kobiety były szpetne jak konie (co nasuwało skojarzenia skąd mógł pochodzić kumys). Sytuacja była o tyle nieprzyjemna, że cała masa Dothraków uważała, że powinien skończyć z arakhem w plecach (i nie chodziło tylko o tych, których towarzyszy zabił przy pierwszym spotkaniu). Sześć długich lat podróżował z khalasarem starając się trzymać blisko khala, okazjonalnie zabijając jego wrogów i pilnując jego pleców podczas bitwy. Okazji do ucieczki cały czas nie było, a co gorsza khal na tyle przyzwyczaił się do swojego nowego ochroniarza, że nie zamierzał pozwolić mu odejść (i co gorsza kazał się szkolić). W końcu jednak szczęście „uśmiechnęło się” do Senetusa – po zdobyciu miasta, khal spił się tak bardzo, że spadł z konia i skręcił sobie kark. Od razu nad jego trupem zaczęli wadzić się jego kos, dzieląc khalasar, a w końcu rozwiązując spór bronią. Senetus nie czekał na jego rozwiązanie – zabrał konia i uciekał na zachód tak szybko jak mógł. Kiedy dotarł do Qohoru, mógł w końcu odetchnąć z ulgą. Od tego czasu za wszelką cenę unikał podróżowania konno, twierdząc że przypomina mu to czas spędzony z Dothrakami (choć jak musi, to jeździ). Znowu był jednak bez grosza przy duszy. Mając w pamięci, jakim skutkiem skończyła się „praca” jako zabójca w Qarthie, postanowił zaciągnąć się do kompanii najemniczej. W ten sposób nadal zarabiał na życie mieczem, ale nie ryzykował aż tyle. Traf chciał że związał się z Drugimi Synami. Gdy jednak kompania pod dowództwem Mero zyskała reputację tak złą, że nikt w Wolnych Miastach nie chciał ich zatrudnić, chcąc nie chcąc ruszył wraz z nimi w okolice Zatoki Niewolniczej. Nie zabawił tu długo – ledwie kilka miesięcy, co jednak wystarczyło mu, aby zapałał głęboką niechęcią do Ghiscarczyków. Swoich towarzyszy z kompanii i dowódcy szczerze nie cierpiał już długo wcześniej. Opuścił kompanię (a odprawa była żałośnie mała) i wrócił do Wolnych Miast. Czuł że się starzeje i nadeszła pora, aby powoli myśleć o ustatkowaniu się. Ostatecznie nie był już młodzieniaszkiem i coraz częściej łapał się na myślach, że w sumie nic nie dokonał i nic nie zyskał – nadal jedyne co miał to mieszek z kilkoma nędznymi monetami, ubranie na plecach i stary miecz swojego mistrza. Cały czas jednak z powodu własnych działań, albo pecha tracił co zyskał. W Volantis został dowódcą straży jednego z triarchów, ale po śmierci patrona musiał opuścić miasto (był „zbyt” skuteczny jako człowiek do specjalnych zadań). W Lys w pojedynku wygrał burdel i przez pół roku go prowadził, aż do momentu, kiedy zbyt pewny swojej pozycji odmówił płacenia haraczu miejscowemu przywódcy bandytów. Interes spłonął (co prawda w ramach krwawej zemsty bandyta i jego porucznicy w niedługim czasie skończyli z odciętymi głowami, ale burdel od tego się nie odbudował). W Pentos nieopatrzenie wplątał się w handel niewolnikami i musiał uciekać aby uniknąć kolejnego pobytu w więzieniu. W Braavos osiadł licząc że w końcu uda mu się zająć czymś uczciwym. Niewolniczy interes był na tyle opłacalny, że zakupił dom i został wspólnikiem miejscowego kupca. Początkowo szło nieźle, a Senetus i jego złowieszcza reputacja sprawiały, że miejscowi przestępcy i konkurencja nie próbowali spalić interesu. Kiedy wydawało się, że życie w końcu się ułożyło, Senetus pozwolił aby w głowie zawróciła mu kobieta. Piękna kurtyzana i najemnik… Brzmi jak historia z romansu, prawda? Cóż, ale się tak nie skończyło. Sedentus został wplątany w spisek mający na celu zabicie Morskiego Lorda Braavos. Skończyło się na tym, że został wrobiony w pojedynek z Pierwszym Mieczem. Co gorsza pojedynek wygrał – głównie dzięki szczęściu, jako że nagłe wyjście słońca zza chmur oślepiło na sekundę przeciwnika. Pierwszy Miecz przeżył, ale został zraniony i upokorzony. Sedentus zaś niedługo później zrozumiał, że był tylko narzędziem… I że musi uciekać przed zemstą Pierwszego Miecza i nieuchronnym osadzeniem w więzieniu (po raz kolejny). Jeszcze bardziej cynicznie patrzący na świat, ludzi i uczucia postanowił jednak zaufać swojemu wspólnikowi, który miał go wywieźć z miasta. Akurat ten jeden człowiek, w przeciwieństwie do zdradzieckiej kobiety i wielu innych, pomógł Sedentusowi i wywiózł go w beczce ze śledziami. Zabójca pożegnał się z wspólnikiem (a może wręcz prawie przyjacielem?) i umknął do Tyrosh, gdzie wsiadł na statek do Dorne. Uznał że w Westeros powinien być bezpieczny (nigdzie dalej nie dało się uciec). Chociaż w języku westeroskim znał ledwie kilka zwrotów i przekleństw, to liczył że człowiek potrafiący władać mieczem wszędzie znajdzie zatrudnienie. Podróżował przez Westeros od kilku miesięcy, poznając język i zwyczaje, aż w końcu trafił na jarmark – być może krótki przystanek w pokręconej drodze swojego życia.

Charakter:
Senetus nie jest miłym człowiekiem – z drugiej strony nie jest też całkowicie zły i zdegenerowany. Bardziej pasującym do niego określeniem byłoby „amoralny”. Wychowując się na ulicy, a potem pod okiem zawodowego mordercy trudno zostać aniołkiem. Sprawiło to, że Senetus troszczy się przede wszystkim o siebie i swoje przeżycie i nie ma chyba żadnego czynu którego nie popełniłby aby chronić swoje własne życie – jeśli będzie to konieczne zamorduje przypadkową osobę i odbierze jej wszystkie pieniądze, zabije też każdego kto mógłby powiedzieć ścigającym go gdzie by uciekł. Nie zabija jednak bez powodu – tylko wtedy gdy musi, lub otrzyma za to zapłatę. Zabijanie nie bawi go, ale nie jest też dla niego odrażające – to po prostu jedyna rzecz którą dobrze potrafi. Jego zdecydowanie największą wadą jest szczerość – mówi to co myśli i nie wstydzi się swoich poglądów, co nie raz pakowało go w tarapaty. Zasadniczo nigdy nie poznał człowieka, którego mógłby nazwać „przyjacielem”, jednak kilka osób w swoim życiu darzył szacunkiem – wartościowych oponentów, swojego mistrza, czy khala który go więził. Choć w wypadku tych dwóch ostatnich nienawiść mieszała się z szacunkiem, to do dzisiaj z uznaniem wspomina ich umiejętności walki, czy specyficznie pojęty „honor” dothrackiego wodza. Mimo iż w razie zagrożenia życia będzie zdradzał, mordował i uciekał bez wahania, to ma specyficznie pojęty „honor zawodowy” – zlecenie stara się wykonać bez względu na trudność i unika zabijania podczas niego dużej ilości ludzi, koncentrując się jedynie na celu. Zabijanie jest dla niego pracą, ale też sztuką – a prawdziwym mistrzostwem jest zabić przeciwnika jednym ciosem, tak aby nie wiedział lub ginie, lub pokonać go w pojedynku (dlatego nigdy nie podobało mu się w kompanii najemniczej). Uważa się za mistrza sztuki zabijania, co spowodowało u niego wykształcenie się wybitnej wprost arogancji – nie odmówi nikomu kto wyzwie go do walki, a przeciwników często traktuje z góry (choć stara się ich nie lekceważyć całkowicie). Uważa że niewielu jest lepszych od niego i po przebyciu całego Essos zna sztukę walki całego świata. Uwielbia zakłady i sprawdzać siebie – wielokrotnie doprowadziło go to do sporych problemów, choć kilka razy przyniosło mu bogactwo (które równie szybko stracił). Z wiekiem Senetus stał się coraz bardziej cyniczny – nie wierzy w dobro, miłość czy wielkie ideały, a do kobiet ma stosunek wybitnie przedmiotowy. Podobnie cynicznie patrzy na wszelkie religie czy magię, uważając kapłanów i czarnoksiężników za oszustów i hochsztaplerów, twierdząc że każdy z nich i tak zginie od ostrza, a ich „sztuka” to tylko ułuda i kłamstwa. Z wiekiem Senetus staje się coraz bardziej zmęczony życiem i łapie na myśli aby osiąść gdzieś w spokoju – zwiedził większość świata, ale nic nie osiągnął i nadal jest tułaczem bez domu, którego majątkiem jest jego miecz.

Wygląd:
Mierzy około pięć i pół stopy (jakieś 170 cm), co nie czyni go jakoś szczególnie wysokim, ale też niskim. Nie imponuje budową fizyczną – chudawy, a nic w jego wyglądzie nie wskazuje na specjalną tężyznę fizyczną. Czarne, już nieco przerzedzające się włosy nosi w nieładzie, a skraca je głównie przy użyciu noża (co widać po ich nierówności). Twarz zazwyczaj pokrywa kilkudniowy zarost. Mógłby uchodzić za przystojnego z pociągłą twarzą i regularnymi rysami – jednak wrażenie to zmywa paskudny uśmiech który nigdy nie schodzi z jego warg i wrogie spojrzenie oczu. Niektórzy nazywają je cynicznym, inni uważają że zdaje się patrzeć na ludzi jak na już martwe kawały mięsa. Faktem jest jednak, że ma spojrzenie mordercy – zimne i okrutne, które zdaje się drwić z otoczenia. Budzi to uzasadniony niepokój, jak i niechęć. Porusza się z niewymuszoną gracją – jak gdyby tańczył. Chodząc stara się robić to bezgłośnie, lubiąc z zaskoczenia pojawiać się za cudzymi plecami. Mimo pozornego rozluźnienia w jego postawie widać ciągłą gotowość do uniku. Z reguły nosi czarne, skórzanie spodnie, takiż płaszcz z kapturem i sznurowaną kamizelkę, pod którą zakłada pomarańczową koszulę z bufiastymi rękawami. Na nogach ma zazwyczaj wysokie buty z miękkiej skóry. Jego strój w żadnym wypadku nie jest zbroją i nie ma nią być – nie przeszkadza mu jednak w walce i nie krępuje ruchów.


Ciekawostki:
Choć potrafi, to nie lubi jeździć konno, twierdząc że po pobycie u Dothraków ma serdecznie dość tych zwierząt;
Mówi płynnie w języku Asshai, Valyriańsku i Dothracku. Zna też w stopniu komunikatywnym dialekty wolnych miast i język Westeros (choć ten najsłabiej);
Mówi po westerosku z wyraźnym, ale nieidentyfikowalnym akcentem – najbardziej ponoć przypomina on mowę Qarthijczyków, choć wplata on także liczne określenia z dialektów wolnych miast i dothrackiego, co w wypadku szybkiej mowy czyni ją nieomal niezrozumiałą;
Potrafi żonglować nożami i gasić nimi płomień świecy (zna także wiele innych sztuczek przy użyciu ostrych narzędzi);
Uważa że westeroskie piwo jest prawie tak obrzydliwe jak kumys Dothraków;
Na łopatce ma niewielki tatuaż przedstawiający miecz wokół którego owija się wąż;
Choć jest ateistą żywi liczne przesądy dotyczące miecza i nie pozwala go dotykać obcym, uważając go za „część swojej duszy”;

Status: Zdrowy

_________________
Obrazek


Ostatnio edytowano 17 sie 2014, 20:15 przez Biszkoptex, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ostatni Deszcz - KP
PostNapisane: 17 sie 2014, 20:14 
Free Company of Alinor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 31 sie 2010, 18:24
Posty: 5327
Lokalizacja: Sosnowiec
Gra w: śmierć
Maira
Wiek: 14 lat (no, prawie 14)
Pochodzenie: Westeros, Zachód.
Profesja: tancerka

Statystyki:
siła - 1
zręczność - 8
wytrzymałość - 1
inteligencja - 2
charyzma - 4
roztropność - 7
szczęście - 10

Umiejętności:
Bojowe:
- Broń krótka (noże)
Złodziejskie:
- Kradzież Kieszonkowa
- Podsłuchiwanie
- Ukrywanie się
Socjalne:
- Blef
- Wyczucie kłamstwa
- Czytanie z ruchu ust
Ogólne
- Percepcja
- Sztuczki
- Przetrwanie

Perki:
- pobratymiec ludu
- atrakcyjność
- dziecko szczęścia

Towarzysz: brak

Ekwipunek:
- broń: trzy noże, jeden dość długi noszony u paska, drugi w cholewce, a trzeci na rzemieniu zawieszony na szyi, pod koszulą
- ubranie tancerki: krótka do kolan, wyszywana w złoto-pomarańczowe ornamenty, ciemnoniebieska sukienka z rozcięciem do biodra oraz komplet siedmiu bransoletek na ramiona
- ubranie podróżne: ciemna płócienna koszula, podszyty płótnem kaptur, wełniana tunika, wełniane spodnie i skórzane, wysokie do kolan buty, pasek z przytroczonym nożem i manierką oraz niewielką sakiewką, w której Maira trzyma swoje bransoletki. Tunika i spodnie posiadają liczne łaty i kieszenie.
- kilkumetrowa, cienka, ale wytrzymała lina (na niej tańczy)
- przedmioty codziennego użytku: drewniany kubek, łyżka, garnek, kilka rzemieni, osełka, dratwa i igła, krzesiwo, piszczałka, czasami – jak jest – jedzenie. Koc obwiązany liną stanowi coś na kształt plecaka podróżnego. W którym Maira trzyma bagaże.
- drobiazgi poniewierające się w kieszeniach: kilka monet, kolczyk ukradziony dawno temu jednemu z klientów zamtuza, takoż samo ukradziony karczmarce wisior, kilka korali nanizanych na nić, batystowa chustka z monogramem H.F., pusta, malutka ozdobna ampułka podwędzona jakiemuś maesterowi (bo ładne), zasuszony i zapomniany cukierek.

Historia:

Stary Rotgar tego dnia wypił więcej niż zwykle. Znowu sąsiedzi gadali. Że też muszą plotkować o jego piątej córce... No właśnie... Jak to nie jego? No jak to? Prawda, dziewucha wiotka jest, słaba, włosy ma rude, a nie jasne jak większość dzieciaków, ale przecież wcale żadnego z Serrettów nie przypomina. No i kto by tam na Genrę dwa razy spojrzał. Żona nawet ozdób nie nosi, bo nie wolno, żeby się za ładna nie wydawała. Poza tym kiedy ona z brzuchem nie chodziła? Staram się co roku.
Kolejny kufel piwa był już pusty. Rotgar, choć potężny, poczuł zawroty głowy, które rozsierdziły go jeszcze bardziej. Gniew gospodarza był jak burza. Szybko mijał, lecz potrafił wcześniej szkód narobić. Chłop ruszył do chałupy.

Dwunastoletnia Maira siedziała wysoko na drzewie nad brzegiem rzeki, obserwując skrzącą się w promieniach słońca wodę. Majtała beztrosko nogami. Czy to jakaś różnica, że posiedzi dłużej? Żadna. Ociec i tak spiorą, że na kolację nie wróciła. A raczej, że tej kolacji nie zrobiła młodszemu rodzeństwu. Od obierania kartofli chciało jej się rzygać, a najmłodsze dzieci, bliźniaki, miała czasami chęć udusić. W chałupie i tak tłoczno było, a matka stale powtarzała, że jeszcze trochę i trzeba będzie wydać Mairę za mąż, że już staje się kobietą, a chłopak od Dereka się za nią ogląda. Dziewczyna wzdrygnęła się ze wstrętem. O nie. Ja dzieci rodzić nie będę! – pomyślała. Fuj! Brzuch, harówa, żarcie, pole, kuchnia... Nie, nie, nie... Nie będę i już. Zamyśliła się, zupełnie tracąc kontakt z rzeczywistością.

Kiedyś chciała być damą. Biegała do karczmy na rozdrożu, żeby przyglądać się przejeżdżającej szlachcie i solidnie obrywała za nieróbstwo tym spowodowane. A potem zrozumiała, że damy też są od rodzenia dzieci, tylko że panom lordom. Pomyślała, że to niesprawiedliwe, ale i tak lepsze niż harówa w gospodarstwie. No i ojciec zawsze powtarzał, że jest za słaba. Ale wyrosła z tych nierealnych marzeń już dawno. Bardzo dawno. Sześć lat wydaje się w tym wieku wiecznością. Teraz chciała tańczyć. Właściwie tańczyła od zawsze, odkąd pamiętała, ale dopiero Liamos powiedział jej, że ma talent. Mieszkał we wsi tylko przez kilka miesięcy, dopóki nie wykurował zranionej nogi, ale za to... Jak on pięknie grał... Ponoć grał niegdyś nawet na dworze, w Królewskiej Przystani. Opowiadał też ładnie. A Maira słuchała i tańczyła, gdy tylko się dało. Potrafiła zniknąć z chałupy lub obejścia w okamgnieniu, jak cień, by popędzić do Liamosa. A później biegała tańczyć do lasu. W lesie jadła, a nawet czasami spała, niepomna na czekającą karę. W domu zaś wymyślała prawdziwie niestworzone historie, żeby choć trochę usprawiedliwić włóczęgi. Czasami się nawet udawało.

Jeszcze później w karczmie zatrzymali się komedianci. Dopiero wtedy dziewczynka przysięgła sobie, że w chałupie ojca nie zostanie. Miała siedem lat. Komediancka trupa stała się nawet nie marzeniem, ale wręcz wyśnionym rajem. Maira już nie tylko tańczyła, ale wspinała się, balansując na gałęziach jak na linie. Tańczyła na płocie i na kalenicy chałupy. Próbowała tez żonglować, czym się dało. Nawet raz wystraszyła młodsze siostry podrzucając kurze łebki i śmiejąc się, że dookoła spadają głowy. Ją samą zawsze trudno było wystraszyć.

Niektórzy gadali o zimie, albo o wojnie. W zasadzie Maira w zimę nie wierzyła. Nie miała też nic przeciwko wojnie. Nie widziała jej. A kto rządzi było jej najzupełniej obojętne, byle było co jeść i byle miała choć odrobinę wolności. Żeby tylko nie rządził ojciec. Dlatego uciekała nad wodę, albo włóczyła się po okolicy. Jak teraz...

Dziewczynka otrząsnęła się ze wspomnień i spojrzała w ciemniejące niebo. Zaklęła paskudnie, słowem podsłuchanym w karczmie i zaraz roześmiała się. Tak nie powinna mówić. Z premedytacją powtórzyła raz jeszcze, póki ojciec nie mógł usłyszeć. Jednak już naprawdę musiała pędzić do domu.
Zeskoczyła z gałęzi zbyt szybko. Następnej nie zdążyła już złapać. Spadła na sam dół, drąc kieckę i skórę na rękach. Furda rany, ale za podartą sukienkę to i matka uszy wyszarpie. Maira, zamiast wrócić, ukryła się w rybackiej łodzi starego Gutolfa, ze sprytnym planem, aby nocą ukraść z domu igłę i dratwę i samodzielnie szkody zamaskować. Umiała szyć ładnie. Palce zawsze zręczne miała i dryg do upiększania wszystkiego. Ot... Wolna, artystyczna dusza.

Rotgar nie znalazł córki w chałupie, więc gniew za domniemaną zdradę wyładował na żonie i posłał synów, żeby szukali swojej wyrodnej siostry. Ani Mairy, ani łodzi nikt już jednak nie znalazł. Burza, która stała się początkiem wędrówki dziewczyny przyszła nagle i równie nagle ustała, rujnując wcześniej wieś gradobiciem. Wzburzona rzeka porwała łódź daleko na południe.

---

Maira jest dzieckiem lata, a przede wszystkim dzieckiem szczęścia. Nawet jej wieś, położona gdzieś w granicach należących do rodu Serrettów z Silverhill jakoś uniknęła wojennej zawieruchy. Co prawda szczęście nie bardzo chroniło dziewczynę przed ojcową rózgą, ale nawet to w końcu obróciło się na dobre.

Po niespodziewanej rzecznej podróży Maira przeżyła kilka dni upojenia całkowitą wolnością, kilka dni wcześniej nieznanego, niemal panicznego strachu, głodu i rozpaczy i cały miesiąc przyspieszonej nauki przetrwania. Na szczęście znała las, a było jeszcze dość ciepło. Prymitywny szałas zwykle wystarczał. No i szczęście. Nie można przecenić szczęścia, dzięki któremu Maira zawsze znajdywała coś do jedzenia, choćby było to tylko gniazdo pełne wronich jaj na którymś drzewie i zawsze omijała grubego zwierza (oraz grupę zwyczajnych bandytów, których kryjówkę odkryła właśnie wtedy, gdy większość łotrów wyruszyła na rozbój, a reszta uchlała się w trupa, zostawiając dziewczynie w podarunku całkiem spory zapasik jedzenia, koce i noże). W każdym razie po kilkutygodniowej wędrówce Maira uwierzyła, że poradzi sobie zawsze i wszędzie... I na pewno będzie tańczyć. Nie na płotach i dachach. W Królewskiej Przystani!

Ponownie wśród ludzi nie było aż tak pięknie. Z pierwszej karczmy wyrzuciła ją właścicielka, krzycząc coś o tym, że ladacznic nie przyjmuje. Jędza. Odkąd to propozycja tanecznego występu za wikt i dach nad głową oznacza prostytucję? Maira poszła dalej, nie wiedząc nawet, że kilka godzin później wspomniana banda złupiła gospodę.
Na szlaku trafił się kupiec. Obleśny był. Z łapami się dobierał, ale przestał, gdy zmyśliła, że za bezpieczny powrót do domu zapłacą jej bracia. Nawet w wymyślone nazwisko uwierzył. Maira widziała, że jego chciwość przewyższa nawet chuć. Uciekła, po prostu znikła tuż przed bramami miasta. A potem byli strażnicy. Dla nich tańczyła. Nawet kilka monet rzucili. I tak zaczął się nowy rozdział i nowe życie wiejskiej dziewuchy, za słabej do pracy na roli. W mieście było mnóstwo zajęć, a uroda i niewinna mina potrafiły otworzyć niejedne drzwi.

Aż otworzyły drzwi burdelu. Nie żeby nie wiedziała, ale wtedy już burdel nie wydawał się tak złym miejscem, jak to słyszało się we wsi od gospodyń. Maira znała już niektóre dziewczyny, a zwłaszcza rozchichotaną Tamys. Widywały się w karczmach i na rynku, gdzie jedna tańczyła, a druga polowała na klientów. Mairze nie przeszkadzało, gdzie i dla kogo tańczy. Tańczyła dla samego tańca, dla siebie. W zamtuzie mogła się uczyć. Rok od wyruszenia z domu dziewczyna nie wspominała już rodziców, ani rodzeństwa. Lepiej się czuła tutaj, gdzie mogła napatrzyć się na piękno, drogie materiały, gdzie Tamys czesała jej włosy i dano jej tą piękną sukienkę. A przede wszystkim... gdzie mogła tańczyć.
Do czasu. Dziewictwo dobrze się sprzedaje. Może Maira uciekłaby już wtedy, gdy podsłuchała, że ma zostać nie tylko tancerką, ale jedną z prostytutek. Było jednak jeszcze jedno ale.. Usłyszała też kto sobie ją upatrzył. A tak się złożyło, że na tego żołnierza sama zerkała już nie raz i nie dwa podczas swoich występów. A i wcześniej to i owo Tamys jej pokazała. W praktyce. Cóż, Mairę zawsze ciężko było wystraszyć i w sumie pożegnała dziewictwo bez większego żalu, a najemnik okazał się nie tylko nie szpetny, ale i hojny na tyle, by wykupić dziewczynę prawie na wyłączność. Przynajmniej dopóki nie wyjechał... Następny też był niczego sobie, a kolejny okazał się muzykantem, który przypominał Liamosa i też dla niej grał. Nawet w miejscu rozpusty szczęśliwa gwiazda czuwała nad rudowłosą Mairą, która do dwóch profesji dodała z własnej woli i trzecie, hobbystyczne już zajęcie. Podsłuchiwanie i podpatrywanie stało się pasją równą tańcowi i podnietą przewyższającą nawet seks.
Dziewczyna zawsze znalazła sposób, żeby wymknąć się spod kontroli i pobiec w miejsca zakazane. Pal sześć niegdysiejsze miganie się od obowiązków i podglądanie gości karczmy, ale w zamtuzie opanowała tę sztukę do perfekcji. Za namową Tamys podkradała też czasem drobne przedmioty klientom (nigdy nie swoim). I to właśnie Tamys, zazdrosna o kolejnego sponsora, zdradziła Mairę oskarżając ją o kradzież. Dowodów co prawda nie znaleziono, ale i tak przypomniano dziewczynie, gdzie jej miejsce. Kiedy posłano ją do Solymara Cockshaw, wiedziała, że wpadła w kłopoty. Cóż z tego... Nie było jak uciekać, a mrukliwy brutal nie zwykł z panienkami rozmawiać, za to lubił bić. Trudno powiedzieć, czy to szczęście sprzyjało Mairze, czy raczej klienta dopadł niesamowity pech, że akurat tego dnia urwał się ciężki świecznik-kinkiet. Że spadł nie wtedy, gdy brutal rzucił dziewczyną o ścianę, ale chwilę później, wprost na jego głowę. Maira jednak od razu wyczuła, że śmiertelny wypadek to dopiero początek szczęścia, nie było co zostawać w burdelu dłużej. Zabrała kieckę, nie zapomniała okraść trupa i wyniosła się oknem. Balansowanie na gzymsach było przecież łatwiejsze niż na linie. Miała też dość rozsądku, by od razu wynieść się z miasta. Wybrała kierunek południowy, w stronę Wysogrodu, ale po drodze przypomniała sobie, że przecież „zabiła” szlachcica. Może lepiej na razie nie tańczyć miedzy wieżami zamków możnych? Przy pierwszej okazji ukradła bardziej odpowiednie ubranie i znów uciekła do lasu, wierząc, że oznacza on schronienie, jak dawniej.

Tym razem jednak rozważała ponuro, że trzeba nauczyć się bronić. Znów miała nóż i sztylet zabrane pechowemu klientowi, więc przypomniała sobie że kiedyś chciała żonglować. Zapamiętale rzucała do mijanych drzew, w większości jednak nie trafiając, aż wreszcie trafiła co innego... Chłopak, który siedział w krzakach był niewiele starszy od Mairy, mógł mieć jakieś siedemnaście lat, ale przynajmniej od kilku wiódł łotrowskie życie. A na zadowolonego z noża w tylnej części ciała nie wyglądał. Od słowa do słowa, przekonała go jednak, że zabijać jej wcale nie warto, bo i łup i korzyść żadna z jej trupa nie będzie. Przecież już od razu wiedziała, że się uda. We dwójkę łatwiej wędrować. Raźniej... No i przecież ładna była...

Polubiła Mikeasa. Przynajmniej dopóki rzeczywiście podróżowali we dwójkę. Pokazał jej jak zręcznie przekładać w palcach nóż, jak i gdzie nim dźgać. Pokazał kilka praktycznych złodziejskich sztuczek. Szli, polowali, kradli, jedli i spali razem. Tylko, że Mikeas wracał do swoich, do paru bandyckich druhów, z którymi rozdzieliła go przypadkiem wojenna zawierucha. A oni już tak sympatyczni nie byli. Cuchnęli. Pili. Nawet dużo. W dodatku zabrali dziewczynie broń, a ją samą uwiązali na powróz, jak psa. Zniosła by jeszcze ich obleśne towarzystwo, ale nie utratę wolności. Nie przewidzieli tylko tego, jak bardzo jest zwinna. Uwolniła się ze sznurów kiedy wszyscy zasnęli. Okradła ich. Po raz kolejny uciekła, z myślą, że będzie gnać na południe dopóki starczy sił. Po kilkunastu milach marszu była jednak tak zmęczona, że zapomniawszy o ostrożności weszła do pierwszej gospody. I tam właśnie usłyszała o jarmarku. Wielkim, jesiennym jarmarku, który choć niebezpiecznie blisko Wysogrodu nie mogła sobie darować. Może już zapomniano o trupie Solymara? W końcu nikt go chyba nie lubił... Nie tylko dziwki. Na jarmarku z pewnością będą komedianci. Maira też musiała tam być. Zawróciła z powrotem. Przecież ma kiedyś tańczyć w Królewskiej Przystani.


Charakter:
Charakter Mairy w dużej mierze ukształtowało jej niezwykłe szczęście. Dziewczyna jest przekonana, że zawsze i wszędzie wyjdzie z kłopotów obronną ręką. Zawsze zakłada swoje powodzenie, zanim jeszcze zabierze się do działania. A działa także szybko. Antytalent do wszelkiej szkolnej wiedzy, ma jednak urok i spryt bazujący na „chłopskim” rozsądku. Nie potrafi czytać ani pisać, ale potrafi wyczuć ludzi i okazje jakimś szóstym zmysłem. Jest niepoprawną optymistką i często uśmiecha się z prawdziwą młodzieńczą niewinnością, nawet w różnych, nie zawsze tak pozytywnych okolicznościach, jakby jej się zdawało. Jest nie tylko ładna, ale też miła pomimo swojej wybujałej pewności siebie (a może właśnie dlatego, że się nie boi i potrafi jeszcze wierzyć w ludzi). Tym, co sprawia największe kłopoty jest ciekawość dziewczyny. Maira ma w głębokim poważaniu zakazy oraz ewentualne konsekwencje przyłapania na występku i nie umie się powstrzymać przed tym, żeby nie przyłożyć oka i ucha tam, gdzie absolutnie nie powinna.

Wygląd:
Maira jest chudą, ale zgrabną dziewczyną. Wiotka jak trzcina, niewysoka, ale nie przesadnie niska, długonoga. Jeszcze niecałe dwa lata wcześniej była kanciasta jak dorastający szczeniak, ale teraz widać już jej kobiece atrybuty.
W drobnej twarzy zwracają uwagę duże ciemne oczy, a jedyną skazę, czyli trochę odstające uszy, dziewczyna umiejętnie zakrywa puklami miedzianorudych włosów, czasami splatanych gdzieniegdzie w cienkie warkoczyki. Włosy zwykle związuje prostą rzemienną opaską na czole, lub (żeby nie przeszkadzały) na karku. Niewątpliwie jest ładna i zdaje sobie z tego sprawę. Maira ma słabość do „babskich fatałaszków”, ale odkąd uciekła z burdelu, ubiera się na poły jak chłopak, bo w spodniach łatwiej jest biegać i łatwiej nie zwracać uwagi. Jednak zawsze nosi przy sobie swoją ostatnią sukienkę do tańca.

Ciekawostki:
- potrafi tańczyć na linie i marzy o tym, żeby kiedyś zatańczyć wysoko miedzy wieżami zamku królewskiego.
- chciałby mieć zwierzaka, szczególnie lubi koty
- uczy się grać na piszczałce
- uwielbia jeść ciasteczka
- potrafi szyć i wyszywać, oraz nawet z najgorszego zielska upleść śliczne wianki. Ma wrodzone wyczucie piękna.
- teoretycznie wierzy w Siedmiu, ale nigdy nie przejmowała się bogami... Zresztą tak samo jak i jakąkolwiek, czyjąkolwiek władzą.

Status: Zdrowa

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ostatni Deszcz - KP
PostNapisane: 18 sie 2014, 22:57 
Free Company of Alinor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 31 sie 2010, 18:24
Posty: 5327
Lokalizacja: Sosnowiec
Gra w: śmierć
Sayi
Wiek: 26
Pochodzenie: Nie bardzo jest znane, ale można przyjąć że okolice Winterfell (znaleziona w Wilczym Lesie)
Profesja: Warg

Statystyki:
-siła: 3
-zręczność: 5
-wytrzymałość: 10
-inteligencja: 4
-charyzma: 2
-roztropność: 5
-szczęście: 4

Umiejętności:

-Bojowe:
*Walka Wręcz
*Łuki
*Broń krótka
*Włócznie

-Złodziejskie:
*Ukrywanie się
*Kradzież kieszonkowa
*Podsłuchiwanie

-Socjalne:
*Blef
*Wyczucie kłamstwa

-Ogólne:
*Zielarstwo
*Tropienie
*Przetrwanie
*Jazda konna
*Pierwsza Pomoc

-Nadprzyrodzone:
*Zielone Sny

Perki:
-Antyciało
-Dziecko głuszy

Ekwipunek:
-Łuk
-Kołczan strzał
-Sztylet
-Włócznia ozdobiona piórami ptaków
-Sakwa z wysuszonymi roślinami
-Sakwa z suszonym mięsem
-Mieszek z małą ilością monet
-Sakwa z igłami i nićmi

Towarzysz:
Śnieżnobiały wilkor o błękitnych oczach, znaleziony w Wilczym Lesie. Wabi się Mysti. Została znaleziona podczas drobnych polować Sayi. Dziewczyna zabrała ją ze sobą i wytresowała.

Wygląd:
Sayi to kobieta o miodowej karnacji. Mierzy około 165 centymetrów. Jest dobrze zbudowana, choć niektórzy śmią twierdzić iż jest za bardzo barczysta. Posiada długie, kasztanowate włosy w które są wplątane różnokolorowe pióra ptaków. Jej twarz ma dosyć ostre rysy, wystające kości policzkowe. Od nosa, aż po koniec czoła leci symetryczne umalowanie twarzy, zachodzące mocniej na oczy w barwach czerwieni i bieli. Następne symetryczne umalowanie zaczyna się od ucha, przez policzki aż do końca szyi, na której spoczywa naszyjnik z zębów. Jej zielone oczy są otoczone ciemnymi, długimi rzęsami. Górna część ciała jest zakryta skórami i kawałkami różnych materiałów, lecz tylko zaledwie od ramion, aż po pępek. Dolna część ciała to również plątanina skór oraz materiałów, która kształtuje się na spódniczkę z rozcięciem na lewej nodze. Wszystko tak, aby niebyt krępować ruchy. Najdziwniejszym faktem jest to, że nigdy nie nosi butów. Sayi posiada pas, do którego są przymocowane różne sakwy.

Charakter:
Sayi to cicha osoba, która nie przepada za ludźmi. Raczej stara się unikać miast czy innych cholerstw. Jedynie dlaczego zagląda do miast to tylko po to, żeby uwalniać zwierzęta z niewoli. Jest dosyć zimną osobą, o paskudnym charakterze. To uparta kobieta, którą ciężko przekonać do czegokolwiek. Zazwyczaj ignoruje ludzi, nie chcąc z nimi rozmawiać. Unika kontaktów z kimkolwiek, a przynajmniej stara się. Nie ufa nikomu, a jeśli zdarzy się taki przypadek to będzie bronić tej osoby. Mimo iż ludzie jej nie obchodzą, to zazwyczaj pomaga w potrzebie. Nie przejdzie obojętnie obok rannej osoby.

Historia:
Nie wiadomo kiedy i gdzie przyszła na świat. Nie zna też swoich rodziców biologicznych. Została znaleziona w Wilczym Lesie. Pewna staruszka opiekowała się nią i uczyła ją różnych rzeczy. Wszystkie umiejętności bojowe nauczyła się sama, a to dostając wpiernicz od kogoś czy próbami obrony przed kimś. W lesie zawsze czuła się jak w domu. Potrafiła doskonale wytropić zwierzynę i wiedziała gdzie oraz jakie rośliny rosną. Gdy miała jakieś dwadzieścia lat, to znalazła młodego wilkora w Wilczym Lesie. Zabrała go ze sobą i wytresowała. Co jakiś czas robiła wypady do miasta w celu uwolnienia zwierząt z niewoli *jak to ona nazywała*. Jej opiekunka zmarła gdy Sayi miała zaledwie dwanaście lat. Od tamtej pory radziła sobie sama. Drewnianą chatkę "przeniosła" w głąb lasu, aby ciekawscy nie znaleźli jej. Swoje moce warga odkryła parę miesięcy później. Od tamtej pory wykorzystuje to podczas napadów na miasta.

Ciekawostki:
-Potrafi szyć, bowiem sama szyje sobie ubrania.
-Ciężko jest się z nią dogadać.

Status: Zdrowa

_________________
Obrazek


Ostatnio edytowano 01 wrz 2014, 20:45 przez Biszkoptex, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ostatni Deszcz - KP
PostNapisane: 20 sie 2014, 19:21 
Free Company of Alinor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 31 sie 2010, 18:24
Posty: 5327
Lokalizacja: Sosnowiec
Gra w: śmierć
Erys Hightower
Wiek: 20
Pochodzenie: Stare Miasto, Reach
Profesja: Szlachcic

Statystyki:
Siła: 4
Zręczność: 5
Wytrzymałość: 5
Inteligencja: 10
Charyzma: 4
Roztropność: 4
Szczęście: 3

Umiejętności:
Bojowe
- Walka bronią oburęczną
- Walka bronią jednoręczną
- Miecze
- Kusze

Socjalne
- Targowanie się
- Wyczucie kłamstw

Ogólne
- Pierwsza pomoc
- Czytanie i pisanie (westeroski, valyriański i dialekty wolnych miast)
- Jeździectwo
- Percepcja
- Zielarstwo

Naukowe
- Wiedza (historia)
- Wiedza (polityka)
- Wiedza (geografia)
- Wiedza (zwyczaje)
- Wiedza (miejscowa [Reach])
- Wiedza (miejscowa [Braavos])

Perki:
- Szlachetność
- Atrakcyjność
- Geniusz

Towarzysz:
Wrona (kara klacz wygrana przez Erysa w kości w Braavos)

Ekwipunek:
- Śpiwór i nieco zapasów jedzenia i wody w jukach przy koniu
- Miecz półtoraręczny dobrej jakości (kupiony w Braavos, stanowi coś pośredniego pomiędzy ciężkimi mieczami rycerzy z Westeros a lekką bronią używaną w wolnych miastach, co dobrze pasuje do stylu walki Erysa opartego raczej na precyzji i taktyce niż na brutalnej sile)
- Sztylet
- Srebrny pierścień z herbem rodu
- Zbroja półpłytowa (wykuta na miarę w Braavos)
- Zestaw porządnych ubrań podróżnych (w tym kilka koszul z „ukrytymi kieszeniami”, bardzo przydatnymi w Braavos i innych miastach pełnych kieszonkowców)
- Mapa Reach
- Sakiewka ze sporą ilością srebrnych i złotych monet, głównie z Braavos
- Przybory do pisania i kilka kartek papieru.
- Zestaw kości do gry

Historia:
Życie Erysa zaczęło raczej mało spektakularnie. Urodził się jako piąty i niewątpliwie ostatni już syn lorda Leytona Hightowera, głowy rodziny Hightowerów, która jest chorążymi wielkiego rodu Tyrellów i jedną z największych rodów Reach. Mimo, że jako piąty syn z miejsca nie miał szans na odziedziczenie władzy nad choćby częścią rodowych ziem, to pierwsze lata swojego życia spędził w wygodnych komnatach zamku Hightower, zupełnie nieświadomy wielkich zmian jakie właśnie zachodziły w Westeros. Od najmłodszych lat był prawdziwą zmorą dla spokoju rodziny, służby i zamkowego maestera. Zawsze miał tysiące pytań i wszędzie było go pełno. Nie było rzeczy, które by go nie interesowały, a jego ciekawość nierzadko powodowała różnego rodzaju incydenty, jak na przykład gdy w wieku sześciu lat chciał sprawić czy da się zjeść ogień, co skończyło się kilkoma tygodniami spożywania posiłków w formie papki, a trudności z mówieniem miał przez kilka miesięcy.
Niedługo po tym, jak przystało na dziecko ze szlacheckiego rodu, siedmioletni Erys został paziem na służbie u Theodore’a Tyrella, gdzie poznał etykietę i zwyczaje westeroskiej szlachty. O ile samą etykietę do dzisiaj uważa za często bezsensowną, to pobyt na dworze Tyrellów zaszczepił w nim zainteresowanie historią. Potrafił godzinami przeglądać księgi zawierające herby rodów i poszczególnych rycerzy, nawet jeżeli nie potrafił jeszcze wtedy czytać. Jednak również i tego nauczył się dzięki faktowi, że praktycznie każdą wolną chwilę spędzał zamęczając maestera, który wreszcie dla świętego spokoju zaczął nauczać młodego Erysa czytania i pisania. W tym okresie również i jego opiekun, Theodore Tyrell zauważył u chłopaka zadatki na uczonego. Gdy Erys wrócił do Starego Miasta ze służby mówił praktycznie tylko o tym, że zostanie maestrem. Być może było w tym wiele dziecinnego gadania, jednak lord Leyton całkiem poważnie rozważył taką możliwość. Wszak trudno wymyślić co zrobić z piątym synem, a wysłanie go do Cytadeli było niegłupim pomysłem na „pozbycie się” potomka. Poza tym nie każdy kto wchodzi w mury Cytadeli musi od razu składać śluby i zostawać maesterem. Ród Hightowerów, nie na darmo znany jako obrońcy Cytadeli mógł liczyć w tej kwestii na pewne względy.
I tak w wieku 16 lat, zamiast służyć rycerzowi jako giermek, Erys trafił do Cytadeli. W czasie nauki zobaczył również, że często idealizowani maesterzy też mają swoje słabości, a sama Cytadela nie jest wolna od niezdrowej rywalizacji i zakulisowych zagrywek o pozycję i wpływy. Po roku nauki stanął przed wyborem między złożeniem ślubów, odrzuceniem swojego nazwiska i rozpoczęcia nowego życia jako maester, a odejściem i kontynuowaniem rodowych tradycji. Czas, w którym przyszło mu decydować nie był łatwy. W Westeros po śmierci króla Roberta zapanował chaos i chociaż Reach wydawało się spokojnie i nietknięte przez wojny toczące się na północy, to Erys umiał dostrzec znaki kończącego się lata i nadchodzącej zimy. Zarówno on, jak i jego ojciec doszli do wniosku, że bystry umysł Erysa bardziej potrzebny jest rodowi niż mędrcom z Cytadeli. Szybko miał okazję do przysłużenia się rodowi. Jako osiemnaastolatek pożeglował do Braavos w świcie swojego dawnego pana Theodore’a Tyrella na rozmowy z Żelaznym Bankiem. Choć Tyrell wrócił do Westeros po zaledwie dwóch miesiącach, Erys został w wolnym mieście, by „mieć oko na sytuację”, a przy okazji mógł również rozwijać swoje pasje naukowe w bardziej przyjemnym otoczeniu niż zimne mury Cytadeli. Sytuacja ta była również Erysowi na rękę, gdyż nie musiał wykręcać się od usilnych prób ożenienia go, a niestety panny, które zazwyczaj mu proponowano były, cóż, mocno przebrane. Taki los piątego syna. W Braavos jednak kolejność urodzenia nie miała znaczenia, o ile było się odpowiednio sprytnym.
Jako, że w Braavos praktycznie każda dziedzina życia przenika się z biznesem, Erys szybko odnalazł się w kręgach morskich kupców. Jego wiedza i umiejętności nabyte w Cytadeli szybko znalazły nabywców, dzięki czemu choć jego ród i Tyrellowie zadbali by nie trapiły go problemy finansowe, to zdobył dodatkowe źródło (nie najgorszego) zarobku. Przez prawie dwa lata zajmował się głównie tworzeniem map morskich mających zrozumiałe wzięcie w Braavos, jak również co kilka miesięcy wysyłał przez kuriera do Westeros wnioski ze swoich obserwacji i tą samą drogą otrzymywał podstawowe informacje o sytuacji w Siedmiu Królestwach. Po dłuższym niż normalnie okresie ciszy w mieście zjawił się posłaniec z wieściami o atakach Żelaznych Ludzi na Reach i poleceniem powrotu do Starego Miasta. Z jednej strony żal było opuszczać prześwietne Braavos, jednak chęć powrotu do domu i więzy rodowe były nieporównanie silniejsze. Spieniężył swój dobytek, który udało mu się zdobyć w czasie pobytu w Braavos, z czego większość pozostawił jako depozyt w banku, wiedząc, że podróżowanie z dużą ilością złota może go spowolnić, a co więcej, wzbudzić nadmierne zainteresowanie jego osobą. Dlatego też zabrał ze sobą tylko jedną, niedużą sakiewkę i wypłynął na pierwszym statku płynącym do Królewskiej Przystani.
Po powrocie do Westeros szybko skonstatował, że zmiany jakie zaszły były większe niż mogłyby to opisać krótkie wiadomości noszone przez kurierów. Nie pozostawał w Królewskiej Przystani ani chwili dłużej niż było konieczne i szybko wyruszył na Różany Szlak. I tak trafił na wielki jarmark. Cóż, jego koń po wielu dniach wyczerpującej jazdy był zdrożony, a i jemu samemu długa podróż dawała się we znaki. Być może zatrzyma się tutaj na kilka dni? Czy może być lepsze miejsce na odpoczynek?

Charakter:
Zazwyczaj pogodny i chętny do rozmów. Zwłaszcza jeżeli w czasie rozmowy poruszy się interesujące go tematy, takie jak geografia czy historia, potrafi gadać godzinami. Chociaż uważa dworską etykietę uważa twór archaiczny i zwyczajnie bezsensowny, potrafi się do niej dostosować kiedy wymaga tego sytuacja. Okrucieństwo i agresję uważa za przejaw barbarzyństwa, choć wie, że są sytuacje które można rozwiązać tylko walką. Działa szybko, ale nie w pośpiechu, po prostu równie szybko myśli. Denerwują go z kolei głupcy i ignoranci, często również zapomina, że niektórzy są… wolniejsi umysłowo, co również czasami doprowadza go do irytacji. Erys na pewno nie jest dzieckiem szczęścia, jednak zawsze udawało mu się wyjść z kłopotów dzięki własnej inteligencji, co niewątpliwie dodaje mu pewności siebie i determinacji w dążeniu do celu.

Wygląd:
Erys ma ostre rysy twarzy i czarne włosy, podobnie jak jego najstarszy brat Baelor, często uważany jest za przystojnego. Mimo ledwie 20 lat wygląda na starszego, głównie ze względu na noszenie krótkiego zarostu. Mimo, że jego głównym atutem jest umysł, nie można zarzucić mu słabości fizycznej. Posturą z pewnością nie może mierzyć się z wieloma westeroskimi rycerzami, jednak jego ruchy zdradzają pewną sprawność.
Obrazek

Ciekawostki:
- umie płynnie mówić, czytać i pisać po valyriańsku i w dialektach wolnych miast, jednak w jego mowie słychać wyraźny westeroski akcent
- czyta każdą książkę jaka wpadnie mu w ręce, od zbioru sprośnych wierszyków po trzystuletnie traktaty o ziołolecznictwie
- dobrze zna się na kartografii

Status: Zdrowy

_________________
Obrazek


Ostatnio edytowano 01 wrz 2014, 20:45 przez Biszkoptex, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ostatni Deszcz - KP
PostNapisane: 26 sie 2014, 21:21 
Free Company of Alinor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 31 sie 2010, 18:24
Posty: 5327
Lokalizacja: Sosnowiec
Gra w: śmierć
Birkart Moretti
Wiek: 35 lat
Pochodzenie: Westeros, Żelazne wyspy
Profesja: Najemnik
Statystyki:
Siła: 10
Zręczność: 3
Wytrzymałość: 6
Inteligencja: 3
Charyzma: 5
Roztropność: 4
Szczęście: 2

Umiejętności:
Bojowe:
- Walka wręcz
- Topory
- Broń krótka (noże)
- Miecze
Socjalne:
- Zastraszenie
- Wyczucie kłamstw
- Blef
Złodziejskie:
- Rozbrajanie mechanizmów
- Odcyfrowywanie zapisków
Ogólne:
- Percepcja
- Pierwsza pomoc
- Tropienie
- Przetrwanie
- Jazda konna
- Czytanie i pisanie
Perki:
-Atrakcyjność
-Wybraniec R'hllora
- Berserk

Towarzysz:
Duży, czarny ogier o imieniu Marshall

Ekwipunek:
- Miecz długi. Niezwykle ostry. Do rąbania wszystkiego co się pod nań nawinie jest idealny.
- Nóż. Zakrzywione ostrze potrafi zrobić kuku w ciasnocie gdzie inne rodzaje broni białej zawiodą.
- Ubranie (obrazek postaci).
- Tobołek z garnkiem, kubkiem, suchym prowiantem, krzesiwem, osełką, i dwoma kocami.
- Mieszek z westeroskimi monetami. 2 złote smoki i kilkanaście miedziaków.
- Solidna lina. Czy to szubienicę naprędce sklecić czy związać kogoś, nigdy nie wiesz.

Historia:
Wszystko zaczęło się jak pewny żeglarz wziął Sennę za morską żonę i zrobił jej bękarta. Samotna matka wychowująca dziecko to nie jest szczyt marzeń zwłaszcza, że ojca bachora więcej nie widziała na oczy. Handel się kręcił, pieniądz był, ale dzieciakiem zająć się kto nie miał, więc znalazł się pewien starzec, który wnuków się nie doczekał. W wolnych chwilach gdy Birkart nie pomagał matce w sklepie (noszenie towarów) przesiadywał u niego i uczył się alfabetu, pierwszej pomocy, poszukiwania i rozpoznawania tropów. Poznawał też podstawowe szyfry i pułapki. Czyli wszystko to co starzec umiał. Gdy był już starszy oraz nie miał co robić to ćwiczył siłę. Dźwigał coraz większe ciężary, biegał coraz dalej z obciążeniem. W wieku 15 lat znalazł sobie pracę żeby dopomóc. Tak. Zgadliście, że pracował jako tragarz. Nosił rzeczy wszelakie, od desek po sterty narzędzi i uzbrojenia. Niby nic, ale grosz na podróż do innych krajów wpada. W końcu nadszedł teń dzień. Czule pożegnał się z matką i za zarobione pieniądze wypłynął w szeroki świat gdzie spotkał grupę żołdaków. Ci byli na tyle dobrzy, że postanowili chłopaka przygarnąć. Darmowy osiłek piechotą nie chodzi a i przecież zawsze to pomoc. Kilku z nich uległych pod jego prośbami wieczorowo uczyli walki. Co kto umiał, a on odwdzięczał się kłamiąc, zastraszając i ewentualnie opatrując rany. Kompanioni mu się spodobali i został z nimi do czasu aż ich wszystkich nie wyrżnięto. Od tego momentu następuje fala pechowych zdarzeń w historii Birkarta. Po wyrżnięciu kompanii pechowo wpakował się w ogarnięty potyczkami teren, później został wplątany w spalenie wioski za co dostał 20 batów na plecy, mimo, że wtedy był jakieś 5 kilometrów dalej. Następnie padł ofiarą serii grabierzy gdzie wielokrotnie tracił dobytek pieniężny. Z upływem czasu kobiety zaczęły się nim interesować, ale do nich też miał pecha. Albo okazały się chore na umyśle, albo chciały się zabawić czyimś kosztem. Później problemy z prawem bo zatłukł chłopa kuflem od piwa w karczmiennej bójce. Po tych latach nieszczęść los uśmiechnął się do niego i znalazł pracę u niejakiego Christiana de Lowe. Inna sprawa, że to była siatka przestępcza zajmująca się wymuszaniem haraczu, morderstwami i porwaniami. Tonący brzytwy się chwyta a że zarabiał całkiem nieźle wchodził w to coraz głębiej. Tu wchodzi kolejna fala niewytłumaczalnego pecha. Organizacja została rozbita, lecz jakimś trafem on uniknął pojmania i zaczął robić na swoje konto jako najemnik. Chwila oddechu przyda się każdemu. Birkart skierował się Różanym Szlakiem na wielki jarmark. W końcu nigdy czegoś takiego nie widział, więc czemu nie?

Charakter:
Moretti to spokojny, cierpliwy, wesoły i rozgadany facet. Widząc go można się pomylić. Jak ktoś taki może nie być ponury? Wystarczy go o to zapytać. Zabija w dwóch przypadkach. Gdy nie uda się zastraszyć oponenta lub gdy dostał takie zlecenie. Birkart jest praktycznie niewrażliwy na obelgi kierowane w jego kierunku dopóki ktoś nie wjedzie mu na rodzinę. Bądź co bądź matka jest jedna i trzeba ją szanować. Potrafi się przyznać do błędu, ale przepraszanie przychodzi mu z trudem. Do tego jest strasznym ryzykantem. W dupie ma takie słowa jak "uczciwa walka". Jeżeli jest okazja zabicia oponenta to natychmiastowo ją wykorzystuje. Jedną z jego największych wad jest szczerość. Nie owija w bawełnę i mówi jak jest.

Wygląd:
Birkart jest duży. Bardzo duży. 6,3 stopy i jego postura czynią kogoś, z kim na pierwszy rzut oka nie należy zadrzeć bo zatłucze z miejsca. Wrażenie to jest mylne. Zarostu nie goli a włosy, które i tak są w dużej mierze schowane pod chustą przycina bardzo rzadko. W wyglądzie denerwuje go zgarbiony nos, często na niego narzeka. Na ludzi patrzy zwyczajnymi, zmęczonymi, szarymi oczami.

Status: Zdrowy

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ostatni Deszcz - KP
PostNapisane: 13 wrz 2014, 16:18 
Free Company of Alinor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 31 sie 2010, 18:24
Posty: 5327
Lokalizacja: Sosnowiec
Gra w: śmierć
Jorel.

Wiek:
30 lat.

Pochodzenie:
Urodził się w chacie w głębi Wilczego Lasu.

Profesja:
Warg.

Statystyki:
Siła - 5
Zręczność - 5
Wytrzymałość - 10
Inteligencja - 4
Charyzma - 2
Roztropność - 4
Szczęście - 3

Umiejętności:
Bojowe:
- Walka wręcz,
- Walka dwiema broniami (miecz + sztylet),
- Miecze,
- Broń krótka,
- Łuki.

Złodziejskie:
- Ukrywanie się,
- Podsłuchiwanie,
- Zakładanie pułapek.

Socjalne:
- Wyczucie kłamstw,
- Czytanie z ruchu ust,

Ogólne:
- Przetrwanie,
- Tropienie,
- Zielarstwo,
- Percepcja,
- Pierwsza Pomoc,
- Czytanie i pisanie.

Perki:
- Antyciało,
- Dziecko głuszy,
- Atrakcyjność.

Towarzysz:
Jastrząb o imieniu Digne. Jego upierzenie jest w przeważającej części ciemnobrązowe, poza jasnożółtymi nogami i okolicami oczu, a także klatką piersiową i brzuchem, prążkowanymi na biało. Jego oczy mają pomarańczowy kolor. Ciało jastrżębia ma długość 1,9 stopy (57,9 cm), a rozpiętość skrzydeł ptaka sięga 4 stóp (122 cm).

Ekwipunek:
- Jednoręczny miecz dość dobrej jakości,
- Sztylet,
- Kompozytowy łuk i kołczan ze strzałami,
- Dość długi płaszcz z kapturem,
- Naramienniki, nagolenniki, kurtka, spodnie i buty, wykonane z grubej skóry,
- Sakwa z suszonym mięsem,
- Sakwa z suszonymi ziołami, roślinami i kilkoma bandażami,
- Mieszek z małą ilością monet,
- Sakwa z krzesiwem, osełką, nożykiem i niewielką manierką.

Historia:
Jego historia nie jest szczególnie długa, nie ma w niej też jakiś szczególnie ciekawych wydarzeń. Przyszedł na świat w leśnej chacie w Wilczym Lesie. Jego ojciec był myśliwym, a matka prawdopodobnie pochodziła z jakiejś małej rodziny szlacheckiej i uciekła z domu, żeby móc być z ojcem Jorela. Młody warg już od małego nie mógł usiedzieć w jednym miejscu, więc dość często chodził z ojcem na polowania, a przy okazji mógł się czegoś uczyć. O tym, że jest wargiem tak właściwie dowiedział się od ojca, w dniu, w którym skończył 16 lat. Coś tam o wargach słyszał, jednak jego ojciec wiedział o nich zdecydowanie więcej i wytłumaczył młodemu Jorelowi co to znaczy być wargiem, jakie posiada się przez to moce i z czym to wszystko się wiąże. To lekcję zapamiętał do końca życia. Pożył jeszcze trochę z rodzicami, aż w końcu, w wieku 19 lat oznajmił im, że po prostu wyrusza w świat. Na początku nie specjalnie używał swoich zdolności, które ma z racji tego, że jest wargiem, jednak wiedział, że w niektórych sytuacjach mogą być one naprawdę pomocne. I tak zaczęły się podróże i przygody Jorela, które były różnorakie, raz podróż z jednego miejsca do drugiego odbyła się bez problemowo, a raz wręcz odwrotnie. Jednak dalej nie miał żadnego zwierzęcego towarzysza, jak to przystało na dobrego warga. Postanowił, więc, że znajdzie sobie takie stworzenie i nie będzie to wilkor. W sumie to od małego lubił patrzeć na latające ptaki drapieżne, na przykład orły lub jastrzębie, i przypomniał sobie o tym, a wspomnienie to wpłynęło na jego wybór odnośnie zwierzęcego towarzysza- wybrał dość sporego jastrzębia i nazwał go Digne. Między nim, a jastrzębiem dość szybko powstała więź, która przyczyniła się do tego, że Jorel i Digne szybko stali się towarzyszami. Poza tym to Digne był pierwszym stworzeniem, w którego umysł wszedł Jorel, więc chyba nic dziwnego, że dość szybko nawiązała się miedzy nimi ta więź. Teraz podróżowali we dwóch. Wcześniej, zanim zdecydował się na przygarnięcie zwierzęcego towarzysza, podróżował na południe, więc postanowił kontynuować wędrówkę, przy okazji polował w lasach, a w miastach sprzedawał to co znalazł w lesie i upolował. Mimo, że do ludzi podchodzi czysto neutralnie to kobiety już tak do niego nie podchodziły i w konsekwencji tego Jorel wplątał się w kilka romansów, nie jego wina, że ma taki urok osobisty, mimo, że nie jest szlachcicem czy kimś podobnym. Nie zmieniał swojego celu i kontynuował podróż na południe...


Charakter:
Co prawda jest trochę cichą osobą, głównie dlatego, że przeważnie jego towarzyszem jest tylko Digne, jednak potrafi się z kimś dogadać, jeżeli musi. Do miast zagląda tylko wtedy, gdy musi coś kupić albo sprzedać. Do ludzi podchodzi neutralnie, czyli nie stara się ich unikać, jednak nie narzuca im też swojej obecności. Nie zmienia to faktu, że poza swoim zwierzęcym towarzyszem to praktycznie nikomu nie ufa. Jorel jakoś niezbyt potrafi bardzo długo usiedzieć w jednym miejscu, więc podróżuje po świecie, poza tym to lubi podróżować. Nie popełnia dwa razy tego samego błędu.
Nie prowokuje walk, jednak gdy zajdzie taka potrzeba to potrafi się obronić, co zwykle nie kończy się jakoś specjalnie miło dla jego przeciwnika. Potrafi być brutalny i bezlitosny, jeżeli musi.

Wygląd:
Jorel jest dobrze zbudowanym mężczyzną i mierzy sobie 6,1 stopy (185 cm) wzrostu. Włosy warga są koloru ciemnego brązu i długością sięgają mu do ramion. Na twarzy mężczyzny przeważnie gości kilkudniowy zarost, który jest tego samego koloru co włosy Jorela. Ma nieco uwydatnione kości policzkowe i trochę ostre rysy twarzy, jednak jego usta, nos i uszy są przeciętnych rozmiarów. Na świat spogląda oczami o ciemnym odcieniu niebieskiego. Ogólnie to mimo, że nie narzuca ludziom swojej obecności to coś ciągnie do niego przedstawicielki płci przeciwnej, pewnie jest dla nich atrakcyjnym osobnikiem. Nie nosi żadnej biżuterii, bo jest mu ona po prostu zbędna. Ma jedną, dość długą bliznę, którą i tak mało kto widział. Blizna ta ciągnie się od lewego barku, przechodzi przez lewą część klatki piersiowej i tam właśnie się kończy, łatwo domyślić się, że blizna ta jest pamiątką po cięciu jakimś ostrzem, a co za tym idzie pamiątką po jakiejś walce.
Przeważnie na jego ramieniu siedzi Digne, jednak czasami nie można go tam zauważyć, wtedy albo poluje, albo siedzi na drzewie i "pilnuje" swojego towarzysza.

Ciekawostki:
- Jego dominującą ręką jest lewa ręka, jednak prawą potrafi posługiwać się równie dobrze co lewą.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Napisz wątekOdpowiedz Strona 1 z 1   [ Posty: 7 ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  


Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Style by Daniel St. Jules