Wczytywanie
Teraz jest 21 lis 2019, 01:59


Napisz wątekOdpowiedz Strona 1 z 1   [ Posty: 7 ]
Autor Wiadomość
 Tytuł: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Rekrutacja
PostNapisane: 16 lis 2016, 00:27 
Fechmistrz krzyżaka
Fechmistrz krzyżaka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 03 cze 2012, 15:52
Posty: 335
Lokalizacja: Holy Terra
Odwrócili swe oblicza od Boga-Imperatora i myśleli, że ich arogancja pozostanie bez kary.
Mylili się.
Wszyscy na stanowiska bojowe! Rozpocząć przygotowania do desantu! Pełna moc osłon!
Przybyliśmy do tego systemu i na Imperatora... niesiemy im oczyszczający ogień wojny.

Kapitan Ezehkiel Nantres, głównodowodzący Imperialnej Marynarki w ataku na Tetraphis Aurelia

Pustka kosmosu, nieskończona próżnia wypełniona zimnym blaskiem wiecznych gwiazd. Ostateczne ucieleśnienie bezdusznej obojętności Wszechświata. Pozbawiona odniesienia i wszechogarniająca ciemność o nieprzeniknionej głębi. Okrutna w milczeniu, przerażająca w bezruchu. Chłodna, nienamacalna nicość o pięknie ciemnego aksamitu.

W cieniu brunatnego globu, gazowego kolosa spowitego wieczną burzową wichurą, podłużne mary o mechanicznych kształtach dryfowały spokojnie niczym ławica metalicznych głębinowych stworzeń o rozmiarach całych miast. Między ich pękatymi kadłubami, wzmocnionymi naprędce płytami grubego pancerza dryfowały setki maleńkich, migotliwych światełek mniejszych jednostek, krążących wokół nich niczym wirujące drobinki pyłu. Co raz potężne silniki manewrowe rozświetlały złowrogi znak na burtach dozbrojonych okrętów wewnątrzsystemowej floty transportowej, gdy te korygowały swoje położenie wobec punktu zbornego.
Znak krwawiącej pięści.

Nieprzenikniona pustka wydała się nagle falować na granicy pozycji okrętów krwawej bandery. Nieopisywalne zjawisko, tak potworne w swym nienaturalnym pochodzeniu iż bluźniercze dla samych podstaw istnienia, rozrywało rzeczywistość niczym szponiasta dłoń giganta szarpiąca delikatny materiał. Granice namacalnego wszechświata zapadły się dziesiątkami miejsc, pacząc pojęcia nienaruszalnej więzi czasu i przestrzeni. Zimne światło gwiazd uciekało od tego plugawego fenomenu niczym spłoszone zwierzę, gonione przez smagające pustkę wyładowania mocy o kolorach i kształtach jakich nie mógł ogarnąć zdrowy umysł.

Kilka największych jednostek zgrupowania odpaliło silniki korekcyjne, kierując swe opasłe kształty ku nagłemu fenomenowi.

Wtedy zaś pustka pękła wśród feerii szalonych barw, wydając z siebie głośny jęk bólu....

A kolosalny dwugłowy orzeł pokryty pozłacanymi piórami z plastali zmiażdżył ponad kilometrowy okręt dowodzenia rebelianckiego zgrupowania niczym dziecięcą zabawkę.
Nim zdradzieckie jednostki zdołały odpowiedzieć na atak, z Immaterium wychynęła się długa na sześć kilometrów latająca forteca. Nieposkromiony lewiatan najeżony bronią, której moc zdolna była gasić gwiazdy, a nieprzenikniony pancerz ukuto na podobieństwo katedry sławiącej imię Boskiego Imperatora.
Gdy resztki największego z okrętów rebeliantów odbijały się od opancerzonego kadłuba, makrodziała na burtach olbrzymiego krążownika splunęły ogniem zdolnym zatrząść posadami kosmosu.
"Niezwyciężone Słowo" wbiło się w samo centrum blokady systemu Tetraphis, prowadząc wokół siebie dziesiątki imperialnych okrętów wojennych.

- Raport ze wszystkich pokładów! Wyjście z Osnowy zakończone pomyślnie!
- Staranowany okręt nieprzyjaciela zniszczony! Hermetyczność kadłuba zachowana!
- Baterie burtowych makrodział namierzają cele!
Megalityczny, kilkupokładowy mostek imperialnego pancernika wrzał. Oświetleni zielonkawym blaskiem wyświetlaczy taktycznych kogitatorów, członkowie załogi przemielali tetabajty danych z pola bitwy i wnętrza ich nieposkromionego megalitycznego behemota. Czerwone niczym świeża krew światło bojowego alarmu odbijało się ponurymi refleksami od chromowanych głów niebacznych na nic serwitorów, mozolnie pracujących w setkach niszy budujących ściany olbrzymiej katedry dowodzenia. Wielkie niczym budynki płyty z plastali u frontu komory drgnęły nagle i wśród jęku wysięgników rozsunęły na boki, ukazując płonącą wrakami czerń pustki zza opancerzonych tafli szkła.
A oświetlony płomieniami zniszczenia sianymi z makrodział i laserowych lanc, wsparty o balustradę wysuniętą nad całą komorą dowodzenia okrętem stał mężczyzna w galowym mundurze Imperialnej Marynarki. Jedna dłoń spoczywała na paradnej szabli o rękojeści z czystego złota, a twarz o arystokratycznych rysach spoglądała na układ Tetraphis czerwienią servo oka.
- Zredukować moc silników, prędkość bojowa. Baterie bakburty od siódmej do dziewiątej ostrzelać wyznaczone cele. Lanca sterburty namierzyć silniki systemowca który właśnie manewruje między nami, a "Niepohamowaną Zemstą". Magosini Toransis, co z osłonami?
++Stan osłon przednich 78 procent. Boczne w granicach 90 procent.++
- Doskonale. Pozostałe podsystemy?
++ Moi akolici kończą pełny skan okrętu, kapitanie Nantres. Inicjuję inkantację raportu stanu jednostki.... Chwała Duchowi Maszyny.++

Kapitan Ezehkiel Nantres obrócił się, spoglądając na postać w czerwonej, podartej szacie stojącą za jego plecami razem z pierwszym oficerem i rosłym komisarzem marynarki. Magosini Toransis, jeżeli kiedykolwiek przypominała coś więcej niż kościotrupa o wielu parach rąk z metalu i giętkiego niczym ludzkie żyły okablowania, teraz już nie różniła się z natury niczym od potężnego okrętu który konserwowała wraz ze swymi akolitami. To jednak Nantres, mimo swej cielesności, wiedział na co stać ten ogromny niszczyciel.
I razem z jego Duchem Maszyny przeżywał chłodną, emocjonującą grozę tej bitwy.
- Panie Strabuck proszę poderwać do gotowości myśliwce i ....
- Kontakt od sterburty!
Nantres odwrócił gwałtownie głowę ku loży obsługi czujników okrętu. Zacisnął zęby. Jego podejrzenia się ziściły. Wyminął swojego pierwszego oficera, pana Strabucka i towarzyszącego mu komisarza. Nim jeszcze siadł na fotelu kapitańskim za ich plecami, wczepiając się przy pomocy neuroprzekaźników do podsystemów ogromnego kosmicznego lewiatana z metalu, wiedział gdzie się ukryli i co planowali. Grawitacja gazowego giganta na obrzeżach systemu doskonale maskowała obecność głównej floty rebeliantów przed czujnikami Floty Inwazyjnej. Niewielkie siły systemowe były tylko przynętą, pozostawione na rzeź dawały czas na zajęcie dogodnej pozycji... dla kogoś znacznie niebezpieczniejszego.
- Zidentyfikować przeciwnika! Wszystkie baterie sterburty, rekalibrować i namierzyć nowe cele! Loża łączności! Zaalarmować resztę floty! Panie Strabuck...
- Tak, kapitanie?
- Siły desantowe mają lecieć dalej na pełnej mocy silników, pod osłoną kanonierek i "Niepohamowanej". Przekazać też wiadomość priorytetową na "Furię Świętego". Von Sthum i jego Gwardziści będą mieli za chwilę okazję pochlapać się w błocie. My musimy zająć się swoimi sprawami... Wykonać!


****


Koniec ogromnej hali pokładu startowego hangaru niknął pośród półmroku żółtawych lamp sodowych lśniących pod jego katedralnych sklepieniem. Skojarzenie ze świątynią jakie przyszło Lordowi Generałowi von Sthum'owi na myśl, gdy spoglądał w dół zza przeszklonego tarasu widokowego nie było przypadkowe. Oto bowiem miał przed swymi oczyma najprawdziwszą bazylikę. Kościół w którym oddawano cześć nieśmiertelnemu Mistrzowi Ludzkości, hojnie jej błogosławiącemu Imperatorowi. Tak, hangar był stalową bożnicą Jego majestatu, o ściany którego odbijały się głośne surmy pochwalnej muzyki, której on, Lord Generał był naczelnym dyrygentem. Hur złożony z odgłosów ładowania dział pokładowych i ryku wysokoprężnych silników. Gąsienic wjeżdżających po rampach na pokłady zastygłych w rzędach pękatych brył transporterów inwazyjnych i setek tysięcy par żołnierskich butów, kroczących równo jak na paradzie do wyznaczonych stref załadunku.
Kolumny Gwardzistów mijały się niczym tancerze w idealnie ułożonej choreografii, płynnie reagując na rozkazy zwrotów i zajęcia pozycji. Przygarbione postaci w czerwonych szatach, otoczone wianuszkami mozolnie kroczących chromowanych humanoidów doglądały ostatnich przygotowań transportu pancernych machin wojennych, których nazwy przywodziły na myśl zapomniane bestie z terrańskiej mitologii. Narowiste Chimery jedna po drugiej znikały w przepastnych kadłubach srebrnych pojazdów transportowych. Drżące jakby z podniecenia, szlachetne czołgi Leman Russów przyjmowały pod pokład kolejne porcje świeżo poświęconych pocisków i rzędami zajmowały swe miejsca na pokładach. Smukłe sylwetki Sentineli dosiadane były niczym rumaki przez swych operatorów, niczym żywe stworzenia podnosząc się z ziemi na swych hydraulicznych kończynach i przemykając zwinnie między ogromną rzeszą ludzi oraz stali, a ziejące ogniem Hellhoundy, psy wojny o mechanicznych trzewiach, wyły swymi silnikami o spuszczenie pancernych watach na nieświadomego zguby wroga.

Von Sthum splótł dłonie za plecami. Jego zimna, pociągła twarz wyrażała sobą ponurą satysfakcję. Ten pozorny nieład był w istocie najbardziej precyzyjną z broni jaką dysponowała ludzkość. Układem w którym żaden trybik ani najmniejszy detal nie pozostawał bez znaczenia dla całości oraz bez kontroli jego osoby. Jeżeli w tym zimnym, niezbadanych wszechświecie było coś godniejszego dla bycia apoteozą Boga-Imperatora, Lord Generał nie znał tej rzeczy.
Gwardia Imperialna. Młot Jego Świątobliwości. Orkiestra chwały Zasiadającego na Tronie Terry, której von Sthum przewodził i na której za kilka godzin zagra najpiękniejszą pośród wszystkich pochwalnych pieśni.
Wojnę.

- Postęp? - Rzucił, nie odrywając wzroku od obrazu za przeszkloną ścianą. Młody blondyn w randze porucznika Żelaznej Gwardii, ubrany w nienagannie na nim leżący mundur paradny, strzelił obcasami połyskujących oficerek.
- Dziewięćdziesiąt procent załadunku zakończone, sir. Właśnie otrzymaliśmy potwierdzenie gotowości eskadr osłonowych na poziomie drugim.
Loża tarasu widokowego, zadymionego pomieszczenia rozświetlanego bladym żółtawym światłem lamp, przypominała raczej salon klubów dżentelmena z imperialnych światów niż wnętrze wojennego okrętu marynarki. Na stole z duriańskiego mahoniu stała karafka i trzy napełnione szklanki. Osobisty strateg Lorda z ramienia Departamento Munitorium, Shaft stał niedaleko wpatrując się swym czerwonym niczym krew servo-okiem w monitor podręcznego kogitatora. Lord Komisarz Syrgiusz Malo siedział zaś rozparty w jednym z wygodnych foteli, przyglądając się w zamyśleniu popalanemu cygaru. Paradne mundury trzech mężczyzn prezentowały się gustownie i z klasą przystająca najwyższemu dowództwu imperialnemu. Jakże różny był to los od tego, który niedługo podzielą zwyczajni Gwardziści wespół z rzeszami rebeliantów i heretyków okupujących Aurelii.
Tethrapis Aurelia... Planeta produkcyjna. Jedna z dwóch w systemie Tetraphis, ważny element zaplecza militarnego podsektora. Rozwinięty ośrodek miejski, z zabudowaniami fabrycznymi obejmującymi półwysep megakontynentu i ważnymi instalacjami wydobywczymi w jego centralnej części. Do niedawna zapewniał dostawy broni oraz rekruta branego spośród dwudziestu pięciu miliardów feudalnych ploretariuszy. Do czasu, gdy siły Waaagh! Czougozgniota zakłóciły dostawy pożywienia z planet takich jak Ianne III. Wygłodniałe masy zawsze były podatne na sugestię i dzięki odpowiednim zabiegom Administratum obalenie dawnej władzy przechodziło zazwyczaj po myśli Imperium, ot wymiana jednych pionków na inne. Tym razem jednak hołota robotnicza Aurelii posunęła się o jeden krok dalej, przywiedziona do zguby podszeptami nieznanych lecz ponurych głosów. Ich lekkomyślność w obliczu rosnącego konfliktu z Zielonoskórymi była godna kary, jednak oni na tym nie poprzestali. Populacja Aurelii przekroczyła granicę tolerancji. Dopuściła się największej zbrodni, najpodlejszego grzechu jaki może skazić człowieka.
Planeta Tethrapis Aurelia była trawiona herezją.
"Falanga Aurory". Secesjoniści których nazwa nie miała dla Astra Militarum żadnego znaczenia. Obalili władzę Imperium na swojej planecie, a nawet zdołali przejąć część lokalnej floty systemowej. Uzyskując dostęp do okrętów, chociażby ograniczonego zasięgu, stawali się zagrożeniem dla nadal lojalnej drugiej planety układu, Hontaru. Było jeszcze coś, ponura tajemnica przekazana Lordowi przez agentów sił z jakimi nawet bogobojna generalicja nie chciała mieć wiele wspólnego. Na jej podstawie oraz z uwagi na pomyślny rozwój kwestii Ianne III, Dowództwo Segmentum przydzieliło Lordowi Generałowi von Sthum'owi nową misję.
Odbicie Tethrapis Aurelia z rąk rebeliantów.
Powstrzymanie Arcywroga.

Von Sthum obrócił się i podszedł do stołu. Wzniósł jedną ze szklanek napełnionych ciemnym płynem.
- Panowie, zgodnie z moim hrono za trzy godziny osiągniemy wyznaczoną orbitę Tethrapis Aurelia. Mieszkańcy tej planety sprzeniewierzyli się Imperium i Jego władzy, jedynych wykonawców woli Boskiego imperatora Ludzkości. Przez ich samolubną rewoltę zagrożone są dostawy dla całego podsektora, a w dobie wojny z Zielonoskórymi na tym obszarze nie możemy sobie pozwolić na niesubordynację frontu produkcyjnego. Siły inwazyjne Gwardii Imperialnej kończą swój załadunek na pokłady okrętów desantowych, a statki Imperialnej Marynarki zajmują pozycje na wyznaczonych orbitach ponad celami bombardowań. Za chwile powinniśmy otrzymać meldunek o stanie ich gotowości bojowej. Panowie, powstańcie.
A gdy powstali Lord Generał von Sthum stanął na baczność.
- Wznoszę toast za początek kolejnej, chwalebnej kampanii. Układ Tetraphis trawi zepsucie Arcywroga ale oto nastał jego koniec. Nie zawahamy się. Nie okażemy litości. Poświęcimy wszystko i wszystkich pod swoją komentą jeżeli tego będzie wymagało zwycięstwo. Jesteśmy Młotem Imperatora. Jesteśmy jego Gniewem!


***


AVE IMPERATOR!


Nadszedł czas, by wyjść do was drodzy gracze z propozycją kolejnej po „Byliśmy Gwardzistami” i „O jeden Ork za daleko” sesji w klimatach Gwardii Imperialnej. Tym razem siłom 450 Cadiańskiego Regimentu Szturmowego przyjdzie walczyć z plugawymi heretykami i zdrajcami na owładniętej rebelią produkcyjnej planecie Tethrapis Aurelia.
Niechaj walczą dzielnie!

Dla tych którzy nie znają dobrze uniwersum Warhammera 40k, cytuję siebie samego z poprzedniej sesji:

„Akcja sesji dzieje się na przełomie 41 millenium, gdzie wśród gwiazd toczy się nieustanna wojna między ludzkością, złowrogimi i obcymi rasami kosmicznej pustki oraz oszalałymi koszmarami śmiertelnych obleczonymi w ciało, Chaosem. W świecie tym człowiek od dziesięciu tysiecy lat walczy o swe przetrwanie zjednoczony jako gatunek przez największe mocarstwo w swych dziejach, Imperium Człowieka. Jego założyciel, obrońca i bóg, Imperator Ludzkości, ze Złotego Tronu Świetej Terry - kolebki ludzkości, broni jej każdego dnia przed potwornościami Spacznim, tocząc mentalny bój o przetrwanie calej rzeczywistości. Gdy zaś On, Mistrz Ludzkości, pogrążony jest w tym tytanicznym boju, jego dzieci wspomagają go na tym świecie, pełne wiary oraz determinacji. Zakony genetycznie zmodyfikowanych nadludzi, Adeptus Astrates, zwanych Kosmicznymi Marines, są posłańcami Jego gniewu tam, gdzie zawodzi wszelka nadzieja i pleni się najgorsze zło. Nieprzejednany Eklezjarchat, kościół Imperatora, niesie słowo boże w najdalsze zakątki wszechświata, wspomagany przez zastępy kapłanów i fanatycznych mniszek-wojowniczek Adepta Soritas. W kosmosie swe tytaniczne bitwy toczą monumentalne, gotyckie galeony Imperialnej Marynarki, zbudowane na bazie tajemnej wiedzy marsjańskich Kapłanów Maszyny. Zaśwszędzie tam, gdzie plugastwo, herezja i zło plenią się potejemnie, zagrażając istnieniu rasy ludzkiej, kroczą wśród cieni straszliwi wysłannicy Inkwizycji. Na nic jednak te potężne siły, na nic ich niezwyciężone maszyny, wiara czy nadludzkie umiejętności, gdyby nie barki zwyczajnych ludzi, jacy pierwsi stawiają czoła koszmarom czterdziestego pierwszego millenium.
Gdyby nie bilion żołnierzy Gwardii Imperialnej.

Zebrani z milionów światów Imperium Człowieka, zwyczajni mężczyźni i kobiety uzbrojeni jedynie w wierne lasguny oraz wiarę, są pierwszą i niekeidy ostatnią linią oporu przeciw ciemności kosmicznej pustki. Są prawdziwymi bohaterami, gdyż będąc jedynie ludźmi dokonują nadludzkich czynów heroizmu i poświecenia, by choć jeszcze jeden dzień cała nasza rasa mogła istnieć wśród złowróżebnych gwiaz.

Wrogów jest wielu. Krwiożerczy Orkowie, pokrętni Eldarzy, krnąbrni Tau, przerażający Tyranidzi... szaleńcze koszmary Chaosu...

Oni jednak dadzą im radę. Nie ulękną się. Są Młotem Imperatora.
Pierwszą i ostatnią linią obrony ludzkości. "


Tutaj cytat o systemie:

"System na jaki oprzemy rozgrywkę nazywa się Only War i pozwala wcielić się w rolę Imperialnych Gwardzistów, niedocenianych ale najbardziej odważnych słóg Imperatora. Zwyczajnych żołnierzy którzy muszą obronić Domenę Ludzi przed o wiele potężniejszymi wrogami za pomocą swojej odwagi, wiary oraz nieskończenie potężnego arsenału prastarej broni.
System jest mało skomplikowany, oparty na mechanice Warhammer Fantasy Roleplay ed.2 ( tej samej, na której graliśmy sesję "W matni Wielkiej Czwórki"), acz zmodyfikowany nieco na potrzeby pola bitwy 40 tysiąclecia. Z tego względu pewne uwagi:

System jest militarny. Praktycznie cała sesja będzie jedną wielką grą wojenną. Nie uświadczycie tutaj wielu spisków, gry o wielkie pieniądze itp. Tutaj będzie krew, sprawdzian waszej umiejętności taktycznego myślenia, moralne wybory, płacz nad pokiereszowanymi ciałami towarzyszy broni i brutalna walka na bagnety. Wiele strzelania, każda sekunda liczona, każdy ruch palcem przemyślany. Sieczka ze stoperem w dłoni.
System może nie być znany, gdyż jest anglojęzyczny, a samo Uniwersum na naszym forum chyba mało popularne. Tak więc w rekrutacji chciałbym tylko zgłoszenia do udziału w sesji, następnie razem z zainteresowanym stworzę mechaniczną część postaci, a on w międzyczasie napisze historie i wklei ją do tematu. Nie obawiajcie się, że nie zdążycie ze zgłoszeniem, jest wiele miejsc.
W OW tworzymy nie jedną, a DWIE postaci. Tak, dwie. Swoją, główną postać i twz. Towarzysza. Gramy bowiem członkiem wielomilionowej armii, tak więc posiadanie prywatnego NPC odzwierciedla liczebność sił IG na polu bitwy. W praktyce jest tak, że postać głowna to jakby bohater pierwszoplanowy filmu wojennego, zaś Towarzysz to postać drugoplanowa. Nie tworzy się mu statystyk, acz trzeba by miał imię, historię, wyjaśnieni dlaczego trzyma się z postacią główną itp. No i jeszcze.... nie przywiązuje się do nich. ONI GINĄ. "

Odnośnie teraz samej rekrutacji.
W temacie z Komentarzami umieszczę informacje odnoście 450 Cadiańskiego Regimentu Piechoty Liniowej, gdyż rekru i tak jest już bardzo długie, przez co męczące do czytania. W tym temacie tylko:

- Zgłaszamy chęć gry, jaką klasą chcielibyśmy grać.
- Umieszczamy swoją kartę postaci wraz z historią, którą tworzymy razem z MG.

Dlaczego chcę wstępnego określenia Klasy Postaci? Gdyż w OW gra się jednym oddziałem, przez co pewne klasy (takie jak Sierżant, Medyk, ew. Kapłan) nie powinny się dublować. Dlatego też od razu oto dostępne klasy postaci:

- Heavy Gunner ( wielki, silny koleś który nosi ciężki sprzęt np. Ciężki Bolter albo Ciężki Miotacz Ognia)
- Medic (Łapiduch. Oj chcecie go mieć w swojej drużynie. Szczególnie jeżeli wróg ma dużo granatów)
- Weapon Specjalist (wbrew pozorom "zwyczajny" Gwardzista. Może wybrać sobie specjalizację w jakiejś broni, np. Plazmowym karabinie, Wyrzutni rakiet itp. Lub latać sobie z ukochanym Lasgunem i radośnie strzelać do wrogów Imperatora)
- Sergeant ( Sierżant. On dowodzi. Proste)
- Operator (Operator to koleś z przeszkoleniem, który zazwyczaj pilotuje pojazdy lub inny cięższy sprzęt. W przypadku 450'tego nie ma pojazdów, więc Operator może być tzw. "Zbrojmistrzem" lub osobą która ze wzgledu na przeszłość ma nieco pojęcia technicznego).

To są takie "zwyczajne" Klasy Postaci w OW. Prócz tego są jeszcze "specjalne", jakby nieco silniejsze klasy. Nie dajcie się jednak zwieść, ich siła polega na specjalizacji, dostają za to mniej PD. Do wydania na początku i mają węższe pole popisu na innych polach. Oto one:

- Commissar (Komisarz. Oficer Polityczny. Strzela. Gwardzistom. W. Potylicę. Oczywisćie tylko wtedy, kiedy chcą uciekać przed wrogiem. Tak normalnie to tylko na nich wrzeszczy i strzela do nich za zbyt słabo wypolerowane buty.)
- Ministorum Priest (kapłan polowy. Twardziele z wielkimi piłomieczami, którzy śpiewając pobożne pieśni szarżują pod ciężki ogień wroga. A wy za nimi. No ale przyjamniej przed straczeńcą szarżą mogą wyspowiadać)
- Tech-Priest Enginseer (są to kapłani Boga Maszyny – kultu pochodzącego z Marsa i uznającego boską potęgę technologii ponad organiczne życie. Dowódca 450'tego, Pułkownik Melchet, ma pewne koneksje w Adeptus Mechanicum więc w jego regimencie przewijają się czasami Kapłani Boga Maszyny)
- Sanctioned Psyker (psykerzy to mutanty, ludzie którzy posiedli umiejętność władania mocami psionicznymi. Potrafią manipulować rzeczywistością siłą swojego umysłu oraz władają mocami Osnowy, przez co są zarazem nienawidzeni jak też wysoko cenienie przez Imperium. Wśród nieco zacofanych mieszkańców imperialnych światów uchodzą za czarowników, przynoszących pecha i śmierć. Nie ma co się dziwić... większość zazwyczaj kończy jako pokarm przypadkowo przywołanych z Osnowy demonów. Nie przeszkadza to jednak dołączać ich do odziałów Imperialnej Gwardii gdy potrzebna jest dodatkowa "pomoc".)
- Ogryn (tzw. Abhuman. W przeciagu tysięcy lat ludzkość ewoluowała na niektórych planetach w nieco odmienne formy, przystosowane do życia w odmiennych od ziemskich warunkach. Ogryni to jedni z takich "odludzi". Wyróżniają się ogromną posturą, siłą tura i inteligencją siedmiolatka. Po lobotomii. Ogólnie jednak są rozbrajająco uroczy. Boją się ciasnych pomieszczeń...no i śmierdzą. Ale uroczy)
- Ratling (kolejny Abhuman. Tym razem coś jakby hmm... wściekły Hobbit. Szalenie dobrzy snajperzy z lekkim pociągiem do kleptomanii, picia, bicia... w sumie to jakby irlandzkie Hobbity. I dobrze gotują)

Nie będę ustalał ilości graczy, zobaczymy ilu się zgłosi :). Myślę, że rekrutacja potrwa od 16.11 do 02.12.

W razie potrzebnych informacji spoglądajcie do sesji "O jeden Ork za daleko" oraz do tego tematu, będę się starał rozwiewać wasze wątpliwości.

Obrazek

_________________
I nie poznają co to strach!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Rekrutacja
PostNapisane: 16 lis 2016, 16:07 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 14 sie 2012, 22:23
Posty: 12641
Lokalizacja: M(h)roczna Wieża
Imię: Joahn Ironwood
Pochodzenie: Cadia
Wiek: 34 lata

Wygląd: Zdecydowanie nie najpiękniejszy - wcześniejsze się postarzał, a jego twarz pokryta jest już wieloma zmarszczkami i bliznami - wszystko to niknie jednak przy jego paskudnym uśmiechu i spojrzeniu - nawet niektórzy komisarze czują się nieswojo widząc go - a wśród żołnierzy wywołuje strach zapowiedzią niepowstrzymanej furii - tak naprawdę jednak ma po prostu paskudny uśmiech niezależnie od charakteru - i pozostaje paskudny niezależnie od tego czy cieszy się, czy też jest wkurzony. Mierzy nieco ponad metr i osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, będąc raczej przeciętnej budowy - jest jednak "żylasty" i w jego niepozornym ciele drzemie spora siła i wytrzymałość. Po bitwie o Ianne przybyło mu jeszcze kilka blizn. Na noszącym nadal oznaczenia jego poprzedniego regimentu domalował symbol, będący herbem Ianne - na pamiątkę trudnej kampanii...

Art: http://belloflostsouls.net/wp-content/u ... Guard1.jpg

Charakter: Sierżant Ironwood jest człowiekiem nieustępliwym, który walczy do samego końca - widział tyle okropieństw że nic już chyba nie może go zdziwić. Wykonuje rozkazy najlepiej jak może - chociaż kilka razy zdarzyło mu się nieco je modyfikować według własnego uznania - jednak nigdy nie zdradził przełożonego ani jawnie mu się nie sprzeciwił - po prostu stara się zawsze jak najlepiej wykonać zadanie. Wobec tchórzy i zdrajców nie ma litości. Jest wiernym wyznawcą Boga-Imperatora, ale raczej nie fanatykiem - wierzy w Gwardię i Imperatora, ale niekoniecznie we wszystkie głupoty Imperium - chociaż jawnie tego nie okazuje.

Historia: Historia sierżanta Ironwooda mogłaby być historią większości Cadian - oboje jego rodziców było weteranami Gwardii, a Joahn zgłosił się do służby z własnej woli w wieku szesnastu lat trafiając do 150-tego regimentu "Nieustępliwych". Regiment został rychło przeniesiony na front walki z Tyranidami - a właściwie lepiej powiedzieć, rzucony im na pożarcie na dalekim świecie Guerta - ważnym z powodu istniejących tam fabryk uzbrojenia.Wybuch rebelii genokradów w ciągu kilku dni doprowadził do zniszczenia kilka regimentów i całej drużyny Ultramarines. W oddziale Ironwooda w ciągu tygodnia polegli wszyscy oficerowie, kapłani i komisarze - zaś sam oddział został zmuszony do wycofania się do starej, zrujnowanej imperialnej fabryki. Ironwood przejął dowodzenie, zastrzelił największego defetystę i poprowadził ocalałych towarzyszy do walki - trzy dni bronili ruin katedry, wykorzystując porzucony przez zbiegłe oddziały sprzęt i przewagę terenu - ostatecznie po trzech dniach z fabryki niewiele zostało po tym gdy na rozkaz samozwańczego dowódcy zaczęto wysadzać ściany aby przygnieść atakujące potwory, a z blisko setki ludzi przy życiu pozostała dziesiątka - ranna i bez amunicji. Wokół katedry spoczywały jednak setki martwych Tyranidów, a Ironwood chociaż zdążył już wydać rozkaz ostatniego ataku na bagnety doczekał odsieczy - niedobitki oddziałów Gwardii przegrupowały się i przeprowadziły kontratak, zaś do systemu przybyła flota imperialna, która zdołała unicestwić Tyranidów. Nikt nie spodziewał zastać się żywych ludzi na opanowanym przez Tyranidów terenie - a Ironwooda uznano za bohatera i awansowano do stopnia sierżanta. W ciągu następnych lat brał udział w kolejnych operacjach przeciwko obcym wraz z resztą 150-tego - wśród których szczególnie zapisała się bitwa o Regusa IV - opanowany przez orków świat, na którym znajdowały się szczególnie cenne relikwie. Desant 150-tego był tragiczny w skutkach - artyleria orków strąciła większość desantowców, a niedobitki zmuszone były desperacko walczyć o przetrwanie. Ironwood przeżył kraksę i dostał się do zniszczonego transportowca - gdzie odnalazł nadal sprawny czołg - i nadal żywego ogryna będącego najpewniej ochroniarzem martwego kapitana oddziału. Marg, bo tak się nazywał ów Ogryn był jak na standardy swej rasy wyjątkowym intelektualistą - i po zaledwie pół godziny Ironwood zdołał nakłonić go do wejścia do czołgu (przez dziurę w burcie) i trzymania steru prostu, podczas gdy sierżant zajął się uzbrojeniem. Niepowstrzymanie prąca do przodu maszyna, nic nie robiąca sobie z orków i miażdżąca ich pod swymi gąsienicami zdołała przebić się do punktu zbornego - i choć 150-ty został tego dnia wybity praktycznie do nogi, to Ironwood z swym nowym towarzyszem doczekał ostatecznie ewakuacji. Z racji rozbicia swojego regimentu został przydzielony do 450-tego... Jego pierwszą misją z regimentem była obrona Ianne III przed najazdem Wrommli Czougowego Szefa. Ironwood wraz z swoim oddziałem został przydzielony do misji na tyłach wroga, która w końcu przekształciła się w desperacką próbę likwidacji dowodzącego WAAAAGH! herszta. Oddział sierżanta wykonał misję, jednak sam sierżant, ciężko ranny przez wiele tygodni spędził w szpitalu - aż do momentu gdy na własne życzenie wypisał się, to jest uciekł, wiedząc że jeszcze kilka dni "leczenia" i wyciągnie kopyta prędzej niż pod orkowymi kulami... Teraz zaś czeka go kolejna kampania...

Statystki:

BS 31
S 30
T 30
Ag 33
Int 37
Per 30
Wp 35
WS 40
Fel 50
PŻ 14
FP 2

Aptitudes: Defence, Fellowship, Leadership, Perception, Strength, Toughness, Weapon Skill, Foresight, Athletics, Fieldcraft

Skills: Command (+10), Scholastic Lore (Tactica Imperialis), Common Lore (War), Common Lore (Imperium), Common Lore (Imperial Guard), Linguistic (Low Gothic), Get Them!, Dodge.

Talents: Iron Discipline, Weapon Training ( Chain, Las, Low-Tech ), Rapid Reload, Nerves of Steel

Ekwipunek: Uniform, Zestaw odzieży ciepłej,Common Craftmanship Chainsword , Common Craftmanship Laspistol + 4c charge pack , M36 Lasgun z uchwytem na bagnet + 4 x charge pack , 3x granat Frag , 2x granat krak , Mono bagnet , Flak Armour , Plecak/Torba, Combi-tool , Menażka, Manierka, Koc i Śpiwór, Zestaw do higieny, Nieśmiertelniki, "Imperial Infantryman Uplifting Primer", Dwutygodniowe racje żywnościowe, Hrono (zegarek), Mikrofon ze słuchawką, Saperka;

Chatred Enemy: Chaos



NPC:
Klasa/Rasa: Ogryn
Imię: Marg
Wygląd: Jak to Ogryn - wielki i brzydki. Ma problemy z higieną osobistą i gromadzenie różnych śmieci - czasem dość kuriozalnych, w rodzaju starego durszlaka. Nigdy nie wiadomo co znajdziesz w jego plecaku. Po bitwie o Ianne Marg miał wygrzebać z resztek czołgu Wrommli Czougowego Szefa jakimś cudem zachowaną czachę wielkiego orka i z górnej części zrobić sobie makabryczny kask. Jego trofeum jest obiektem zazdrości wielu innych ogrynów, z których kilku wybił już zęby gdy próbowali odebrać mu niecodzienne nakrycie głowy.
Art: http://media.moddb.com/images/mods/1/24 ... QxG5y5.jpg

Charakter: Prawdziwy intelektualista. Liczy do dwóch i potrafi jednocześnie myśleć i oddychać - jednak nie ma co oczekiwać po nim że coś jednak wymyśli. Uparty - gdy coś mu się każe, będzie to robił do skutku. Towarzyszy swojemu sierżantowi od wielu lat jako ochroniarz - a także w razie potrzeby tragarz i poganiacz reszty oddziału. Swojego sierżanta uważa za istotę o nadludzkich zdolnościach i inteligencji - po tym jak uruchomił czołg znajdując magiczną runę "ON". Lubi pieczone szczury.

Historia: Niewiele wiadomo o historii Marga - jednak sam jego widok pozwala sporo przypuszczać. Jest Ogrynem. Lubi walczyć. Walczy dla Gwardii i Imperatora. Lubi Gwardię i Imperatora. To wszystko co można od niego wyciągnąć - i z reguły nikt woli nie dociekać więcej. Od kilku lat towarzyszy sierżantowi, na wszystkie próby przeniesienia go gdzie indziej reagując agresją - a więc nikt nie próbuje, aby zachować wszystkie kończyny na swoim miejscu.

_________________
Nie znosisz ludzi, kontaktów z nimi, czujesz się źle za każdym razem, gdy opuszczasz swoją siedzibę. Gdy już musisz wchodzić w interakcję ze społeczeństwem, dajesz się poznać jako osoba wyjątkowo nieprzyjemna, neurotyczna, sakrastyczna i groźna.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Rekrutacja
PostNapisane: 19 lis 2016, 23:18 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 11 sty 2012, 12:41
Posty: 29005
Gra w: Wiedźmin, Dragon Age
Imię: Zoria
Nazwisko: Horg
Stopień/klasa: weapon specialist
Wiek: 25 lat
Wzrost: 183 cm
Waga: 78 kg
Planeta urodzenia: Cadia

Wygląd:
Wysoka, dobrze zbudowana dziewczyna, dorównuje posturą niejednemu mężczyźnie. Widać że siły jej na pewno nie brakuje. Na zbyt grzeczną nigdy nie wyglądała. Spojrzenie zielonoszarych oczu jest zwykle ponure, lub skupione na celu jak u drapieżnego ptaka, a na ustach często błąka się wyraz czegoś pomiędzy zniesmaczeniem i groźbą.
Długa blizna po ciosie nożem na prawym policzku, nierówno przycięte, krótkie włosy w kolorze wyschniętego siana i kilka tatuaży także nie sprawiają zachęcającego wrażenia, ale to nie wszystko. Lewa połowa twarzy Zorii jest bowiem zniekształcona całą siatką krzyżujących się blizn po odłamkach, przez czoło i łuk brwiowy przebiega potężna szrama po orkowym siekaczu, a całość tworzy szczególnie paskudne wrażenie, gdy Zoria uśmiecha się na wspomnienie bitew z zielonoskórymi, lub z nadzieją na kolejną rozróbę.
Spoiler:

Charakter:
Zoria nie grzeszy zbyt wybujałym intelektem. Jest małomówna, a jeśli zaśmieje się znienacka, to zapewne dlatego, że właśnie dotarł do niej sens jakiegoś wypowiedzianego wcześniej żartu (nie pytajcie ile wcześniej).
Zasadniczo Zoria wierzy w to wszystko w co gwardzista powinien wierzyć bez zastrzeżeń, tylko... Cóż, niewiele poradzi na to, że łatwiej zaufać osobie z krwi i kości będącej blisko, niż dalekiemu Bogu-Imperatorowi, choćby miał być ojcem i wybawicielem. Skutkiem czego jest lojalna przede wszystkim wobec swojego towarzysza. No i dowódcy. Ale najpierw towarzysza. Onufremu ufa na ogół bez zastrzeżeń, chyba że w pobliżu znajdzie się komisarz Aleksander Horn, który od czasu kiedy zaatakował orka gołymi pięściami jest dla dziewczyny niemalże bóstwem. Inna sprawa, że do bicia wszelkiego rodzaju plugastwa wcale dodatkowo zachęcać jej nie trzeba. Zawsze drzemała w niej agresja, hamowana tylko ślepym posłuszeństwem. Wojna wyzwoliła jednak w dziewczynie jakąś ponurą dzikość. Kiedyś bez rady Onufrego Zoria wydawała się zagubiona, teraz to jednak ratling zazwyczaj uważnie ją obserwuje i próbuje zawczasu mitygować, aby nie wdawała się w niepotrzebne bójki i kłopoty. Zoria uwielbia broń, zwłaszcza ostrza i zdaje się nie znać strachu, a w walce potrafi się zapamiętać bez reszty.

Historia.
Zoria jest jedynym dzieckiem kucharza-zaopatrzeniowca. Jej matka zginęła w czasie walk z kultystami tak dawno, że dziewczyna pamięta ją tylko z opowieści ojca. Zoria pomagała ojcu odkąd tylko dostatecznie odrosła od ziemi, ale zdarzało jej się stanowczo za często zadumać o niebieskich migdałach kiedy miała robić coś zgoła konkretnego. W zupie wtedy lądował niechcący but, lub nawet zdechły szczur, a na plecach Zorii zwinięte ścierki i ciężka chochla, którą kucharz miał zawsze na podorędziu. Docinków i uwag także nigdy córce nie szczędził, bo jego zdaniem była po prostu leniwa. A jednak Zoria zmieniała się do niepoznaki, kiedy tylko w jej ręce wpadała broń. Wtedy potrafiła się nie tylko skupić, ale z prawdziwym zacięciem trenować. Mogłaby być żywą ilustracją powiedzenia, że Cadiańczycy najpierw uczą się strzelać a potem pisać. Wykazywała też ponadprzeciętną zręczność we władaniu nożami i tasakami. Nic więc dziwnego, że uwielbiała jednego z żołnierzy Obrony Planetarnej, ratlinga Onufrego, który dość często gościł w kuchni ojca. Mogłaby bez końca słuchać jego wojennych opowieści i wznosić z nim okrzyki na pohybel kultystom, a po cichutku (bo przestrzegał, że złego się nie kusi) pomstować na całą resztę demonicznej hołoty chaosu. Niestety nagle i bez znanego Zorii powodu Onufry znikł, a po kilku miesiącach niespełna 13-letnia dziewczyna, wpadła w oko zupełnie nieodpowiedniego człowieka. Czarne owce zdarzają się wszędzie. Stiehr był członkiem gangu rabusiów i przemytników. Dużo starszy, inteligentny i bezczelny bez trudu zaimponował młodej obyciem i – przede wszystkim – swoimi umiejętnościami. Uczył ją walki wręcz, chwaląc przy każdym postępie. Nie wiedzieć kiedy Zoria powoli upodabniała się do Stiehra wyglądem, próbowała naśladować jego zachowanie, aż w końcu dała się wciągnąć w perfidny plan kradzieży broni z magazynów OP. Szczęściem na gorącym uczynku przyłapał dziewczynę nie kto inny jak Onufry. Sam święty w młodości nie był, nie wydał jej więc, tylko dokładnie i długo wyperswadował z głowy fałszywą ścieżkę (nic przy tym nie mając do „nieuczesanego” wizerunku dziewczyny). Od tamtej pory Zoria dałaby się za Onufrego pokroić na plasterki. On wkrótce zaciągnął się do formowanego 450’go regimentu, ona zaś wraz z rówieśnikami odsłużyła swoje w Białych Tarczach. Do ojca już wracać nie chciała. Wzorem towarzysza miała wstąpić do Gwardii, ale los szykował jej jeszcze jedną niespodziankę. Została porwana przez łapaczy w trakcie przymusowego zaciągu i wbrew swojej woli wcielona do załogi statku, który miał pozostać jej „domem” już na zawsze. Nie to, żeby nie chciała stamtąd uciekać, ale jakoś brakowało dobrego pomyślunku. Odsłużyła jednak tylko trzy lata, zanim trafiła jej się wręcz wymarzona okazja. Statek transportował gwardzistów 450’go regimentu. Kiedy Zoria znów spotkała Onufrego prawie nie mogła w to uwierzyć. Z jego pomocą wszystko wydawało się proste. Uciekła do regimentu i do towarzysza, którego jeszcze kilka dni wcześniej nie spodziewała się już więcej zobaczyć. Młodzieńczy bunt minął Zorii już ładnych kilka lat wcześniej, ale jeszcze z początku swojej służby w 450-tym nadal sprawiała wrażenie bardziej przywodzące na myśl zrekrutowanego gdzieś przymusowo wyrzutka niż wzorowego cadiańskiego żołnierza. Ratlingowi odpowiadało to całkowicie, gdyż miał w dziewczynie posłusznego pomocnika, wiernego kompana i groźnego „ochroniarza” w czasie karczemnych rozrób na przepustkach, znaczy się – przydatne narzędzie, z którego mógł w dodatku niewybrednie żartować. Regiment został jednak szybko posłany do walk z WAAAGH! Czougozgniota na planecie Ianne III i z czasem odmierzanym kolejnymi bitwami coś zaczęło się zmieniać. Kiedy przydzieleni do nowej drużyny dowodzonej przez sierżanta Ironwooda Zoria i Onufry wzięli udział w zwiadzie, który przerodził się w desperacki zamach na Wrommlę Czougowego Szefa, oboje byli już innymi osobami. Gwardzistka czuła się na froncie jak ryba w wodzie, natomiast Onufry był coraz bardziej zmęczony żołnierskim żywotem, do tego stopnia, że ostatecznie gotów był zaryzykować dezercję i spróbować potajemnie zostać na Ianne III, gdy regiment pakował się już na statek. Wtedy odwróciły się role. Zoria przypadkiem przyłapała niedoszłego dekownika i swoim prostolinijnym sposobem („A walnąć cię przez łeb?”) oraz tyleż naiwną, co zatwardziałą wiarą nakłoniła do pozostania w zaszczytnej służbie Imperium Ludzkości.

Statystyki:

WS 53
BS 35
S 30
T 40
Ag 40
Int 20
Per 30
Wp 38
Fel 20
PŻ 12
PP 1

Aptitudes: Agility, Ballistic Skill, Fellowship, Fieldcraft, Finesse, Foresight, Weapon Skill,Toughness.
Skills: Athletics (+10), Navigate (Surface), Common Lore (Imperial Guard +10 , Imperium, War +10), Linguistic (Low Gothic), Dodge.
Talents: Rapid Reload (x2),Weapon Training (Las, Low- Tech, Chain), Quick Draw, Furious Assault, Whirlwind of death, Sprint.

Equipment: Uniform, Zestaw odzieży ciepłej, Common Craftmanship Laspistol + 2 charge pack , Dobrej jakości M36 Lasgun z uchwytem na bagnet + 4 x charge pack , 2 x granat Frag , 6 x granat krak , Mono bagnet , Flak Armour , plecak/torba, Combi-tool , saperka, menażka, manierka, koc i śpiwór, zestaw do higieny, nieśmiertelniki, "Imperial Infantryman Uplifting Primer", dwutygodniowe racje żywnościowe, hrono (zegarek), mikrofon ze słuchawką.

NPC:
Klasa/rasa: ratling
Imię: Onufry

Wygląd: Rudy jak marchewa, wąsaty ratling, który nie rozstaje się nigdy ani ze swoją bronią, ani z fajką. Już na pierwszy rzut oka widać w nim osobnika energicznego i wesołego w sposób, którym potrafi sobie zjednać ludzi. Mocno kontrastuje ze swoją dużą, małomówną towarzyszką.
Spoiler:

Charakter:
Niepoprawny gaduła i mitoman, który ma w zanadrzu całą gamę opowieści i pomysłów ma każdą okazję. O jego przeszłości krąży przynajmniej dziesięć różnych wersji życiorysu, które dowolnie zmienia i ubarwia kiedy jest mu to na rękę. Przy tym na pozór wieczny optymista. Zwykł mawiać, że nie ma sytuacji bez wyjścia, choćby nawet niebo waliło się na głowy. Twierdzi również, że niezawodnym lekarstwem na brak weny jest łyk czegoś mocniejszego. Onufry lubi żartować i ponoć potrafi rozbawić nawet największego ponuraka. W rzeczywistości pod maską beztroskiej jowialności kryje spryt, który rzeczywiście pozwala mu wychodzić cało z wielu niebezpieczeństw. Zawsze służył bardziej sobie samemu, niż jakiejkolwiek idei i dbał jedynie o swój własny zadek. Zaczęło się to zmieniać dopiero wtedy, gdy zrozumiał, że z Zorią łączy go prawdziwa przyjaźń, której sam się po sobie nie spodziewał. Od tej pory stał się raczej „optymistycznym fatalistą”, choć nadal lubi kombinować i improwizować, co czyni z nabytym przez lata hultajskim wdziękiem i humorem, pod którymi starannie skrywa wszelkie uczucia i tajemnice.

Historia:
Skąd pochodzi Onufry wie chyba tylko on sam, albo i to nie. Z pewnością nie wiedział tego ojciec Zorii i ona też nie wie, bo za każdym razem Onufry opowiada inaczej. Faktem jest, że przebywał na Cadii od dawna, a jego znajomość z kucharzem i dziewczynką zaczęła się krótko po tym, jak matka Zorii zginęła w jednej z bitew.
Pracując w magazynach Obrony Planetarnej Onufry miał wygodną i stwarzająca wiele możliwości posadę. Machlojki i defraudacje ostatecznie zmusiły go jednak do zaciągnięcia się do 450-tego, zanim zbyt zuchwałe kombinatorstwo wyszło by wreszcie na jaw. W regimencie też potrafił się urządzić w miarę wygodnie (możliwie jak najdalej od pierwszej linii frontu), w zasadzie aż do momentu, kiedy przestał myśleć wyłącznie o sobie, a zaczął dbać o Zorię, która towarzyszyła mu początku wszawej wojny z zielońcami na Ianne III.

_________________
Aedd Gynvael - Złodziej
Dział RPG - Awanturnik


Obrazek

"Walkę kończy śmierć, każda in­na rzecz walkę je­dynie przerywa." - Ciri


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Rekrutacja
PostNapisane: 21 lis 2016, 19:08 
Kultysta Slaanesha
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 kwi 2012, 19:05
Posty: 9244
Gra w: Wiedźmin, Dragon Age
Imię: Vuko Crowstorm
Klasa: Weapon Specialist
Wiek: 28 lat
Pochodzenie: Valhalla

Spoiler:

Wygląd: Vuko to wysoki, mierzący 188 cm barczysty facet z zielonymi oczami i rzucającą się w oczy brodą, która wzbudza niemały respekt. Przeważnie tak ludzie go opisują. Posiada zawsze schludnie ułożone czarne włosy średniej długości i krzaczaste brwi. Jego lewy kącik ust jest zazwyczaj uniesiony do góry w czymś w rodzaju uśmiechu co niekoniecznie widać z powodu bujnego zarostu. Pod mundurem niestety tego nie widać, ale Crowstorm jest w dużej mierze pokryty tatuażami. Rękawy, plecy i klatka piersiowa. Jednym z jego ulubionych jest niewielka, czterolistna koniczyna mająca przynosić szczęście.

Charakter: Crowstorm często miewa pomysły z serii tych, które są zabawne dopóki nie zostanie przyłapany na ich realizacji. Vuko, jak przystało na przedstawiciela Gwardzisty z Valhalli ma nerwy iście ze stali. Ponoć jeszcze nikt nie widział żeby kiedykolwiek został wyprowadzony z równowagi czy stracił nad sobą panowanie podczas walki. Ojciec od małego mu wpajał, że na najlepsze warto poczekać i żeby nie wykorzystywać przewagi przy pierwszej lepszej okazji, ale wtedy gdy da ona najlepszy efekt, co przerodziło się w anielską cierpliwość to otaczającej go rzeczywistości. Snajper ceni swoje życie, wie kiedy sytuacja robi się naprawdę beznadziejna i wie kiedy należy się wycofać, ale niestety ze swoim stopniem może tylko sugerować taktyczny odwrót. Jakoś nie ma ochoty ślepo umierać w imię Imperatora, nie strzela z miłości do władzy, strzela bo lubi. Pomimo niezbyt zachęcającego wyglądu Vuko okazuje się być osobą towarzyską, skorą do śmiechu i otwartą, a kiedy nadciąga taka potrzeba to wsadza kij w rzyć stając się chłodnym, poważnym żołnierzem. Jego słabą stroną są przesądy. Krzyżuje palce, unika liczby 13, i zawsze ma przy sobie kartę z asem pik. Co ciekawe, niektóre przesądy uważa za głupie, a niektórych kurczowo się trzyma bo dziadek ze strony brata stryja siostry jego matki kiedyś opowiadał…

Historia: Vuko nigdy nie poznał swojej matki z jednej, prostej przyczyny. Umarła przy porodzie, więc był wychowywany przez samotnego ojca, który nigdy nie znalazł drugiej żony. W sercu dalej miał matkę Vuka. Pracował po godzinach w magazynie żeby zarobić na utrzymanie i naukę jego jedynego, ukochanego dziecka co przekładało się na czas z nim spędzany. Chłopak już od małego trzymał się z rówieśnikiem mieszkającym nieopodal, Medivhem. Niestety, wszyscy wiemy jak wygląda życie na Valhalli. Zimno, ludzie skazani są na przeludnione, podziemne kompleksy uli, a nawet najlżejsze przestępstwo jest karane śmiercią. Kto chciałby tak żyć? Co prawda nie brakowało mu podstawowych rzeczy, ale dusił się. Brakowało mu miejsca do rozwinięcia skrzydeł. W wieku 15 lat Vuko wraz ze swoim przyjacielem dołączyli do gangu. Drobne kradzieże, pobicia, nic wielkiego, ale na Valhalli wystarczy żeby pożegnać się z życiem. Szczęśliwie trwało to przez 2 lata bo w końcu kto zauważy, że brakuje jednego czy dwóch osobników albo, że ten czy tamten jest w gorszym stanie niż przed dziesięcioma godzinami? Potem przyszedł czas Wielkich Żniw a dwaj najlepsi przyjaciele byli akurat w odpowiednim wieku.. Vuko miał po dziurki w nosie tej planety. Nie chodziło o to co dzieje się na powierzchni. Chodziło o tętniące życiem podziemie ogrzewane jej jądrem. Chciał za wszelką cenę się wyrwać, uciec gdziekolwiek, zasmakować czegoś innego niż duszne i przeludnione podziemne ule lodowej planety. Jedną szansę upatrywał w Gwardii Imperialnej. Zgłosili się na ochotników do wojska mając 17 lat. Ojciec Vuka był stanowczo temu przeciwny, ale kogo to obchodzi w takim momencie? Co za różnica czy wcielą go teraz czy za rok? Przełożeni szybko dostrzegli jego naturalny talent i zaczęto szkolić go na snajpera. Doświadczenie bojowe w walce z orkami, wraz z Medivhem, zdobywali w 54 Regimencie Lodowych Wojowników Valhalli. Wiecznie razem, wiecznie nierązłączni, dwójka ludzi wrzuconych w gigantyczną machinę wojenną Imperatora. Któregoś dnia gdy byli na przepustce postanowili zorganizować gigantyczną libację. Obudzili się na obcym statku mając największego kaca jakiego świat widział, otoczeni przez obcych ludzi, których nigdy wcześniej na oczy nie widzieli. Zupełnym przypadkiem, głupim zrządzeniem losu i częściowo na własne życzenie trafili do Regimentu 450.

WS 28
BS 50
S 31
T 31
Ag 34
Int 22
Per 36
Wp 38
Fel 26
PŻ 13
PP 1

Aptitudes: Agility Foresight, Toughtness, Ballistic Skill, Fellowship, Fieldcraft, Finesse, Weapon Skill

Skills: Athletic, Common Lore (Imperial Guard +10 , Imperium, War +10), Linguistic (Low Gothic), Navigate (Surface), Survival

Talents: Rapid Reload(x2), Nerves of Steel, Weapon Training ( Las, Solid Projectible, Chain), Marksman, Deadeye shot

Ekwipunek: 7 granaty frag, 2 granaty krak, Las pistol + 4 charge packi, chrono, mono bagnet, mikrokomunikator, mundur, zestaw odzieży ciepłej, menażka, manierka , flak armour, przybory higieniczne, combi-tool, koc i śpiwór, nieśmiertelniki, "Imperial Infantryman Uplifting Primer", dwutygodniowe racje żywnościowe, latarka, plecak, M36 Lasgun Kantrael (good craftmanship) z uchwytem na bagnet + 4 magazynki.

Hatred Enemy: Orks

NPC:
Spoiler:

Klasa/rasa: Człowiek
Imię: Medivh
Wygląd: Rówieśnik swojego kompana. Duży, brodaty, żylasty i wygląda na co najmniej 5 lat starszego. Włosy zaczesane do tyłu wiązane w kitę, a jego twarz wyraża zupełnie nic. Co najwyżej znużenie i chęć położenia się spać.

Charakter: Jedyne co ci dwaj mają wspólnego to płeć, brodę i pochodzenie. Medivh jest tym rozsądnym. Nie wierzy w przesądy, nie interesują go problemy innych. Czystokrwisty pragmatyk, który woli trzymać się na uboczu, lecz gdy w grę wchodzi alkohol to dzieją się rzeczy niestworzone, jak na przykład pomylenie statku. Pomimo zupełnie różnego spojrzenia na świat jest gotowy skoczyć w ogień za swoim przyjacielem i vice versa.

Historia: Chłopak wychowywany był w nieco innym duchu niż Vuko. Od najmłodszych lat wujek, z którym mieszkał, wpajał mu miłość do wojska. Medivh nie pamięta zupełnie swoich rodziców. Matka została zamordowana a ojciec prawdopodobnie zginął na froncie. On sam zaciągnął się z powodu historii, których nasłuchał się za młodu i częściowo też poszedł za swoim przyjacielem.

_________________
Aedd Gynvael - Wtajemniczony
Wicemistrz Pojedynków Aedd Gynvael
Tęp gimbusów. Gimbus to nie człowiek.
"Największego bydlaka jakiego miałem w ręku miał 10cm" - djabeu


Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Rekrutacja
PostNapisane: 22 lis 2016, 22:37 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 31 sty 2012, 11:48
Posty: 3294
Lokalizacja: Holy Terra
Imię:Aleksander
Nazwisko:Horn
Stopień/klasa:Komisarz
Wiek:36 Lat(czasu świętej terry)
Wzrost: 185 cm
Waga: 80 kg
Planeta urodzenia: Cadia
Numer/nazwa Regimentu:450 Cadianski
Numer/nazwa Kompani:
Numer/nazwa plutonu:9
Punkty Szaleństwa:0
Punkty Korupcji:0
Punkty przeznaczenia:1



Profili psychologiczny(charakter): Horn przy pierwszym wrażenie wydaje się być człowiek opanowany i zimnym niczym bezduszny posąg.Jest perfekcjonisto wymagań wiele od siebie jak od innych Dlatego potrafi nakłada równie częstą kary dla prosty gwardzistów jak i dla oficerów ale również gdy uzna że ktoś zasłużył potrafi nagrodzić.Zawsze stary się być w nie nagannej formię dba o swój wizerunek jak i wygląd.Jak każdy komisarz jest człowiekiem pobożnym gotowym zrobić wszystko dla dobra imperium, jego mieszkańców oraz zniszczenie jego wrogów ale mimo to nie lubi bezsensownego tracenie sług Imperatora.Sam twierdzi że dobry komisarz powinie budzić strach i podziw jednocześnie.Warto wspomnieć że obecny oficer polityczny jest bardzo uparty oraz szczery,nie przepada również za bankietami czy salonami taka dworska etykieta oraz maniery go męczy gdyż najlepiej czuje się na froncie.Przy bliższym poznaniu Horn okazuj się że jest człowiek który nie przepada za alkoholem lubi rozmawiać zwłaszcza z osobami o podobnych zainteresowaniach jest ogromnym fanem literatur zwłaszcza traktatów wojskowych Solar Macharius czy Ursarkar E. Creed, oprócz tego interesują się historia jednak pasie są zawsze na trzecim miejscu po obozowiska służbowych jak i religijnych.Watro jednak wspomnieć o pewnie słabości komisarza który ma straszą słabość do kawy, uwielbię próbować rożnych gatunków tego napoju i zawsze ma ma w swoim podręczmy bagaży jedno puszkę najlepszej Volskiej czarnej.


Profil fizyczny (wygląd):Żylasty mężczyzna, którego ciało zdobią blizny.Jest dość szczupłym człowiek o czarnych włosach,Ostrych rysach twarzy,wąskich ustach, oraz spiczastym nosem jego wygląd dopełnia wklęsłe kości policzkowe i oczy.Jako rodowity Cadinaczyk ma Fioletowe oczy,zimnie ciemnio fioletowe oczy niczym u drapieżnika.Po bitwie o Ianne, dorobił się kilku nowy blizn, jedna z największa zdobi jego prawią dłoń po zewnętrznej stronie.
Przebieg służby(historia):

"...Po co wstąpiłes do imperialnego komisariatu ?....By wymierzać sprawiedliwość i dyscyplinę...Dobrze..."
Pierwszy rozmowa miedzy Hornem a Siuliusem po przybycie do regimentu.

Kim jestem ? Jestem Komisarzem i pobożnym sługo boga-Imperatora które poczęła pewna dwójka Cadianskich oficerów.Tak, Porucznik Tristan Horn oraz Sierżant medyczny Zora Mastin jaki byli rodzicami? Cadisakimi.Ojciec był człowiekiem dumnym,stanowczym, wykonując swoje obowiązki z niemal obsesyjną precyzją...Tak zawsze gotowy, zawsze na służbie choć nie jest w tym nic dziwnego ojciec był rodowitym Cadinczykiem ponoć nasi przodkowie walczyli już z Arcy-wrogiem podczas mrocznych dni herezji horusa.Mimo to na swój prosty żołnierski sposób nas kochał mnie i moją matkę.No cóż była kobietą niezwykłe szczupłą,wysoką o ciemnych blond włosach wydawała się emanować spokojem nie wiele rzeczy było wstanie wyprowadzić jej z równowagi.Doskonale posowiali do siebie z ojcem.A jak wyglądało moje w tym życie na cóż jak każdego młodego Cadianczyka poranna modlitwa potem imperialna szkoła powrót do domu, ćwiczenia tak tego nie zapomnę Ojciec przykładał do tego ogromną wagę gdyż jak mówił "mój syn ma być najlepszy" co prawda już w szkole uczyli nasz składać i rozkładać lasguna oraz z niego strzelać ale to w domu opanował to do perfekcji.Ale lubiłem te ćwiczenia z ojcem pamięta że czasami budził mnie w nocy abym składał i rozkładał broń...chodzenie równiejszy razem na ćwiczebną strzelnice a po tym wszystkim wszyscy chodziliśmy na nabożeństwa do pobliskiej świątyni którą prowadził brat Ibracham było on weteranem, lubiłem go i jego ogniste kazania.A wolny czas na cóż ? czytanie tak lubiłem czytać bardzo zwłaszcza książki historyczne odnoszące o wielkich bitew imperium, czasami tez ojciec zabierał mnie na parady wojskowe.A tak miały lata a ja dorastałem jednak jest jedno wydarzenie które będę pamiętał przez całe życie byłem na spacerze z matką.W pewnym momencie zatrzymał się i uniosła palce do góry spójrz tam co widzisz ?- zapyta mnie
spojrzałem w górę tak...oko grozy Cadia było w jego cieniu...-Tak mamo-odpowiedziałem, ona przyklękła i spojrzała na mnie pierwszy raz widziałem że oczy się szkliste- Pamiętaj Synku my jesteśmy strażnikami tego miejsca, i może tak się zdarzyć że mnie i taty zabraknie, ale nie martw,bądź silny gdyż to jestem nasz obowiązkiem wobec imperatora...i zajmiemy miejsce u jego boku...- Rok później miałem wtedy 11 lat, byłem w szkole gdy rozległ się dźwięk alarmu ale nie był w tym dziwnego nie dla nas w karnym szeregu zeszliśmy do schronu a nauczycielskie, pobrali i rozdali broń,czekaliśmy mieniło kilka godziń.Aż wreszcie doszedł nas sygnał że jest bezpiecznie opuściliśmy schron i wyszliśmy na zewnątrz pierwsze co pamiętam to zapach dymu oraz to że oko grozy było jak by większe...Wszędzie biegali ludzie, poruszały się pojazdy ale wszystko w zorganizowany szyku przecież takie sytuacje to chleb powszedni dla Cadianczyków.Czekałem kilka godzin ale nikt po mnie nie przychodził po czasie pojawił się jakiś przedstawicie admisnstratrium który wyczytywał nazwiska w tym moje.Te starsza kobieta spojrzała na mnie i powiedział formułkę którą słyszał już chyba za wiele razy -Przykro mi twoi rodzice zginęli- Nie pamiętam co się dokładnie potem stało wiem że jakoś znalazłem się w świątyni którą prowadziłem brat Ibracham. Mimo to nie uroniłem ani jednej łzy pamiętałem słowa matki.Starszy kapłan podszedł do mnie i zapytał co się stało odpowiedziałem mu że spokojem że zostałem sierotą on spojrzał na mnie i odpowiedział że nie jestem już sieroto stałem się Progena. Trafiłem do Schola Progenium. Doskonale pamiętam jak pierwsze wrażenie wyrwał na mnie szkoła wszystko wykonanie z marmuru i ta pełna powagi cisza.Jak tam było ? no cóż fundamentalną częścią życia w Schola Progenium jest surowa dyscyplina. Od dnia, w którym pierwszy raz włożyłem swój szary strój, Uczyłem się że dla sług Bóg-Imperator nie ma miejsca dla słabości i że ból jest tylko iluzją niewprawnego umysłu.Modlitwy, post i podstawy teologii, Imperialne Creedo, historia imperium, w czytanie Imperial świętych pism, zajęcia z retoryki, taktyki wojskowej,doskonalenie umiejętności przywódczych oraz szkolenia wytrzymałości fizycznej i umiejętności walki na takich zajęciach mijały mi całe dnie a muszę powiedzieć że byłem pojętnym uczniem może dla tego że wiele z tych rzeczy wyniosłem rodzinnego domu...Nie wiele mieliśmy wolnego czasu, część spędzałem m na czytanie czasami urządzaliśmy sobie spotkanie z innymi uczniami.I wtedy poznałem ją Izabella Dehuc,nie wiem czy bardziej ją kochałem czy nienawidziłem była to kobieta a raczej dziewczyna o trudnych charakterze choć ja też to łatwego charakteru nie miałem stawałem się co raz bardziej podobny to ojca..wszystko starałem robić się perfekcyjnie podchodząc to swoich spraw z najwyższą starannością , nie dawałem też ponosić się emocją choć była też do zasługa nauki w szkole od wszystko się z zmieniło w dniu mich 15 urodzin...Doskonale pamiętam Opta Haddona, Ten wysoki mężczyzna o posturze niedźwiedzia i mocnym basowym głosem.On opiekował się naszą klasą.Rozmowa którą ze mną odbyła była najważniejsza w moim życiu "Młody Hornie jesteś dobry najlepszy w swojej klasie dla tego będę wymagał od ciebie trzy razy więcej" od tamtej pory moje stosunki z tą dziewczyną stawały się co raz lepsze to on uczyniła ze mnie mężczyznę.Tak jej blada cera jasne włosy szczypał sylwetka doskonale pamiętam tej widok choć nasz spotkanie było co raz dłuższe ja jak i ona wiedzieliśmy że ten związek nie ma przyszłości.I tak miła lata Opat spełni swoją obietnice ale i ja dałem radę.Dzień wniebowstąpienie Imperatora wielkie święto miałem już 19 lat wiedziałem co oznacza ten dzień nie byliśmy już Progena, ja byłem kadetem komisarzem a Isabella młodszą urzędniczko Departmento Munitorum.Zostałem oddelegowany do Officio Prefectus. Jako kadet razem z 9 innymi trafił do 234 Volskiego pod dowództwo Komisarzem-Generałem Siuliusem,Ten człowiek wyrwał na mnie ogromne wrażenie,w okół siebie rozsiewał aurę autorytetu,był człowiekiem charyzmatycznym.Co prawda dowodził całą grupą bojową złożoną z 4 regimentów ale 234 Volski był jego regimentem macierzystym byli to sami weterani doskonal piechota liniowa.I tak przez długie pięć lat jak jedna drużyna walczyliśmy ramie w ramie z wrogami Imperium byliśmy hartowani. W tym czasie wdziałem wiele rzeczy całe plutony ginące na drutach kolczastych, dawnych towarzysz rzucający się i pożerający ciała zmarłych w czasie ataku szaleństwa chaosu.Widziałem obcych i ich jak broń zabija całe drużyny...I tak został nasz pięciu nawet nie potrafię przypomnieć sobie ich imion jednak to nie ważnie każdy z nas robił swoje.Po tym wszystkim ja zostałem młodszym komisarzem u Generała byłem dumny i tak kolejne siedem lat pobierałem nauki nie tylko z dziedziny bycia komisarzem ale ogólnego życie w gwardii.To od niego zaraziłem się nałogiem pica kawy...A aż do czasu Caderis tak to miał być zwykła łatwa i przyjemna kampania która jednak szybko zamieniła się w piekło zamiast lokalnego bunty trafiliśmy na początek Waaagh.Mimo to walczyliśmy, za każdy metr każdy centymetr imperialnej ziemi zielonoskórzy płacili krwią jednak to było za mało z całej grupy bojowa został garstka ledwie 5 tysięcy żołnierzy głównie z 234-ego zamknęliśmy się w forcie numer 4 ostanie bastion w morzu zieleń.Miesiąc, dzień w dzień odpieraliśmy szturmy tych pługowych bestii aż to tego dnia był.Był zimny ale słoneczny ranek niebo czyste zostałem wezwany do kwatery generała gdyż wiedzieliśmy że to koniec całą noc u orków trwały przygotowania to ostatniego szturmu.W tej kwaterze odbyła się rozmowa..."-Siuliusie orkowie szykują się do ostatniego szturmu-...-Aleksandrze pamiętasz spytał cię kiedyś dla czego wstąpiłeś do imperialnego komisariatu-...-Tak pamiętam swoją odpowiedz-...-Ale dam ci ostania lekcję Komisarz do nie tylko sędzia i kat ale symbol niezłomności i woli imperatora, my nigdy nie słabniemy zawsze wypełnimy do końca nasze zadanie zawsze!" Te słowa wyryły mi się w pamięci.Staliśmy razem na murach i nagle zdarzył się cud...Wiedzieliśmy że jakiś czas temu generał wysyła prośbę o pomoc ale rozmiar tej pomocy nas zaskoczył,dalej mam przed oczami te ogniste smugi na niebo jak upadają te zamieszanie i rzeż wśród orków i ten widok w odali odzianego w ademetowy pancerz kolasa syna samego Imperatora...Anioła śmierć....Tak Novamarines uratowali nas i całą planetę w jednym precyzyjnym ataku zabili herszta.Po tym wszystkim został minowany pełnym komisarzem i trafiłem do 450.
****
Mój pobyt w szpitalu, pod okiem doktora Okopa. Zajął mi więc czasu niż chciałem. Ale udało się nam odnieśliśmy zwycięstwo. Sam pobyt w szpitalu no cóż, miałem dostęp do kawy co prawda daleko jak było do volskich kaw ale mimo wszystko tej średniej jakości piłem z przyjemnością i co czytać...(Nie wiem jak Jurgen zdobył to książki w zniszczonym mieście) Jednak, zależało mi jak najszybszym powrocie na front a na dodatek bilans gier w szach z okopem był na jego korzyść. Warto wspomnieć że podczas ostaniach dni mojego przebywanie w szpitalu rozstrzygnąłem kilka sporów cywilnych. Tetraphis Aurelia planeta na której przyjdzie nam toczyć nowe boję, planeta na której mieszkańcy dopuścili się grzechu zdrady. Przed lądowaniem podczas tranzytu przez osnowę Lord komisarz urządził dla wszystkich oficerów politycznych spotkanie na którym rozdał ulotki na temat zagrożeń jawnych o raz tych mniej oczywistych. Z owymi informacjami jestem gotów znowu ruszyć w bój na chwalę Imperatora.

Ekwipunek:Good Craftsmanship chainsword,Good Craftsmanship bolt pistol, Commissar’s uniform

Mocne strony:Toughness,Agility, Fellowship, Finesse,Leadership, Perception, Weapon Skill, Willpower

Talenty:Foresight, Rapid REload,Air of Authority, Cold Hearted Unshakeable Faith, Weapon Training (Bolt, Chain, Las)

Umiejętności:Athletics,Common Lore(Imperial Guard+10), Common Lore (Imperium), Common Lore,Intimidate Scholastic Lore (Tactica Imperialis) Linguistics (High Gothic, Low Gothic),SUMMARY EXECUTION,GALVANISING PRESENCE.

Ekwipunek: 3 frag, 2 krak, flak armour + reszta wyposażenia regimentu.

Statystyki:
WS 35
BS 41
S 30
T 30
AG 35
INT 30
PER 30
WP 35
FEL 40
PZ 14

_________________
IN THE GRIM DARKNESS OF THE FAR FUTURE THERE IS ONLY WAR
"Mess with the best, die like the rest" -8th Cadia
"In life, war. In death, peace. In life, shame. In death, atonement."- Death Korps of Krieg
Stand fast and die like Guardsmen!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Rekrutacja
PostNapisane: 27 lis 2016, 15:48 
Free Company of Alinor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 04 sty 2014, 23:19
Posty: 1382
Lokalizacja: Osonowa
Gra w: Nie wiem
Imię i nazwisko: Mordecai Ill
Wiek: 29 lat terrańskich
Klasa: Medyk
Wzrost: 173 cm
Wygląd:
Smukły mężczyzna o przeciętnej budowie ciała. Ma pociągłą twarz, a jego kasztanowe, krótkie i niepoukładane włosy, zarost zawsze wyglądający na tygodniowy i fioletowe oczy sprawiają wrażenie ekscentryka.
Charakter:
Niegdyś gaduła, teraz Mordecai stał się trochę cichszy. Jest inteligentny, ale nierozgarnięty. Spędza dużo czasu na myśleniu. Być może zbyt dużo czasu. Rzadko panikuje i jest już przyzwyczajony do śmierci innych, chociaż chyba by sobie nie poradził za dobrze ze śmiercią swojej towarzyszki.
Historia:
Na północnym biegunie Cadi znajdują się tylko zimowe lasy i wielkie hale. Hale te są farmami, jedne z niewielu miejsca na Cadi gdzie produkuje się więcej żywność, nie żołnierzy. Tam też urodził się Mordecai. Jego ojciec był byłym żołnierzem, ale znacznie bardziej lubił swoją pracę w magazynie na biegunie niż służenie na froncie, co z resztą kosztowało go nogę. Matka natomiast pochodziła z bieguna i obsługiwała maszyny rolnicze, w końcu nie wszytko mogą obsługiwać servitorzy. I życie tam było okropnie nudne. Mordecai w przeciwieństwie do swoich rodziców nie przepadał za spokojnym życiem na farmie i marzyły mu się odległe światy. Sprawnie ukończył szkolenie na medyka, ale to wcale nie zmieniło jego sytuacji, bo jedyne czym się zajmował to leczenie urazów stóp bo servitor znowu kogoś nadepnął. I gdy natrafiła się okazja gdy 300 Regiment Gwardi Imperialnej zwany “Łowcami” zaczął werbować w celu uzupełnienia szeregów, młody Mordecai od razu zapisał się do rekrutacji i dostał się jako lekarz polowy. Nie wiedział wtedy jeszcze, że to właśnie w 300 regimencie dostanie swoje przezwisko “Pechowa trójka”. Znajdował się w tym regimencie prawie siedem lat i wszystkie trzy oddziały do których należał zostały brutalnie rozbite. Pierwszy oddział padł ofiarą zasadzki renegatów na jakiejś martwej, pustynnej planecie i tylko Mordecai przeżył. Drugi oddział został rozbity gdy zabłąkana rakieta orków w niego uderzyła, ale tym razem przeżył też ktoś inny. Trzeci i ostatni raz był gdy pocisk artyleryjski heretyków wspomaganych przez kosmicznych marines chaosu przebił się dwie warstwy miasta roju i zawalił strop pomieszczenia w którym znajdował się oddział Mordecaia. Gdy ten w końcu się ocknął stwierdził, że to już koniec. Kawałek stropu przygniótł go tak, że nie miał się nawet jak ruszyć. Właśnie wtedy nastąpił cud, jakby zesłany przez samego Imperatora anioł stróż przybył pomóc. Porządnie zbudowana gwardzistka imieniem Carrie pomogła wydostać się Mordecaiowi spod gruzów. Wkrótce po tym również przybyli kosmiczni marines z zakonu Salamander i zakończyli zmagania imperium. Naturalnie po tym nastąpiło masowe czyszczenie pamięci gwardzistów z wszelakich wspomnień o tajemniczych kosmicznych marines chaosu przez nadgorliwego inkwizytora. Po zakończonych walkach do regimentu 300 napłynęło nowe uzupełnienie i niedobitki z różnych oddziałów zostały porozsyłane do najbliżej stacjonującego regimentu Gwardii, którym w tym wypadku był Regiment 450 gdzie Mordecai razem z swoją wybawicielką zostali przeniesieni.
Trafili oni na nieszczęsną planetę Ianne III. Wojna przeciwko orkom była długa i męcząca. I jakoś zmieniła Mordecaia.

Statystyki:

WS 30
BS 40
S 26
T 25
Ag 35
Int 47
Per 35
Wp 33
Fel 35
PŻ 12
PP 1

Aptitudes: Ballistic Skill, Fieldcraft, Intelligence, Knowledge, Perception, Willpower, Foresight, Toughness.

Skills: Medicae +10, Scholastic Lore (Chymistry),Trade (Chymist), Athletics, Rapid Reload, Common Lore (War, Imperium, Imperial Guard), Linguistic (Low Gothic), Dodge, Charm, Awareness.

Talents: Jaded, Weapon Training (Las, Low-Tech), Nerves of Steel

Equipment: Diagnostor, injector, medikit, Uniform, Zestaw odzieży ciepłej, Common Craftmanship Laspistol + 2 charge pack , M36 Lasgun z uchwytem na bagnet + 4 x charge pack , 3x granat Frag , 2x granat krak , Mono bagnet , Flak Armour , Plecak/Torba, Combi-tool , Menażka, Manierka, Koc i Śpiwór, Zestaw do higieny, Nieśmiertelniki, "Imperial Infantryman Uplifting Primer", Dwutygodniowe racje żywnościowe, Hrono (zegarek), Mikrofon ze słuchawką.

Hatred Enemy: Chaos
Breeds of War

Towarszy/NPC

Imię i nazwisko: Carrie Castillo
Wiek: 37 lat terrańskich
Klasa: Weapon Specjalist
Wzrost: 179 cm

Wygląd: Wysoka, silna i dobrze zbudowana kobieta. Ma kruczoczarne włosy spięte w kuca i fioletowe oczy (populary przypadłość na Cadi). Z twarzy typowa Cadianka.

Charakter: Carrie jest spokojną i opanowana kobietą która zawsze jest niedaleko swojego towarzysza. Gdy trzeba jest w stanie trzepnąć w łeb Mordecaia gdy gada głupoty, odpowiedzieć mu ripostą czy po prostu przedstawić prawdziwą wersje jego historii. Pomimo, że tak się przekomarzają są dla siebie jak brat i siostra. W sumie to nic nie zmieniła.

Historia: Carrie była wychowywana by być żołnierzem jak wszyscy w jej rodzinie. Przez większość życia służyła w 300 Regimencie dopóki jej oddział nie został wybity przez kultystów i razem z Mordecaiem zostali przeniesieni do 450 Regimentu Cadiańskiego. Wcale jej to nie przeszkadzało, w końcu był to regiment jak każdy inny. W nim też mogła zabijać wrogów boga Imperatora.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Rekrutacja
PostNapisane: 23 sty 2017, 18:29 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lut 2012, 11:49
Posty: 7224
Gra w: Assassin's Creed, Mass Effect, Resident Evil
Imię i Nazwisko: Tanya Savackas
Wiek: 30 lat
Stopień/klasa: Heavy. Żołnierz ciężkiego wsparcia
Planeta urodzenia: Cadia

Wygląd: Tanya to solidnej budowy babka, mogącej zawstydzić nie jednego faceta. To chodzące mięśnie zdolne do zabijania i podnoszenia ciężarów. Kobieta o spojrzeniu niezłomnego żołnierza z twardym podejściem do tematu. Mierzy dobre 185 cm. Twarz o ostrych rysach zdobią błękitne, wręcz lodowe oczy. Krucze włosy zawsze spięte.

Charakter: To oaza spokoju, na cholernej pustyni. A tak poważnie, ciężko ją wyprowadzić z równowagi chyba, że jesteś jej siostrą Kate. W stosunku do młodej jest opiekuńcza na swój specyficzny sposób, gdzie do reszty odnosi się z dystansem. To nie tak, że nie umie czasami pożartować czy towarzysko opróżnić dobrą butelkę. Zna granice między jednym, a drugim.

Statystyki:
WS 33
BS 45 (+5)
S 34
T 48
Ag 28
Int 25
Per 30
Wp 28
Fel 25
PŻ 12
PP 1

Aptitudes: Foresight, Toughness, Ballistic Skill, Defence, Fellowship, Offence, Perception, Fieldcraft
Skills: Common Lore (War+10, Imperium, Imperial Guard+10), Linguistic (low Gothic), Athletics+10, Intimidate
Talents: Nerves of Steel, Breeds of War, Rapid Reload, Iron Jaw
Equipment: Uniform, Zestaw odzieży ciepłej , Common Craftmanship Laspistol + 4c charge pack , M36 Lasgun z uchwytem na bagnet + 4 x charge pack, Mono bagnet , Flak Armour, Plecak/Torba, Combi-tool , Menażka, Manierka, Koc i Śpiwór, Zestaw do higieny, Nieśmiertelniki, "Imperial Infantryman Uplifting Primer", Dwutygodniowe racje żywnościowe, Hrono (zegarek), Mikrofon ze słuchawką, 3 granaty frag, 2 granaty krak, common craftmanship Heavy Stubber + jedna taśma nabojów.
Cheatred Enemy: Chaos

NPC:
Imię i Nazwisko: Kate Savackas

Wygląd: Kate nie wygląda na tak tęgą babkę jak jej siostra Tanya. Jednakże siłą dorównuje jej. Mierzy niecałe 180 cm i posiada łagodniejsze rysy twarzy. Tak samo jak siostra, posiada błękitne, lodowate oczy. W przeciwieństwie do Tanyi ma krótkie, ciemne włosy.

Charakter: Pomimo wyglądu to sympatyczna osoba, która stoi w cieniu swojej siostry. Jest typem żartownisia niż poważnej osoby, co zawsze wkurza Tanyę. Często robi na złość i chwilami bywa wredna. Jednakże potrafi spiąć się w obliczu zagrożenia i być prawdziwym typem anioła stróża.

Historia sióstr: Kochane, brutalne siostry urodziły się w jakże w sympatycznej rodzince, gdzie tatuś służył w gwardii, a mamusia pracowała w kosmoporcie . Najpierw pojawiła się Tanya, która bardziej wdała się w ojca niż w matę, a rok później Kate. Edukacja jak to u standardowego dzieciaka na Cadii. W wielu 14 lat wstąpiła Tanya do Białych Tarcz, a rok później Kate. Po szkoleniu siostry razem wybrały się do armii, gdyż stwierdziły "po co mają się marnować takie mięśnie?". Tak więc radosna trójka Tatko, Tanya i Kate udali się tam, gdzie do 450 regiment piechoty liniowej werbowano luda. A że tatko miał stopień sierżanta, to zatrzymano go w sztabie i zabrał ze sobą mamuśkę, bo kto wie czy może nie będzie trzeciej siostry Savackas. A one we dwie (Tanya i Kate) wcielono jako zwykłego szaraka, Szeregowca. Jak trafiły do 9? Zabawna historia.. Oficer zaczął gadać bzdety na temat Kate, przez co Tanya się wkurzyła i nieźle mu przylała. A młoda nie mogła stać obok, więc obie nieźle obiły rosłego faceta. Mając tyle pary w mięśniach.. lepiej nie denerwować ich.

_________________
ObrazekObrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Napisz wątekOdpowiedz Strona 1 z 1   [ Posty: 7 ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  


Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Style by Daniel St. Jules