Wczytywanie
Teraz jest 21 lis 2019, 01:07


Napisz wątekOdpowiedz Strona 1 z 16   [ Posty: 158 ]
Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 16  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 21 gru 2016, 01:55 
Fechmistrz krzyżaka
Fechmistrz krzyżaka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 03 cze 2012, 15:52
Posty: 335
Lokalizacja: Holy Terra
AKT I

Część I


Wszechświatem rządzi przypadek, losem człoweika wola Imperatora. Obie te rzeczy są straszliwie kapryśne. I nie pozbawione ponurego poczucia humoru.
Sierżant Agathe Thorn, 450 Cadiański

- Kompania, w prawo zwrot! - Rzucony po linii przez dowódców plutonów rozkaz kapitana Addera zadziałał niczym iskra wzniecona wśród trzewi doskonale naoliwionej maszyny. Setki par wojskowych butów uderzyły prawie jednocześnie o metalowe płyty hangaru, wywołując grzmot będący niczym echo nadchodzącej burzy wojny. Nieruchome twarze kobiet i mężczyzn spoglądały spod hełmów prosto przed siebie, ku pękatym bryłom promów desantowych. W ich oczach, dziwnie pustych, nie było strachu tylko błysk dziwnej automatycznej obojętności. Niczym wysłużone kantraele czy spoczywające przy pasach ostrza monobagnetów, byli bronią. Trybami wojennej maszyny niezwyciężonego Imperium Ludzkości, żagwiami położonymi na stosie jego chwały.
Adder rozejrzał się, wodząc po rzędach równych czworoboków plutonów. Skinął głową postawnemu oficerowi z drużyny dowodzenia. Krótki rozkaz.
Chorąży kompanii wznosi splamiony krwią, poszarpany sztandar. Znaczy go wiele dziur po postrzałach, mimo to nieugięta duma bije od złotych obszyć i znaków sławiących kolejne zwycięskie pola bitew. Czarna 9 wznosi się ponad głowami Gwardzistów.
Awangarda 450 Regimentu. Jego straż przednia.

Kłęby błękitnawego dymu z mechanicznym sykiem uchodzą z siłowników na burtach promów. Trapy opadają powoli ku ziemi, odsłaniając czerń trzewi wojennych maszyn. Dziwnie pustą, głęboką i niepokojącą.
Jak czerń żołnierskiego grobu.

Vuko stał w środkowym rzędzie Gwardzistów. Wszystko wydawało się dziwnie obce, począwszy od broni przy boku, po plastalowy hełm skrywający jego głowę. Jedyną znajomą tutaj rzeczą była twarz stojącego po prawej Medivh'a. Tyle dobrego, ze przydzielono ich do jednego plutonu. Szóstego, jeżeli wierzyć wymalowanych na naramiennikach pancerzy osobistych znakom. Ha, gdyby pomyśleć o tym dłużej cała ta sytuacja nadal wydawała się straszliwie nierealna. Bo i co robili dwaj brodaci, zahartowani przez mroźne pustkowia Valhalli mężczyźni pośród bladych, pociągłych twarzy cadiańczyków? Na dodatek wyekwipowani tak jak reszta, z oznaczeniami przynależności do 450'tego Regimentu z fortecznej planety dalekiej od swego miejsca narodzin?

- Kompania, naprzód marsz! - Rozkaz poszedł po linii, a setki Gwardzistów ruszyło przed siebie, po metalowych trapach promów desantowych.
Głupi przypadek. Taki, jakich wiele we wszechświecie. Rządzący ludzkim życiem, które za chwilę mogło się w przypadku Vuko zakończyć.
Przypadek, który przypomniał mu się, gdy jego postać znikała w trzewiach bojowej maszyny latającej...


++713899.M41++
++Obrzeża Systemu Cyroxis++
++Segmentum Obscurus++
++Krążownik Imperialny "Furia Świętego"++
++Dolne pokłady++
++Godzina 2:15 czasu wewnętrznego okrętu++


Zerwana spod sufitu lampa sodowa kołysała się to w przód, to w tył, na przemian zalewając pomieszczenie swym żółtawym światłem, to pogrążając je w ciemnościach gęstych jak smoła. Niczym po-klatkowy film odtwarzany z przerwami na maszynerii pomylonego artysty, kolejne obrazy objawiane były pośród dziwnego i irracjonalnego ciągu, przeplatanego szarym przemijaniem, ciętego przez mroczną nicość.
Zmordowana kapela w polowych mundurach, ledwo trzymający się własnych instrumentów gwardziści o podkrążonych czach schowanych głęboko pośród spuchniętych twarzy, grali ze swego skrzyniowego podium ostatnią, smętną niczym myśli oskarżonego o tchórzostwo dezertera melodię. Potłuczone szkło chrzęściło pod okutymi buciorami ostatniej dwójki tancerzy, pijanego jak bela Ogryna i pokracznie przebranego za kurtyzanę servitora towarowego. Nieliczne stoły ze skrzyń i metalowego złomu usiane były nieruchomymi ciałami, rozrzuconymi nawet pośród brudnej, pełnej puszek po konserwach wojskowych podłodze. Gwardziści byli wszędzie. Okrywało ich szkło i jedzenie. Dziwne bure stworzenia podobne do terrańskich szczurów chodziły po włosach w totalnymi nieładzie i tylko głośne beknięcia wtórujące pijanemu bełkotowi oraz bąkom odróżniały tą scenerię od masakry straszliwych bitewnych pół czterdziestego milenium.
Światło przesuwało się powoli dalej, jedne rzeczy znikały, inne pojawiały się ponownie w całej swojej strasznej okazałości i irracjonalnym pejzażu..
Nieruchome ciało Gwardzistki, zwisające z sufitu, wkomponowane pośród plątaninę różnokolorowych, wyrwanych z sufitu kabli, niczym porzucona przez lalkarza kukiełka tancerki.
Dwie włochate stopy, stanowczo za małe jak na ludzkie, wystające spomiędzy idących pośród metalowych ścian pęków ciepłowniczych rur.
Drobne ciało młodej gwardzistki oparte o ścianę, leżące pośród stosu poobijanych, nieprzytomnych dryblasów, trzymające jeszcze w swojej rączce napoczętą butelkę śmierdzącego płynem chłodniczym wysokoprocentowego świństwa.
Dwie postaci siedzące na skrzyni pośród głośnego chrapania, obie przewiązane bandażami niczym starożytne mumie i związane ze sobą ciasnym węzłem przepięknej kokardy.

Światło odbija się od szkła na podłodze, skrząc niczym rozsiane pośród rzygowin i krwi diamenty...

Pochrapujący Gwardzista z dogasającym llho w ustach, obejmujący servoramieniem najbardziej pooranego bliznami od noża ciorta, jakiego można jeszcze nazwać zarówno przedstawicielką rodzaju ludzkiego jak i płci pięknej.

A w kącie sali zaś trójka mężczyzn. Na wpół drzemiących ze słoikami w dłoniach i nadpitym plutonem butelek między sobą. Jeden z oznaczeniami sierżanta na cadiańskim mundurze. Dwaj pozostali, mimo niezdrowego gorąca bijącego po sali razem z odorem przetrawionego alkoholu, w ciężkich zimowych płaszczach i uszankach na głowach.

- Aleszem naiebaem...- Mruknął ktoś wśród ciemności.
Odgłos wymiotowania na chwilę przesłonił muzykę.

_________________
I nie poznają co to strach!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 21 gru 2016, 18:37 
Kultysta Slaanesha
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 kwi 2012, 19:05
Posty: 9244
Gra w: Wiedźmin, Dragon Age
Vuko

Valhallańczyk wpatrywał się w znany tylko jemu punkt na przeciwległej ścianie pustym i nieobecnym wzrokiem. Co ja tu robię? Dlaczego się tak napierdoliłem? Czemu ta muzyka jest tak chujowa? Czemu siedzę w płaszczu i uszance? Dlaczego ten Ogryn jest lepszym tancerzem niż ja? Po dłuższym zastanowieniu Vuko stwierdził, że to nieprawda. Tak być nie może i to on powinien być tutejszym królem parkietu. Odłożył słoik z bliżej nieokreślonym alkoholem, lecz, niestety, plan trafił szlag gdy po dwóch krokach zachwiał się, a żeby nie upaść musiał podeprzeć się na stoliku wylewając przy okazji zawartość dwóch butelek. Był doskonale świadomy do jakiego stanu doprowadzili się wszyscy tu obecni i doskonale znał tego skutki. Nie raz i nie dwa imprezował do porzygu, i za każdym razem powtarzał sobie, że to jego ostatni. Jak to się skończyło? Na gorącym pokładzie statku w grubym płaszczu przystosowanym do surowych warunków Valhalli i czapce uszance.
- Kuhrwa mać... - Burknął słabo po czym wrócił na swoje miejsce tłumiąc w zalążku potężne beknięcie. Stary, szy ty fidzisz te orczycę tam? - Szepnął do swojego towarzysza wskazując dyskretnie na "kobietę" siedzącą z Gwardzistą.
- Siadło ci n mózg? Orhowie nie mają płsi. - Odparł równie cicho Medivh pukając swojego towarzysza w czoło.
- No ale jahby miały, nie? Wykapany ork, nisz tylko szczelać.
- No jahby miały to tak, ale nie mają. Weź se napij to ci przejdzie.
Brodacz posłuchał rady towarzysza i upił kolejny łyk. Jego ciało było zdolne jedynie do ruchów gałkami ocznymi, więc zamiast ściągnąć uszankę i płaszcz to po prostu wodził nieobecnymi, zielonymi oczami po pokładzie. Zatrzymał się dopiero na dziewczynie zwisającej z sufitu. i parsknął śmiechem opluwając się przy tym. Ogarnął się dopiero po dłuższej chwili a zebraną próbkę DNA wytarł w płaszcz swojego brodatego towarzysza. Sierżancie, wszystko z nią w porządku? - Można byłoby to uznać za akt troski, ale były dwa zasadnicze problemy. Pierwszy, nie znał tu nikogo, toteż jedyna osoba o jaką mógł się martwić był on sam. Drugi, ilość alkoholu w wydychanym powietrzu była taka, że co młodsze i niedoświadczone osoby mogłyby dołączyć do groteskowego krajobrazu. Cóż, nawet to miało swoje plusy bo najłatwiej zapoznać się podczas libacji. Medivh był w podobnym stanie, lecz on gapił się na ślicznie zmumifikowane zwłoki Gwardzistów. Nie przyciągała go tyle sama idea co perfekcyjnie zawiązana kokardka.
- Kurewski majstersztyk. Też chcę tak umieć. - Medivh kiwał głową z uznaniem.

_________________
Aedd Gynvael - Wtajemniczony
Wicemistrz Pojedynków Aedd Gynvael
Tęp gimbusów. Gimbus to nie człowiek.
"Największego bydlaka jakiego miałem w ręku miał 10cm" - djabeu


Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 21 gru 2016, 19:27 
Free Company of Alinor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 04 sty 2014, 23:19
Posty: 1382
Lokalizacja: Osonowa
Gra w: Nie wiem
Mordecai Ill

Nagle, pięknie zapakowana mumia zaczęła się ruszać, słysząc pochwałę dla kokardki. A przynajmniej część zaczęła się ruszać. Mężczyzna w roztrzepanych włosach zaczął się miotać na boki, rozglądając się nieobecnie dookoła. Jego fioletowe oczy wylądowały na dwóch przytomnych gwardzistach w płaszczach. Mordecai beknął obficie.
- Uh, prosz... jak mi gazy uciekajo... uh... znaczy się! - ożywił się jeszcze raz. - Zrobienie takiej kokhartki fymaga kunsztu medycznego... o takiego! Po pfrrostu biesz ten... no... koniec, nie? Robisz tako pinkną pentelke, o taką. - Mordecai zaczął machać ramionami na boki jak by próbował ilustrować coś dłońmi. Dłońmi które przylegały do jego ciała.- O... no właśnie tako robisz... i pszeciągasz tu i tam, nie? Ugh... no... robisz takie cuś jeszcze raz jak byś szwy robił, nie? No... tak. Ciągniesz z dwóch stron i ta daa! Masz... - przerwał gdy mu się mocno odbiło. - Pinkną kokartkie... o.

Szeroka i silna kobieta z rozpuszczonymi, czarnymi włosami spróbowała się poruszyć. Jednak byłą ona niefortunnie przywiązana, a raczej zmumifikowana do Mordecaia. Potrząsał swoją głową, odmachnęła kilka włosów z swoje twarzy i wymamrotała coś.
- Ill... pszysięgam na Boga Imperatora wszpaniałego, władczy ludzkości nieśmiertelnego, miłosiernego, wszechmocnego, żółtego i okrąglutkiego... jak nie zabierzesz tych rąk z mojego tyła to ci połamie te wszystkie palce...

- Gdzie, ja przecie nie... - zaczął medyk. Ale nie zdążył bo mu się mocno w głowie zakręciło.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 21 gru 2016, 19:59 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 11 sty 2012, 12:41
Posty: 29005
Gra w: Wiedźmin, Dragon Age
Zoria

O jedną flaszkę za daleko - prawie że trzeźwo pomyślała Zoria, mrużąc oczy. W zasadzie to ta butelka, o którą było za dużo, została opróżniona co najmniej dwa słoiki i kilka szklanek temu, jednak wszystko później miłościwie zniknęło wraz z urwanym filmem. Rozglądając się z trudem i raz po raz mrużąc oczy gwardzistka spróbowała wstać, w tym celu musiała jednak odsunąć śpiącego, opartego o nią Dominica. Chciało jej się palić jak cholera, kieszenie miała już puste, ktoś nieopodal najwyraźniej rzygał, ktoś bełkotliwie gadał, ale najgorsze ze wszystkiego było to, że pomieszczenie wirowało jak jakaś upiorna karuzela, na której raz jest jasno, a raz ciemno.
Muszę, kur.wa, zapalić! W innych okolicznościach na pewno nie okradałaby towarzysza z niedopałka, ale te były wyjątkowe.
- Szepraaszam. - wyciągnęła llho, przyklejone w kąciku ust Dominica i zaciągnęła się do samego, stanowczo zbyt szybkiego końca zmizerniałej pałeczki. - Oddam no, tego... potem. - po przyjacielsku klepnęła w ramię druha i podniosła się chrzęszcząc buciorami na rozbitym szkle.
- Khurrrwaa!
Wcale nie było lepiej. Jasno. Ciemno. Rzyg. Jasno. Ciemno... Tańczący Marg?!
...połamię te wszystkie palce!
Koniec czyjegoś zdania zabrzmiał całkiem sensownie. Mamrocząc przekleństwa Zoria wreszcie zlokalizowała to kurewstwo, które natychmiast obwiniła o paskudny efekt karuzeli we własnej głowie - jakoś nie przyszło jej na myśl, ze głównym winowajcą jest alkohol i ona sama.
- Rosspierdolę ssskurwysyna. - syknęła rozglądając się za skutecznym narzędziem zbrodni, którym dało by się wykończyć podrygującą lampę. Kawał złomu, lub w ostateczności któryś instrument smętnej orkiestry byłby zapewne w sam raz...

_________________
Aedd Gynvael - Złodziej
Dział RPG - Awanturnik


Obrazek

"Walkę kończy śmierć, każda in­na rzecz walkę je­dynie przerywa." - Ciri


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 21 gru 2016, 21:45 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 14 sie 2012, 22:23
Posty: 12641
Lokalizacja: M(h)roczna Wieża
Joahn Ironwood

Sierżant usiłował trafić jednym z trzech słoików do ust. Wygląda na to że został mutantem, miał bowiem trzy prawe dłonie. Niestety usta nadal jedne. W końcu zdołał trafić i upić potężny łyk. Świat nie stał się jednak weselszym miejscem. Gdzieś tam Marg kontynuował swoje hołubce. On najwyraźniej nadal był w stanie kontrolować nogi. Sierżant nie był w stanie zmusić swoich do ruchu i z trudem utrzymywał pion. Gwardzista nigdy się nie poddaje i nigdy nie pada... Dlaczego jednak właściwie pił z Valhallańczykami? I gdzie w tym wszystkim jest Imperator? Sierżant uniósł wzrok i nie zdołał skoncentrować wzroku - i jedynie zdołał zazezować na obu Valhallańczyków na raz.
- Szzołnieszu! - wybełkotał. - Kaszszdy musi troszysz sze o szebie. To nie przeszkole, to je Gwardia! Jeszeli szołniesz jesz na szufit to wymaga... wymmm tego taktyka! Taktyka! - uniósł palec po czym czknął. - Jeszsze po jednym!

_________________
Nie znosisz ludzi, kontaktów z nimi, czujesz się źle za każdym razem, gdy opuszczasz swoją siedzibę. Gdy już musisz wchodzić w interakcję ze społeczeństwem, dajesz się poznać jako osoba wyjątkowo nieprzyjemna, neurotyczna, sakrastyczna i groźna.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 26 gru 2016, 01:41 
Fechmistrz krzyżaka
Fechmistrz krzyżaka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 03 cze 2012, 15:52
Posty: 335
Lokalizacja: Holy Terra
NARRACJA



Obrazek


Zmęczone akordy melodii niosły się po ciemnym pomieszczeniu swymi smętnymi dźwiękami, akompaniując do ostatnich rozmów toczonych językiem bełkotliwym i zrozumiałym tylko w wąskim gronie szczęśliwie upojonych.
A pomyśleć, że zaczęło się to tak niewinnie. Ot, zwyczajna radość ludzka po przeżyciu zbrojnego konfliktu, połączona z przepustką oraz mglistym wspomnieniem napotkania dwóch niezwykle radosnych Gwardzistów o dziwnym akcencie i nietypowym ubiorze.
W czterdziestym milenium najwidoczniej między okresami ciągłej wojny panuje szczęśliwy przypadek... a po nim siermiężny kac.

Ten ostatni jednak miał dopiero nadejść. Teraz majaczył dopiero na horyzoncie zdarzeń niczym krwawy świt zwiastujący upiorne panowanie nieśmiertelnego bólu. Czas należał do puenty zabawy, pustyni przepicia i ostatniego akordu melodii... słowem okresu "rozchodniaczka."

Pod stołem przy którym siedzieli sierżant oraz vallhalańczycy coś znowu się poruszyło. Na stół wychynęła, niczym z odmętów niezgłębionego oceanu, ludzka dłoń, potem następna. Zielony owal taktycznego hełmu gwardyjskiego model cadiański wynurzył się spod stołu, przechylony zadziornie na głowie młodego szatyna o zmierzwionych włosach i zaspanym wyrazie twarzy.
Mlaszcząc mężczyzna powiódł wzrokiem po sali...
Mumia o dwóch głowach.
Tańczący z servitorami.
Amatorka niezwykle interesującej formy krykieta, rzucająca się po sali za lampą sodową z kawałkiem deski w dłoni.
I trzej kolesie pijący nieopodal.
- Yaaaaaaw!- Ziewnął po raz kolejny Gwardzista, drapiąc w zamyśleniu bok głowy. - Dziendoberek sierżancie.
Szeregowy Johnson. Poczciwy szeregowy Johnson. Człowiek owiany legendą regimentu ze względu na swoją.... przeciętność. Ktoś, kto był wszędzie i zawsze, zarazem jednak nigdzie oraz nigdy.
Żadnym zdziwieniem dla zebranych członków 450'tego nie powinno więc być jego pojawienie się pod stołem tego...wieczoru, poranka? Cholera....powiedzmy okresu czasu. Ani też jego nader czerstwy stan.
- Tęga popijawa, co nie? - Rzucił wesoło Johnson, po czym wstał i przeciągnął się, biorąc pod boki. - Jak babcię kocham, dawno już tak nie dałem w imbryczek. No ale cóż, pora wracać do koszar. - Z tymi słowy ruszył ku mumii Mordecaia i jego towarzyszki.
- Ale co tu się dziwić. Tacy zawodnicy, że ktokolwiek wymięka. - Rzucił siłując się z kokardą wiążącą medyka i jego ochronę - No bo kto jak nie prawdziwy twardziel wolał pić na innym okręcie, ominąć odprawę swojego Regimentu przed skokiem w Osnowę i w teorii zdezerterować z Gwardii? Jak babcię kocham, trzeba mieć też kuraż chłopaki. Trzeba...

Głośny trzask pękającego szkła pogrążył wszystko w ciemnościach.
Kapela przerwała w pół nieskładnej melodii i poruszona nagłą zmianą oświetlenia znalazła się myślami gdzieś wśród swoich towarzyszy broni, grając poranny hymn swojego Regimentu.


_________________
I nie poznają co to strach!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 26 gru 2016, 11:27 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 14 sie 2012, 22:23
Posty: 12641
Lokalizacja: M(h)roczna Wieża
Joahn Ironwood

Słoik zamarł w połowie drogi do ust. Sierżant upuścił na stół, na który wylała się resztka alkoholu. Słowa Johnsona powoli trafiały do jego przepitego umysłu. Odprawa... To już była? Chyba nie. Może jeszcze zdąży. Umysł nagle trzeźwiał, chociaż ciało było nadal całkowicie naprute. Kompania karna, raczej ich nie odstrzelą bo szkoda marnować ludzi jeszcze przed desantem. On już z reguły przerzedzał szeregi.
- Dż... Johny. - wybełkotał sierżant. - Jak imperatora kocham, z nnieba szpadasz! Oddzał! - zabełkotał sierżant. - Na odprawę masz! Marsz! Marcz! MAAAAAAARG! - nagle wydarł się sierżant. - RAAAANNNNYYYY! - zataczający się gdzieś pośród szczątków poległych Marg chwiejnie ruszył w kierunku sierżanta. Nadal był w lepszym stanie od niego. Plan był prosty - Marg podniesie sierżanta i pociągnie go za sobą - przynajmniej do momentu jak sierżant zyska kontrolę nad chociaż jedną nogą. Może zdążą... O ile Marg się po drodze nie potknie...

_________________
Nie znosisz ludzi, kontaktów z nimi, czujesz się źle za każdym razem, gdy opuszczasz swoją siedzibę. Gdy już musisz wchodzić w interakcję ze społeczeństwem, dajesz się poznać jako osoba wyjątkowo nieprzyjemna, neurotyczna, sakrastyczna i groźna.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 26 gru 2016, 12:15 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 11 sty 2012, 12:41
Posty: 29005
Gra w: Wiedźmin, Dragon Age
Zoria

Kiedy gwardzistka z pijackim uporem próbowała rąbnąć lampę kawałkiem drąga, jej towarzysz smacznie chrapał za rurami. Pomrukiwał cicho, bełkocząc coś o kształtnych tyłkach iannickich panien, aż wreszcie nakrył dłonią łażące mu po karku bure stworzonko, podczas gdy drugie nadal w najlepsze ogryzało resztki konserwy z wąsów ratlinga. Obcesowo ściśnięty w garści okrętowy szczur odgryzł się jednak mocniej.
- Aaa! - ryknął nagle obudzony ugryzieniem Onufry - Puszczaj chamie!
Ledwo otworzył oczy, a pośród trzasku szkła zgasła lampa.
- A żebym zdechł! Cholerakurwajasnypiorun! - zaklął, odrzucając szczura i uświadamiając sobie, że jednak nie został w przytulnym burdelu, tylko siedzi na statku z całą drużyną i najprawdopodobniej zdechnie za niedługo w jakimś wypełnionym błocie okopie. - Szlag!
- No! - z satysfakcją stwierdziła gdzieś w ciemności Zoria. Później wszystko zagłuszył wrzask sierżanta.
Marsz!
Jak kazali tak zrobiła, na ślepo ruszając gdzieś przed siebie, właściwie na kompletnym autopilocie, nadal z deską w ręku, ogarniając się nią przed sobą jak ślepy laską. Przynajmniej karuzela się skończyła i ruch powoli rozpędzał z głowy alkoholowe tumany.

_________________
Aedd Gynvael - Złodziej
Dział RPG - Awanturnik


Obrazek

"Walkę kończy śmierć, każda in­na rzecz walkę je­dynie przerywa." - Ciri


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 26 gru 2016, 12:39 
Kultysta Slaanesha
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 kwi 2012, 19:05
Posty: 9244
Gra w: Wiedźmin, Dragon Age
Vuko

Zgodnie z zaleceniem sierżanta upił kolejny łyk niezidentyfikowanego napoju poniewierającego. Siedział w milczeniu starając się przetrawić czemu widzi tu same obce mordy zamiast brodatego oddziału valhallańczyków. Z zamyślenia wyrwał go całkiem trzeźwy głos dochodzący gdzieś spod stołu. Skąd on się tu wziął? Dzieńdoberek? Dzień dobry? Dzień? DZIEŃ? DZIEŃ KU*WA?! Cóż, może i faktycznie był dzień. Poczucie czasu stracił tak, lekko licząc, ze dwa słoiki temu.
- Ty jeszteś za tszeźwy. Cho tu i pij s nami! - Gestem zachęcił gwardzistę-ducha i wyciągnął prowizoryczny kieliszek w postaci słoika w stronę jedynej trzeźwej osoby na statku. Ominąś odprafe? Szto ty pierdolisz, jak ominąś odprawe? Nihdy nie byem tak pijany żeby odprafe ominąć! - Zamilknął na dłuższą chwilę. So najwyszej stateh mogłem pomyliś, ale ne odprafe! - Vuko czknął na wpół nieprzytomny, ale krzyk sierżanta natychmiast go rozbudził. JAHI RANNY?! MEDYYYYYYYYK! MEDYYYYYYYYYYYK! DAJSIE MEDYHA! Ku*wa, pomyliłem statki? To wiele wyjaśnia. Ku*wa, co teraz? Co ja mam teraz zrobić? Chyba nie trafię do karniaka? Raczej mnie nie odeślą... Ku*wa, ku*wa, ku*wa, ku*wa, ku*wa...

_________________
Aedd Gynvael - Wtajemniczony
Wicemistrz Pojedynków Aedd Gynvael
Tęp gimbusów. Gimbus to nie człowiek.
"Największego bydlaka jakiego miałem w ręku miał 10cm" - djabeu


Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 27 gru 2016, 14:29 
Free Company of Alinor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 04 sty 2014, 23:19
Posty: 1382
Lokalizacja: Osonowa
Gra w: Nie wiem
Mordecai Ill

Jakiś wymarsz? Jakaś zbiórka? "kurczę, olewam." medyk pomyślał szybko. Nagle więzi łączące go z Carrie (a konkretne kokardka) zostały rozwiązane! Mordecai wstał gwałtownie i zatoczył się okrutnie, kręcąc się w kółko żeby w końcu zastygnąć w miejscu.
- Kuhwa... jaka odprawa? - wydał z siebie, zgrabnie unikając kłótni z swoją towarzyszką która kłócić się lubiła pięściami. Spróbował się wyprostować ale mu się nie udało. Carrie natomiast dobrze wiedziała, że lepiej teraz nie wstawać zbyt gwałtownie.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Napisz wątekOdpowiedz Strona 1 z 16   [ Posty: 158 ]
Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 16  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  


Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Style by Daniel St. Jules