Wczytywanie
Teraz jest 21 lis 2019, 01:07


Napisz wątekOdpowiedz Strona 2 z 16   [ Posty: 158 ]
Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5 ... 16  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 29 gru 2016, 01:55 
Fechmistrz krzyżaka
Fechmistrz krzyżaka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 03 cze 2012, 15:52
Posty: 335
Lokalizacja: Holy Terra
NARRACJA


Ciemność ma tą jedną dziwną, niepokojącą właściwość. Zrównuje wszystkich. Odbiera kształty, przesłania niedoskonałości na równi z atutami. Ruchy, choćby najbardziej nieporadne, zamienia w serię cichych szelestów powietrza i niespodziewanych odczuć oderwanych od działania. Zamienia ludzi w głosy.
I to właśnie działo się teraz.

Nieskładna muzyka wypełniała swą skoczną, acz ciągle gubioną przez pijaną orkiestrę melodią pustkę porzuconego magazynu okrętowego. Co bardziej wprawne ucho posłyszałoby skrobanie przegniłej deski wyrwanej żywcem z jakiejś skrzyni o metalową podłogę i towarzyszący temu co jakiś czas odgłos nieartykułowanego pijackiego jęknięcia, gdy owa deska uderzyła w coś w co nie powinna. Ciężkie kroki Marga wtórujące jego sapaniu, gdy praktycznie biegł ku swojemu sierżantowi, by niczym niemowlę utulić go w swych porytych bliznami ramionach olbrzyma. Dla dobra reputacji samego oficera ze wszystkich obecnych jedynie sam Marg i Onfury, zważywszy na doskonały wzrok ratlingów, mogliby dostrzec tą sytuację.

I tak samo tylko Marg i Onfury mogliby zauważyć jak z pozoru zwyczajna sytuacja na koniec żołnierskiej pijatyki zmienia się w potworny, wyzwolony na ułamek sekundy chaos.

Krzyk sierżanta wyzwolił reakcję łańcuchową, której pierwszym ogniwem był Vuko. Ironwood krzyczał o pomoc, on krzyczał o medyka. Kompletna ciemność i zamroczenie przebudziło nagle straszliwe, traumatyczne wspomnienia jakiegoś leżącego na podłodze, niedopitego Gwardzisty. Dźgnięty drewnianym macadłem Zorii wierzgnął się na podłodze, krzycząc coś o "artylerii i złych koordynatach". W cokolwiek Gwardzistkę trafił, wystarczyło to jednak by straciła równowagę i jak długa poleciała przez salę, wyrżnąwszy głową prosto w miejsce gdzie Marg powinien mieć śledzionę.
Co prawda na Ogrynie taki cios robił wrażenie jak ukąszenie paszczunowego moskita, jednak wśród mroku wystarczyło to by stracił równowagę...

...padł razem z Ironwoodem na ławę za nimi, roztrzaskując jej połowę... drugą wyrzucając w powietrze niczym z trebuszu...

...prosto w plecy, obecnie leżącego pod nią, Vuko....

...a jeden, samotny odłamek z pobitego słoika. Ostry jak brzytwa kawałek szkła wielkości połowy ludzkiej dłoni... przeszył powietrze niczym szrapnel, uderzając o włos od twarzy Mordecai'a i wbijając się w jedną ze stojących nieopodal skrzyń.

- No, dobra. Będzie tego...- Mruknął szef kapeli, która nagle przestała grać. Mrok rozświetlił niewielki płomień zapalniczki w świetle którego przepita twarz Gwardzisty-muzyka nachylała się z llho w kąciku ust. Po chwili miast muzyki salę wypełniał odgłos pakowanych instrumentów... i jęki poszkodowanych.

- Ano odprawa, jak babcię kocham. - Rzucił nagle, nie wzruszony niczym, szeregowy Johnson. Skończył właśnie rozwiązywać medyka i jego ochronę.- Tak jak było na pogadance politycznej. Mieliśmy postój, bo czekaliśmy na przegrupowanie floty przed wylotem do tego zbuntowanego świata jak mu tam....nie ważne. Statek Vallhalańczyków przybył z posiłkami dla nas ale potem ruszył gdzieś dalej. I to dość dawno temu. Nie znam się na tym zbytnio ale...chyba trudno wam go będzie złapać, chłopaki. Cóż, na mój rozum zostaliście dezerterami...i ktokolwiek tu z wami pił pewnie zostanie oskarżony o pomoc. Ciekawe co na to Komisarz...

***


- Sir?

++713899.M41++
++Obrzeża Systemu Cyroxis++
++Segmentum Obscurus++
++Krążownik Imperialny "Furia Świętego"++
++Pokłady wydzielony 450 Regimentu Cadiańskiego++
++Kajuty Oficerskie++
++Godzina 2:30 czasu wewnętrznego okrętu++

Pukanie do drzwi. Delikatne i stonowane, acz wyjątkowo irytujące przez odbijające się po wszędobylskiej stali echo. Kolejna seria pukań, po chwili znowu kolejna. W ciemności prywatnej kajuty Aleksandra Horna rozległ się stłumiony przez hermetyczne drzwi głos Gwardzisty.
- Sir? Mogę wejść? Mam dla Pana wiadomość ze sztabu...

_________________
I nie poznają co to strach!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 29 gru 2016, 13:08 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 11 sty 2012, 12:41
Posty: 29005
Gra w: Wiedźmin, Dragon Age
Zoria

Rąbnąwszy o coś głową Zoria wylądowała na czworakach. Usiadła, zmarszczyła brwi, podrapała się po czole. Choć powoli trzeźwiała, to i tak potworny hałas w ciemności był zagadką.
Ktoś też się nieźle wyrąbał. - skonstatowała wreszcie - Jaka artyleria? Jaka odprawa? Przecież przepustka. Gdzie jest Onufry?
Gadanie Johnsona było jak bzyczenie upierdliwej muchy, w którym Zoria dopiero próbowała dokopać się jakiegokolwiek sensu. Zaczęła ponownie grzebać po kieszeniach, tym razem za zapalniczką. Skrzywiła się. Pijackie polowanie na lampę sprzed chwili pamiętała już dobrze. Ale po cholerę to było?

Ale burdel. - skrzywił się też Onufry. Wstawiony, lecz jednak sporo trzeźwiejszy od Zorii, bo dużo wcześniej poszedł spać, ratling widział co się stało i bez trudu podążył za słowotokiem Johnsona. To sprawiło, że wytrzeźwiał jeszcze bardziej i w duchu obrzucił nijakiego towarzysza z oddziału stekiem przekleństw. Gonitwa niezbyt przyjemnych myśli o zapitych na śmierć Valhalańczykach rzuconych gdzieś do zenzy na pożarcie szczurom, na przemian z żalem za utraconymi zamtuzami Ianne, przebiegła mu przez głowę. Podniósł się jednak zza rur i podszedł do zrujnowanego "stolika" domniemanych dezerterów gramolących się teraz pośród szczątków ławy.
- A na mój rozum, to ty stanowczo za mało pijesz, brachu. - klepnął w ramię Johnsona, rozglądając się jednocześnie za jakimś ocalałym alkoholem. W zasadzie to jeszcze nie było za późno, aby komisarz i w ogóle nikt więcej nie dowiedział się wcale o zagubionych "dezerterach", ale po pierwsze - Vuko? Tak, chyba któryś z nich miał tak na imię... Diabli wiedzą, który... To przez te brody - swoim się takiego świństwa nie robi, a po drugie... Johnson.
- Nie siej takiej paniki. Ani się nie ukrywają, ani nie chleją gdzieś z załogą statku, tylko z nami. Żaden dezerter nie byłby tak głupi, żeby pchać się prosto do naszej kompanii. Komisarz ma tęgi pomyślunek. I nasz sierżant. Chłopaki się trochę zgubili, ale tacy z nich dezerterzy jak i z twojej babuni. Napij się. O!
Przytrzymując Johnsona za łokieć wręczył mu swój żelazny zapas, który pieścił na ewentualnego klina. Piersiówkę, w której wesoło chlupotał jeszcze mocny jak zajzajer bimber.

_________________
Aedd Gynvael - Złodziej
Dział RPG - Awanturnik


Obrazek

"Walkę kończy śmierć, każda in­na rzecz walkę je­dynie przerywa." - Ciri


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 29 gru 2016, 13:17 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 31 sty 2012, 11:48
Posty: 3294
Lokalizacja: Holy Terra
Aleksander Horn


Kajuta, małe pomieszczenie. Łóżko na którym leżał złożony w równą kostkę płaszcza , mała, komoda na której w równym rzędzie stały książki,szafa o którą był oparty piłomiecz. A pośrodku biurko oraz właściciel tych rzeczy szczypały komisarz. Choć Horn był na okręcie to toną w papierkowej robocie. Oparł się w fotelu i westchną ciężko, sięgną po kubek z zimną już kofeinówką...Skargi, pochwały, akta nowych rekrutów,lista przedstawionych do odznaczeń wszystko to zalegało na biurku co prawda Aleksander zbliżał się na szczęście do końca tego zadanie mimo to jednak czeka go kilka godzin pracy. Nachylił się nad kolejnym kawałkiem papieru. Skarga, Aleksander był prawie pewien czyje będzie tam nazwisko.Nie mylił się Porucznik Trench, przeleciał wzorkiem kartkę po czym skreślił napis "Wykonanie kary dyscyplinarnej" i zapisał płynnym pismem zamiast tego "Wpisanie uwag oraz nagany do akt".
Sir....
Horn podniósł głowie, pukanie było nadzwyczaj Irytujące.Usłyszał głos
-Oczywiście, proszę

_________________
IN THE GRIM DARKNESS OF THE FAR FUTURE THERE IS ONLY WAR
"Mess with the best, die like the rest" -8th Cadia
"In life, war. In death, peace. In life, shame. In death, atonement."- Death Korps of Krieg
Stand fast and die like Guardsmen!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 29 gru 2016, 14:34 
Kultysta Slaanesha
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 kwi 2012, 19:05
Posty: 9244
Gra w: Wiedźmin, Dragon Age
Vuko

W jednej chwili stał stabilnie trzymając słoik z alkoholem. W drugiej chwili, tej która nastąpiła po pierwszej, leżał już przygnieciony szczątkami ławy, przy czym wyrżnął o parkiet przedramieniem a kilka sekund później w ową część kończyny poleciała brodata głowa. Na szczęście alkohol zrobił swoje i Vuko nie czuł bólu. Przynajmniej w tej chwili. Był natomiast świadomy tego, co stanie się po tym jak już wytrzeźwieje. Natomiast jego towarzysz słysząc huk gdzieś blisko niego wzdrygnął się i podrapał po brodzie. Czyżby Vuko wyjebał o parkiet? Cóż, pech sprzyja brodzie.
- Khurfa... - Snajper jęknął słabo i obrócił głowę w prawo. Gdyby wylądował kilka centymetrów dałby zajęcie medykowi na najbliższe kilka minut. Tuż obok leżały szczątki opróżnionego doszczętnie słoika. No nieźle. Szczęście sprzyja brodzie!
- A kim ty kuhfa jesteś, szo? Szeby mófić nam sze my dezertery jesteśmy?! - Medivh wycelował paluchem w stronę Johnsona. A przynajmniej tak mu się wydawało. W każdym razie gdzieś w tamtym kierunku. Ja... Ja si powiem kto ty jesteś! Kapuś! Bo ne piłeś s nami! A chto nie pije ten kapuje a my ne lubimy dones... doni... doino... dones... a ku*wa, kapusiów!
- Szadni s nas dezetreszy! My to sie trochu no, ten... Zgubiliśmy! O, tak, zgubilśmy! To szysko da siem roswiąsaś pokojowo! Bes czapy. - Wyjęczał leżąc pod szczątkami ławy, nawet głowy nie chciało mu się podnosić. A ja si powiem, sze ty dobry humpel jesteś. So prawda rudy, ale kumpel. - Vuko miał nadzieję, że komendant 450, jak zapewniał go przed sekundą wąsaty ratling, jest człowiekiem wyrozumiałym, który nie strzela bez uprzedniego pomyślunku. A ty tam trzeźwy, napij sie to skońszysz siać ten, no... - zrobił dłuższą pauzę starając się usilnie przypomnieć słowo-klucz nadające sens wypowiedzi. Defenetyzm! Vuko powoli gramolił się spod ławy narzekając pod nosem na to, na czym świat stoi, i że w spokoju nie może się narąbać bo już od dezerterów wyzywają i ławami biją po plecach.

_________________
Aedd Gynvael - Wtajemniczony
Wicemistrz Pojedynków Aedd Gynvael
Tęp gimbusów. Gimbus to nie człowiek.
"Największego bydlaka jakiego miałem w ręku miał 10cm" - djabeu


Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 29 gru 2016, 16:44 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 14 sie 2012, 22:23
Posty: 12641
Lokalizacja: M(h)roczna Wieża
Joahn

Przez chwilę Ironwood usiłował zachować równowagę. Nie udało mu się to jednak i upadł w szczątki. Obok niego runął Marg. Ogryn jęknął i wymamrotał coś, po czym zasnął. Sierżant próbował unieść się do góry po czym znowu upadł.
- Gwaaardia sze nie poddaje! Gwaaardia sze ne czofa! - wymamrotał po czym przytulił się do swojego wiernego ogryna i zachrapał.

_________________
Nie znosisz ludzi, kontaktów z nimi, czujesz się źle za każdym razem, gdy opuszczasz swoją siedzibę. Gdy już musisz wchodzić w interakcję ze społeczeństwem, dajesz się poznać jako osoba wyjątkowo nieprzyjemna, neurotyczna, sakrastyczna i groźna.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 30 gru 2016, 17:01 
Free Company of Alinor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 04 sty 2014, 23:19
Posty: 1382
Lokalizacja: Osonowa
Gra w: Nie wiem
Mordecai Ill

Coś tam świsnęło mu koło twarzy. Teraz miał ważniejsze sprawy na głowie. Jak na przykład jakiś wymarsz. Ziemia wirowała szaleńczo. "Pewno strzelają do nas." pomyślał doktor.
- Ja się tu ładnie... pytam. Nie? No... - zaczął, ale nie dokończył bo nagłe turbulencje zwaliły go z nóg. Jęknął kilka razy. To musiały być turbulencje. To nie tak, że on sam był zbyt pijany by ustać. Niemożliwe.

Carrie natomiast dzielnie walczyła z grawitacją poprzez nie wstawanie.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 31 gru 2016, 12:29 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 11 sty 2012, 12:41
Posty: 29005
Gra w: Wiedźmin, Dragon Age
Zoria

Przy świetle nikłego płomyczka zapalniczki Zoria wstała i ruszyła zamaszyście do stolika gdzie padły złowrogie słowa. Bo wreszcie zrozumiała. No, może nie całkiem i nie wszystko, ale to najważniejsze. Kapuś. Donosić... Na kogo? Na wiernych żołnierzy Imperatora? Że co? DEZERTERZY? ?!! O żesz, jebaniutki... !!
Zamiast stolika była już tylko kupa gruzów i chrapiące zwłoki, ale Zoria wyszczerzyła się tylko i wyłącznie do Johnsona. Język jej się plątał straszliwie, stała jednak pewniej niż reszta kompanii, a w przekrwionych alkoholem oczach błyszczała jasna jak słońce chęć do rozróby.
- ZSOOO?! Sz nami szie nie naapijesz???!!!
- Spokojnie. - szybko powstrzymał ją Onufry - Johny zaraz wszystko wyjaśni. O posiłkach gadałeś. A wiesz może, jakie to posiłki od Valhalańczyków były? No. Pij, bracie, bo o suchym pysku gadać ciężko. Za poległych! - zdjąłby czapkę, spoglądając na spoczywającego w objęciach ogryna sierżanta, ale już jedną ręką trzymał łokieć "ofiary", a w drugiej ściskał piersiówkę.
- A ty byś pomogła... - skinieniem wskazał Zorii na majaczący w ciemności, wiszący kształt opleciony mackami kabli.
Gwardzistka mruknęła coś niewyraźnie i niechętnie zostawiła w spokoju Johnsona. Na razie. Chociaż zapalniczka parzyła jej już palce, podeszła do zaplątanej dziewczyny i przyjrzała się kłębowisku. Rozplątywanie tego zajęłoby chyba całe wieki.
- F dupie groxa! - burknęła, nadal zła, że nie trzeba komuś porządnie przywalić w pysk. O dziwo rozejrzała się, czy wyrwane kable nie spadną na czyjąś głowę, a dziewczyna wyląduje na nogi.
Skoczyła by złapać całą wiązkę draństwa w garść i szarpnąć z całej siły. Niech giną! Przynajmniej te kable. Jak... eee ... kur.wa... Zupełnie ten tam wielki wódz przecinający węzeł. Jak nie zechcą po dobroci, to załatwi skurwieli bagnetem.

_________________
Aedd Gynvael - Złodziej
Dział RPG - Awanturnik


Obrazek

"Walkę kończy śmierć, każda in­na rzecz walkę je­dynie przerywa." - Ciri


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 31 gru 2016, 13:44 
Kultysta Slaanesha
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 kwi 2012, 19:05
Posty: 9244
Gra w: Wiedźmin, Dragon Age
Vuko

Spojrzał półprzytomnie na sierżanta śpiącego w objęciach Ogryna i nagle do głowy przyszedł pomysł. Tak, jeden z tych śmiesznych i genialnych. Hehehehe, kto zgonuje pierwszy na imprezie... Vuko zaczął przeszukiwać płaszcz w poszukiwaniu, chwilowo, świętego graala jakim był marker. Znalazł. Co prawda trochę mu to zajęło, ale ostatecznie w masywnej dłoni widniało przyszłe narzędzie zbrodni. Wstawał z ziemi powoli, pomagając sobie czym tylko mógł. ...ten się budzi z kutasem na czole. Chwiejnym krokiem, potykając się, podszedł do ukochanego Ogryna i odkorkował marker po czym narysował na czole sierżanta koślawego fiuta. Jak to dobrze, że pani orkowa dosłownie przed sekundą świeciła w tamto miejsce. Dała mu okazję a on ją wykorzystał. Będzie miał chłopak niespodziankę. Mam nadzieję, że ktoś go uświadomi przed odprawą.

_________________
Aedd Gynvael - Wtajemniczony
Wicemistrz Pojedynków Aedd Gynvael
Tęp gimbusów. Gimbus to nie człowiek.
"Największego bydlaka jakiego miałem w ręku miał 10cm" - djabeu


Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 31 gru 2016, 16:49 
Free Company of Alinor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 04 sty 2014, 23:19
Posty: 1382
Lokalizacja: Osonowa
Gra w: Nie wiem
Mordecai Ill

Migające światło zapalniczki, krzyki, ktoś tam sobie leniwie gada. A on na ziemi. Chaos i anarchia z szczyptą burdelu. Lekarz wstał (ledwo co ale wstał) i sprawdził czy ma swój pistolet. Gdzieś musi być bo co to za gwardzista bez niego? Gdzieś musi być. W głowie mu się kręciło ale no cóż, obowiązek.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 31 gru 2016, 19:11 
Fechmistrz krzyżaka
Fechmistrz krzyżaka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 03 cze 2012, 15:52
Posty: 335
Lokalizacja: Holy Terra
NARRACJA


Niespodziewane trudności? Anarchia w naszych szeregach? Niebezpieczeństwo nadciągające zza horyzontu w nieznanej sile? Cóż, teraz dopiero zacznie się zabawa...
Porucznik Morgan, 9 Kompania 450 Cadiański

Dawni filozofowie Terry snując hipotezy o kształcie wszechświata wyobrażali go sobie jako wielką kryształową machinę, której mozolna praca odmierza w czasie wszystkie zjawiska rzeczywistości. Ci którzy nie zgadzali się z tą starożytną tezą wskazywali na brak odgłosu pracy tej jakże megalitycznej konstrukcji jako dowód braku jej istnienia. Może jednak, gdy od urodzenia nasz umysł atakowany jest jazgotem poruszających się i miażdżących kolejne sekundy wieczności zębatych kół z materii wszechrzeczy, nauczyliśmy się negować istnienie dźwięku będącego pieśnią samego przeznaczenia?
Podobno prekognici, patrzący w przyszłość psykerscy odmieńcy, widzą czasami pasma czasu i słyszą odległe echa możliwości z jakimi potoczy się historia. Wysublimowane, nieopisywalne ludzkim językiem tony odwiecznej pieśni o nieskończonej ilości akordów i zmian... oraz zgrzytliwy jazgot dysonansu, kiedy zębate koła mechanizmu kosmosu krzeszą skry zapalające całe systemy.

Jedna z takich iskier rozbłysła właśnie w ciemnej, opuszczonej kwaterze na pokładzie "Furii Świętego".
I wywołała chaos.

- O, dzięki. Chętnie się skuszę. - Rzucił rezolutnie Johnson, biorąc po omacku piersiówkę od Onfurego. Przełknął głośno, po czym głośno chwycił powietrze w płuca i kaszlnął.- Jak babcie kocham, co za moc! Hu hu hu! - Niepomny obelg oraz groźnego tonu z jakim odzywali się do niego pozostali Gwardziści, szeregowy uśmiechnął się.... A raczej zapewne uśmiechnął, gdyż nikt nie mógł w ciemności być tego pewien. nikt poza samym Johnsonem i, bądź co bądź, Onfurym. - Nie ma co się denerwować wiara, serio. Dla mnie to nic do tego, kto z kim i jak. Sam tu z wami siedzę, więc tak jakby mnie też mogą odstrzelić, nie? - Rzucił tonem świadczącym o zupełnym niezrozumieniu tkwiących w tym oświadczeniu grozy paskudnej, hańbiącej śmierci z rąk oficera politycznego regimentu. - A tak poza tym jestem Kilroy. Szeregowy Kilroy Johnson. Skończmy z tymi nazwiskami.

I właśnie wtedy, o ile bardzo dobrze przysłuchalibyśmy się pustce kosmosu, wyciszyli przy tym jęki i krzyki wijącego się w swym agonalnym tańcu korowodu jego śmiertelnych mieszkańców... usłyszelibyśmy cichy trzask. Jak zgrzyt krzemu zapalniczki, krzeszący iskry zapalające pierwszy płomień chaosu...

Rozświetlona twarz Zorii nabrała dziwnego, niepokojącego akcentu, gdy cienie tańczyły na niej na spółkę ze światłem ognia zapalniczki. Odcięły swym pierwotnym jak dzień i noc wirowaniem miliony lat statecznej ewolucji naszego gatunku, pozostawiając w obliczu Gwardzistki coś z goła bardziej prastarego. Wyłonionego przez alkohol. Złowrogiego i będącego wierzchowcem nadciągającego kataklizmu...
Stwardniałe od trzymania broni palce Zorii chwyciły za pęk kabli wiszący z zerwanego panelu na suficie.

- Co do tych posiłków to wiecie, nic nie mówią takim prostym... - Coś chrząknęło w ciemności, upadając ciężko na zasłaną odłamkami szkła podłogę nieopodal Kilroy'a. Mordecai właśnie spotkał się z glebą, a teraz tarzał po ziemi obmacując mundur w poszukiwaniu kabury krótkiej broni. Gdyby nie był tak pijany zapewne pamiętałby, że przepisy nakazywały oddanie wszelkiej broni , za wyjątkiem noży, do zbrojowni wyznaczonej dla regimentu na pokładzie. Cholerni Armsmeni nie lubili konkurencji w postaci uzbrojonych Gwardzistów na swoich statkach ale dzisiaj chyba uratowali tym życie kolana niejednego obecnego pijanego. Co by pomyśleć, gdyby ci wszyscy ledwo tomni ludzie mieli...
- ...ej, czy to rozsądne rwać te...!!!...- Johnson nie zdążył dokończyć.
Zamiast tego poczuł jak traci równowagę, pociągnięty do gleby przez próbującego wstać Mordecai'a. Kątem oka zauważył jeszcze jak sznur kabli wiszący z sufitu ustępuje pod mocnym szarpnięciem Zorii, a obnażone końcówki buchają snopami iskier...



Potworny dźwięk wypełnił wyłożone metalem pomieszczenie, odbijając się od każdej ze ścian wzmożonym hukiem. Nie wiadomo kiedy na ścianach rozbłysły rzędy czerwonych, zabezpieczonych grubymi prętami lamp awaryjnych, jarząc się przerywanym światłem w kolorze krwi. Świat zamienił się momentalnie w chaotyczny film, puszczany metodą poklatkową z czerwonym filtrem dla otumanionej dźwiękiem oraz alkoholem widowni. Sterty pijackich trupów piętrzące się w każdym z kątów sali zaczęły budzić się, oszołomione i zaskoczone niczym zwierzęta schwytane nagle w śmiertelną pułapkę.
Wielu skoczyło na równe nogi, działając niczym ogłuszeni. W ruch poszły pięści, na podłogę zaś zęby.
Po posadzce wiły się ledwo ciepłe sylwetki czołgających na czworaka, niczym w trakcie ćwiczeń polowych, cadiańczyków starających znaleźć już nawet nie wyjście, a dogodne miejsce do schronienia.

Ktoś padł na Mordecai'a. Potem na tego kogoś padł Kilro'y, ciągnąc za sobą Onfurego. Na nich zaś upadła Carrie. Wijąca się piramida ludzkich ciał nie była jedyną tego typu wśród orgii hałasu i światła.
Gdy tylko Zoria zerwała kable, a syrena rozwrzeszczała się na dobre, najpierw ktoś pchnął ją z całej siły. Trzymana w dłoni zapalniczka upadła gdzieś na ziemię, niefrasobliwie znajdując nowe miejsce wśród rozlanego alkoholu. Buchnął jasny, choć niewielki płomień.... na grzbiecie jakiegoś pechowego jegomościa tarzającego się wśród tego burdelu.
Chwilę potem gwardzistka usłyszała trzask. Nie zdążyła jednak nawet pomyśleć o jego źródle. Jakiś otumaniony debil podbiegł do niej, machając pięściami.
Ale nim zrobił cokolwiek reszta kabli puściła...
A on skończył pod nieprzytomnymi zwłokami "uwolnionej" gwardzistki z sufitu. Cóż za ironia...

Chociaż nie, największą ironią jest chyba "szczęście w nieszczęściu". Bo próżno jest szukać innego wytłumaczenia na sytuację w której jeden Gwardzista namaluje drugiemu penisa na czole makrerem... a potem niewielkie zraszacze wyjadą ze szpar na suficie i utopią całą salę w śmierdzącym, chemicznym oprysku przeciwogniowym.
Utopią niczym rzęsisty deszcz jesienią w interiorze Cadii. Dosłownie.
Cuchnące i zapewne rakotwórcze litry dziwnego płynu wkrótce zmieniły wszystkich obecnych w zmoczone, pożałowania godne kreatury.

Wszystkich za wyjątkiem dopadniętego przez Vuko Ironwooda.
Bo on na dodatek był na gębie cały czarny jak mieszkaniec jakiejś strasznie tropikalnej planety.
Cóż, widocznie marker źle zareagował z chemiczną obroną przeciwogniową okrętu.

Tak samo jak zmysły pijanych Gwardzistów z alarmem.

***


Grube, hermetyczne drzwi komnaty skrzypnęły przeciągle gdy żołnierz przekręcił koło mechanizmu na ich środku. Nieśmiało wśliznął się do pomieszczenia, oglądając jego wnętrze. Zapewne równie ciekawy co przerażony perspektywą obejrzenia prywatnej kwatery regimentowego komisarza od wewnątrz, podszedł do oficera politycznego z niewielką kopertą w dłoniach. Czerwona pieczęć z oznaczeniami 450 Regimentu Cadiańskiego oraz maszynowe pismo informujące do czyich rąk miał trafić ten list.
Wewnątrz zaś pożółkły, formalny papier do kreślenia rozkazów polowych. Kilka wypisanych maszyną liter i osobisty podpis półkownika...
Poważna sprawa...

_________________
I nie poznają co to strach!


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Napisz wątekOdpowiedz Strona 2 z 16   [ Posty: 158 ]
Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5 ... 16  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  


Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Style by Daniel St. Jules