Wczytywanie
Teraz jest 21 lip 2019, 11:37


Napisz wątekOdpowiedz Strona 14 z 16   [ Posty: 158 ]
Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15, 16  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 22 lut 2017, 18:50 
Free Company of Alinor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 04 sty 2014, 23:19
Posty: 1382
Lokalizacja: Osonowa
Gra w: Nie wiem
Mordecai Ill

- Jeśli będzie trzeba to i na plecach będziemy je nosić. Bo te granaty są nam potrzebne. Jak ich nie doniesiemy to ludzie gorsi od was obedrą nas ze skóry. Albo i gorzej. Więc nawet jak bym miał kogoś zagryźć za te cholerne granaty to to zrobię. - rzucił medyk spokojnym głosem, mierząc wzrokiem całą grupę.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 01 mar 2017, 02:06 
Fechmistrz krzyżaka
Fechmistrz krzyżaka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 03 cze 2012, 15:52
Posty: 335
Lokalizacja: Holy Terra
NARRACJA




- A niech mnie pokąsa chory na rdzę nerwów pająk Kangoo! Poznaję te blade gęby. Cadiańczycy spod Bastill! Ha! Ha! - Ogniomistrz Dundee wyłonił się powoli z cienia pancernej bestii, poklepując ją wolną ręką po grubym karku. Poczciwa gęba podoficera, okraszona kilkudniowym zarostem pasującym do masywnej szczęki dopiero co ucywilizowanego troglodyty, wykrzywiła się w szczerym uśmiechu. - Hej, chłopcy! Wyluzujcie, to nasi! To ci cadiańczycy spod Bastill którzy uratowali całą baterię naszych maleństw.
Słowa Dundee'go trafiły jednak w próżnię. Bo o ile członków cadiańskiego regimentu dało się najwidoczniej zaskoczyć, o tyle w walce wręcz nie pozostawali długo dłużni nikomu.



Nim jeszcze burugici zaskoczyli, że walka się skończyła, Zoria szarżowała przez ścierających się ze sobą Gwardzistów z szybkością rozzłoszczonej herakkrakońskiej pumy bojowej. Nie miłym zaskoczeniem dla podnoszącej swą łysą głowę żołnierki w barwach regimentu artylerii musiał być nagle widok drugiej kobiety, przysłaniającej swoją postacią cały magazyn.
Uderzenie było mocne. Normalnie sierpowy posłany tak nisko w brzuch powinien powalić przeciwnika z marszu na kolana, wśród akompaniamentu zwracanych treści żołądkowych wymieszanych z krwią obficie sączącą się z popękanych naczyń na ścianach organów wewnętrznych. Czyste uderzenie jakie wyszlifować można tylko latami praktyki bojowej na najniższych poziomach bojowych okrętów marynarki.
Powietrze uciekło z burugitki, gdy zataczała się niemrawo w tył kilka kroków. Długo jednak nie pozostała dłużna. Momentalnie doskoczyła do Zorii, wyprowadzając czysty prosty, który prześliznął się po zębach Gwardzistki, rozcinając jej wargę. Zroszoną teraz różowawą od krwi śliną...

Vuko miał więcej szczęścia. Więcej, bo trafił najwidoczniej na kogoś, kto najpierw myślał, dopiero potem działał. Zębaty bojowy nóż wiszący nad jego twarzą, cofnął się nagle, tańcząc między grubymi palcami burugity swój ostatni, popisowy piruet nim zniknął w pochwie przy pasie. Nie powstrzymało to jednak mocnego uderzenie pod żebra, które valhallańczyk wyprowadził w samoobronie, a które to zwaliło artylerzystę z jego osoby i zmusiło do zbierania się z podłogi.

Dundee zdawał się nie zauważać całej tej sytuacji, a przynajmniej nie widzieć w niej nic zdrożnego. Gdy bójka rozgorzała na nowo, a jego ludzi odepchnięto, ogniomistrz złapał się tylko pod boki, zanosząc tubalnym rechotem.
- Hur hur hur! Myśleliśmy, że zachodzą nas jacyś nieciekawi koledzy z niższych pokładów ale widzę, że nie trzeba obdartusów i mutków, żeby dostać w zęby na tym poziomie krypy! Przynajmniej załatwianie przydziału jest zabawniejsze niż zwykle. W czym możemy wam pomóc, koledzy? Eerm...znaczy, panie Komisarzu?

***


"Serdżant" Nortman chwycił za romb swojego kapelusza, bezceremonialnie spluwając gdzieś w bok. Ten dość mało higieniczny gest powtórzyło za nim kilku jego ludzi, przy okazji zaczynając powoli przeżuwać w ustach to, co zapewne wywoływało czarną jak smoła i gęstą konsystencję ich plwociny. Z drugiej strony pancerniacy mogli też zwyczajnie pić olej wysokoprężny. Kto ich tam wie...
- Prawda synu, jak bumta rara. Trudniey za to o dobrego kerowcę.
Na słowa sióstr Savackas kilku pancerniaków aż gwizdnęło, a gdy do tego wszystkiego swoje dołożył Mordecai, sierżant Nortman ponownie kwaśno się uśmiechnął, stając na palcach swoich idealnie wypolerowanych butów z najprawdziwszej...chwila, czy to była skóra groxa?
- Twardziyele z właas, skoro nawet kobitki i medycy ujadają jak wściekłe psy ale nie przeeginajcije ferajna. Njee takich jak wyy bralyyśmy na rogi.


_________________
I nie poznają co to strach!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 01 mar 2017, 11:34 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 31 sty 2012, 11:48
Posty: 3294
Lokalizacja: Holy Terra
Aleksander Horn


"Typowy Komisarza Jedną ręką wskazuje, Drugą Karci"
- Gwardyjskie powiedzenie

Opuścił powoli Bolter i podszedł do ogniomistrza, Wyciągną w jego kierunku dłoń i poczekał na uścisk-Dawno się nie widzieliśmy ogniomistrzu. Też wzięliśmy was coś z niżach podkładów- Podobnie jak Dunndee widział co się dzieje Złamanie rozkazu To tylko przeszło przez głowie dla Horna. Spojrzał na Ognomistrza który najwyraźniej nie przeją się bójką- Przydał by nam się pomoc w poszukiwani i transporcie ekwipunku na desant planetarny. To jak Ognomistrzyu pomożecie ? Głos Horna był nad wyraz przyjazny. Mimo dzikiego wyglądu i barbarzyńskiego zachowania Aleksander czuł sympatię do artylerzysty. Gdy dostał odpowiedz kiwną głową- Teraz wybaczanie Dundee ale obowiązku wzywają
Ruszył kierunku Zori, Powoli unosił bolter przez chwile fiołkowe spojrzenie padło też Vuko.
Szedł powoli, zaczął mówić głos miał zimnym brzmiał jak by recytował z pamięci- Złamanie rozkazu Oficera politycznego zgodnie z kodeksem prawa gwardii Imperialnej paragrafu numer 76389C/2 Podlega karze natychmiastowej egzekucji Podszedł do Zori był za jej plecami bolter został ściśnięty mocniej w ręce. Kunsztownie wykonana broń o straszliwej sile. Został podniesiona do góry po czym Aleksander wykonał uderzeniem końcem uchwytu broń w bark Zori- Żadnego ruchu nawet najmniejszego Słyszycie szeregowa i ty też Voko. Ludzie uważają mnie za człowieka pobłażliwego może tak jest ale wy już przekroczyliście wszelkie granice... To wasze ostatnie ostrzeżenie oczywiście nie ominie was kara... Zrozumiano ?

_________________
IN THE GRIM DARKNESS OF THE FAR FUTURE THERE IS ONLY WAR
"Mess with the best, die like the rest" -8th Cadia
"In life, war. In death, peace. In life, shame. In death, atonement."- Death Korps of Krieg
Stand fast and die like Guardsmen!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 01 mar 2017, 12:17 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 11 sty 2012, 12:41
Posty: 29005
Gra w: Wiedźmin, Dragon Age
Zoria

Dobry przeciwnik, to dobra walka. Cios, który rozciął wargę tylko zachęcił Zorię do dalszej bójki, tak samo jak smak własnej krwi i rubaszny rechot Dundee'go dobiegający z tyłu. Uśmiechnęła się drapieżnie. A jednak robota w magazynie mogła być przyjemna. Od poprzedniej rozróby minęło tylko kilkadziesiąt godzin, od kary jeszcze mniej, ale już sama możliwość walki wymazała z pamięci gwardzistki słowa wyroku, mechanicznie wygłaszanego przez servitory podczas chłosty. Tak jakby została teraz już tylko ona i przeciwnicy proszący się o połamanie kości.

Onufry zbierał się z gleby i otrząsał z munduru kurz, ukrywając pod wąsem uśmiech ulgi. Przynajmniej do czasu. Potem zastygł bez ruchu, gdy tylko Horn wspomniał o egzekucji. Jebać paragrafy. Oczy ratlinga zwęziły się na pobladłej nagle twarzy. Dobrze, że oficer nawet nie patrzył na niego.
Zoria próbowała złapać burugitkę za gardło i rąbnąć ją czołem w nos tak gorliwie, że nawet nie dotarły do niej pierwsze zdania komisarza, dopiero uderzenie w bark sprawiło, że się odwróciła. Znieruchomiała w pierwszej chwili ze zdziwienia. Potem wyraźnie odmalowało się na jej twarzy kompletne zdezorientowanie, na koniec odrzucenie wszelkich dywagacji na rzecz jedynie słusznej i nie wymagającej myślenia odpowiedzi. Wszystko w ułamku sekundy i bez cienia strachu. Jeśli komisarz miałby ją zastrzelić, to zapewne ma całkowitą rację.
- Tak jest, Sir!
Żadnego ruchu, to żadnego, co do joty, choćby miała garść zaciśniętą na szmatach lub gardle przeciwniczki, to nie ruszy nawet palcem. Ani nawet powieką. Jak słup.

- Na Złoty Tron... - wymamrotał Onufry.

_________________
Aedd Gynvael - Złodziej
Dział RPG - Awanturnik


Obrazek

"Walkę kończy śmierć, każda in­na rzecz walkę je­dynie przerywa." - Ciri


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 01 mar 2017, 16:21 
Kultysta Slaanesha
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 kwi 2012, 19:05
Posty: 9244
Gra w: Wiedźmin, Dragon Age
Vuko

Gdy pięść wylądowała na żebrach oponenta mimowolnie się uśmiechnął. Kto normalny atakuje tylko po to żeby momentalnie się wycofać? Cóż, przynajmniej nie był mu już dłużny. Już miał zamiar rzucić się na przeciwnika i rozkwasić nos przy pomocy wymyślnej techniki zwanej pierdolnięciem ze łba. Zatrzymał się jednak w połowie ruchu gdy Horn zaczął coś o paragrafach. Założę się, że to jedyny jaki pamięta. Nawet się pajac pobić nie da... Ech... Snajper padł na plecy wyraźnie z siebie zadowolony. Voko. VOKO. VOKO KU*WA?! Nauczyłbyś się chociaż imion swoich podwładnych. Klaunie. Ogniomistrz? To ten co ma chody u tych cieciów z Munitorium? Jak tak do bardzo dobrze. Vuko podświadomie stwierdził, że aleksandrowe "żadnego ruchu" znaczyło coś w stylu "żadnego ruchu, który może zostać odebrany jako podejrzany przez moje cudowne oko komisarza i zinterpretowane jako powód do egzekucji przez mój równie cudowny komisarski mózg". Bójka bójką, egzekucja egzekucją, ale wypadałoby się przedstawić. Snajper wsparł się na lewym przedramieniu i wyciągnął prawą rękę do burguity. Zwyczajowo po odbytej bójce należało się napić z jednej butelki, ale w obecnej sytuacji uścisk dłoni powinien wystarczyć. Niby mogliby zapytać o bimber, ale zważywszy na humor komisarza nie było to najlepszym pomysłem. Może później złoży im wizytę? Jak zrobi już 3500 skokopompek i wyszoruje do czysta latrynę szczoteczką do zębów.
- Vuko Crowstorm. Były snajper Valhallańskiej 450. Obecnie, czysto teoretycznie, dezerter. W praktyce pomyliłem statki będąc lekko... nietrzeźwym. Z zamiłowania strzelam do wszystkiego co wygląda jak ork. - Tu mimowolnie rzucił okiem na Zorię, ale zaraz wrócił obawiając się, że może je przypadkiem uchwycić. Założył, że złożyłaby mu wizytę wieczorem i bynajmniej nie po to żeby się poprzytulać. Medivh natomiast rozluźnił się całkowicie. On niczym nie zawinił. Z dwójki dezerterów to on był tym rozsądnym. Jakkolwiek dziwnie to brzmi. Rozsądny dezerter.
- Medivh. Ucieleśnienie głosu rozsądku obecnego tu brodatego pajaca.

_________________
Aedd Gynvael - Wtajemniczony
Wicemistrz Pojedynków Aedd Gynvael
Tęp gimbusów. Gimbus to nie człowiek.
"Największego bydlaka jakiego miałem w ręku miał 10cm" - djabeu


Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 06 mar 2017, 03:28 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 14 sie 2012, 22:23
Posty: 12641
Lokalizacja: M(h)roczna Wieża
Joahn Ironwood

- Przeżyłem spierdoloną ofensywę, przeżyłem spierdolony desant i przeżyłem własny regiment. Przeżyłem nawet gniew komisarza. Nie boję się już chyba niczego. A ja jestem najmilszy w całej drużynie i mam resztę trzymać w ryzach. Tutaj zabrałem i tak tych, którzy słuchają rozkazów... Przynajmniej czasami. Dezerterzy, idioci i zwyczajni popierdole... No, ale to nieważne. Możemy się... dogadać. Wy zakręcicie się przy transportcie, a moja ekipa ściągnie z tej sterty więcej granatów... Będzie i dla was.

_________________
Nie znosisz ludzi, kontaktów z nimi, czujesz się źle za każdym razem, gdy opuszczasz swoją siedzibę. Gdy już musisz wchodzić w interakcję ze społeczeństwem, dajesz się poznać jako osoba wyjątkowo nieprzyjemna, neurotyczna, sakrastyczna i groźna.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 06 mar 2017, 19:26 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 31 sty 2012, 11:48
Posty: 3294
Lokalizacja: Holy Terra
Aleksander Horn


Odwrócił się plecami do Zori i spojrzał na Vuko- Widzę szeregowy że macie kłopot z zrozumieniem rozkazów...Ale już skoro tak chętnie bratacie się z naszymi znajomymi to jeszcze wam ułatwię. Dostaniecie dodatkową godzinę treningu razem z szeregową. A potem posprzątacie latryny swojego a także latryny naszych znajomych na na koniec posprzątacie klatkę Worbata... Tu Hron zwrócił się na ogniomistrza -O ile to nie będzie problemem ?
Schował bolter do kabury-No ale najpierw nasze obecnie zadanie to jak Dundee pomożecie z tymi zapasami ?

_________________
IN THE GRIM DARKNESS OF THE FAR FUTURE THERE IS ONLY WAR
"Mess with the best, die like the rest" -8th Cadia
"In life, war. In death, peace. In life, shame. In death, atonement."- Death Korps of Krieg
Stand fast and die like Guardsmen!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 06 mar 2017, 23:20 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 11 sty 2012, 12:41
Posty: 29005
Gra w: Wiedźmin, Dragon Age
Zoria

I tyle? - Zoria nie ruszając się z miejsca łypnęła na Tuptusia, aż błysnęły białka oczu. Prozaicznie zastanawiała się, czy maskotka artylerzystów w ogóle siedzi w jakiejś klatce. Rozjuszony worbat na pewno mógłby zdemolować kraty. Musiałaby być raczej pancerna gródź... Tak czy siak, przydzielona za nie wiadomo co kara nie wydawała się surowa, to i przewinienie nie mogło być - prosty jak cep wniosek - zbyt grube. Zoria odetchnęła. Pozwoliła sobie na grymas dzikiego uśmiechu w stronę Burugitki od niedokończonego sparingu i wzorem Vuko wyciągnęła do niej rękę, tyle, że bez słowa.
Onufry zaś dziwnie rozmasowywał palce dłoni, które aż skostniały mu od powstrzymywania się przed sięgnięciem do noża przez ostatnie, pełne napięcia sekundy. Teraz nie wiedział, czy bardziej przeraziła go perspektywa rozstrzelania Zorii, czy własna na to zagrożenie reakcja. Wdzięczny był jedynie za swoją niewiarę, święcie przekonany, że z braku w towarzystwie psykera jego myśli są i pozostaną na zawsze zagrzebaną głęboko tajemnicą. Nie skomentował też zachowania Valhalańczyków, a od razu ruszył w stronę ogniomistrza, wszelkie wcześniejsze zmieszanie przykrywając wrodzonym, jowialnym gadulstwem.
- Otóż i to sednem jest właśnie. - gorąco przytaknął prośbie Horna - Niech mi wszyscy święci patroni urzędniczej skrupulatności świadkami, że chłopaki zawiadujący tym kwadrantem na robocie swojej się znają i gorliwie służbę Imperatorowi wykonują, bo ani na jotę ustąpić nie chcieli nawet w kwestii duplikatu skryptu położenia. Ale i druga prawda jest, a to taka, że wolałbym na burszuja samotnie szarżować, niż byśmy wszystkiego co trzeba dla naszych towarzyszy mieli nie przygotować przed desantem. Transport by się nam przydał, ale i nie tylko. Tak się złożyło, - ściszył głos, kiwając głową z ubolewaniem - że, zapewne na skutek jakiegoś fatalnego przypadku, zagubiły się gdzieś paczki zgoła niezbędne, bo nie co innego, jak amunicja dla samego pana komisarza. No i ten nowy... Snajper nasz. Przecież nie powinien umiejętności marnować bez longlasa. Dla głównego magazyniera pewnie to jedynie kwestia przeszukania kwitów przesunięć międzykwadrantowych lub może zwrotów wewnętrznych. A i my zrewanżujemy się pomocą, jaka tylko będzie potrzebna, za słówko szepnięte do właściwych uszu... - uśmiechnął się szczerze. W rzeczy samej sprzątanie u Burugitów mogło stwarzać dużo okazji ubicia przeróżnych interesów.

_________________
Aedd Gynvael - Złodziej
Dział RPG - Awanturnik


Obrazek

"Walkę kończy śmierć, każda in­na rzecz walkę je­dynie przerywa." - Ciri


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 07 mar 2017, 20:39 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lut 2012, 11:49
Posty: 7224
Gra w: Assassin's Creed, Mass Effect, Resident Evil
Tanya Savackas

Siostry zwyczajnie przysługiwały się rozmowie. Starsza jak zawsze była bojowo nastawiona. Z kolei Kate wyglądała na zamyśloną.
-Z nimi dogadać się? - mruknęła Tanya.

_________________
ObrazekObrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 29 mar 2017, 22:40 
Fechmistrz krzyżaka
Fechmistrz krzyżaka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 03 cze 2012, 15:52
Posty: 335
Lokalizacja: Holy Terra
NARRACJA


Dla naszych dowódców ludzkie życie jest warte mniej niż ziemia pod stopami pojedynczego żołnierza, a dla tych z Munitorium człowiek to nic w porównaniu do papierka z odpowiednią pieczątką. Dlatego jeżeli chcesz tu jakkolwiek przeżyć musisz się nauczyć, że nie da się inaczej czegoś załatwić jak się dogadać... mieć plecy... mieć sposoby. Ty masz przyjaciół gdzie trzeba, ja mam coś na czym ci zależy. Myślę, że wszyscy dobrze na tym wyjdziemy, prawda?
Murlg Headrog – 2 Kompania Zaopatrzenia, 123 Regiment Artylerii Burugu

Mówią, że bardziej od wspólnego interesu ludzi zjednoczyć może tylko wspólny wróg. Jak bardzo uniwersalną była ta stara mądrość nie było dane przekonać się członkom drużyny sierżanta Ironwood'a. Gdyby jednak mogli być w dwóch miejscach naraz zobaczyliby ten sam sprytny, koci uśmiech zarówno na poczciwej gębie ogniomistrza Dundee'go jak też pociągłej, błyskającej przeciwsłonecznymi okularami ciemnej twarzy sierżanta R. Lee Nortmana. I usłyszeli tą samą, prostą frazę płynącą z ich ust gdy wyciągali dłonie do uścisku z drugimi oficerami.
- Umowa stoi.


Wkrótce potem sytuacja zaczęła rozwijać się w zupełnie innym kierunku niż dotychczas. Nie pielęgnujący żalu za lekką potyczkę z Cadiańczykami, Burugici zaczęli czynić swoją zaopatrzeniową magię. Rycząc w swym jowialnym śmiechu niczym ranny worbat, ogniomistrz Dundee klepał kolejne ramiona zaopatrzeniowców i przygarbionych skrybów-biurokratów, ściskając ich dłonie z siłą hydraulicznego imadła. Kolejne paczki llho-szlugów przechodziły z rąk do rąk. Tuż za nimi, skryte delikatnie przed okiem komisarza Horna, co bardziej egzotyczne towary "zdobyczne" lądowały po kieszeniach uniformów roboczych pracowników wyższego szczebla i tych odpowiedzialnych za wydawanie pieczątek, podczas gdy reszta artylerzystów przetrząsała tony skrzyń oraz metalowych kontenerów niczym dzieci zaplecze sklepu ze słodyczami. Na grzbiecie Tuptusia lądowały całe skrzynki lazariańskiego piwa, ukryte między pociskami do moździerzy. Obita przez Zorię burugitka chowała po wypełnionych racjami żywnościowymi skrzynkach szyny mocnych jak cholera llho marki "Mukali", kompletnie nic nie robiąc sobie ze stojącego obok Horna. W końcu jej oficer właśnie załatwiał odpowiednie papiery, a Tuptuś ochoczo pałaszował właśnie "dowody rzeczowe" na istnienie całej skrzyni szlugów, nie wnikając najwidoczniej w jej metalową konsystencję. Po którejś z kolei rundce, zatrzymała się przy Zorii. Jej spojrzenie było ostre niczym wielki nóż spoczywający w jaszczurze przytwierdzonym do łydki. Z rozbitej o metalowy filar głowy nie ciekła już krew ale mimo to część twarzy miała spuchniętą. Po chwili wyciągnęła w stronę gwardzistki dłoń z czterema zafoliowanymi "kratami" llho. Nim oddaliła się ze zdawkowym uśmiechem, mrucząc coś o "silnym ciosie", do Zorii dołączył obładowany najróżniejszymi rzeczami Onfury, który nie mógł się opędzić od jakiegoś brodatego wychudzonego artylerzysty ciągle wkładającego mu do rąk kolejne "specyfiki". Dwie butelki mocnego destylatu winnego, amasecu. Jakieś strzykawki z oznaczeniem Oficio Medicae... gwardzistka dostrzegła nawet całą torebkę z recafem która starczyłaby na po kubku dla połowy kompanii. Gdy brodacz podawał ratlingowi ostatnią rzecz, niewielką zieloną buteleczkę z napisem "stymulant do użytku wojskowego", zaśmiał się dziwnie i tylko puścił do niego porozumiewawczo oko.
W innym zakamarku magazynu napastnik Vuko, który okazał się mieć na imię "Pius, kolego" właśnie nurkował w kolejnej już drewnianej skrzynce amunicyjnej. Pozbawiony najmniejszego szacunku do przeświętych nasion wojny, rzucał kolejne sznury z pociskami, pudełka na naboje i magazynki prosto w vallhalańczyków. Trzeba było przyznać, że pomoc w kompletowaniu uzbrojenia dla kompanii artyleryjskiej była dość uciążliwa ze względu na luźne podejście Pius'a do protokołu obejścia z bronią ale opłacało się. Rzucał nawet pakietem frag granatów czy skrzynką z amunicją do ciężkiego stubba. Wkrótce na szyi Medivh'a wylądował pas z combat szotgunem, a zaraz potem Vuko prawie rozbił nos ciężki pas ze stub rewolwerem. Nie to było jednak najlepsze. Długo zajęło Pius'owi znalezienie tego, czego szukał i jeszcze dłużej grzebał w pełnej białych odłamków styropianu drewnianej skrzynce ale gdy nareszcie znalazł to, okazało się iż wykopał skarb. "Cacko, co nie kolego?", rzucił z zawadiackim uśmieszkiem prezentując nowiusieńki longlas opatrzony plakietką "Mk.VIII Sagitaria" i dołączonymi do niego ekwipunkiem wspinaczkowym, przeznaczonym specjalnie do zadań snajperskich.
I właśnie wtedy, gdy komisarz Horn odbierał swój dodatkowy magazynek amunicji i papiery do dziwnie chlupoczącego w opakowaniu "rzekomego" pancerza carapaksowego, wszystkie inne odgłosy zagłuszył ryk silnika oraz...ludzi starających się chyba śpiewać.


Załadowany po brzegi wojskowym sprzętem pojazd transportowy Centaur parł cała szerokością prowizorycznej drogi między ścianami z kontenerów, niosąc na swoich gąsienicach istną menażerię indywiduów. Nie co dzień widzi się bowiem palącego cygaro faceta w kapeluszu i przeciwsłonecznych okularach, który ramię w ramię z cadiańskim sierżantem stoją na przedzie artyleryjskiego ciągnika niczym jacyś wielcy wodzowie lub przynajmniej kapitanowie prowadzonej przez sztorm wesołej łajby. Zresztą siedzący na prowizorycznie przewiązanej górze skrzyń ogryn, klaszczący do rytmu najdurniejszej chyba melodii jaką zna zachodnia strona Segmentum też nie jest codziennym widokiem, nawet w tym szalonym milenium. Zresztą Marg nie był wyjątkiem. Spiętrzone zaopatrzenie z każdej strony obsiadali Gwardziści. Co raz wznoszący dziwne okrzyki pancerniacy o twarzach niegrzeszących ni higieną, ni inteligencją piłowali przypominający skrzypce instrument któremu do akompaniamentu grała ustna harmonijka. Ci którzy akurat nie grali zajęci byli nagabywaniem sióstr Savackas i Carrie. Ich animuszu nie zepsuło nawet to, gdy jeden z nich spadł między puste skrzynie poza pojazd, gdy jedna z żołnierek rozbiła mu nos ciosem godnym pierwszej klasy boksera. Rozpędzony Centaur nie zważał na gapowiczów. Parł do przodu, prosto przed siebie, pod powiewającą na każdym zakręcie banderą z trzymającego się resztką sił pakunków na samym szczycie Mordecai'a.
Gąsienice z piskiem przebyły kilka milimetrów w akompaniamencie iskier i odłamków metalu, nim pojazd zatrzymał się tuż przed oficerkami Horna. Mężczyzna o pociągłej, spieczonej słońcem twarzy i kwadratowej szczęce nachylił się ku niemu chwytając rombek kapelusza palcami.
- Czółko, Komisaarzu. Mąłże podwiźć?
I tak oto grupa sierżanta Ironwood'a wykonała swoją część zadania.

***


Tak, tamtego dnia powrócili z pełnym ekwipunkiem dla kompanii. Nie zapomnieli o niczym, do ostatniej sznurówki i naboju. Zdobyli nawet coś więcej, dzięki czemu ich szanse wzrosły. Dodatkowa amunicja, broń… oraz szacunek. Tak, szacunek. Ironwood widział swoich ludzi stojących niedaleko w szeregach cadiańczyków zapełniających pokład promu desantowego. Mieli przy sobie wszystko to, co zdołali zabrać lub wymienić wśród zakamarków magazynu Munitorium. Za sobą mieli jednak znacznie silniejszą rzecz. Kompanię, której członkowie choć trochę docenili załatwienie lepszego ekwipunku nim ruszyli w bój. Ułagodzona niechęć za wywołanie zbiorowej kary z czasem znowu może przerodzić się w szacunek, a ten jest podstawą braterstwa broni. Nadal też mogli liczyć na przyjaciół wśród artylerzystów z Buruga i tych dziwnych agro-pancerniaków Bentugu. Na ile ci ostatni byli im przychylni drużyna Ironwood’a miała przekonać się już za kilkanaście chwil.
Potrójny ryk syreny bojowej oznajmił wejście pojazdu w tryb startu bojowego.
Teraz wszystko zależało już od Boga-Imperatora. Joahn Ironwood dopilnował bowiem wszystkiego.

***


AKT I

Część III


Wojna dla ludzkości nie jest tylko odmiennym stanem od pokoju. Jest zjawiskiem. Żywiołem. Filozofią która pcha nasz gatunek od dziesiątek tysięcy lat ku coraz nowym wyzwaniom. Jest jak ogień, w którym oczyszcza się metal, by potem przekuć go w znamienity oręż. Rzucony w ten ogień, człowiek zostanie skonfrontowany ze swymi słabościami i będzie musiał stawić im czoła. Pośród śmierci która na niego czyha, odnajdzie drogę ku prostocie zimnego, oświeconego umysłu świętego wojownika. Ta złota ścieżka nie jest jednak jedyną drogą wojny. Strzeż się, bowiem tam gdzie kroczy oświecenie, w jego cieniu czyha również zguba szaleństwa…
Arminideusz z Praxy „Para Bellum”

Pod stopami Zorii metalowy pokład promu zaczął delikatnie wibrować, by po chwili zadrżeć wśród wyczuwalnego spadku grawitacji. Rzędami Gwardzistów rzuciło najpierw na jeden, potem na drugi bok. Tak, z pewnością oderwali się od ziemi. Teraz zapewne ogromna płyta plastali przed nimi otwiera się z sykiem sprężonego gazu, ukazując krążącą w ciemności kosmicznej wiecznej nocy planetę. Znana tylko technomantom Adeptus Mechnicus aparatura wpycha promy po kolei na niewidzialną trasę wiodącą wzdłuż grawitacyjnej wyrzutni. Za chwilę, za moment wszyscy ci stłoczeniu wśród czerwieni bojowego światła ludzie poczują nieprzyjemny dotyk przeciążenia na piersiach. Kilku z nich od razu zwymiotuje. Ktoś na chwilę straci przytomność, jak by oberwał w głowę. Zoria to znała. Nie pierwszy raz stała w takim szeregu, zwrócona prosto ku orbicie planety, na której czekały miliony celujące ku niebu ze swych dział. To jak na desant reaguje Onfury też wiedziała, nie musiała nawet spoglądać na stojącego po swojej prawej ratlinga. To, czego nie znała, siedziało bowiem w niej.
Zwolniła uścisk pięści, którą zacisnęła nie wiedząc nawet kiedy. To nie była reakcja na strach. Ten odpłynął gdzieś, wcisnął się pod zimne zwały płynnego metalu który zastępował czasami jej myśli podczas takich chwil jak ta. Zimnego metalu, który potrafił buchnąć z jej wnętrza ogniem.
++START ZA 10 KOMA 0 SEKUNDY. CHALCIE IMPERATORA.++

Lecz czy nawet Imperator wiedział, czym była ta zimna obojętność krwawej łuny, przez którą czasami Zoria widziała pole bitwy? Zawsze była porywcza ale to…. To co zaczęło się zaraz po Bastill. W czasie oblężenia Plaris Prime…

***


++700899.M41++
++ System Cyroxis++
++Segmentum Obscurus++
++Planeta Ianne III++
++Półkula Wschodnia++
++Godzina 12:15 czasu planetarnego++

OBLĘŻENIE PLARIS PRIME




- Ludziakowy Zgubotasak pod nami, Szefie!
Ryknął przez krótkofalówkę stacjonujący przy jednym ze sponsorów widokowych Ork. Chwilę potem sponsor zalała fala odłamkowych pocisków przeciwlotniczych i przestał on przypominać coś więcej jak ziejącą ogniem dziurę z powyginanymi prętami zbrojenia strzelającymi na wszystkie strony.
Trzymany w mechanicznych elektroszponach odbiornik na kablu poszybował przed siebie, ciśnięty z taką siłą, że operujący przy ogromnej kupie poskręcanych na ślepo radioodbiorników Ork-radiotelegrafista wylądował łbem w kineskopowym monitorze i chwilę później zatańczył zieloną kongę wszystkimi odnóżami, rażony prądem do przypalenia na chrupko.
Mostek kapitański „Lotający Ukatrupiacz Czougozgniota 1” zatrząsł się gdy pięciometrowa kolosalna postać Wielkiego Szefa Czougozgniota obróciła się ku bebechom napowietrznego „okrętu”. Po blachach prywatnego megapancernego pancerza herszta, którego części istotnie były wyrwane żywcem ze zniszczonych własnoręcznie imperialnych maszyn, pełzały błękitne wyładowania energii. Z rur wydechowych przytwierdzonych do jego pleców buchnęły opary czarnego, śmierdzącego ołowiem dymu. Przekrwione ślepia o pionowych źrenicach łypnęły po całej masie kłębiących się po każdym poziomie pokładu zielonoskórych.
- Peuna moca na osłuny! Peuniejsza moca na DAKKKA!! Szczelać byz rozkazu!!
Na pokładzie zawrzało i to nie tylko dlatego, że w międzyczasie wybuchł dość poważny pożar kilku istotnych elementów elektronicznych i napędowych. Zielonoskórzy pędzili po metalowej podłodze do rozsianych wszędzie sponsorów działek oraz bombard, zjeżdżali po zwisających z sufitu łańcuchów na swoje bojowe stanowiska lub gramolili się po przerdzewiałych drabinkach na przerzucone między ścianami gondoli ogromnego zeppelina rampy. Pękaty metalowy „balon” wypełniony anty grawitacyjną maszynerią której zasad pracy nie zrozumiałby nawet szaleniec i wypełnionymi niczym jarmarczne zabawki helem paszczunami rozwarł się w wielu miejscach, a klapy otworów posłużyły za pasy dla startujących z rykiem szturmbomberów.
Pojazd zatrząsnął się, w głębi pokładu słychać było potworną eksplozję. W pysk Czougozgniota uderzyła fala iskier. Mimo to Wielki Herszt pewnie chwycił metalowe koło steru.
- Pentak do machinowni! Odpalić najwinszą Bumbę!! – I mówić to cisnął schwytanym naprędce Grotem prosto do wylotu rury po swojej prawej.

Gdy ogromny niczym cała dzielnica mieszkalna cień padł na metalową bryłę monumentalnego, przeświętego czołgu Baneblade, jego dowódca zapewne nie wiedział na początku co się dzieje. Wyglądając przez właz wieżyczki otworzył usta w geście pełnego zaskoczenia, gdy ujrzał jak nad nim powietrze przemierza pękate metalowe machinarium o kształcie zeppelina i czaszki Orka jednocześnie. Otoczony wieńcem wybuchów i rozbłysków mocy pojazd powoli sunął na rakietowych silnikach ponad miastem. Dziesiątki niewielkich punkcików zawzięcie manewrowały wokół niego niczym muchy nad cielskiem ogromnego zwierzęcia, walcząc zaciekle w podniebnych potyczkach ludzi i bestii. Kanonada z jaką orkowe szkaradztwo odpowiadało na ostrzał była wręcz niewyobrażalna, chociaż stanowczo bardziej efektowna niż efektywna. Dowódca już miał wydać rozkaz do wznowienia ataku na pobliskie umocnienia, gdy kadłub tuż nad Baneblade’m otworzył się. Oficer pośpiesznie wpadł do wnętrza pojazdu, ryglując za sobą właz… zaraz potem powietrze przeszył głośny świst…
A monumentalny Baneblade zniknął pod bulwiastym brzuchem bomby wielkości niewielkiego bloku, z napisem „Wielki Chop” nabazgranym koślawo na jego boku.



Oblężenie Plaris Prime po ponad czterystu dniach wchodziło w decydującą fazę. Zewnętrzne wały obronne zostały przełamane potężnym uderzeniem pancernej pięści Imperialnej Gwardii, wspomaganej przez siły rewolty zniewolonych mieszkańców, siejących sabotaż na tyłach niczego niespodziewającego się wroga. Wszystko czego Orkowie nie zniszczyli, a co chcieli wykorzystać do obrony przed nacierającymi siłami imperialnymi zostało obrócone w perzynę przez huraganowy ostrzał artylerii. Lotnictwo atmosferyczne zaatakowało lotniska i iglicokształtne wyrzutnie grawitacyjne dalekiego zasięgu, niszcząc wiele maszyn wroga nim te jeszcze zdołały wystartować by utrzymać niebo nad kosmoportem. Trwający niespełna pięć minut ostrzał orbitalny zdziesiątkował siły wroga szykujące się do oflankowania oblegających poprzez okrążenie miasta od strony południowo-zachodniej równiny. Lord Generał von Sthum zacisnął żelazną pięść Gwardii Imperialnej na gardle orkowej bestii i nie zamierzał okazać ni cienia litości.
Zaszczyt odbicia miasta pozostawał jednak w rękach piechoty. Infrastruktura kosmoportu, szczególnie położone centralnie wieżyce służące za wyrzutnie grawitacyjne dla transportów na orbitę oraz rozliczne lotniska stanowiły cel nadrzędny, nawet wobec przełamania głównego punku oporu sił Czougozgniota na tej części kontynentu. Było to jednak zadanie niełatwe, wymagające posuwania się metr po metrze i zdobywania każdej ulicy, oblegania każdego budynku.
Ogromne miasto zbudowane na planie nakładających się na siebie okręgów, pełne monumentalnych budynków w stylu imperialnym oraz okolicznych strzelistych budynków z kamienia jakoby samo stawiało czoła zdobywcom swymi ulicami o dogodnym kącie ostrzału, pustymi placami i setkami miejsc dla snajperów. Orkowie zaś, czy to w przypływie instynktownego rozumienia zasad wojny, czy też raczej bezmyślnej rządy zniszczenia, już dawno zagruzowali wiele dogodnych przejść, czyniąc mozolnym każdy metr niepowstrzymanego marszu sił wyzwoleńczych.
Lord Generał przewidział jednak i to, ponadto sprzyjał mu Imperator. Awangardą zdobywającej Plaris Prime piechoty uczynił bowiem najbardziej doświadczonych w swej armii specjalistów od walk ulicznych, wspartych 54 Regimentem Valhallańskich Lodowych Wojowników, który ochotniczo zgłosił się do szturmu gdy przybył do systemu wraz z posiłkami na inny, odległy kosmiczny front. Mieszkańców świata-kopca z 80 Regimentu Prontu, 12 Regiment Piechoty Księżyców Asterii Magna... oraz 450 Cadiański Regiment Piechoty Liniowej.
Wypalaczy.

- Dowódcy drużyn, meldować! - Valler skulił się za na poły obaloną w gruzy ścianą budynku, ściskając szczekaczkę przenośnej radiostacji Vox. Tuż nad jego głową seria pocisków smugowych uderzyła o wypalony kadłub Chimery, budząd lśniace skry i odłamki metalu. Bronsky biegiem rzucił się z leju po bombie, przywierajac do prowizorycnzej osłony koło porucznika oraz radiooperatora. Chwilę potem odpowiedział ogniem ciągłym ze swojego lasgun'a wprost na pozycję wrogich Szczelców.
- Mów do mnie Bronsky. - Rzucił Valler, wychylajac się znad osłony by oddać kilka strzałów do nadbiegającej od strony zrujnowanych urządzeń hydroprzekaźnika grupy Grotów.
- Zaszyli się w tamtym budynku, sir. Mają coś ciężkiego i może kilka wyrzutni. Grox'a by z nich nie trafili ale dowódca czołgu odmawia podejścia, nim ich nie załatwimy.
- Cholerny bękart. - Zakląl porucznik. Na jego brudnej od pyłu twarzy pojawił się grymas świadczący o intensywnym myśleniu. Tuż nad wiązka rozgrzanych gazów z meltagunu wysadziła w powietrze resztki zautomatyzowanej pompy wodnej, z zielonymi pokruczami kryjącymi się między jej rurami. Chwilę potem okno z którego padł strzał zalała fala lecących jak pijane niewielkich pocisków rakietowych.
- Weź trzech ludzi i szukajcie drogi przez podwórza. Przez podwórza do cholery i zajmijcie mi czymś ten kaem! Wtedy do was doskoczymy, rozumiesz Bronsky?
- Tak jest, sir.
- Co z tymi sierżantami, na Imperatora? Vox!
- Htokins się przedarł i zachodzi ich od boku sir. Aegel melduje, że ją przygwożdżono. - Młody radiooperator w ciszy studiował ciche piski dochodzące ze słuchawki przyciśniętej do ucha. Metodycznie poprawiał ustawienia radiostacji Vox, starając się przebić przez szumy oraz naleciałości pasm innych plutonów.
- Ironwood?
- Brak odzewu, sir. Htokins mówi, że widział jak na jego pozycje i pozycje tych Vallhalańczyków spadł pocisk artyleryjski.
- Cholera. Tam jest węzeł transportowy. Ironwood musi zabezpieczyć windy towarowe, zanim z wyższych poziomów miasta zlecą nam na łby Orkowie...albo wyjdą z kanałów. Staraj się go wywołać! I znaleźć mi Horna!

Wszystko było tylko jedną wielką faerią szalonego pisku i zniszczonego świata bez koloru. Vuko nie wiedział nawet, czy istniało coś przed tym stanem. To było jak pierwotna zupa z której wyłonił sięwszechświat, kompletne pomieszanie zmysłów. Starał się poruszać ręką ale ta wykonywała polecenia zupełnie nieskoordynowanie, a czucie w niej było kompletnie przytłumione. Obrócił głowę. Medivh leżał na twarzy, przywalony resztkami tego co kiedyś mogło być słupem teleinformacyjnym o kształcie jakiegoś okolicznego świętego. Chyba słyszał jak kaszle. Wszędzie było pełno białego jak kreda dymu, drapiącego w gardło niewielkimi odłamkami niczym potłuczone szkło.
Słyszał dudnienie własnego serca.
Obrócił głowę.
Tam gdzie przed kilkoma minutami jego oddział starał się przedrzeć na drugą stronę ulicy, teraz dymił ogromny lej pełen porozrzucanych, krwawych ochłapów. Oni też mieli tak skończyć. Jedyne co ich uratowało to pordzewiałą skorupa jakiegośprymitywnego automobilu, za którą przycupnęli w ostatnim momencie.
Imperator sprzyja brodzie. Nawet wtedy, kiedy ich dowódca ma na tyle mało oleju w głowie, żeby rzucić cały regiment "w imię honoru" do walki ze znienawidzonym wrogiem, mimo iż Lord Generał obecnej kampanii nikogo o to nie prosił.
Cholerni...
Z dymu za nim wyłoniły się jakieś postaci.
Ludzkie...

Węzeł Transportowy S23 był czymś w rodzaju ogromnego placu – platformy stojącej w cieniu ściany zewnętrznej monumentalnej kosmoportowej iglicy. Wychodzące na wszystkie strony drogi otoczone były przez magazyny oraz ciągnące się między nimi najróżniejsze przyłącza, czyniąc większość trasy istnym przejściem do podziemnego świata rur, kabli oraz chropowanego skałobetonu.
Rampa miała wymiary dość dużego, kwadratowego placu ograniczonego z jednej strony ramieniem grubego podnośnika wpuszczonego w ścianę iglicy, z pozostałych zaś ścianami budynków magazynowych. Wejście na nią było otwarte tylko od stron trzech szerokich dróg transportowych, usianych obecnie trupami maszyn, orków i ludzi. Sama rampa, również była ich pełna, na dodatek w pewnym stopniu zjechała na jeszcze niższy poziom, stanowiąc teraz obniżenie terenu...oraz przejście dla rzeczy znacznie gorszych niż tylko ciemność.

Ludzie Ironwood'a w ostatnim momencie zdołali zwolnić bieg, by nie skończyć tak jak przydzieleni do nich Valhallańczycy. Zatrzymali się kilkanaście metrów od wylotu południowej ulicy. Ich zadanie było proste, zabezpieczyć tą rampę żeby nic nie mogło wyjść nią z kanałów pod miastem ani też dostać się z wyżej położonych części iglicy. Szło im nieźle, mieli ze sobą całą drużynę Valhallańczyków, a oddział Ironwood'a dostał nawet do pomocy dwie specjalistki od broni ciężkiej.
Szło im nieźle do czasu, aż z nieba spadł pocisk i rozwalił połowę ich sił.

Na dodatek już z tego miesjca widzieli, jak zielone łapska łapią się szczeliny między drogą, a rampą. Dziesiątki małych, zielonych łap Grotów powoli wypełzajacych z ciemności kanałów pod Plaris Prime i grupujących się w wyjące chmary... Chmary które już poczynały pędzić miedzy zniszczonymi pojazdami po cadiańskie życia!

Budynek płonął. Jedna z żelaznych belek zwaliła się z łoskotem na podłogę, wyrywajac w niej dziurę aż do niższego piętra. Języki ognia, pomarańczowe palce o kąsających żarem szponach, pełzały po ścianach niewielkiego prolo-habitatu mieszkalnego pożerając wszystkie przegniłe meble, zasłony i dywany. Bulgoczące czarnawe zasłony płomieni okrywały ścianę wewnętrzną karmiac się oparami z powoli topniejącej farby. Powietrze falowało, a drobinki żaru tańczyły wśród gorących strumieni pochłanianego z każdą sekundą tlenu.
Stojący w drzwiach Ork ryknął, rzucając siędo przodu z siekaczem w sękatej łapie.
Horn był odcięty. Jeszcze przed chwilą jego oddział skutecznie bronił się przed kontrnatarciem wroga wśród tego wielopiętrowego mieszkalnego habitatu robotniczego, by po chwili dopuścić do pocięcia go strefami kontaktowej walki wręcz na kilku poziomach. Nie wiadomo było gdzie toczy się walka, czy dół jeszcze odpiera wroga albo ile pięter zdobyli już Orkowie po wtargnięciu. Na dodatek...pożar. Pożar piętra na którym został uwięziony Horn.
Horn i wściekły Ork.

_________________
I nie poznają co to strach!


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Napisz wątekOdpowiedz Strona 14 z 16   [ Posty: 158 ]
Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15, 16  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  


Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Style by Daniel St. Jules