Wczytywanie
Teraz jest 23 mar 2019, 19:07


Napisz wątekOdpowiedz Strona 4 z 16   [ Posty: 158 ]
Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7 ... 16  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 06 sty 2017, 17:58 
Free Company of Alinor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 04 sty 2014, 23:19
Posty: 1382
Lokalizacja: Osonowa
Gra w: Nie wiem
Mordecai Ill

To był koniec. Mordecai stwierdził, że chyba dziś umrze. Zgnieciony przez... cokolwiek ma się teraz stać. Coś go unosiło, ktoś krzyczał. Chaos i burdel. Lekarz jęknął raz gdy ktoś go przypadkiem dźgnął czymś w coś.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 06 sty 2017, 19:36 
Fechmistrz krzyżaka
Fechmistrz krzyżaka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 03 cze 2012, 15:52
Posty: 335
Lokalizacja: Holy Terra
NARRACJA




Byli jak huragan.
Huragan totalnego zniszczenia.

Grube niczym metalowy wspornik ramię Marga zatoczyło śmiercionośny łuk. Zaćmione alkoholem ślepia Okryna jarzyły się nieposkromioną żądzą zniszczenia, odbijając w sobie niczym szkło wszystko to, co ulegnie za chwilę totalnej anihilacji. Piana wystąpiła na szpetny pysk odczłowieka , a podkute buciory skrzesały iskry przy potężnym uderzeniu o ziemię ostatecznego kroku jego niepohamowanej szarży. Medivh zafurkotał na ramieniu Marga niczym chorągiewka na końcu kawaleryjskiej lancy, Vukiem zarzuciło w tył jakby był rozwianą na wietrze peleryną samego wcielenia destrukcji. Bo i właśnie tym był Teraz Marg, apoteozą brutalności zderzenia, avatarem szarży, jeźdźcem ostatecznej lawiny bólu.
I tylko sierżant Joahn Ironwood, niczym dziecko niewinne, bezpieczny w ramionach stojącej na jego straży atawistycznej siły, spokojnie sobie drzemał.

Podczas wszystkich czterech lat walki na Ianne III, służby w Białych Tarczach na Cadii i rozlicznych burd ze swoim udziałem Zoria nigdy nie była świadkiem czegoś takiego. Sceny niczym z opowiadań o wojnach na światach feudalnych, gdzie dwie armie uderzają na siebie frontalnie w zwartym szyku i wybijają do nogi. Bo właśnie tak to musiało wyglądać.
Stłoczona tłuszcza pijanych Gwardzistów wyleciała nagle w powietrze. Dosłownie.
Ciała rosłych mężczyzn i kobiet, zahartowanych przez kuźnię wielu lat wojennej służby, poszybowały na obie strony niczym jakieś groteskowe zielone szmaty, rozrzucone pędem ogromnego ochroniarza sierżanta Ironwood'a.
Na swój straszliwy sposób to było nawet piękne.
Nim ktokolwiek zorientował się co właśnie ma miejsce, wściekły Ogryn przebił się już do samego centrum zadymy, ciągnąc za sobą warkocz rannych Gwardzistów.

Wtedy właśnie Zoria ruszyła.
W samą porę, gdyż za jej plecami sprawy przyjęły podobny obrót.

Z młodego żołnierza bokser był żaden. Zapewne nie za bardzo przykładał się na treningach walki wręcz lub też miał do tego talent jak cadiański dzik z interioru do baletu. Dlatego też odskoczenie od niego było dla Zorii czystą formalnością. Pół kroku wystarczyło, by zostawić za sobą niedbale wyprowadzającego ciosy chłopaczka i popędzić ku Margowi. Niestety, los człowieka bywa przewrotny, a szaleni bogowie zwijają się ze śmiechu plątając ścieżki jego przeznaczenia.
Ostatni wyprowadzony przez młodego Gwardzistę cios zatoczył potężny łuk dosłownie ułamek sekundy po tym, jak Zoria zanurkowała pod opadającą łapą Marga. Sękate paluchy Ogryna mignęły jej tuż nad twarzą, chwytając w uścisk godny imadła kark chłopaka. Nim to jednak uczyniły, pchnęły go niefortunnie do przodu tak.... iż mocne uderzenie pięści tym jednym i jedynym razem trafiło. Trafiło prosto w potylicę Zorii.

To co nastąpiło potem można nazwać niefortunnym splotem wydarzeń.

Zoria, lekko ogłuszona ciosem, wpadła w nogi Marga nie do końca tak jak zakładała. Był to raczej cios niczym kulą armatnią, niż precyzyjne uderzenie mające przynieść wykalkulowane korzyści. Cóż, pech pomnażał się z każdą bolesną chwilą, bo gdy tylko ciało Gwardzistki uderzyło o nogi Ogryna, ten stracił równowagę w wyniku zbytniego pochylenia przy chwytaniu broni i obciążenia ciałami towarzyszy. Sama Zoria nie zobaczyła jednak tego, tylko okute pięty żołnierskich butów Marga, uderzające gdzieś w okolicę pleców. Przy takiej masie zadziałało to niczym wyrzut z katapulty.

Patrząc z perspektywy ludzi uczepionych samego Marga było jeszcze gorzej.
Ogryn bowiem stracił kompletnie równowagę i jak długi przeleciał po Gwardyjskiej tłuszczy. Ogromna kilkusetkilogramowa kula mięsa, wrzasku oraz złości popędziła bez ładu prosto przed siebie, a wszyscy na jej szalonym pokładzie spojrzeli na świat z perspektywy pędzącego wiru. Ból, czerwień lamp, dźwięki oraz te cholerne przeciwzapalne chemikalia zlały się w jedno, podobnie jak podłoga, sufit i inni ludzie których miażdżyli oraz przez których miażdżeni byli.

W oczach trzymanych przez servitora towarowego musiało to wyglądać jeszcze bardziej przerażająco.
Bowiem ta kula niecałe milisekundy potem uderzyła prosto na nich. Jak cholerna lawina.
Zachrzęściły kości, rwany materiał i gięta stal. Servitor rzygnął płynami hydraulicznymi, których część zapaliła się od wylatujących spod jego metalowego kadłuba iskier.
To był koszmar. Koszmar na to patrzeć.

Tymczasem jedynie dwie osoby z całego tego zamieszania zdawały się jeszcze mieć wszystko na swoim miejscu. Zarówno jeżeli chodzi o kości jak też wszystkie klepki. Trzymały się bowiem cały czas na uboczu zamieszania, cicho przemykając wzdłuż ściany do śluzy wyjścia.
Tym postaciami byli Dominic i Amelia.
Właśnie siłowali się z kołem zamka drzwi, gdy łoskot, huk oraz cień totalnej demolki przysłonił ich złowróżebnym cieniem.
Miny im zrzedły.
I niczym szaleńcy zaczęli szarpać za koło.

Ustąpiło, a jakże... w ostatnim momencie.

A cała menażeria,
Ogryn, sierżant, valhallańczycy, medyk z jego ochroniarką, Onfury i rozbity w drzazgi servitor wylądowali na korytarzu okrętu.

A potem przez drzwi, niczym włócznia, przeleciała Zoria.
Łokieć Marga zamortyzował upadek.

-
Słyszeliście to?!


***


- Słyszeliście to?
Rzucił jeden z Gwardzistów, gdy gdzieś za zbliżającym się zakrętem korytarza ogromny łoskot przerwał nienaturalną ciszę opuszczonego pokładu. Od dłuższego czasu zmierzali w milczeniu do miejsca docelowego, mijając niepomiernie dużą ilość odnóg i pomieszczeń najniższego pokładu "Furii Świętego". Okręt ten, chociaż nie należał do największych jakie w swej marynarce posiadało Imperium, z pewnością wielkością dorównywał powierzchni kilkutysięcznego miasta. Nie dziwota, że wśród marynarzy jak też i z rzadka bratających się z nimi żołnierzy Astra Militarum złą sławą cieszyły się wypady na samotne wycieczki gdzieś poza miejsce swej pracy lub zakwaterowania. Niektórzy wspominali bowiem bluźniercze historie o porywanych w tajemnicy przez Adeptus Mechanicus ludziach do przerobu na servitory, ukrywających się głęboko w trzewiach okrętu dezerterach, nigdy nie odnalezionych niedobitkach ekip abordażowych wroga czy nawet "pasażerach na gapę" sortu tak plugawego, że samo myślenie o nich przyprawiało o dreszcze.
Bycie członkiem dużego, uzbrojonego oddziału wcale nie poprawiało nastroju.
Adruga spojrzał katem swego zimnego oka na Horna, po czym skinął na jednego z Armsmenów. Wszyscy przyśpieszyli kroku.
Zaczął szybko wystukiwać komendy na podręcznym kogitatorze.

_________________
I nie poznają co to strach!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 06 sty 2017, 21:13 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 11 sty 2012, 12:41
Posty: 29005
Gra w: Wiedźmin, Dragon Age
Zoria

Od momentu zderzenia wszystko działo się zbyt szybko, aby się połapać, tym bardziej kiedy we łbie szumią jeszcze opary wódki. Teraz Zorii dzwoniło dodatkowo, jakby oberwała, choć samego ciosu nie zapamiętała. Podniosła się i skrzywiła paskudnie, kiedy bólem odezwały się jeszcze plecy. Potrząsnęła głową, otarła zakrwawioną twarz i przyjrzała się sytuacji, mrużąc oczy. Kiedy wytrzeźwieje, będzie bolało bardziej, na razie nie przejmowała się tym jednak w ogóle.
- No kur*wa.
Wylądowała na Margu więc przynajmniej część "planu" musiała się powieść, ale ta cała masa skłębionych ciał... Rozbity serwitor? Do Zorii zaczęło powoli docierać, że chyba troszeczkę przekroczyli granice zwykłej popijawy. Tam gdzieś mógł być Onufry!
- Onufry?!
Bez odzewu. Zoria zaczęła szukać towarzysza, przewracając jeśli trzeba inne "zwłoki". Musiała go znaleźć.

Onufry coś słyszał, ale ledwo do niego docierało przez oszołomienie i ból. Póki co cały wysiłek skupiał na tym, żeby złapać oddech.

_________________
Aedd Gynvael - Złodziej
Dział RPG - Awanturnik


Obrazek

"Walkę kończy śmierć, każda in­na rzecz walkę je­dynie przerywa." - Ciri


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 07 sty 2017, 11:19 
Kultysta Slaanesha
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 kwi 2012, 19:05
Posty: 9244
Gra w: Wiedźmin, Dragon Age
Vuko

Wszystko działo się szybko, zbyt szybko jak na omotany alkoholem umysł valhallańczyka, ale jednego był pewien. Darcie mordy chyba nie skutkuje na pędzącego Ogryna. Zrzucił z siebie część zniszczonej maszyny i rozejrzał się wokół. Wyglądało jak po bombardowaniu. Super, teraz do zarzutów dezercji dostanę jeszcze zniszczenie servitora... Chwilowo nie przejmował się jeszcze odprawą i tym, jak na niej ustoi w tym stanie. Najpierw musi przeżyć.
- Ja pierdolę... - Valhallańczyk roześmiał się. To było piękne!

_________________
Aedd Gynvael - Wtajemniczony
Wicemistrz Pojedynków Aedd Gynvael
Tęp gimbusów. Gimbus to nie człowiek.
"Największego bydlaka jakiego miałem w ręku miał 10cm" - djabeu


Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 07 sty 2017, 12:48 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 14 sie 2012, 22:23
Posty: 12641
Lokalizacja: M(h)roczna Wieża
Joahn Ironwood

Ocknął się nagle, czując ból prawie wszystkiego. Zabełkotał coś niewyraźnie i ponownie pogrążył się w senno-alkoholowo-bólowej maglinie. Marg stęknął i próbował wstać, podnosząc ze sobą sierżanta.

_________________
Nie znosisz ludzi, kontaktów z nimi, czujesz się źle za każdym razem, gdy opuszczasz swoją siedzibę. Gdy już musisz wchodzić w interakcję ze społeczeństwem, dajesz się poznać jako osoba wyjątkowo nieprzyjemna, neurotyczna, sakrastyczna i groźna.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 07 sty 2017, 15:32 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 31 sty 2012, 11:48
Posty: 3294
Lokalizacja: Holy Terra
Aleksander Horn


Głośny dźwięk....Horn kiwną głową na potwierdzenie słów gwardzisty.
Nie podobało mu się to...Z każdym krokiem jego twarz tężała. To on wypisał przepustki...Jeżeli to co w rozkazach okaże się prawdą to oni jeszcze zatęsknią liną frontu.Wyją broń z kabury i przyspieszył kroku.
...Ufaj Jego osądom.....

_________________
IN THE GRIM DARKNESS OF THE FAR FUTURE THERE IS ONLY WAR
"Mess with the best, die like the rest" -8th Cadia
"In life, war. In death, peace. In life, shame. In death, atonement."- Death Korps of Krieg
Stand fast and die like Guardsmen!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 07 sty 2017, 18:47 
Free Company of Alinor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 04 sty 2014, 23:19
Posty: 1382
Lokalizacja: Osonowa
Gra w: Nie wiem
Mordecai Ill

Czy to statek był atakowany? Coś poszło nie tak podczas skoku w osonowę? Turbulencje? Pole asteroid? Ziemia kołysała się okrutnie, krzyki... medyk sam nie wiedział co się dzieje. Korytarz? uciekają? Próbował wstać. Wygrzebać się spod... tej okrutnej mutacji kończyn. Albo leżących ludzi? Coś takiego.

Carrie natomiast wstała. A jak ktoś na niej leżał to go zrzuciła i otrzepała się z... brudu. Nie pomogło by to za bardzo ale w tym stanie jej to nie obchodziło.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 10 sty 2017, 21:43 
Fechmistrz krzyżaka
Fechmistrz krzyżaka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 03 cze 2012, 15:52
Posty: 335
Lokalizacja: Holy Terra
NARRACJA


Lepiej, by człowiek się bał, niż był szczęśliwy.
Imperialne Credo

Śmierdzące płomienie dogasały na rozbitym kadłubie servitora, targanego ostatnimi spazmami swego obumierającego organicznego procesora. Zmieszana z krwią wydzielina przewodów hydraulicznych tech-organicznego homunkulusa tryskała fontanną na pokiereszowanych Gwardzistów, leżących bezładną kupą pod przeciwległą drzwiom ścianą pokładowego korytarza. Część z nich wstała lub próbowała wstać. Alkohol mieszał się z bólem głowy, a oczy zalewała krew z porozbijanych głów i rozciętych łuków brwiowych. Nogi odmawiały posłuszeństwa równie mocno, co przeciążony nadmiarem bodźców umysł, łączący wszystko w wir zdarzeń bez porządku przecinających kolejne sekundy.
Pierś zdezelowanego servitora trysnęła iskrami, gdy wielka łapa Marga wgniotła ją jeszcze bardziej w próbie powstania Ogryna razem z nieprzytomnym sierżantem Ironwood'em. Zoria nerwowo przekopywała resztki maszyny w poszukiwaniu Onfurego, zrzucając na bok ledwo przytomnego Mordecai'a, tuż pod nogi Carrie. Leżał pod nieruchomym ciałem Medivh'a.
- Ja pierdolę...- roześmiał się Vuko - To było piękne!
A długi cień o ponurym kształcie barczystego mężczyzny w ciężkim płaszczu padł na nich niczym widmo nadchodzącej kary.
Powietrze przeszył szczęk zamka pistoletu boltowego.

***




Każda z kondygnacji pokładu garnizonowego wypełniona była Gwardzistami. Postawieni na baczność w szeregach ciągnących się przez cały obwód wysokiego niczym katedra pomieszczenia służącego za koszary 450 Regimentu. Stanowiący dziesięciotysięczny, zorganizowany siłą swoich oficerów tłum, widownię straszliwego pokazu prawa i dyscypliny rozgrywającego się na wolnej przestrzeni centralnego placu pokładu garnizonowego. Patrzący się na to szeregami z każdego przejścia, tarasu, rampy i balustrady. Milczący, anonimowi. Obserwatorzy poniżenia, wyciągający wnioski z błędów swoich towarzyszy broni.
Długi na czterdzieści metrów gonfalon z insygniami Regimentu drżał od każdego uderzenia biczów. Drżał, chociaż sztuczna cyrkulacja powietrza wykluczała wiatr. Beznamiętna, biała czaszka z wypisanymi na sobie oznaczeniami jednostki spoglądała z czerwono-czarnej płachty swymi pustymi oczyma na rzędy skutych i obnażonych do praktycznej nagości ludzi. Łańcuchy spływały ciężkimi zwojami do kół przybitych do posadzki, ciągnąc swym ciężarem umęczone ciała do ziemi. Ziemi spływającej tryskającą z poprzecinanej skóry krwią. A bicze, ciężkie bicze ze skóry groxów, unosiły się i opadały raz po raz w dłoniach posępnych żołnierzy-katów, swym świstem przecinając powietrze wypełnione jedynie jękiem oraz monotonnym recytowaniem wyroku.
Czterystu. Czterystu ludzi biczowanych w jednym momencie na oczach dziesięciu tysięcy towarzyszy broni.
Cała 9 kompania.

Przerzucona ponad pokładem rampa została przyozdobiona niczym taras widokowy na paradzie. Długie zwoje materiałów z symbolami Cadii i Imperium zwisały na samym jej środku, tam gdzie milczący Sztab Regimentu zebrał się by dopilnować egzekwowania wyroku. Dwa wymizerowane servitory, w których blade ciała wbudowano plątaninę kabli i potężnych głośników drżały od wypływających z ich wnętrza słów porucznika Vallera. Jego zimnego, wypranego z emocji i prze-modulowanego mechanicznie głosu. Słów powtarzanych w kółko. Zapętlonych, zdawałoby się, na wieczność.

- ZA PIJAŃSTWO, WSZCZYNANIE BURD NA POKŁADZIE OKRĘTU IMPERIALNEJ MARYNARKI, ZNISZCZENIE WŁASNOŚCI ADEPTUS MECHANIKUS I OKRYCIE HAŃBĄ DOBREGO IMIENIA 450'TEGO REGIMENTU DZIEWIĄTA KOMPANIA ZOSTAJE SKAZANA NA KARĘ PUBLICZNEJ CHŁOSTY W WYMIARZE 8 BATÓW....

W jednym z rzędów ktoś padł na kolana, jęknąwszy głośno. Dźwięk wymiotowania doleciał uszu pułkownika Melcheta. W pełnym umundurowaniu, gładko ogolony i przyozdobiony insygniami dowódcy, beznamiętnie patrzył w dół z założonymi za plecy rękoma. Jego twarz stężała w wyrazie bezwzględnej pogardy, godnej tylko najbardziej zdegenerowanych szubrawców i tych, którzy zawiedli. Oczy pułkownika były zimne niczym dwa kawałki ciemnego lodu i raniły spojrzeniem każdego z tych potępionych niegodziwców na placu. Szczególnie pierwszy rząd.
Trzy kobiety. Dwaj mężczyźni. Ich sierżant. Jakieś przybłędy o których wspominał polityczny. Ratling. Ogryn.
Stojąca po prawej pułkownika, major Sharp odliczała cicho każde kolejne uderzenie bicza, trzymając dłoń przy komunikatorze osobistym. To ona kierowała wymierzaniem kary. Jak zawsze metodycznie, bez względu na zaistniałą sytuację.
Gdzieś z tyłu porucznik Trench poruszył się niespokojnie na dźwięk upadającego człowieka i ruszył przez tłum najwyższych oficerów ku windzie. Melchet spojrzał na niego z ukosa. Zmierzył go wzrokiem, którego nawet szef kompanii medycznej nie mógł znieść. Wrócił do szeregu.

- ... ODEBRANIE POŁOWY ŻOŁDU DLA SZEREGOWYCH I CAŁEGO DLA PROWODYRÓW ZAJŚCIA DO ODWOŁANIA. KARNĄ SŁUŻBĘ PRZY OCZYSZCZANIU POKŁADU GARNIZONOWEGO DO ODWOŁANIA. CODZIENNE DODATKOWE ĆWICZENIA KONDYCYJNE DO ODWOŁANIA...

- ...siedem. Osiem. Dobrze. Przerwać. Wystarczy im. - Mruknęła do komunikatora Sharp. Spojrzenie zanurzyła w przenośnym kogitatorze trzymanym w dłoni. - Poruczniku Trench, może Pan się nimi zająć.
- Bez środków przeciwbólowych. Tylko synskin i przeciwzakaźne. Nie zasługują na litość. - Rzucił Melchet, odwracając się plecami od biegnącego w stronę swoich sanitariuszy Trencha. Jego kroki odbijały się metalicznym echem po rampie. Szpaler wyższych oficerów stanął na baczność, salutując odchodzącemu dowódcy. Ten jednak przystanął po chwili, mijając Oficera Politycznego. Stojącego do niedawna tuż przy nim, w pierwszym rzędzie. Tego, który wydał podpisany przez pułkownika wyrok.
- Ci dezerterzy są teraz Pańscy, Horn.
Stukot jego butów zagłuszył mechanicznie zmieniony głos porucznika Vallera.

- ZNAJCIE ŁASKĘ IMPERATORA!


***


Krople potu zbierały w swej podróży przez twarz drobinki krwi szpecącej twarze valhallańczyków i zbierały się ciężkimi kroplami na czubkach ich nosów, kapiąc powoli na ziemię. Monotonnym, jednostajnym rytmem odmierzającym czas ich życia w kajucie Komisarza Horna. Koszulki nabrzmiały szkarłatnym kolorem rozlewającym się po całych plecach, a bose stopy drżały na zimnej metalowej posadzce.
Horn siedział spokojnie za biurkiem za plastalowym biurkiem, trzymając w dłoni odbezpieczony pistolet boltowy. Z jego twarzy, utkwionej w skrępowanych łańcuchami mężczyznach, nie można było wyczytać nić. Zupełnie nic. Posępne spojrzenie fiołkowych oczu było wyprane z jakichkolwiek uczuć. Z empatii, zrozumienia. Nawet nienawiści. Były jak martwe.
- Dwóch gwardzistów z Valhallani....Wiecie że mógłbym was zastrzeli od razu bez pytania? Za dezercje, uczestniczenie w bójce oraz zaniedbanie obowiązku...- Bolter chrzęstnął cicho, wycelowany prosto w Gwardzistów- Ale dam wam szansę. Wiec słucham ? Stopień, imiona, nazwiska oraz regiment...
kurczę, wiedziałem, że prędzej czy później do tego dojdzie. Pomyślał Vuko.
- Vuko Crowstorm, 28 lat, szeregowy, 54 Regiment Valhallańskich Lodowych Wojowników.
- Medivh Tadić, 28 lat, szeregowy, 54 Regiment Valhallańskich Lodowych Wojowników.
Jęknęli obaj. Składanie słów szło im coraz trudniej, twarze mieli opuchnięte i pokiereszowane. Opieka medyczna w wyniku rozkazu samego pułkownika została odebrana wszystkim uczestnikom burdy, za wyjątkiem tylko tej najpotrzebniejszej.
- 54...hmmm czyli jestes z tego regimentu z któym niedawno mielismy kontakt. Ciekawe....Dobrze, słucham co macie na swóją obronę ?
- No… kompania była zacna, bimber też niezgorszy a jak częstują to nie wypada odmówić. Nie jesteśmy dezerterami, w żadnym wypadku. Znaczy w świetle prawa Imperialnego jesteśmy, ale my po prostu… po pijaku pomyliliśmy statki.- Głowa Vuko opadła na pierś. Resztkami nadziei liczył jeszcze na ocalenie własnej skóry. - W każdym razie proszę się zastanowić, gdyby faktycznie 54 nam nie odpowiadał i postanowilibyśmy zdezerterować to czy pilibyśmy wraz z resztą załogi zamiast kryć się gdzieś w dolnych częściach pokładu? Może i pochodzimy z Valhalli, ale aż tak nierozgarnięci to nie jesteśmy.- Medivh pokiwał głową na potwierdzenie słów towarzysza. - Druga sprawa to domniemana bójka. Nie uczestniczyłem w niej, po prostu przypadkowo znalazłem się na szyi wściekłego Ogryna, który za wszelką cenę chciał wydostać pana sierżanta z tego całego bajzlu.
Horn uniósł brew. Te tłumaczenia były niczym przedśmiertne podrygi wyrzuconych na brzeg, śniętych ryb. Ostatnie ,spazmatyczne próby zachowania życia w sytuacji, gdy śmierć była nieomal pewna... - Więc twierdzicie że było to zaniedbanie obowiązku, a nie dezercja... - Coś jednak kazało Komisarzowi ciągnąć tą farsę. Przeczucie? Logiczny argument w ustach człowieka którego losem powinna być szubienica? - O tym czy ktoś miał udział czy nie to ja decydują gwardzisto. - Rzucił ponuro.
- Ja tylko mówię, że to Ogryn zniszczył servitora. Ja nikogo nawet palcem nie ruszyłem. Wolę strzelać orkom między oczy z 200 metrów niż okładać się po gębach. Ja wiem jak to absurdalnie brzmi, że dwóch Gwardzistów pomyliło statek, ale tak właśnie było.
- To ci się chwali....Co jednak nie zmienia faktu że jesteś tu zamiast robić to co mówisz. I dalej ciążą no tobie ciężkie zarzuty. Ja nie muszę znać faktów z ten bójki, teraz chodzi to u ciebie. Masz coś jeszcze to powiedzenia ?
- Tylko to, że w każdym regimencie przyda się dobry snajper. Proszę to przemyśleć panie komisarzu.
- Snajper ? Taką role miałeś w swoim regimencie?
Valhallańczycy pokiwali równocześnie głowami.
- Tak jest panie komisarzu. Strzelać mogę z każdej broni laserowej, ale najbardziej leży mi longlas i klasyczny karabin snajperski.
- Jak każdy gwardzista... - Mruknął Horn. - Pora wydać wyrok. - Powoli, z pietyzmem nałożył swoją komisarską czapkę. Gwardziści nie wyglądali mu na najbystrzejszych, a ich historia brzmiała jak stek bzdur ale... coś podpowiadało mu, że mówią prawdę. Zresztą, zamiłowanie valhallańczyków do alkoholu było legendarne nawet poza mroźnymi terenami ich planety. Komisarz był człowiekiem rozsądku. Czasami jednak trzeba zdać się również na instynkt. - Patrząc na co tu się stało powinienem was zastrzelić ale tego nie zrobię....Nie oskarżę was o dezercję ale o zaniedbanie obowiązku. I wstawię się za was. Ale kara musi być. Każdy z was otrzyma dodatkowe 10 batów, a także o ile pułkownik się zgodzi zostaniecie przeniesieni do 9 kompani. 6 Pluton. Żeby każdy mógł was kojarzyć z tymi wydarzeniami.Odmaszerować!

***


Szczęście sprzyja brodzie, pomyślał Vuko gdy ostatni z Gwardzistów zajęli miejsca w pękatych wnętrzach promów desantowych. Czerwona lampka bojowa zapłonęła w kompletnej czerni przedziału. Zupełnie jak tamtego feralnego dnia na niższych pokładach "Furii Świętego". Uff, ku*wa, mogło być gorzej. W porównaniu z valhallańskimi skurwysynami ten tutaj to prawdziwy anioł. Przeszło na myśl mężczyźnie, gdy przypomniał sobie Komisarza Horna. Prawda mogła być jednak zgoła zupełnie inna, a zaczynała do niego docierać gdy rampy promów powoli uniosły się z ziemi i poczęły hermetycznie zamykać. Za kilka minut...
... za kilka minut wszystkich może czekać śmierć.
Ta sama, której tak szczęśliwie uciekli.

_________________
I nie poznają co to strach!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 11 sty 2017, 22:36 
Fechmistrz krzyżaka
Fechmistrz krzyżaka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 03 cze 2012, 15:52
Posty: 335
Lokalizacja: Holy Terra
AKT I

Część II


Na polu bitwy barki dowódcy uginają się pod brzemieniem odpowiedzialności nie tylko o wykonanie powierzonego zadania ale również losy swoich ludzi. Te dwie rzeczy są ze sobą nierozerwalnie połączone. Gwardia Imperialna to narzędzie w rękach Imperatora i On decyduje gdzie będzie najużyteczniejsze ale to WY macie obowiązek dbać o jego sprawność. Wytykanie błędów w czasie akcji. Pochwały za wzorowe zachowanie. Reprymendy dla niesubordynowanych i dbanie o dostępność ekwipunku. Zaniedbanie chociaż jednej z tych rzeczy równe jest niedopełnieniu obowiązku. To zaś skutkuje śmiercią w hańbie.
Pułkownik Ezear Istymian Melchet do swoich podoficerów w czasie odprawy




Czerwień wypełniła wnętrze promu desantowego, niczym krew rozpylona w powietrzu. Miała dziwny, blady odcień w którym wszystkie kolory były zarazem widoczne i zniekształcone, niczym pogrążone w innym, mniej realnym świecie. Dokładnie widział srebrne insygnia na hełmach, zachodzące rosą ze skroplonych oddechów ludzi stłoczonych pośród zimnego, przesiąkniętego zapachem pracującego metalu powietrza. Dwugłowe orły rozpościerające skrzydła nad czołami pogrążonych w milczeniu Gwardzistów, jak jakieś starożytne znamiona nieuniknionego przeznaczenia. Białe cyfry, masowo odmalowane szablonem na naramiennikach pancerzy osobistych, Ironwood widział je dokładnie. 450 na jednym, symbol Cadii na drugim. Z wielu zebranych tutaj niedługo nie pozostanie nawet ślad, że żyli. Znikną szybko, brutalnie, boleśnie. Aquila, cyfra i symbol domu. Tylko one będą im towarzyszyły, gdy przyjdzie koniec. W ostatnich chwilach przypominały, za co polegli.
Ogromnym ciałem Marga wstrząsnął niespokojny dreszcz, zsuwając mu głęboko na czoło przydziałowy hełm. Olbrzym pomrukiwał niespokojnie, niechętny ciasnocie promu. Ktoś z tylnych rzędów zawtórował mu cichą modlitwą do Imperatora. Ironwood słyszał szum tykania czyjegoś chrono.
Za chwile poczują szarpnięcie oznaczające wskoczenie silników na wyższy bieg i rozpoczęcie przygotowania do lotu. Wiedział to, pamiętał z wcześniejszych lat. Wtedy nie będzie już odwrotu, co się stało, a co nie nie będzie miało znaczenia.
Joahn przypominał sobie. Zdarzenia przed mobilizacją. Treningi, szkolenia, pogadanki. Czy dopilnował wszystkiego? Czy może zapomniał o czymś i teraz ktoś zginie, bo nie odhaczył na swojej liście obowiązków jednego cholernego ptaszka? Hmm... zabawne. Drobny szczegół mógł znaczyć tyle, co ludzkie życie. Jedno niedopatrzenie pozbawić szansy na przetrwanie całej kompanii. Tak jak wtedy, gdy Valler zlecił im to cholerne zadanie aprowizacyjne...

***


++723899.M41++
++Obrzeża Systemu Cyroxis++
++Segmentum Obscurus++
++Krążownik Imperialny "Furia Świętego"++
++Pokład koszarowy 450'tego Regimentu Cadiańskiego++
++Godzina 7:00 czasu wewnętrznego okrętu++

- Dalej, dalej ,dalej , DALEJ! Ruszać się rozlazłe panienki! A może bolą was dalej plecki, co? Bronsky nawet nie waż się leżeć tak dalej jak do ciebie podejdę, zrozumiano?! A ty Poloe nie potrafisz się porządnie podciągnąć z raptem czterdziestoma kilogramami na plecach! To nie jest wycieczka po agrofolwarku wy białozadne ciapaki, tylko najznamienitszy cadiański regiment Jego Najwyższej Boskości Imperatora! - Ryk Mistrza Drylu, sierżanta porucznika Wouxsley'a był chyba jeszcze gorszy od smrodu cygar i szczurzej whiskey jaką zalatywał jego oddech. Potężnie zbudowany cadiańczyk z iście epicko rudym wąsem i posturą ulicznego zapaśnika krążył biegiem pośród równych rzędów Gwardzistów 9 kompanii, ćwiczących na pokładzie koszarowym. Wszyscy byli w pełnym bojowym umundurowaniu, z całym osobistym pancerzem i wypełnionym po brzegi plecakiem. Od godziny, bez śniadania, byli przeczołgiwani po całym pokładzie w tą i nazad przez sierżanta porucznika Wouxley'a, gnębiącego ich kakofonią inwektyw oraz własną niezbyt urodziwą aparycją za choćby cień niesubordynacji takiej jak wystąpienie z szeregu o milimetr albo niedokładne stawianie stóp podczas biegania.
Właśnie w tym momencie większa część kompanii robiła pompki, okrążana po raz n-ty przez "szczęśliwców" narażonych dla Mistrza Drylu przypadkowym rozwiązaniem się buta i upadkiem z drążka w wyniku zasłabnięcia ramion. Nie wszystkim bowiem rany po ubiczowaniu goiły się dobrze.
Rozkaz pułkownika był jednak jasny. Żadnej pobłażliwości.

- Horg! Za szeroko te ręce! Poprawisz je, czy mam tam podejść i zrobić ci z buźką to samo, co ty zrobiłaś szeregowemu Dayle'yowi?! A ty się tam nie obijaj knypku ratliński, widzę cię doskonale i liczę każdą zakichaną parodię pompki jakiej nie zrobiłeś! Każda jedna to tydzień sprzątania latryny po tym waszym tępym ogryńskim dryblasie! - Owłosiona klata Wouxsley'a nadęła się tak bardzo, że groziło to rozdarciem wojskowej koszulki. Twarz spąsowiała od ryku od grubej szczęki, po łysiejącą czaszkę. Sierżant porucznik wyglądał jakby miał zaraz wybuchnąć. W tym samym momencie jego ciężki but spoczął na plecach Mordecai'a, przyciskając go do ziemi. - No dalej, szeregowy! Ty niewierna ladacznico z podrzędnego lazaretu! Szybciej, szybciej! Raz-dwa! Raz-dwa! Co, sądziłeś że odpuszczę korpusowi medycznemu?! Wolałbym żeby kaprawy, parchaty Grot wyżarł mi bebechy przez nos niż żeby powierzyli moje delikatne i cenne życie do taszczenia dla kogoś twojej postury! Dalej powiedziałem! Raz-dwa! Raz-dwa! Johnson! Ciebie też widzę tam na końcu, ty ślamazarna szumowino! Już tam do ciebie idę cholera ja...
- Sierżancie, wystarczy.
Porucznik Valler spojrzał na swoje chrono, dopalając llho. Od samego początku, godziny z hakiem prawie, przyglądał się w ciszy katowaniu 9 kompanii. Nie wyglądał na zadowolonego. Niechlubne zadanie dopilnowania kary wyżsi oficerowie zrzucili na niego, z sobie tylko znanych powodów. Chociaż nie, powód był oczywisty. Sharp dowodziła tylko teoretycznie oddziałem, zaś Adder ciekłym moczem lał na jakiekolwiek dodatkowe obowiązki związane z utrzymaniem dyscypliny kompanii. Dlatego pozostawał Valler. Valler który też nie miał zamiaru drzeć się na pospolitych szeregowców i sierżanciny od siedmiu boleści. Od tego miał Mistrza Drylu regimentu. Czasu mu jednak nikt nie zwróci, on zaś był istotny. Zabawa w "białe hełmy" nie należała do jedynych obowiązków Klinta Vallera.
Miał znacznie poważniejsze problemy na głowie.
- Zarządzić zebranie meneli i śniadanie. Czas operacyjny 15 minut. Za 3 przestają wydawać jedzenie.
- Słyszeliście pana porucznika, łajzy! Zbierać się! Koryto czeka! Już! Już! Już!

Kiedy większość gwardzistów pędziła już w stronę stołówki, Valler sięgnął do kieszeni na piersi. Trzymając niedopałek papierosa w kąciku ust zawołał.
- Ironwood, ty i twoja drużyna nie. Mam dla was inne zadanie.

_________________
I nie poznają co to strach!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pamiętniki z Tetraphis Aurelia - Tu Gramy
PostNapisane: 11 sty 2017, 22:59 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 14 sie 2012, 22:23
Posty: 12641
Lokalizacja: M(h)roczna Wieża
Joahn Ironwood

- Tak jest panie poruczniku. Kiedy poznamy szczegóły? - zapytał służbiście Ironwood. W kontakcie z wyższymi szarżą, zwłaszcza gdy mieli tak przesrane, lepiej było nie dawać powodów do dalszego męczenia.

_________________
Nie znosisz ludzi, kontaktów z nimi, czujesz się źle za każdym razem, gdy opuszczasz swoją siedzibę. Gdy już musisz wchodzić w interakcję ze społeczeństwem, dajesz się poznać jako osoba wyjątkowo nieprzyjemna, neurotyczna, sakrastyczna i groźna.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Napisz wątekOdpowiedz Strona 4 z 16   [ Posty: 158 ]
Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7 ... 16  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  


Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Style by Daniel St. Jules