Wczytywanie
Teraz jest 30 maja 2020, 13:55


Napisz wątekOdpowiedz Strona 2 z 2   [ Posty: 18 ]
Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł: Krótka historia fantasy
PostNapisane: 10 cze 2014, 23:39 
Casual
Casual

Dołączył(a): 10 cze 2014, 23:15
Posty: 1
Gra w: Minecraft
Witam!
Zainspirowany poznaną nie dawno twórczością Sapkowskiego postanowiłem samemu spróbować swoich sił z fantasy. Zamierzam napisać kilka krótkich, humorystycznych opowiadań z akcją osadzoną w stworzonym przeze mnie świecie. Oddaję swoje wypociny pod Waszą surową ocenę i liczę na konstruktywną krytykę :)

http://znudzony-zyciem.cba.pl/index.php/jezyki-ognia-1/
http://znudzony-zyciem.cba.pl/index.php/jezyki-ognia-2/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krótka historia fantasy
PostNapisane: 11 cze 2014, 10:55 
Nałogowiec
Nałogowiec

Dołączył(a): 22 mar 2012, 03:11
Posty: 3074
http://www.forum.dota2.pl/showthread.ph ... 1#pid82611
http://www.leagueoflegends.pl/forum/sho ... tid=168349

w zasadzie można to potraktować jako spam, jako reklamę. Nie pisałeś posta od serca, tylko zarzucasz sieć kopi-pastą.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krótka historia fantasy
PostNapisane: 12 cze 2014, 18:24 
Niedzielny gracz
Niedzielny gracz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 mar 2014, 23:07
Posty: 57
Lokalizacja: Radom
Gra w: Plemiona, Wolfenstein: Enemy Territory, League of Legends
ccc jeśli miałeś tyle czasu żeby napisać opowiadanie. To nie miałeś czasu żeby napisać na kilku forach inne posty zachęcające do przeczytania tego ?

Nie chodzi tu nawet o "post od serca", po ludzku tak i tak bo to i to :D A inna sprawa, że reklamować czegoś nawet nie potraficie ;P

_________________
Spoiler:


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Twórczość własna - utwory literackie użytkowników GameWalk
PostNapisane: 25 cze 2014, 18:45 
Wiedźma z Głuszy
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 12 maja 2010, 12:04
Posty: 4289
Lokalizacja: Korcari
Gra w: Wiedźmin, DA, Skyrim
Witam,

ponieważ coraz więcej użytkowników naszego forum prosi o założenie odrębnego tematu, dotyczącego własnej twórczości literackiej, postanowiłam takowy wątek stworzyć.
W niniejszym temacie można zamieszczać własne twory literackie, jednakże proszę brać pod uwagę, że jest to nadal część forum otwarta dla ludzi w każdym wieku, dlatego proszę, zarówno w twórczości jak i komentarzach, o zachowanie dobrego smaku wypowiedzi. W przypadku gdy treść utworu będzie mocno kontrowersyjna, proszę autora o takie ostrzeżenie na wstępie oraz zamknięcie tekstu w spoiler.
Oczywiście, zasady tu obowiązujące możemy przedyskutować, jednak na chwilę obecną nadal obowiązuje tu regulamin forum.

PS. Wszystkie dotychczasowe prace zamieszczane w dziale literatury zostały zebrane w niniejszym temacie.

Pozdrawiam,
waber

_________________
"Ignorancja może być skorygowana przy pomocy książki. Głupota wymaga strzelby i szpadla."

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Twórczość własna - utwory literackie użytkowników Gamewa
PostNapisane: 25 cze 2014, 19:33 
Adept analogów
Adept analogów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 05 lip 2013, 16:55
Posty: 226
Lokalizacja: Kalety
Gra w: Mass Effect 1-3, Crysis1-3, Gears of war 1-4, Stalker 1, Red Faction Gurila, MORTAL KOMBAT
Moje opowiadanie umieszczam za zgodą Waber.
Tamira to obecna królowa grodu.
Tamira znalazła kilka lat wcześniej Rhelona jak ten umierał i uratowała mu życie. Między nimi działo sie wiele, były ciężkie chwile. Aż w końcu po jego oświadczynach, wódz wrogiego miasta wypowiedział wojnie Tamirze gdy ta odrzucą jego propozycję ślubu. I tu dzieje sie ta historia:
cz1

Spoiler:

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Twórczość własna - utwory literackie użytkowników Gamewa
PostNapisane: 25 cze 2014, 19:35 
Adept analogów
Adept analogów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 05 lip 2013, 16:55
Posty: 226
Lokalizacja: Kalety
Gra w: Mass Effect 1-3, Crysis1-3, Gears of war 1-4, Stalker 1, Red Faction Gurila, MORTAL KOMBAT
cz2
Spoiler:

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Twórczość własna - utwory literackie użytkowników Gamewa
PostNapisane: 03 lip 2014, 22:36 
Nałogowiec
Nałogowiec
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 14 sie 2012, 22:23
Posty: 12641
Lokalizacja: M(h)roczna Wieża
Opowiadanie napisane na konkurs Vadi w jej sesji w uniwersum "Wiedźmina".

Spoiler:

_________________
Nie znosisz ludzi, kontaktów z nimi, czujesz się źle za każdym razem, gdy opuszczasz swoją siedzibę. Gdy już musisz wchodzić w interakcję ze społeczeństwem, dajesz się poznać jako osoba wyjątkowo nieprzyjemna, neurotyczna, sakrastyczna i groźna.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Niewolnik. Prolog
PostNapisane: 12 sty 2015, 20:56 
Casual
Casual
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 02 wrz 2014, 10:05
Posty: 2
To chyba mój pierwszy autorski tekst, zapraszam serdecznie do wytykania błędów ^.^
Na http://inquisitor-rutherford.blogspot.com są też teksty w uniwersum Mass Effect, nie będę wszystkiego wrzucać tutaj, bo bym zaspamiła ^.^ Zainteresowanych zapraszam do kliknięcia w link :)



Okolica była wyjątkowo spokojna.

Alexander szedł powoli z naręczem chrustu w kierunku znajdującego się niedaleko obozowiska. Noc była dość chłodna, dlatego zdecydował się nie gasić ognia. Poza tym odstraszał on drapieżniki i inne żyjące tu istoty. A było ich sporo. Mężczyzna czuł, że miejsce to jest wręcz na wskroś przesiąknięte starą magią. A ta przyciągała duchy i demony, z którymi nie miał ochoty się mierzyć, zwłaszcza podczas pełni księżyca. Tak, demony w tym czasie są zbyt potężnymi przeciwnikami dla jednego maga, nawet jeśli jest on wypoczęty i w pełni sił.

Byli prawie w Thosanii. Przebyli już szmat drogi, a dziś mieli dotrzeć na miejsce. Jazda pobocznymi dróżkami po zmroku groziła jednak uszkodzeniem wozu, dlatego wolał poczekać do świtu pomimo tego, że od miasta dzieliły ich dwie godziny drogi. Teraz chwila nieuwagi i mogą stać się ofiarą jakiejś wędrownej grupy bandytów albo dzikich elfów, a nie ma możliwości, żeby ktoś im pomógł na tym odludziu.

Mogli pojechać głównym traktem i już dawno być w mieście, pławiąc się w luksusach, ale ryzyko napotkania tam grupy przeciwnej takim jak on było zbyt duże. Alexander wolał uniknąć incydentu i nadłożyć kawałek drogi.

Nie spodziewał się tylko, że zabłądzą w nawiedzone miejsce. Włosy na karku mu się jeżyły.

Ta okolica miała złą sławę. O tym, że czasem giną tu całe kompanie dowiedział się dopiero w karczmie w wiosce, którą odwiedzili poprzedniego wieczora. Było za późno, żeby zawrócić.

Podskoczył w miejscu prawie upuszczając chrust, kiedy usłyszał trzask gałązek. Rozejrzał się uważnie wbijając wzrok w ciemność i odetchnął z ulgą, kiedy dostrzegł uciekającą młodą sarnę. Skierował kroki do obozowiska, gdzie zostawił kompanów i towar.

Ledwo wyszedł na skraj lasu i znów coś go zaniepokoiło. Czuł, że jest obserwowany i bynajmniej nie przez wytwór swojej wyobraźni. Wyczulone przez zaklęcie zmysły nie mogłyby go wprowadzić w błąd. Nie wykrył jednak żadnej magii, poza tą, której sam używał. Gwałtownie przyspieszył kroku, po drodze przywołując swojego mrocznego ogara z drugiej sfery. Bestia wyglądała prawie zwyczajnie. Od zwykłego psa odróżniały go czerwone oczy, był też od takiego szybszy i silniejszy.

- Pilnuj - Alexander wydał polecenie. Chowaniec natychmiast zawrócił i poszedł na obchód węsząc nosem przy ziemi.

Kiedy mag dotarł na miejsce poczuł się trochę bezpieczniej. Jego towarzysze także nie wyglądali na zmartwionych czymkolwiek, bo zaśmiewali się do rozpuku.

Nic dziwnego, pomyślał Alexander zerkając na puste butelki po rumie. Pokręcił głową i rzucił chrust niedaleko ognia.

- Nie było mnie niespełna dwie godziny, a wy zdążyliście wypić połowę naszego zapasu alkoholu? - spytał, patrząc na nich z wyrzutem.

- Wyluzuj, panie magu - jeden z najemników, których zabrał ze sobą, zatoczył się w jego kierunku z opróżnioną do połowy butelką białego alkoholu. Alexander odsunął się od kompana, gdy ten chuchnął mu w twarz.

- Na Stworzycieli, cuchniesz jak gorzelnia - jęknął, pocierając zaszłe łzami oczy. - Jak można w tak krótkim czasie doprowadzić się do takiego stanu?

Najemnik patrzył przez chwilę nieprzytomnym wzrokiem, prawdopodobnie zastanawiając się nad odpowiedzią. Nagle zarzuciło go w kierunku ogniska. Alexander doskoczył do niego i posadził na ziemi. Westchnął ciężko i zerknął w kierunku wozów.

Wydawało mu się, że kątem oka widział jakiś ruch.

- Chyba jestem przewrażliwiony - powiedział do siebie.

- Ale o szooo... hik... sziii choziii? - zapytał drugi, kołysząc się we wszystkie strony. W końcu zdecydował się usiąść. Prawie pełna butelka wypadła mu z ręki. Mężczyzna spojrzał tępo na wylewający się alkohol. - Oj.

- Hej, Dave... - mruknął pierwszy z najemników. - Takie marnotrafsstfo...

Mężczyzna wzruszył ramionami i powiódł wzrokiem po obozie. Wpatrywał się przez moment w jeden z wozów, ten z towarem. Nagle uśmiechnął się jak dziecko i wyjął kawałek chleba z torby.

- Steve, pokaszę si sztu... hik... czkę. Patrz.

Chwilę trwało, zanim mężczyzna stanął na nogi. Kiedy już mu się udało, ruszył w kierunku wozu, zabierając rozpoczętą butlę alkoholu ze sobą. Zataczał się przy tym niemiłosiernie, ale Steve'owi zdawało się to nie przeszkadzać. Alexander za to przyglądał się jego wysiłkom z rozbawieniem.

Dave w końcu doszedł na miejsce. Odsunął płachtę zasłaniającą to, co było na wozie. Machnął pieczywem przed kratami klatki stojącej wewnątrz, a w niej natychmiast się zakotłowało. Mężczyzna odsunął się o krok, gdy wyciągnęły się ku niemu chude ręce.

Na wozie byli elfi niewolnicy. Mężczyźni, kobiety, nawet troje dzieci. To te ostatnie rzuciły się do przodu widząc jedzenie. Przekrzykiwały się wzajemnie prosząc chociaż o kęs suchego chleba. Reszta elfów patrzyła obojętnie, czując, że chce się ich tylko upokorzyć.

Byli zbyt dumni, aby dać się po raz kolejny poniżyć.

- Nie proście ich o nic - warknął na malce najstarszy z niewolników, ale został zignorowany. Głód był tak silny, że elfie dzieci widząc pożywienie stawały się głuche na upomnienia.

Łowcy niewolników zaśmiewali się widząc desperację maluchów. Robili to na tyle głośno, że nie usłyszeli pisku zabijanego psa. Dopiero energia uwolniona w momencie śmierci chowańca zwróciła uwagę Alexandra. Serce podeszło mu do gardła.

- Xanos! - ryknął w ciemność. Odpowiedziała mu cisza. Dosłownie, bo najemnicy też zdali sobie sprawę, że coś się dzieje i zamilknęli.

Mag rzucił na siebie kolejne zaklęcie, jeszcze bardziej wyczulając zmysły. Słyszał, bardzo niewyraźnie, że napastnik okrąża ich i najwidoczniej planuje zaatakować od tyłu.

Napastnik. Jeden. Alexander zaśmiał się w duchu. Co jeden człowiek może zrobić?

Sam sobie odpowiedział. To samo co z piekielnym ogarem. A kiedy już zdał sobie sprawę z tego, że osoba, która ich napadła, w pojedynkę zabiła jego chowańca, który nie poległ nawet w starciu ze smoczęciem, na oślep rzucił kilka ognistych kul. Widział, jak zakapturzona postać robi unik i znika w ciemnościach.

Alexander był pewien, że ktokolwiek ich zaatakował, czmychnął do lasu. Był też pewien, że nie na długo.

Zrobiło się spokojnie, więc najemnicy zrezygnowali z poszukiwania broni. Dave zeskoczył z wozu, na który chwilę wcześniej się wdrapał po swój miecz.

- Szefie... szo sie tu stało? - spytał Steve i czknął. - To był demon? - dopytał, kiedy mag wciąż milczał.

- Wątpię - rzucił oschle. Zaczynał się obawiać o własne życie. - Mimo wszystko jesteśmy atakowani, a wy bęcwały nie potraficie się na nogach utrzymać! - warknął, piorunując wzrokiem towarzysza.

Najemnik uniósł brew.

- A skąd myśmy mogli wiedzieć, że nas szo zaaaatakuje? - zapytał, patrząc z wyrzutem na maga. Oczy Alexandra zaczynały niebezpiecznie świecić. Steve wiedział, że lepiej go więcej nie drażnić. - Pójdę z Davem na obchód.

Zaklęcia osłabły i Alexander nie widział już tak dobrze. To znaczyło, że jeśli zostanie sam, stanie się zupełnie bezbronny.

- Nie - powiedział, wypuszczając powietrze ze świstem. Steve obejrzał się zaskoczony. - Ostatnie czego nam teraz trzeba to się rozdzielić. Dave! - krzyknął w kierunku wozów. Cisza. Alexander usiadł zrezygnowany na ziemi. - Idź po tego pajaca. I ostatni raz widzę, że ognisko rozpalacie tak daleko od wozów.

-Taest, szefie..

Alexander rozłożył się na trawie, patrząc na gwiazdy i nasłuchując kroków powracających kompanów. Coraz częściej zastanawiał się nad zmianą najemników. Z tych było coraz mniej pożytku. Nie potrafił ich zdyscyplinować, a na szlaku nie mógł sobie pozwolić na usmażenie w nerwach któregoś z nich.

- Na ognie piekielne! Śpicie tam? - krzyknął w kierunku, z którego powinni przyjść najemnicy, kiedy ich nieobecność się przedłużała. Ani Dave, ani Steve nie odpowiedział.

Alexander westchnął ciężko i poszedł poszukać mężczyzn. Zbliżając się do wozu widział ich niewyraźne sylwetki. Siedzieli, opierając się o koło, a między nimi stała butelka.

- Jasna cholera, chcecie, chlejcie, ale mieliście przyjść TAM! - wskazał palcem na ognisko i zamarł. Mężczyźni mieli zwieszone głowy. Mag wytężył wzrok i dostrzegł ciemną kałużę na ziemi. - kurczę.

Przeszedł szybko na tył wozu i złapał pierwszego elfiego niewolnika, którego miał na wyciągnięcie ręki. Przyciągnął go do siebie tak, że ich twarze znalazły się bardzo blisko. Tak blisko, że elf widział przerażenie i wściekłość w oczach handlarza.

- Kto... to... zrobił? - wycedził, przez zaciśnięte zęby. Elf patrzył na niego obojętnym wzrokiem i nie kwapił się z odpowiedzią. - Gdzie teraz jest? MÓW! - wrzasnął w twarz niewolnika.

Koło ucha świsnął mu sztylet. Ostrze wbiło się dwa centymetry od jego twarzy. Puścił elfa i powoli odwrócił się w stronę napastnika.

Zakapturzona postać w szerokim płaszczu stała w niewielkiej odległości, uzbrojona w długi miecz. Alexander podejrzewał, że celowo chybiła, żeby zwrócić na siebie uwagę. Nie wiedział, z czym ma do czynienia - z zabójcą, czy z demonem. Ktokolwiek to był, szukał wrażeń. Dla niego liczyło się przetrwanie.

Alexander zebrał w sobie Moc i uderzył. Płomienie nie dosięgnęły napastnika, mag był za słaby. Sparzył sobie ręce, ale nie miał czasu na martwienie się tym. Gdy tylko czar ustał, postać zaatakowała. Alexander uderzył w nią telekinetycznie, odrzucając na kilka metrów. Kaptur zsunął się z głowy atakującego.

Agresor był kobietą. Jasne włosy powiewały od magicznego podmuchu, a ich właścicielka zaparła się jedną stopą o ziemię, na chwilę wybita z rytmu. Kiedy stanęła już stabilnie, ponownie natarła, tym razem jednak sypnęła piaskiem w oczy Alexandra. Planowała zajść go z flanki, kiedy ten chronił twarz. Mężczyzna spodziewał się takiego posunięcia, bo miewał już do czynienia z ludźmi preferującymi podstęp niż uczciwą walkę. Nie wiedział tylko, w którą stronę się odwrócić, dlatego rozłożył ramiona, tworząc ognisty krąg wokół siebie, który oddalając się od niego powiększał swoją średnicę, przy okazji zabierając ze sobą pył. Mag kątem oka zobaczył, że po lewej stronie napastniczka robi salto w tył, unikając poparzenia.

Puścił się biegiem na przód wozu. Zostawił tam swój kostur, dzięki któremu użycie Mocy było mniejsze. Oprócz tego mógł nim parować ciosy.

Dotarł tam prawie równocześnie z kobietą. Złapał za kostur i obrócił się w kierunku nadbiegającej napastniczki. Sparował pierwsze trzy ciosy i ponownie uderzył telekinetycznie, zwiększając odległość między nimi. Kiedy podmuch ustał, kobieta doskoczyła do Alexandra wykonując zwód na głowę. Mag chciał sparować atak, ale ostrze zawinęło i powędrowało pod ramię, bez problemu rozcinając szatę i skórę na piersi. Syknął, próbując uderzyć czystą magią, ale kobieta odskoczyła, uśmiechając się krzywo.

- Przestań się ze mną bawić! - warknął, gdy napastniczka umknęła przed kolejnym pociskiem, cały czas utrzymując ten sam dystans i nie próbując nawet się zbliżyć.

Alexander zmienił taktykę. Przestał marnować Moc na próby trafienia uskakującej kobiety. Atakował dopiero, gdy próbowała dosięgnąć go ostrzem. Coś jednak było nie tak. Zaczęło mu się kręcić w głowie, był zlany potem, chociaż łotrzyca praktycznie się wycofała i zdawała się czekać na okazję do zadania jednego, śmiertelnego ciosu.

Prawdopodobieństwo, że jej się powiedzie było niskie, bo tyły maga chronił wóz. Kiedy kobieta znowu umknęła, nie próbując go zwodzić ani podejść w jakiś chytry sposób, Alexander zrozumiał.

Otruła go. Teraz czekała tylko, aż ofiara opadnie z sił, aby go łaskawie dobić. Wiedział już, że tak naprawdę jest martwy. Wykrzywił wargi w parodii uśmiechu.

Nie próbował negocjować. Wiedział, że to nic nie da, ale na pewno nie zamierzał zwyczajnie się poddać.

- Chcesz mojej śmierci? - spytał, kiedy kobieta znowu znalazła się bliżej. - W porządku. Ale na pewno nie zniknę na dnie piekieł sam. Pójdziesz tam ze mną! - krzyknął, uwalniając resztę swojej Mocy.

Najpierw oczy maga zaświeciły na błękitno. Łotrzyca zamarła w miejscu, widocznie nie spodziewając się takiego obrotu sytuacji. Domyślając się, co się za chwilę stanie, zaczęła rozglądać się za schronieniem. Podczas gdy Alexander zaczął unosić się nad ziemią, kobieta dostrzegła szansę swojego przeżycia pod głazem leżącym w pobliżu ogniska. Było tam mało miejsca, ale powinna się wcisnąć.

Nie zapomniała, po co się tu znalazła. Zanim ruszyła w kierunku schronienia, doskoczyła do zamkniętych elfów, skazanych na zagładę, jeśli je tam zostawi. Uderzyła rękojeścią miecza w kłódkę. Bezskutecznie. Spróbowała jeszcze raz. I jeszcze, zanim zatrzask puścił. Elfy spojrzały na nią zdumione.

- Ratujcie się! I to migiem! Tu za chwilę rozpęta się piekło. Idiota skierował na ten obszar potężne zaklęcie i sam przy tym straci życie.

- Dziękujemy, Yo'lbarsfang. Masz naszą wdzięczność - szepnął najstarszy elf, patrząc przez ułamek sekundy za uciekającą wyzwolicielką. Tygrysim Kłem, o którym ostatnio było głośno wśród jego ludu. Tygrysim Kłem, której nazwa wzięła się od rzadkiego magicznego amuletu. Jedynej ludzkiej kobiety noszącej przy sobie elficki artefakt. Jedynej, która regularnie naraża w tym miejscu swoje życie dla garstki elfów, niedoszłych niewolników. Młodej dziewczyny, walczącej nie za swoją sprawę i nie dla korzyści, ale dlatego, że "tak trzeba".

A później sam puścił się biegiem w kierunku lasu, jak najdalej od tego przeklętego miejsca.

Tygrysica dała nura pod głaz dokładnie w momencie, gdy na ziemię zaczęły spadać ogniste kule. Nie wiedziała, ile czasu tam spędziła. Była pewna, że stanowczo za długo, bo jej kończyny i kark ścierpły w niewygodnej pozycji.

Wychyliła się ostrożnie dopiero wtedy, gdy miała pewność, że wszystko ucichło. Na polanie było jasno od pożaru, który wybuchł w miejscu, gdzie chwilę wcześniej stał wóz z niewolnikami. Ani śladu maga.

Zbliżyła się ostrożnie do płonącego wraku, gotowa w każdej chwili odskoczyć w razie, gdyby handlarz niewolników przeżył tę masakrę. Znalazła tylko nadpalone zwłoki Alexandra i dwóch najemników. Ani śladu elfów. Ani śladu po jakiejkolwiek wskazówce, dla kogo mieli być niewolnicy. Z martwego maga też informacji nie wydobędzie.

Yo'lbarsfang westchnęła ciężko i skierowała kroki w kierunku miasta. To był długi wieczór. Przynajmniej tym razem obyło się bez demonów.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Napisz wątekOdpowiedz Strona 2 z 2   [ Posty: 18 ]
Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  


Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Style by Daniel St. Jules